poniedziałek, 20 stycznia 2014

781

5

Matko Święta. Dostać się na studia jest chyba trudniej, niż dostać pracę. Najpierw logowanie na jakiejś durnej stronie, wypełnianie tych wszystkich rubryczek i podstron, a potem jeszcze każą ci czekać miesiąc na informacje, czy się dostałeś, czy nie. Jeśli nie, to peszek. Jeśli tak, to czeka cię kilkugodzinne stanie w kolejce do dziekanatu. Boże, jak ja się cieszę, że mam to już za sobą. Teraz tylko pozostaje czekać na plan zajęć.

Przeszedłem przez jezdnię i ruszyłem w stronę swojego mieszkania. Miałem ochotę poleniuchować. Rozsiąść się na kanapie i po ociekać tą zajebistością, którą tak często ocieka Lou. Uśmiechnąłem się pod nosem na wspomnienie przyjaciela. Nie pamiętam kiedy nasza przyjaźń tak się zacieśniła. Po prostu poznaliśmy się w szkole z internatem. Spędzaliśmy razem sporo czasu, potem dostaliśmy wspólny pokój. Nim się obejrzałem byliśmy blisko, a mi jego inność wcale nie przeszkadzała. Co prawda, gadało się z nim trochę inaczej niż z normalnym facetem. On po prostu zwracał uwagę na inne aspekty życia. Był naprawdę niesamowitym kumplem. Zawsze mogłem na niego liczyć, a on na mnie.

Nagle zatrzymałem się w pół kroku. Odwróciłem głowę i spojrzałem na witrynę sklepu, obok którego się zatrzymałem. Flower Paradise. Przygryzłem dolną wargę, zastanawiając się czy dziś też pracuje. A może ma wolne? W końcu są wakacje.

Odwróciłem się na pięcie i podszedłem do drzwi, które i dziś były otwarte na oścież. Zajrzałem do środka i obrzuciłem pomieszczenie przelotnym spojrzeniem. Nie dostrzegłem jednak blondyna. Przekroczyłem próg kwiaciarni i ostrożnie stawiając kroki, stanąłem ja jej środku. Uważnie rozejrzałem się po wnętrzu. Było tu tak… Inaczej. Do moich nozdrzy dotarł przyjemny, słodki zapach kwiatów. Nagle dostrzegłem niezliczoną ilość barw, która we mnie uderzyła. Poczułem się jak w jakieś bajce czy coś. Jakbym wkroczył do zupełnie innego świata. Jakbym naprawdę znalazł się w raju. Czy wyjątkowość tego miejsca była powodem, dla którego tu pracował?

{Beautiful Eyes}

Rozejrzałem się dookoła, a mój wzrok zatrzymał się na dość ciekawym kwiatku. Jego płatki były wąskie, podłużne o pomarańczowym kolorze. Nie było by w nim nic zupełnie interesującego, gdyby te pomarańczowe płatki nie były nakrapiane czarnymi plamkami. Podszedłem do niego i nachyliłem, by przejrzeć mu się z bliska.

- Gryziesz? – zapytałem, dotykając płatków palcem.

- Nie –usłyszałem odpowiedź po lewej. Odwróciłem głowę i zobaczyłem stojącego na progu sklepu Nialla. Znów miał na sobie ogrodniczki, ale jego bluzka była teraz czerwona. Z ramienia zwieszała mu się torba.

- Co to za kwiat? – spytałem, prostując się i odsuwając go jak przechodzi przez sklep, aż do lady.

- To lilia tygrysia – odpowiedział, zdejmując torbę i rzucając w kąt.

- Trafna nazwa – stwierdziłem znów pochylając się nad kwiatem i dotykając jego płatków.

Wyprostowałem się i spojrzałem na chłopaka. Chwycił swoją za długą blond grzywkę, przeczesał palcami i odgarnął na bok. Błękitne oczy uważnie śledził tekst na kartkach, które wyciągnął z pod lady. Był szczupłym, drobnym i niskim chłopakiem. Był uroczy.

Pokręciłem głowę, by wyrzucić z siebie tę myśl, która krążyła po niej od jakiegoś czasu. Niall złożył podpis na kartce, schował pod ladę i spojrzał na mnie.

- Więc co cię tu sprowadza? – spytał z uśmiechem. – Kolejny bukiet?

- Eeee…- zająknąłem się. – Tak właściwie to… To chciałem sprawdzić czy dziś też tu pracujesz.

Niall uniósł wysoko brwi i zaskoczony zamrugał. Spuściłem wzrok na swoje buty. Liam, chłopie, co ty wygadujesz. No to była największa głupota jaką mogłem palnąć. No proszę.

- Pracuję to codziennie – usłyszałem jego głos i zerknąłem na niego spod grzywki. – Od poniedziałku do piątku. Jak będziesz chciał pogadać, to śmiało. Nie widzę przeszkód.

Podniosłem na niego wzrok, a on posłał mi ciepły uśmiech.

- Tak właściwie – zacząłem, robiąc dwa kroki w jego stronę. – Myślałem nad kupieniem sobie jakiegoś kwiatka do domu.

- A miałeś już coś wcześniej w domu? – zapytał, uważnie mnie lustrując.

- Nieee – podrapałem się po karku. – Ale jak byłem młodszy, to zawsze przyglądałem się mamie jak opiekuje się swoją „dżunglą”.

Przy ostatnim słowie zrobiłem cudzysłów. Mama miała swój taki mały kącik w starym mieszkaniu, gdzie na kwietniku rozrastały się przeróżne paprocie.

- Bo wiesz. Mieć w domu kwiatka, to jak mieć zwierzątko – wyjaśnił, wychodząc zza lady i podrapał się po policzku. – Musisz się o niego odpowiednio troszczyć.

- Podejmę się tego wyzwania – stwierdziłem. Blondyn spojrzał na mnie przez ramię i posłał szeroki uśmiech. Podszedł do witryny, stał tam chwilę, po czym schylił się i wyciągnął doniczkę z fioletowym kwiatkiem.

- To storczyk – wyjaśnił i postawił go na ladzie. – Ten akurat ma fiołkowy kolor.

Wyminął mnie i podszedł do jakieś szafy. Stanął na palcach i z półki ściągnął ciemnozieloną buteleczkę i kilka saszetek… Czegoś, po czym wrócił za ladę. Podszedłem do niej i spojrzałem na kwiatka.

- Jeśli chodzi o storczyki to potrzebują dużo światła – zaczął. – Potrzebują dużo światła, ale niezbyt ostrego. Najlepiej ustawić go gdzieś na oknie odw schod niej strony albo w dobrze nasłonecznionym pokoju – grzywka znów opadła mu na czoło i wyraźnie przeszkadzała. – Co do podlewania. Nie lubią mieć za mokro. Podlewaj dopiero kiedy ziemia będzie całkiem sucha. To łatwo sprawdzić. Doniczka z suchą ziemią jest lżejsza. A tutaj – dmuchnął we włosy i pokazał saszetki. – Masz witaminy. Wystarczy je dosypać do wody i się rozpuszczą. Jedna saszetka na butelkę. Tu natomiast jest specjalna odżywka. Na butelce jest napisane jak dawkować i kiedy.

Nie wytrzymałem. Wyciągnąłem rękę i długie palce wplotłem w jasną grzywkę Nialla. Zrobiło mi się dziwnie gorąco, kiedy opuszkami palców dotknąłem jego skóry na czole. Powoli odgarnąłem mu włosy i delikatnie przejechałem palcami po policzku.

Niall podniósł wzrok i spojrzał na mnie tymi swoim błękitnymi oczami, teraz szeroko otwartymi.

- J-Jaaa-aa… - zająknąłem się i cofnąłem dłoń. – P-Przepraszam. Ale… Przeszkadzała ci, więc pomyślałem…

- W porządku. Nic się nie stało – mruknął i sięgnął pod ladę po reklamówkę. – Po prostu muszę iść do fryzjera.

„NIE!” – krzyknąłem do siebie w myślach. – „Wyglądasz przeuroczo w tej za długiej grzywce!”

Po chwili potrząsnąłem głową i wyrzuciłem z niej tę myśl a la Louis. Znów spojrzałem na blondyna. Z wypiekami na twarzy, ostrożnie włożył storczyka do reklamówki, razem ze wszystkimi preparatami i popchnął w moją stronę.

- Jeszcze coś? – zapytał nie parząc na mnie.

- Tak – odezwałem się. – Naprawdę przepraszam, jeśli jakoś cię uraziłem tym gestem.

- Nic się nie stało. Naprawdę - zapewnił mnie Niall.

- Więc… Jak będę miał ochotę mogę wpaść pogadać? – chciałem mieć pewność.

- Jasne. Czemu nie – potwierdził i w końcu spojrzał na mnie spod rzęs. Uśmiechnąłem się do niego i zapłaciłem za kwiatka. Pożegnałem się i czując na plecach jego palące spojrzenie, wyszedłem z kwiaciarni.

***

Wyszedł, a ja przysłoniłem usta dłonią. On mnie dotkną. Ten cudowny chłopak, nie dość, że przyszedł tu dla mnie, to jeszcze odgarnął mi grzywkę z czoła.

Przykucnąłem za ladą, nie dowierzając. Sięgnąłem dłonią do moich włosów i lekko przejechałem po nich palcami. Na policzku i czole wciąż czułem dotyk jego dłoni. Zrobiło mi się tak niesamowicie gorąco, kiedy wykonał ten, pewnie dla niego nic nieznaczący, gest. Poczułem motylki w brzuchu. Czyżby miłość od pierwszego wejrzenia?

Mocno zacisnąłem oczy i wyrzuciłem z głowy obraz Liama. Był taki idealny, taki piękny, że niemożliwym było, by taki facet stąpał po ziemi. A jednak. Był jak… Grecki Bóg. Piękny, szarmancki, doskonały. Takie perfekcje za pewne też nie były gejami.

Westchnąłem i odchyliłem głowę do tyłu. Przymknąłem oczy i spróbowałem uspokoić rozszalałe serce.

- Przepraszam – usłyszałem delikatny, męski głos. – Jest tu ktoś?

Wziąłem ostatni wdech i wyprostowałem się. Mój wzrok spoczął na szczupłym chłopaku. Na oko niewiele starszym ode mnie. Kasztanowe włosy sterczały mu we wszystkie strony. Na sobie miał koszulkę w granatowo-białe paski, a do tego szorty. Na ramię zarzucił torbę.

- Dzień dobry – przywitałem go uśmiechem. – Co mogę dla pana zrobić?

- Żaden ze mnie pan – zaśmiał się. – Chciałbym bukiet.

- Z jakiej to okazji? – zapytałem. Może nie pracowałem długo, ale z reguły wiedziałem, że ludzie zazwyczaj kupują czerwone róże, czy to urodziny, czy przeprosiny.

- Właściwie to myślałem o zwykłych różach – zaczął szatyn. – Nic wielkiego. Po prostu chciałem przeprosić, kogoś kto jest dla mnie ważny, i kogo podziwiam.Więc pomyślałem o różach.

- Róża czerwona, bo domyślam się, że o tą ci chodziło – przytaknął. – Ona oznacza miłość i to do tego namiętną. A ty chcesz tylko przeprosić.

- To kwiaty mają znaczenia? – zdziwił się i wytrzeszczył oczy.

- Właściwie to się nazywa mowa kwiatów – poprawiłem i wyszedł z za lady. – Więc chcesz przeprosić kogoś kto jest dla ciebie ważny.

Stanąłem na środku i rozejrzałem się dookoła. Zacząłem krążyć po kwiaciarni. Kilka chabrów, czerwonych goździków, fioletowy hiacynt i róża oraz ostróżka, ale dla ożywienia bukietu jasnoróżowa.

Wróciłem za ladę i rozłożyłem kwiaty.

- Chaber oznacza, wierność. Czerwony goździk, podziw… - zacząłem, ale szatyn wpadł mi w słowo.

- Hej, zwolnij. Nie na wciągałeś się za dużo koniczynki? Chłopie. Ja wstałem nie dawno i mój mózg się rozkręca.

Posłałem mu uśmiech i zacząłem od początku.

- No więc. Chaber jest oznaką wierności. Mówiłeś, że to dla kogoś ważnego. Powiedziałeś też, iż go podziwiasz. Czerwone goździki właśnie to wyrażają. Fioletowe róże mówią o przyjaźni do kogoś. Ostróżki wskazują na głupie postępowanie, a fioletowy hiacynt, to prośba o wybaczenie. Może być bukiet z takich kwiatów?

- Tak, zdecydowanie – uśmiechnął się szatyn, wyraźnie zadowolony z tego wyboru.

- Więc układać bukiet? – dopytałem, a on w odpowiedzi przytaknął. Zebrałem kwiaty i zacząłem je układać. Czerwone goździki w środek, za raz po nich ostróżki, potem hiacynty i róże. Wszystko przeplecione chabrami. Owinąłem to delikatną folią i przewiązałem białą wstążką.

Wróciłem do lady i pokazałem wiązankę szatynowi.

- Może być? – spytałem, pokazując mu bukiet. Przytaknął wyraźnie zadowolony.

- Zdecydowanie – odpowiedział i sięgnął do torby. – To ile płacę?

- Czterdzieści sześć funtów i pięćdziesiąt centów – oznajmiłem.

- Przyjmujecie karty kredytowe? – dopytywał się, a ja przytaknąłem. Chłopak podał mi kawałek plastiku, powbijałem wszystkie guziczki i transakcja była zakończona.

- Proszę bardzo i zapraszam ponownie – oznajmiłem, oddając mu kartę.

- Na pewno zajrzę jeszcze nie raz - posłał mi szczery uśmiech, biorąc bukiet z lady. – Dziękuję bardzo za tak fachową obsługę.

Posłałem mu ostatni uśmiech, a on przekroczył próg wyraźnie zadowolony.

***

Wyciągnąłem storczyka z reklamówki i postawiłem na stoliku w salonie. Zgodnie ze wskazówkami Nialla, postawiłem go w nasłonecznionym miejscu. Okna w salonie były duże i wpadało tu dużo światła, więc to było odpowiednie miejsce.

Opadłem na kanapę i założyłem nogę na nogę. Przekrzywiłem głowę i zacząłem przyglądać się roślince. Jej płatki były w pięknym odcieniu fioletu. Nachyliłem się i pogładziłem je opuszkami palców. Były delikatne. Zupełnie jakon.

Znów opadłem na oparcie kanapy i odchyliłem głowę do tyłu. Co ze mną był nie tak? Cały czas w głowie miałem tylko tego drobnego blondynka, o cudownych błękitnych oczach. Jezu, te oczy były cudowne. Takie głębokie, że aż w nich tonąłem. A do tego ta reakcja na jego skórę. Zrobiło mi się tak gorącą, jak przy jakiejś dziewczynie.

Rozległo się pukanie do drzwi. Podniosłem głowę i westchnąłem. Kogo to mogło nieść.

Powoli podniosłem się z kanapy i udałem się do drzwi. Otworzyłem je i na progu zobaczyłem Hazel.

- Cześć Kotek – przywitała się z tym swoim uśmiechem, weszła do środka i pocałowała mnie.

- Hej – zawołałem, zamykając drzwi i idąc za nią. – Czego chcesz?

- To już nie mogę przyjść do swojego chłopaka? – zdziwiła się i odwróciła w moją stronę.

- Mogłaś chociaż zadzwonić – stwierdziłem, splatając ręce na piersiach.

- Oh, nie wiedziałam, że muszę się zapowiadać własnemu chłopakowi, aby do niego przyjść – żachnęła się.

- Wyjdź – powiedziałem łagodnie. – Nie mam ochoty na twoje towarzystwo.

- Liam, myślisz, że cię nie znam – odparła i podeszła do mnie. – Wiem czego teraz chcesz.

Przygryzła płatek mojego ucha i wpiła mi się w usta. Jej dłonie powędrowały pod koszulkę, ale były tak strasznie zimne.

- Uh… - jęknąłem, po czym odepchnąłem ją od siebie. – Przestań! I wynoś się. Mam ważniejsze sprawy na głowie.

Wyminąłem ją i wszedłem do kuchni. Do pustej butelki na lałem zimnej wody i wsypałem tam witaminy, które dostałem od Nialla.

- Oh. Czyżby to… - spojrzała na storczyk. – Zielsko było ważniejsze ode mnie.

- To nie jest zielsko – oburzyłem się i posłałem jej piorunujące spojrzenie. – To kwiat. A dokładniej storczyk.

Hazel splotła ręce na piersiach i spojrzała na mnie wysoko unosząc brew.

- Ah, storczyk – odparła, po czym zamachnęła się. Kwiatek który postawiłem na stole, spadł z niego. Doniczka potrzaskała się, brudząc ziemią, dywan. – Oto co myślę o twoim storczyku.

Przez chwilę wpatrywałem się w roślinę leżącą na ziemi, z szeroko otwartymi oczami. Zniszczyła kwiatek, który dostałem od Nialla. Właściwie to go kupiłem. Ale u Nialla. Po chwili przeniosłem spojrzenie na nią.

- Wiesz co – zacząłem. – Myślę, że to odpowiedni moment, by zakończyć naszą znajomość. Zrywam z tobą.

- CO!? – oburzyła się. – Przez jeden, durny chwast.

Podszedłem do niej i wyciągnąłem palec wskazujący w jej kierunku.

- To…Nie… Jest… Durny… Chwast… - warknąłem przez zęby. – To…STORCZYK. A teraz się wynoś. Nie chce cię więcej widzieć.

Przez chwilę mierzyłem się z Hazel wzrokiem. W końcu ustąpiła. Odwróciła się na pięcie i opuściła moje mieszkanie,trzaskając za sobą drzwiami. Odwróciłem głowę i spojrzałem na roślinkę.

- Co ja powinienem teraz zrobić – jęknąłem. Po chwili jednak mnie olśniło. – Niall!

Szybko pozbierałem kwiat z podłogi i wraz z resztkami ziemi włożyłem do prowizorycznej doniczki. Założyłem buty i zamykając za sobą drzwi, wybiegłem do kwiaciarni.

***

{Something More}

Siedziałem na progu kwiaciarni z głową uniesioną do góry. Było popołudnie, mały ruch, więc pozwoliłem sobie na chwilę wytchnienia i czerpałem korzyści z dzisiejszego dnia. Promienie słońca przyjemnie ogrzewały moją twarz, a lekki wiaterek, który od czasu do czasy zawiła, przyjemnie chłodził. Westchnąłem, chcąc by tak było już zawsze.

Po chwili jednak w mojej głowie znów pojawił się Liam i to co zaszło między nami dziś rano. Otworzyłem oczy, ale słońce od razu podrażniło moje tęczówki, więc przysłoniłem je ręką. Opadłem na zimną podłogę kwiaciarni i przyłożyłem dłoń do czoła. To co zrobił Liam dziś, gdy kupował storczyka, to było tak… Naturalne. Jakby chciał to zrobić. Do tej pory wciąż czułem jego palce przesuwające się po moim policzku.

Odruchowo dotknąłem swojego policzka i westchnąłem cicho. Przysłoniłem twarz dłońmi i zacząłem bić się ze swoimi myślami.

- Wszystko w porządku, Niall? – usłyszałem nad sobą dobrze mi znany głos. Mimo iż słyszałem go zaledwie parę razy doskonale wiedziałem, że to Liam.

Odsunąłem dłonie z twarzy i spojrzałem na niego.

- Tak – odparłem, siadając z powrotem i podnosząc głowę na niego. – Po prostu, eh… Relaksowałem się. A co cię znów sprowadza?

- To – odparł lekko zdenerwowany i wyciągnął w moją stronę storczyk, który dziś rano kupił. – Moja była uniosła się, gdy usłyszała, że ją rzucam i… No zrobiła… To.

Wstałem i spojrzałem na kwiatka. Nie było z nim tak źle. Łodyga nie była złamana. Płatki trochę zniszczone, ale nic poza tym.

- Spokojnie – uśmiechnąłem się do niego i gestem zaprosiłem do środka. – Wystarczy tylko nowa doniczka.

Postawił roślinkę na ladzie. Ja znalazłem odpowiednią doniczkę, wziąłem trochę świeżej ziemi i przesadziłem storczyka. Delikatnie przyklepałem ziemię i odruchowo wytarłem ręce w spodnie.

- Dalej jest jakiś taki oklapły – stwierdził, delikatnie podtrzymując łodygę.

- Nie martw się o niego – uśmiechnąłem się. Chwyciłem długi, drewniany patyk, odciąłem ze szpulki kawałem fioletowej wstążki i wróciłem do Liama. Wbiłem patyk w ziemię, tuż obok łodygi.

- Mógłbyś go tak bardziej naprostować. Tak żeby wyglądał jak przed małą katastrofą – poprosiłem go. Postawił kwiatka do pionu, a ja przywiązałem łodygę do patyka, wiążąc ładną kokardkę.

- Proszę – odparłem. – Teraz podlewaj go tymi witaminami i odżywką, a wkrótce nie będzie potrzebował wstążeczki.

- Dzięki – Liam posłał mi szeroki uśmiech i sięgnął po portfel. – To ile za to?

- Nic – pokręciłem głową. – To gratis. Taki kurs pierwszej pomocy dla roślinek.

- No ale nie mogę tak – upierał się, po chwili jednak pstryknął w palce i dodał. – Wiem. Wybierzemy się w któryś dzień do Hard Rock Caffee, na dobre ciastko. Byłeś tam już?

- Yhm – przytaknąłem. – Jadłem dobrą szarlotkę.

- Co powiesz na jutro? – dopytywał się.

- No czemu nie – wzruszyłem ramionami. – Tylko niech to będzie w takich godzinach jak teraz. Jest nieduży ruch, więc mogę sobie pozwolić na przerwę.

- W porządku – przytaknął i zabrał storczyka. – To do jutra.

Posłał mi uroczy uśmiech, a ja odwzajemniłem ten gest. Wyszedł za próg, a ja odprowadziłem go przez okno, dopóki nie zniknął mi z pola widzenia. To może być początek całkiem ciekawej znajomości.


5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz