poniedziałek, 20 stycznia 2014

780

6

Wyszedłem z kwiaciarni, dziękując za pomoc w doborze kwiatów do bukietu. Chciałem przeprosić Harry’ego. W sumie to sam nie wiem do końca za co, ale czułem, że muszę. Ta potrzeba była zbyt silna. Może po prostu chciałem mieć pretekst, żeby kupić mu kwiaty? Czy to wystarczy? Nie było dla mnie nikogo poza Harrym tak naprawdę. Mogłem mieć innych przyjaciół, mnóstwo znajomych i związków na jedną noc – choć wcale takich nie miałem – to i tak liczył się tylko on. Za każdym razem gdy go przytulam, jest tak, jakbym trzymał cały wszechświat w swoich ramionach. Z jednej strony to prawda. Harry jest moim wszystkim i nigdy nie mogę mu pozwolić na odejście. Nigdy. Nawet jeśli byłbym zmuszony do tego. Widok płaczącego Harry’ego był najgorszym, jaki widziałem w ciągu całego mojego życia. Nie mogę znieść widoku jego smutnych oczu. Serce mnie bolało tak, jakby ktoś je rozrywał na miliony kawałeczków. Kochałem w nim te piękne oczy, które promieniały. I ten jego uśmiech. Nigdy mu tego nie mówiłem, ale mam słabość do jego dołeczków, kiedy się uśmiecha. Wtedy naszła mnie dziwna myśl.

-Ten blondyn ładnie się uśmiechał. A jego oczy… prawie jak niebo – powiedziałem do samego siebie cicho.

Nagle coś mnie tchnęło. Przystanąłem na środku chodnika. Zmarszczyłem brwi i pokręciłem głową. „Nie”, pomyślałem. „On nie mógł być gejem…” Chociaż? Wydawał się być normalnym chłopakiem, ale coś w nim było inne. Coś co było inne również we mnie. Tak. Ja, Louis Tomlinson jestem gejem. Kocham mojego najlepszego przyjaciela. Nie, nie wmawiam sobie, że jestem biseksualny. Nigdy nie spojrzałem na żadną dziewczynę tak, jak patrzyłem na niego. Ja patrzyłem na facetów w kryteriach, w jakich nie powinienem. Liam zawsze się z tego śmiał. Dla niego nie istniała miłość, a już na pewno nie miłość do tej samej płci. Hazel starała się go usidlić, ale on jest przysłowiowym włóczęgą. Nie umie się tak łatwo przywiązać jak ja. Mnie wystarczyło jedno spojrzenie zielonych oczy Harry’ego i już byłem jego. Na zawsze.

Nagle ktoś otarł się o moje ramię, wybudzając mnie z przemyśleń. Ja i myślenie? Jak to się stało? Ja przecież zawsze wolałem oszczędzić sobie tego. Przez to nie poszedłem na studia. Nie byłem ambitny. Nie musiałem. Miałem pieniądze. Dobra strona urodzenia się w bogatej rodzinie. Mój pogląd różnił się od tego, jaki miał Liam. On poszedł na studia dlatego, że ma pieniądze, a ja przez to tego nie zrobiłem. Hazzie to nawet bardziej pasowało. Cieszył się, że nie muszę siedzieć całymi dniami, przeglądając kserówki na kolejne zajęcia. Teraz, gdy jego mama wyjechała i zamieszkał u mnie, mogłem się na niego bezkarnie patrzeć. Podniosłem wzrok, przerywając kolejny monolog, który prowadziłem w swojej głowie. Po drugiej stronie ulicy dostrzegłem sklep z pluszakami. Uśmiechnąłem się pod nosem. Harry uważał, iż jest już za duży na takie rzeczy, jako że skończył w lutym 18 lat. Wydawało mu się, że jest dorosły.

Ostatnio zabroniłem mu oglądać „wyciskacze łez”, bo jest zbyt emocjonalny na takie rzeczy, ale on puścił tą uwagę mimo uszu. Chodź z drugiej strony, gdy tak przytulał się do tej poduszki był tak uroczy. Nie mogłem mu się wtedy oprzeć. Teraz będzie miał misia. Dużego, pluszowego misia. Oczy mi się zaświeciły, a na sercu zrobiło mi się jakoś dziwnie ciepło. Wyobrażenie Harry’ego tulącego misia, było po prostu za słodkie. Postanowiłem kupić mu największego z możliwych. Sprzedawca dorzucił nawet gratis balonik z wybranym przeze mnie napisem. Podziękowałem mu grzecznie, gdy wychodziłem na ulicę i ruszyłem do domu. Szkoda tylko, że misiek i kwiaty zasłaniali mi widok. Przez to robiłem chyba krok na godzinę.

***

{Something ‘Bout Love}

Nienawidzę tego, że jestem takim emocjonalnym idiotą. Siedzę pod kołdrą i oglądam jakiś film typu „wyciskacz łez”, by wyrzucić z siebie zbędne – według mojego rozumu – uczucia. Zazwyczaj to pomagało, ale nie tym razem. Poduszka nasiąkła moimi łzami, a wokół mnie po całym łóżku walały się chusteczki. Oczy już zapewne miałem czerwone, tak jak i nos. Tak, naprawdę tego nienawidzę. Zwłaszcza wtedy, gdy nawet taka „terapia” mi nie pomaga. Cały czas myślałem o Lou. O tym jak blisko był z Liamem. Wiem, że zapewne żaden z nich nie jest gejem – choć miałem cichą nadzieję – to od wewnątrz zżerała mnie zazdrość. To uczucie paliło mnie i zabierało ze sobą jakąś cząstkę mojej duszy. Czułem się źle z tym, że pragnąłem własnego najlepszego przyjaciela. Gdybym mógł wziąłbym go w ramiona i nigdy nie puścił. Spijałbym pocałunki z jego ust i… Nie! Nie powinienem tak myśleć. Nie mogłem tak myśleć. Gdybym pozwolił sobie na takie rozmyślania, nie powstrzymałbym się przy nim chwili dłużej.

Wtuliłem się mocniej w poduszkę, pociągając nosem. Przetarłem dłonią mokre oczy. Tak bardzo chciałem się do niego przytulić. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Były tylko dwie opcje, kto to mógł być, ale żadna raczej nie wchodziła w grę. Louis wyszedł rano i zostawił kartkę, że raczej nie wróci szybko – zresztą jak w każdą sobotę. Drugą osobą, która mogła mnie zaszczycić swoją obecnością był Liam, ale skoro byłem sam w domu, to nie miał po co przychodzić. Podniosłem się z miejsca, dalej wtulając w poduszkę, a na głowie miałem zarzuconą kołdrę, która ciągnęła się za mną po podłodze. Szurałem kapciami po panelach, aż doszedłem do drzwi. Otworzyłem je z miłym zaskoczeniem, ale nie uśmiechnąłem się. Ten film jednak zrobił swoje. Podniosłem wzrok, a moje mokre oczy w końcu odnalazły twarz Lou. Zasłaniał ją pluszowy miś, który trzymał w ręku balonika z napisem „Przepraszam” i wielkim bukiem kwiatów. Zdaje się, że ledwo doniósł to tutaj, nie przewracając się.

- Tak jak twierdzi misiek. Przepraszam – powiedział i wcisnął mi do rąk bukiet oraz pluszaka. Poduszka upadła na ziemię, a Lou ją podniósł i uśmiechnął się szeroko. – Powinienem go zabrać gdzieś indziej. W końcu dobrze wiem, jak bardzo się nie lubicie. Głupek ze mnie. Wybaczysz mi, Dziubku?

- Nie drocz się ze mną, Miśku – odpowiedziałem, po czym pokazałem mu język.

Poczochrał moje włosy i wszedł do środka, wymijając mnie w przejściu. Na policzkach pojawiły mi się nieznaczne rumieńce. Na szczęście nie zauważył ich, bo zasłoniłem twarz prezentami na przeprosiny od niego. Tak naprawdę to nie musiał tego robić. Nie byłem na niego zły. Nie mógłbym być na niego zły. To była jedna z moich wielu wad. Kiedy Lou patrzył na mnie tymi swoimi zielono-niebieskimi oczami, nie umiałem mu odmówić. Nie umiałem wtedy nawet racjonalnie myśleć. Gdyby nie to, że mam jako tako silną wolę, już dawno bym go pocałował. To zawsze chodziło mi po głowie. Takich myśli nie umiałem odgonić, ale mogłem kontrolować swoje ciało, co dawało mi choć częściowe bezpieczeństwo w jego obecności. Spuściłem wzrok, gdy spojrzał w moją stronę. Stał oparty o framugę drzwi prowadzących do salonu. Drepcząc niezdarnie w za dużych kapciach, które należały do Lou, poszedłem wstawić kwiaty do wazonu. Posadziłem misia na krześle wkuchni i sięgnąłem do szafki. Wyprostowałem się, a moje serce zaczęło niesamowicie szybko bić. Louis stał tuż za mną. Czułem jego oddech na swojej szyi.

- Podobają ci się? – spytał cicho, biorąc ode mnie wazon. Nalał wody i wsadził do niego bukiet. – Wiesz, pomagał mi go dobrać taki miły chłopak, co pracuje w tej kwiaciarni na rogu.

- Jest śliczny, ale nie musiałeś…

- Harry – wypowiedział miękko moje imię, odwracając się tak, by patrzeć mi prosto w oczy. – Jesteś moim przyjacielem. Nie mam nikogo ważniejszego. Wiem, że nie powinienem mu pozwolić tam zostać, bo nie trawicie się. Dosłownie i w przenośni. Przykro mi, że musiałeś się przez niego denerwować.

- Może i byłem zły wczoraj, ale wiesz, że nie gniewam się długo. Rozumiem cię. Nie jestem twoim jedynym przyjacielem, więc nie powinienem oczekiwać, że zawsze będziesz przy mnie i tylko przy mnie. Rozumiem.

- Nie, Harry. Ty jesteś dla mnie najważniejszy. Już to mówiłem wiele razy. Mogę przestać się widywać z…

- Nie – przerwałem mu, ujmując delikatnie jego dłoń. – Nie chcę być przeszkodą. Zawsze myślisz o mnie, Lou. Powinieneś raz pomyśleć o swoich potrzebach i się nimi kierować.

„Szkoda tylko, że ja nie tak nie robię”, pomyślałem. „Potrzebuję cię, ale nie mogę cię mieć…”

- Cieszę się – powiedział tylko i odwzajemnił mój uścisk z szerokim uśmiechem. – A teraz… obejrzymy jakiś film? Idź coś wybierz, a ja znajdę odpowiednie miejsce dla kwiatków.

Zniknął za drzwiami prowadzącymi do hallu. Wyjrzałem przez okno, szczelniej okrywając się kołdrą. Dwa ptaki siedziały na gałęzi drzewa, które rosło w ogrodzie natyłach domu. Wyglądały, jakby się przytulały. Uśmiechnąłem się do siebie i odwróciłem wzrok, kierując się w stronę salonu. Stanąłem przed półką z płytami. Przeleciałem po tytułach wzrokiem, szukając tego, którego jeszcze nie widziałem. Zmarszczyłem brwi. Kiedy trafiłem na niego, sięgnąłem ręką i zdjąłem płytę z półki. Pokiwałem głową, otwierając pudełko.

Po chwili w drzwiach salonu pojawił się Lou, a ja już siedziałem wygodnie na kanapie z miską pełną chipsów w jednej ręce i pilotem w drugiej. Posłałem mu przyjacielski uśmiech. Poklepałem ręką miejsce obok mnie, by usiadł i włączyłem przycisk „play”. Na ekranie telewizora pojawił się tytuł filmu. Lou pokiwał głową. Posłałem mu pytające spojrzenie.

- Ten film. „Once”. Kiedy byłem w Hard Rock Caffe przed przyjściem do ciebie, rozmawiałem z Daisy. Poleciła mi go – zaśmiał się. – Zdaje się, że mamy jakąś telepatyczną więź, co?

- No ba! – Uśmiechnąłem się szeroko i rzuciłem w niego chipsem. – W końcu nikt nie zna cię lepiej ode mnie, prawda?

Pokiwał głową i oparł się o moje ramię. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, którego miałem nadzieję, nie zauważył. Zmienialiśmy pozycje co chwilę, aż w końcu położyłem głowę na jego kolanach. Sięgnął rękę do moich kręconych włosów iz aczął mnie po nich gładzić. Było mi tak przyjemnie, że gdy główna bohaterka zaczęła grać na pianinie, zasnąłem.

{Breathig Space}

Nie znałem tej melodii. Nie słyszałem jej w całym moim czternastoletnim życiu. Przetarłem zaspane oczy i podniosłem się do pozycji siedzącej. Poprzedniego dnia pokłóciłem się z mamą. Tylko do Lou mogłem przyjść, żeby się uspokoić. Zasnąłem w jego łóżku, wtulony w poduszkę, która tak bardzo nasiąknęła jego zapachem. Było mi tak dobrze, że nie chciałem wstać z tego łóżka. Zmusiłem się jednak. Podniosłem się i skierowałem w stronę, z której dochodziła melodia.

Granie nasilało się w miarę, jak zbliżałem się do opuszczonej części domu. Po śmierci pani Tomlinson nikt tam nie chodził. Pan T. zabronił tego, ale sam dość często odwiedzał tamto miejsce. Udawaliśmy, że nie wiemy. Musiało mu być ciężko, bo nic tam nie zmienił, ale najwidoczniej wspomnienia były zbyt cenne. Jedyne co mnie bolało to fakt, iż przez odcięcie się od prawdy i wszystkiego, co z nią związanie, zaniedbał Louis’a. Od tamtej pory nie słyszałem, by ktoś grał na pianinie jego mamy.

- Co ty tu robisz? – spytałem cicho, gdy zobaczyłem, kto siedzi przy instrumencie.

- Oh… - Lou jakby otrząsnął się z transu i odwrócił w moją stronę. – Ja tylko sprawdzałem czy dalej działa.

- Nie kłam – szepnąłem, zajmując miejsce obok niego i przejechałem palcami po klawiszach. –Dawno nie grałeś ani nie śpiewałeś. Nie możesz zaprzepaścić swojego talentu. Nie marnuj się przez ojca. Wiesz, że Effy cię poprze.

- Ona nie da sobie z nim rady. Nie zrozumiesz, Harry – oznajmił miękko, przeczesując czule palcami moje włosy. – To skomplikowane.

- Spróbuj mi wytłumaczyć. Nie jestem głupi. Widzę, że cierpisz, bo nie możesz grać. To pianino… Ono jest ważne… Twoja mama grała na nim codziennie i nie możesz tak poprostu…

- Dziubek – uciął szybko.– Mówiłem ci już wiele razy. To zbyt skomplikowane.

- Nie musi takie być. Wystarczy, że mi powiesz.

Spojrzałem mu prosto w oczy, licząc, że się złamie, ale mi się nie udało. On tylko uśmiechnął się delikatnie, mrużąc oczy. Pokręcił głową, po czym przytulił mnie do siebie. Położyłem ręce na jego plecach, zacieśniając uścisk. Nie byłem pewny co do swoich uczuć. Był moim przyjacielem, więc czemu moje serce zabiło trochę szybciej? Westchnąłem. Czułem się, jakby mi nie ufał do końca. A może po prostu znowu się o mnie martwił? Jak zwykle to on się o mnie martwił…

***

Zasnął. Oddychał spokojnie i równomiernie od jakiegoś czasu. Po prostu położył głowę na moich kolanach i zamknął oczy. Wyglądał jak aniołek. Loki przykryły mu nieznacznie twarz, które była tak spokojna jak nigdy. Rzęsy opadały lekko na policzki, dosłownie je muskając. Jego truskawkowe usta rozchyliły się. Cicho pochrapywał, wtulony w mój brzuch. Obejmował mnie rękami w pasie tak, że nawet nie mogłem się ruszyć. Uśmiechnąłem się pod nosem i zacząłem bawić się jego loczkami. Mruknął zadowolony przez sen. Na moje nieszczęście wzmocnił uścisk jeszcze bardziej, a potem mruknął coś pod nosem.

-Harry? – szepnąłem. – Nie śpisz już?

W odpowiedzi usłyszałem kolejny pomruk.

-Harry, błagam cię. Nie ściskaj mnie tak, bo…

On zrobił jednak odwrotnie i już czułem, że zaczyna brakować mi powietrza. Ledwo udało mi się do niego nachylić. W tym momencie tylko jedno mogło podziałać. Pocałowałem go w policzek. Ten gest zawsze go uspokajał. Poluźnił uścisk, ale nie puścił mnie. Przechylił głowę i spał dalej. Znowu się uśmiechnąłem. Kochałem na niego patrzeć. Kochałem czuć jego dotyk, ale takie przytulanie nie było dobre. Harry miał uścisk jak mały niedźwiedź. Złapie i nie puści. Musnąłem palcami jego czoło, gdy odgarniałem mu niesforne loki z twarzy. Kąciki jego ust uniosły się nieznacznie.

Ja po prostu byłem w nim cholernie mocno zakochany… Zawsze i na zawsze…


6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz