9
Chwyciłem dwie szklanki z lemoniadą i wróciłem na balkon, gdzie na jednym z krzesełek siedziała Daisy. Marszcząc brwi uważnie wpatrywała się w swoje karty, jakby czegoś w mich szukała. Zdążyłem już zauważyć, że mistrzynią w remiku to ona nie jest. Ograłem ją już trzy razy.
- Proszę – odparłem, podając jej jedną ze szklanek. Podziękowała mi uśmiechem, a ja usiadłem naprzeciw niej. Upiłem łyk ze swojej i pociągnąłem kartę.
- Mogę o coś zapytać? – odezwała się Daisy, gdy wyrzuciłem niepotrzebną mi kartę. Przelotnie na nią spojrzałem i przytaknąłem. – Widziałam cię z Liamem w Hard Rock Caffee. Znacie się?
- Tak. Przyszedł raz do kwiaciarni po bukiet – wyjaśniłem. – Potem przyszedł drugi raz, a za trzecim poszliśmy na kawę.
- Wiec to początek waszej znajomości? – dopytywała się.
- No tak. A co? – zdziwiłem się tym jej wywiadem. – Coś w tym złego?
- Hym… Bo widzisz, znam trochę Liama – odparła, robiąc swój ruch i upijając łyk swojej lemoniady. Delikatny wiatr zatańczył w jej długich, czarnych włosach, a potem przeczesał moją przydługą grzywkę.
- I co w związku z tym? – spytałem odgarniając włosy z czoła.
- Liam… W sumie to miły chłopak – odpowiedziała. – Ale ma swoje zachcianki. Jak się uprze to nie odpuści. Jest jedynakiem, trochę rozpieszczonym i rozpuszczonym, ale w sumie miłym.
- Dobra. Nie łapie – stwierdziłem, rzucając karty na stolik. – Co chcesz przez to osiągnąć? Zrazić mnie do niego, czy jak? Lubię go.
- Nie denerwuj się – zaczęła Daisy. – Nie chcę cię do niego zrazić. Chce cię tylko… Ostrzec. Liam ma bogatych rodziców, a co za tym idzie, przez całe życie dostawał to czego chciał. Do tego lubi próbować nowych rzeczy. Jest takim typowym bogatym dzieciakiem. Tylko szaleństwo mu w głowie.
- Ale jest miły – broniłem go. – Dobrze nam się rozmawia.
{Someone Like You}
- Rozumiem, ale ty jesteś i n n y – zrobiła nacisk na ostatnie słowo. – Gdyby się dowiedział, chciałby zapewne spróbować, bo byłoby to coś nowego dla niego. Coś czego jeszcze nie robił. A on poszukuje takich nowych doświadczenie. A wiesz jak by się to mogło skończyć, prawda?
Domyśliłem się co jej chodzi. Jednak ona nie wie, że Liam już wpadł mi w oko. Odwróciłem głowę i spojrzałem na mały plac w dole. Na huśtawkach bawiły się dwie dziewczynki, a ławeczka przy piaskownicy zajęta była zapewne przez ich mamę, która miała na nie oko.
- Moje serce jest już wystarczająco pokaleczone – odezwałem się. – Jedna rana więcej, czy mniej. W sumie i tak Liam zdążył już nakreślić na nim bliznę.
- Słucham? – zdziwiła się Daisy.
Westchnąłem i spojrzałem na nią. Wpatrywała się we mnie tymi swoimi czekoladowymi oczami. Znów poprawiłem tę przeklętą grzywkę i odezwałem się, upijając uprzednio łyk chłodnej lemoniady.
- Przyszedł raz do kwiaciarni, kupić bukiet na urodziny dla mamy – zacząłem. – Wpadł mi wtedy w oko. Wiesz. To ta tak zwana miłość od pierwszego wejrzenia. Jednak on jest hetero, a ja homo.
- Ah, rozumiem – mruknęła.
Letni wiatr znów zatańczył przeczesał moje włosy, rozwiewając tą przeklętą grzywkę, która opadła mi na oczy. Warknąłem zły i zaczesałem ją do tyłu.
- Chcesz to podetnę ci włosy – zaproponowała, a ja spojrzałem na nią spod włosów, które ponownie opadły na moje oczy.
- Ale nie zrujnujesz mi ich? – zapytałem, a ona z uśmiechem pokręciła głową. Pozbieraliśmy więc wszystko z balkonu i udaliśmy się do mieszkania obok, które Daisy dzieliła z koleżanką. Znalazła nożyczki oraz grzebień i po chwili, kosmyki, moich blond włosów zaczęły łaskotać mnie po nosie.
***
Postanowiłem wybrać się do sklepu na zakupy. Za trzy dni będą moje jakże zacne dziewiętnaste urodziny. Rano mam małe, kameralne śniadanko z rodzicami, a po południa dzika impreza ze znajomymi. Tak więc przyda się trochę procentów i innych takich i tym podobnych.
Podciągnąłem rękawy bordowej bluzy, którą miałem na sobie i wyjrzałem przez okno. Po raz pierwszy od kilku tygodni, błękit nieba nad Londynem, przysłoniły szare chmury i zrobiło się trochę chłodniej. Choć dziś rano jeszcze nie zapowiadało się na deszcz. Ale takie już uroki tego miasta. Nie wiesz jaka pogoda będzie w danym momencie.
Wziąłem portfel, telefon oraz klucze do mieszkania i skierowałem się do wyjścia, po drodze wszystko chowając po kieszeniach. Chwyciłem mój granatowy parasol, z białą oblamówką i wyszedłem, zamykając za sobą. Wcisnąłem klucze do kieszeni bluzy i zszedłem na dół.
Przywitało mnie ciężkie, gorące powietrze. Podniosłem wzrok na ciężkie, szare chmury i przeczuwałem, że za niedługo lunie jak z cebra.
Przeczesałem włosy palcami, wziąłem parasol pod pachę i ruszyłem do najbliższego marketu. Wziąłem wózek i wjechałem na teren sklepu. Lawirowałem między stoiskami i wrzucałem do koszyka, a to chipsy, a to żelki, a to jakieś inne ciastka, czy krakersy.
W głowie jeszcze raz przebiegłem listę gości i zdałem sobie sprawę z tego, że nie zaprosiłem Nialla. Chociaż… W sumie znamy się krótko. Jednak całkiem fajnie spędza mi się z nim czas. Zawsze mamy o czym pogadać i z czego pośmiać się. Na ogół lubię jego towarzystwo. Czuję się przy nim jak przy Lou.Sobą. Było w nim coś takiego co pozwalało mi na bycie sobą. Co pozwalało mi otworzyć się. Może to ta jego delikatność? A może jego błękitne, głębokie oczy, w których za każdym razem tonąłem.
- Liam, weź się opanuj – mruknąłem do siebie, pchając wózek. – Znów myślisz jak Louis.
Potrząsnąłem głową i skierowałem się do kasy. Wypakowałem wszystko na taśmę i sięgnąłem po portfel do kieszeni spodni i wychyliłem się w bok. No i miałem rację. Londyn właśnie przeżywał prawdziwe oberwanie chmury. Na ulice spadały gigantyczne krople wody, rozbijając się o chodnik i dachy budynków.
Pani przy kasie policzyła moje zakupy i spakowała wszystko do dwóch reklamówek. Zapłaciłem kartą, pożegnałem się i wyszedłem przed sklep. Dobrze, że znajdowało się tu zadaszenie. Spokojnie mogłem odstawić wózek.
{Summer Rain}
Spojrzałem na gigantyczne krople rozbijające się o chodnik. Chwile potem koś wpadł pod dach, cały przemoczony. Zawiesiłem na ów osobniku oko i od razu go rozpoznałem.
Dziś nie miał zwykłych dla siebie ogrodniczek tylko luźne dżinsy spięte paskiem. Ubrany był w biały T-shirt, a blond włosy, kleiły mu się do czoła i szyi. Zadrżał i objął się ramionami, pocierając je i próbując się ogrzać. W końcu przemókł do suchej nitki. Nie wątpię, że było mu zimno.
Chwyciłem zakupy i parasol w jedną rękę i podszedłem do niego.
- Hej – przywitałem się z Niallem, a on spojrzał na mnie tymi swoimi, błękitnymi oczami. Przez jego ciało przeszedł kolejny dreszcz. – Boże. Cały przemokłeś. Jeszcze się przeziębisz.
Zadziałałem instynktownie. Chociaż… Może nie do końca. Czułem potrzebę zaopiekowania się nim. Był taki kruchy w tej chwili. Odstawiłem więc zakupy na moment, zdjąłem swoją bluzę i zarzuciłem na ramiona, które potarłem, by go rozgrzać.
- Dzięki – mruknął, a jego ponownie przeszedł dreszcz.
Spojrzałem na niego i uważnie zlustrowałem jego twarz. Coś mi w niej nie pasowało. Po chwili zorientowałem się co.
- Podciąłeś włosy – stwierdziłem, przejeżdżając po jego czole, tam gdzie teraz kończyła się grzywka. Znów drgnął, a przez moją myśl przemknęło, czy to z powodu przemoknięcia, czy mojego dotyku.
- Tak trochę – odpowiedział. – Grzywka mi trochę przeszkadzała.
W następnej chwili kichnął i pociągną nosem.
- Nie podoba mi się to kichanie – stwierdziłem, rozkładając parasol i biorąc swoje zakupy. – Chodź. Mieszkam niedaleko. Osuszysz się i ogrzejesz trochę.
Przytaknął i wsunął ręce w rękawy mojej bluzy, po czym zapiął zamek. Skrył się pod mim parasolem i ruszyliśmy powoli w górę chodnika. Od czasu do czasy nasze ramiona otarły się o siebie, co strasznie mnie krępowało. Co też mnie dziwiło. Ja, krępuję się w towarzystwie faceta. Ja, Liam James Payne.
- Co tak właściwe tu robiłeś? – zagadnąłem po chwili, krępującej ciszy, zerkając na niego kątem oka.
- Niedaleko jest księgarnia – odpowiedział. – Byłem kupić książkę.
- Ja mam dużo książek, których jakoś specjalnie nie czytam – stwierdziłem. – Mama kupuje mi je przy każdej możliwej okazji. Jak będziesz chciał, to ci coś pożyczę.
- Naprawdę? – zapytał Niall, spoglądając na mnie.
- Jasne – odpowiedziałem z uśmiechem. – A co do okazji. Za trzy dni mam urodziny i robię małą imprezę. Może wpadniesz?
- No nie wiem – zaczął się zastanawiać. – Nikogo tu nie znam jeszcze.
- Nie wciskaj mi kitu, że nikogo nie znasz. A Harry? – stwierdziłem. – Znając jego, ten rycerzyk w lśniącej zbroi się pojawi, gdyż zaprosiłem Lou na imprezę, a oni są jak papużki nierozłączki.
Niall zachichotał cicho pod nosem, po czym dodał.
- W takim razie może wpadnę.
Weszliśmy do sieni, gdzie mieszkałem. Powiedziałem blondynowi, na którym piętrze mieszkam i powoli zaczęliśmy wspinać się na ostatnie. Stanęliśmy przed środkowymi drzwiami, a ja zacząłem szukać kluczy po kieszeniach. Po chwili przypomniałem sobie gdzie są.
- Niall, w którejś z kieszeni bluzy są klucze – oznajmiłem mu. On wcisnął obie ręce i wyciągnął je z prawej kieszeni. Podał mi, a ja podziękowałem mu uśmiechem. Otworzyłem drzwi i puściłem go przodem, zamykając za sobą.
- Zdejmuj buty i wchodź dalej – powiedziałem. Zrobił to o co go prosiłem i oboje weszliśmy do salonu. Ja skierowałem się do kuchni, gdzie odłożyłem torby. Niall stał na środku rozglądając się dookoła.
- Ładne mieszkanie – stwierdził. – Twoje?
- Yhym – mruknąłem. – Łazienka jest tam. Weź może prysznic, a ja za raz podrzucę ci jakieś suche ubrania.
Przytaknął i zostawiając swoją torbę koło kanapy, wszedł do pomieszczenia. Po chwili doszedł mnie szum wody.
Pochowałem wszystko do szafek i udałem się do swojego pokoju. Otworzyłem szafę i wyciągnąłem z niej spodnie dresowe i jakąś bluzkę. Wziąłem to ze sobą i skierowałem się do łazienki, z za drzwi których wciąż dochodził mnie szum wody. Zapukałem i dodałem:
- Wchodzę!
Otworzyłem drzwi i pierwsze co dostrzegłem, to mokre ubrania rzucone na kosz. Uśmiechnąłem się lekko i odłożyłem suche na pralkę. Odwróciłem się i nagle zrobiło mi się dziwnie gorąco, gdy za zaparowaną szybą prysznica dostrzegłem zarys nagiego ciała Nialla. Nogi dziwnie mi zmiękły, a serce zabiło szybciej. Boże. Co się ze mną działo? Czyżbym stawał się taki jak Loueh? A może po prostu ten drobny blondyn tak na mnie działa.
Odwróciłem wzrok i zapukałem w szybę, kabiny prysznicowej.
- Taaa – usłyszałem głos Nialla, przez szum wody.
- Zostawiłem ci suche ubrania na pralce – stwierdziłem, czując jak na mojej twarzy rozkwitają dwa dorodne rumieńce.
- Okej – odpowiedział, a ja wyszedłem z łazienki czym prędze.
Wpadłem do salonu i porwałem ze stolika mój telefon. Szybko przejrzałem listę, w poszukiwaniu konkretnego numeru.
- Lou, Lou, Lou – mruczałem pod nosem. – No kuźwa, jak cię potrzeba to cię nie ma.
W końcu znalazłem go w książce telefonicznej. Wszedłem w jego numer, nacisnąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłem telefon do ucha. Jeden sygnał, drugi, trzeci.
- Lou! – prawie krzyknąłem do słuchawki. – W mojej łazience jest nagifacet, a ja na widok jego ciała zawstydzam się jak głupi i robi mi się gorąco.
W słuchawce usłyszałem dźwięczny śmiech Louisa, którego najwyraźniej to rozbawiło. Ja byłem jednak jak najbardziej poważny w tej chwili. Przez myśl przeszło mi, że może jestem gejem. Ta wizja nagle mnie przeraziła.
- Niezły żart, Li – odezwał się rozbawiony, a ja milczałem. Tomlinson wyczuł, że jestem poważny i rozbawienie umknęło z jego głosy.
- O w dupę – zawołał. – Ty nie żartujesz.
- Nie – odpowiedziałem, a głos uwiązł mi w gardle.
- Spokojnie Liam – odezwał się Louis. – Usiądź i spokojnie mi wytłumacz co się stało. Od początku.
Usiadłem na kanapie, wziąłem kilka głębokich wdechów i zacząłem mówić:
- No więc… Jakiś czas temu poznałem chłopaka. Całkiem miły i fajnie mi się z nim gada. No i spotkaliśmy się parę razy. A dziś jak poszedłem na zakupy, to… Stał tam cały przemoczony i zmarznięty. No to wziąłem go do siebie – wychyliłem się, spoglądając na drzwi łazienki. – Teraz siedzi w moje łazience i bierze prysznic. Bosh… Jak tam wszedłem i zobaczyłem jego…Ciało… Za tą zaparowaną szybą, to zrobiło mi się tak… Gorąco i słabo. Stary, aż się zawstydziłem i odwróciłem głowę.
- No więc tak – odezwał się Lou. – Uważam, że zjadłeś coś niezdrowego co ci zaszkodziło. Weź może wybierz się do lekarza.
- Louis – skarciłem go. Jak zawsze był niepoważny.
- Dobra, już – usłyszałem jego głos. – No więc… Domyślam iż troszkę przeraża cię wizja tego iż możesz być homo. Więc dam ci radę, jedyny raz w życiu. Spójrz obiektywnie na związek jaki miałeś z Hazel i spójrz na to jak czujesz się przy tym chłopaku. No i daj mi znać jak dojdziesz już do jakichś konkretów. Wtedy spotkamy się i pogadamy.
- Ale tak na poważnie? – zapytałem.
- Tak. Tak na poważnie – zapewnił mnie.
Pożegnałem się z nim i rozłączyłem. Woda w łazience ucichła, a dla mnie to był znak żeby się ogarnąć. Niall zapewne za raz wyjdzie. Odłożyłem więc telefon na stolik i udałem się do kuchni zrobić mu jakiejś dobrej herbatki.
***
Wyszedłem spod prysznica i wytarłem się w miękki, puchowy ręcznik. Odwiesiłem go na haczyk, po czym sięgnąłem po ubrania, które przyniósł mi Liam. Trochę się zmieszałem, kiedy krzyknął, że wchodzi. Odwróciłem się więc plecami do szyby. Wolałem, żeby patrzył na mój tyłek, niż na Richarda dyndającego mi między nogami. Ale nawet stojąc plecami do niego czułem się dziwnie. On mi się podobał i widział mnie nago, a nawet nie byliśmy razem. Ba. Nie było mowy o byciu razem. On jest hetero.
Wsunąłem spodnie od dresu i związałem je na biodrach, bo były trochę za luźnie. Jego bluzka też była za duża, więc podwinąłem rękawy. Za nim jednak to zrobiłem przyłożyłem je do buzi i powąchałem. W końcu pachniały Liamem. To były jego rzeczy.
Rozwiesiłem mokre ubrania na sznurze i spojrzałem na swoje odbicie. Na policzkach gościły dwa dorodne rumieńce. Mokre włosy sterczały mi we wszystkie. Pokręciłem głową, by strzepnąć z nich resztki wody. Westchnąłem i wyszedłem z łazienki.
Ostrożnie stawiałem kroki. Czułem się dziwnie w jego mieszkaniu. Idąc na palcach i bawiąc się rękawami jego bluzki, wszedłem na puchowy dywan salonu i rozejrzałem dookoła. Liam stał w kuchni oparty o blat i zamyślił się. Gdy dostrzegł jednak ruch podniósł wzrok i posłał mi uśmiech.
- Zastanawiałem się jakiej herbaty byś się napił? – odezwał się. – No i czy jesteś głodny? Zamówię jakąś pizzę, albo chińszczyznę jak masz ochotę.
- A jaką masz herbatę? – zapytałem, bawiąc się dalej rękawami.
- Eeee… - odwrócił się i otworzył szafkę. – Jest zwykła, czarna, biała, miętowa, zielona, malinowa, owocowa i… Zielona z ananasem.
Spojrzał na mnie przez ramię. Przeczesałem mokre włosy palcami.
- Niech będzie owocowa – odpowiedziałem. Uśmiechnął się i wyciągnął pudełko, po czym wrzucił dwie torebki do osobnych kubków.
- To zamawiać coś? – dopytywał się. – Chyba, że nie jesteś głodny.
- Nie chce ci zawracać głowy – przyznałem się. – Po prostu niech ubrania trochę przeschnął i będę wracał do siebie. A właśnie. Pozwoliłem sobie je rozwiesić.
- Nie musiałeś. Sam bym to zrobił – przyznał, wstawiając wodę. – I nie zawracasz mi głowy. Lubię spędzać z tobą czas. Więc… Chińszczyzna czy pizza?
- Eh. Naprawdę nie musisz nic zamawiać. Ale jak się uparłeś przy tym jedzeniu, to zwykłe kanapki wystarczą – westchnąłem, po czym dodałem. – A tak swoją drogą. Też lubię spędzać z tobą czas.
Spojrzał na mnie i znów obdarzył uśmiechem. W końcu odważyłem się go odwzajemnić.
- Tam jest mój pokój – wskazał na jedne z drzwi, na które spojrzałem. – Idź przejrzeć biblioteczkę. Może znajdziesz jakieś ciekawe tytuły.
Przytaknąłem i udałem się do wskazanego pokoju. Liam w tym czasie zaczął grzebać po lodówce. Ja nacisnąłem klamkę drzwi i wszedłem do przestronnego pokoju, z dużym dwuosobowym łóżkiem, biurkiem, szafą i biblioteczką. Podszedłem do regału i spojrzałem na książki. Były całkiem nowe i faktycznie Liam nie raczył zawiesić na nich oka. A co po niektórzy autorzy byli tego warci.
Zacząłem obgryzać paznokieć lewej ręki, a palcem prawej jeździłem po grzbietach książek. W sumie większość z nich przeczytałem. Zaskoczył mnie jednak ich stan. Były idealne. Jak nowe. No ale nie ma się co dziwić skoro ich nie czytał. Te z bibliotek, przechodziły z rąk do rąk i czasem nie wracały w idealnym stanie.
Byłem tak zaabsorbowany książkami, że nie usłyszałem nawet jak Liam wchodzi do pokoju.
- I jak? – usłyszałem jego szept przy uchu, a ciepły oddech otulił moją szyję. – Znalazłeś coś dla siebie?
- Nie – odpowiedziałem, odwracając się w jego stronę. – Większość z nich w sumie już przeczytałem.
- Oh. Czyli nie zaskoczyłem cię niczym nowym? – spytał, a ja przecząco pokręciłem głową. Wstrzymałem oddech. Był tak blisko, że czułem zapach jego perfum. Nagle niebo za oknem rozjaśniła błyskawica, a po chwili rozniósł się grzmot. Oczy Liama rozszerzyły się i prawie natychmiast odnalazł moją dłoń, którą ścisnął.
- Liam? – zapytałem niepewnie. Niebo znów przeszyła błyskawica. On zacisnął drugą rękę na bluzce, a twarz schował w zagłębieniu mojej szyi. Wpadliśmy na regał, który zachwiał się, a jedna z książek spadła na podłogę tuż obok nas. Poczułem na szyi jego przyspieszony i nierówny oddech.
- Liam – odezwałem się cicho, obejmując go ramieniem, gdyż domyśliłem się co jest grane. – Boisz się burzy?
- To takie głupie i niedojrzałe – szepnął, wciąż ukrywając twarz. Kolejny grzmot przetoczył się przez Londyn, a on mocniej ścisnął moją dłoń. – Takieśmieszne. Bać się burzy w tym wieku.
- To nie jest głupie, ani śmieszne – odparłem, wyplotłem swoją dłoń z jego i pogłaskałem go po włosach. – Każdy się czegoś boi. Ale na pewno z mamą mieliście jakiś sposób na burzę.
- Nie – jęknął, gdy kątem oka dostrzegł kolejny błysk. Przylgnął do mnie całym ciałem i mocno zacisnął ręce na bluzce. – Rodzice rzadko bywali w domu, gdy byłem młodszy. A potem kiedy chodziłem do szkoły z internatem, po prostu znikałem w schowku na miotły.
- Oh – mruknąłem, głaszcząc go pocieszająco po plecach.
Każda moneta ma dwie strony medalu. Daisy zna Liama od tej rozpieszczonej i rozwydrzonej strony. Może i dostawał wszystko czego chciał. No, prawie wszystko. Nie dostał tylko kochającej rodziny. Ja poznawałem go od tej drugiej strony. Był miłym, ciepłym chłopakiem, ze słabościami. A to jego szaleństwo i doświadczanie czegoś nowego, o którym wspomniała Daisy. Może on po prostu szukał miejsca i osoby dla siebie.
- To może pokaże ci co ja robiłem z mamą kiedy była burza – zaproponowałem dalej, gładząc go po plecach. Drgnął lekko i odsunął się odrobinę by spojrzeć mi w oczy. Posłałem mu uśmiech, który lekko odwzajemniłem.
- Chodź – pociągnąłem go za rękę i usiedliśmy na podłodze przy łóżku, ale tak by nie miał widoku na okno. Po prostu schowaliśmy się za nim.
- Kiedy była burza, zawsze siadałem z mamą albo bratem na podłodze i chwytaliśmy się za ręce – wyjaśniłem i wyciągnąłem do niego dłonie. Liam ułożył na nich swoje, a ja ścisnąłem je. – I siedzieliśmy, patrząc tak na siebie.
- Tak po prostu? – spytał, a ja przytaknąłem. Pokój znów rozświetliła błyskawica. Liam zamknął oczy i mocniej ścisnął moje dłonie. Pogładziłem ich zewnętrzną stronę kciukiem i nachyliłem się lekko do przodu.
- Liam, otwórz oczy – poprosiłem go, a on pokręcił głową. – Na tym to polega. Miałeś się na mnie patrzyć. Proszę, spójrz na mnie.
Na moment mocniej ścisnął moje dłonie, po czym powoli otworzył oczy, spojrzał na mnie, a ja uśmiechnąłem się do niego ciepło. Spróbował go odwzajemnić, ale wyszedł mu grymas. Jednak cieszył mnie sam fakt, że próbował się uśmiechnąć.
Pokój znów rozświetliła błyskawica. Liam zamrugał gwałtownie, a z jego ust wydobył się cichy jęk. Nie zamknął jednak oczu, za to mocno ścisnął moje ręce.
- No już – odezwałem się ciepło półszeptem. – Jest dobrze.
- Wcale nie – mruknął, spuszczając głowę. – Boje się.
- Nie masz czego – zapewniłem go, znów gładzą jego dłonie kciukiem. –Ja tu jestem.
Kolejna błyskawica odbiła na ścianie szprosy znajdujące się w oknie pokoju. Liam wyrwał swoje dłonie z moich i prawie natychmiast oplótł je wokół mojej szyi. Zachwiałem się i opadliśmy na podłogę. Wtulił się we mnie, mocno zaciskając dłonie na bluzce.
- To takie głupie – wyszeptał, a ja znów poczułem jego ciepły oddech łaskoczący moją szyję. Przytuliłem go do siebie i pogłaskałem po włosach.
- Nieprawda – zaprzeczyłem i ucałowałem go w czubek głowy.
***
Poruszyłem się, chcąc zmienić pozycję. Poczułem jednak, jak czyjeś dłonie zsuwają się po moim policzku na kark i zamarłem. Co do cholery… Czyżbym jakimś cudem wylądował z Hazel w łóżku i o tym nie pamiętał. Ale… To nie dłoń Hazel. To zdecydowanie męska ręka.
Otworzyłem oczy i przywitała mnie ciemność. Moja głowa spoczywała na czyjeś piersi, która powoli unosiła się i opadała. Poruszyłem lekko głowę, a moje, już przyzwyczajone do ciemności, oczy spoczęły na blond czuprynie.Niall. No tak. Spotkałem go przed sklepem. Zabrałem do siebie. A potem była burza. I on mnie ochronił. Uśmiechnąłem się lekko na wspomnienie tego jak dobrze mi było w jego ramionach. Czułem się tak dobrze, tak bezpiecznie. Obejmował mnie i szeptał, że nie mam się czego bać. Boże. Co ten chłopak ze mną robił. Sprawiał, że… Zakochiwałem się w nim? Nie. To głupi pomysł.
Ostrożnie odsunąłem jego dłoń i podniosłem się do pozycji siedzącej. Rozejrzałem się dookoła i doszedłem do wniosku, że zasnęliśmy na podłodze. Przeczesałem włosy palcami i spojrzałem na Niall. Włosy sterczały mu na wszystkie strony, a usta miał lekko rozchylone i cicho chrapał. Uśmiechnąłem się pod nosem. Obrzuciłem go przelotnym spojrzeniem. Moja bluzka, była najwyraźniej za duża na niego, bo podwinęła się i odsłoniła mu brzuch. Wyciągnąłem rękę, poprawiłem ją i ściągnąłem z powrotem w dół. Niall poruszył się nie znacznie.
Sięgnąłem po koc, który zwieszał się z brzegu łóżka i nakryłem go nim, po czym sam się pod niego wsunąłem, układając na boku. Mój wzrok spoczął na jego twarzy. Jak zawsze gościły na niej wypieki, które chyba już leżały w jego naturze. Spał tak spokojnie, że nie chciałem go budzić.
- Zostaw te naleśniki – mruknął pod nosem, przekręcił i wtulił w moje ramię. Zachichotałem pod nosem. Zachrapał głośno i przytulił się do mnie jak do pluszaka. Poprawiłem koc, zaczesałem mu blond kosmyki za ucho i ukryłem twarz w jego włosach.
Powoli otworzyłem oczy. Jednak jasne słońce podrażniło moje tęczówki i z powrotem je zamknąłem. Mój kark co jakiś moment otulał przyjemny, ciepły oddech. Uśmiechnąłem się pod nosem i mocniej zacisnąłem rękę na plecach Nialla. Zamruczał coś cicho, a jego nos otarł się o moją szyję, przyprawiając mnie tym samym o gęsią skórkę.
Otworzyłem oczy i lekko odchyliłem głowę. Spojrzałem na chłopaka leżącego tuż obok i wtulonego we mnie. Blond kosmyki sterczały mu jeszcze bardziej niż kiedy obudziłem się w nocy. Mogłem się teraz dobrze przyjrzeć jego wypiekom na twarzy. Dostrzegłem nawet kilka uroczych piegów. Usta miał lekko rozchylone, a jego oddech wciąż łaskotał moją szyję.
Z delikatnym uśmiechem na twarzy, sięgnąłem wolną dłonią do jego zaróżowionego policzka i delikatnie przejechałem opuszkami palców po nim. Niall poruszył głową i bardziej schował ją w moim ramieniu, mrucząc coś o kotach zjadających ostatni kawałek kurczaka. Żarłok jeden.
Lekko przeczesałem jego blond kosmyki palcami i powoli zacząłem wyciągać swoją rękę tak by go nie obudzić. Gdy mi się to udało, podniosłem się, poprawiłem koc i pozwoliłem mu dalej spać w najlepsze. Wyminąłem go i na palcach podszedłem do drzwi. Zatrzymałem się jednak z ręką na klamce i jeszcze raz spojrzałem na Nialla.
Poruszył się, zachrapał głośno i przekręcił na plecy. Jęknął cicho, a na jego twarzy pojawił się grymas. Po chwili jednak znów spokojnie spał. Podłożył jedną rękę pod głowę i wygodnie się ułożył. Wyglądał jak małe, duże dziecko, które właśnie zasnęło po podwieczorku. Uśmiechnąłem się widząc jego spokojną twarz i blond włosy w których tańczyło poranne słońce.
Po chwili jednak odgoniłem myśli i kręcąc głową wyszedłem z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.
Przeciągając się przeszedłem przez salon i wszedłem do kuchni, gdzie na ladzie wciąż stał talerz z kanapkami, które wczoraj zrobiłem. Widząc jedzenie, mój żołądek dał o sobie znać. Tak więc chwyciłem jedną z nich i pochłonąłem wręcz. Wstawiłem wodę na herbatę, chwyciłem swój kubek, wrzuciłem torebkę mocnej, czarnej i czekałem aż się woda zagotuje. Oparłem się o blat i pochłonąłem jeszcze kilka wczorajszych kanapek, po czym zalałem sobie herbatę.
Rozsiadłem się na kanapie, upiłem łyk ciepłego napoju uciekłem myślami do Nialla. Był naprawdę słodkim i uroczym chłopakiem. I działał na mnie tak… Jakoś. Miałem ochotę być przy nim cały czas i pilnować żeby nic się nie stało jego drobnej osobie. Zdawałem sobie jednak sprawę z tego, że wie swoje i swoje przeszedł. I to właśnie to ukształtowało go tak a nie inaczej. Mimo iż nie wiedziałem wszystkiego o Niallu to jednak, miałem ochotę być z nim cały czas. Być blisko. Bardzo, bardzo blisko. Może nawet bliżej niż mi się wydaje.
Pokręciłem głową chcąc wyrzucić z siebie te myśli. Upiłem kolejny łyk herbaty i sięgnąłem po moją komórkę, leżącą na stoliku. Wybrałem numer do Louisa, przyłożyłem do ucha i czekałem aż odbierze.
- Halo? – usłyszałem zaspany głos mojego przyjaciela po drugiej stronie.
- Cześć Lou – przywitałem się. – Sorry, że cię budzę, ale możemy pogadać?
- Teraz? – zapytał. – Stary. Jest ósma rano. Środek nocy.
Westchnąłem i wywróciłem oczami.
- No to może się spotkamy? – zaproponowałem. – To ważne. Bardzo ważne.
- Chodzi o tego chłopaka? – zapytał Louis.
- Tak – odpowiedziałem cicho i przez oparcie spojrzałem na drzwi swojego pokoju.
- No dobra – odparł. – O czternastej w Hard Rock Caffee. A teraz idę spać.
Nie czekając na moją odpowiedź, rozłączył się. Spojrzałem na wyświetlacz swojego telefonu, po czym rzuciłem przed siebie na kanapę. Upiłem kolejny łyk herbaty i westchnąłem.
***
Chciałem się przewrócić na bok, jednak moje plecy przeszedł nieprzyjemny ból. Skrzywiłem się i jęknąłem cicho, po czym powoli otworzyłem oczy. Spojrzałem na biały sufit i obrzuciłem pomieszczenie przelotnym spojrzeniem. To zdecydowanie nie był mój pokój. Po chwili przypomniałem sobie, że przysnęło mi się u Liama.
Chciałem się podnieść, jednak moje plecy znów przeszyła fala bólu. Sapnąłem i położyłem rękę na oczach, do których napłynęły łzy. No tak. Przysnęło nam się na podłodze. A podłoga jest twarda. A ja na twardym nie mogę, bo po potem boli mnie cały kręgosłup.
- Niall? – usłyszałem ciepły i cichy głos Liama. Odsunąłem dłoń i spojrzałem na niego, posyłając uśmiech.
- Kiedy się obudziłeś? – spytał, wchodząc do pokoju.
- Przed chwilą – odpowiedziałem zachrypniętym głosem i odchrząknąłem. Chciałem się podnieść, ale przez moje plecy znów przeszył ból. Jęknąłem i z powrotem opadłem na podłogę. Pod powiekami zebrały się łzy, które po chwili spłynęły z kącików.
- Hej. Co się stało? – usłyszałem głos Liama gdzieś blisko. Po chwili poczułem jak kciukami ściera mi łzy z policzków.
- Nic – jęknąłem i spojrzałem w jego zatroskaną twarz. – Po prostu nie mogę spać na twardym. Cały kręgosłup mnie potem boli.
- Oh. Przepraszam – odparł. – To moja wina.
- Nie masz za co przepraszać – odpowiedziałem i posłałem mu uśmiech zmieszany z grymasem.
Chwilę potem silne ramiona Liama objęły mnie w pasie. Zarzuciłem mu ręce na szyję i podniósł mnie do pozycji siedzącej. Jęknąłem, czując znów ból przeszywający moje plecy i mocniej zacisnąłem ręce wokół jego szyi, ukryłem twarz w jej zagłębieniu.
- Przepraszam – powiedział mi cicho od ucha, po czym wziął mnie na ręce.
- Ała – jęknąłem, a łzy znów napłynęły mi do oczu. – Boli.
- Chwila – usłyszałem głos Liama, który moment potem ułożył mnie na miękkim materacu łóżka. Odetchnąłem, luzując uścisk wokół jego szyi i zjeżdżając na jego ramiona. Otworzyłem oczy i spojrzałem wprost w brązowe oczy Li, który wpatrywał się we mnie z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Jego ciepły oddech otulił moją twarz.
{Kiss Me}
- Czy to dziwne? – usłyszałem jego ciche pytanie. – Czy to dziwne, że chcę cię pocałować?
Zamrugałem oczyma, zastanawiając się, czy przypadkiem nie przesłyszałem się. On chciał mnie pocałować. Liam Payne chciał pocałować mnie?
- Czy to dziwne, że mimo iż jestem hetero, chcę cię pocałować? – znów dotarł do mnie jego głos. – Że mam ochotę cię dotykać?
- Jeśli chcesz, to zrób to – odpowiedziałem.
- Mogę? – spytał, będąc co raz bliżej mnie. Niebezpiecznie blisko. Przyjemnie blisko.
- Tak – odszepnąłem mu w usta, a moment potem musną nimi moje. Przymknąłem oczy, a on znów złączył nasze usta w pocałunku, który tym razem odwzajemniłem. Poczułem te przyjemne motylki w brzuchu, kiedy jego pełne usta dotykały moich. Kiedy jego dłonie błądziły po moim ciele.
- Dalej bolą cię plecy? – szepną mi na ucho i przygryzł jego płatek. – Mogę ci zrobić masaż jeśli chcesz?
Nie czekając na moją odpowiedź, przekręcił mnie na brzuch. Przez mój krzyż znów przeszedł ból, jednak gdy poczułem pod koszulką ręce Liama, nagle gdzieś umknął. Przejechał po moich plecach, podciągając bluzkę do góry. Jego dłonie przez jakiś czas, błądziły po nich sprawiając, że motylki w moim brzuchu coraz bardziej dawały osobie znać.
Niespodziewanie poczułem jego usta na moim prawym barku. Złożył na nim długi i leniwy pocałunek. Na drugim postąpił dokładnie tak samo. Zrobiło mi się dziwnie słabo i gorąco. Poczułem jak do policzków napływa mi krew i zaczynają mnie piec. Miałem jednocześnie nieodparte wrażenie że drażnił się ze mną. Co prawda schodził z każdym pocałunkiem co raz niżej, jednak robił to wolno.
Gdy złożył ostatni pocałunek na części lędźwiowej, wrócił do góry i cmoknął mój rozpalony policzek.
- Lepiej? – spytał.
- Tak – wykrztusiłem z siebie. Nie moja wina, że tak na mnie działał.
- Cieszę się – odpowiedział i ostrożnie znów ułożył mnie na plecach.
Spojrzałem na jego usta, które znów chciałem poczuć na swoich. Ich kąciki wygięły się w lekkim uśmiechu, a po chwili znów mnie pocałował, jakby czytał w moich myślach. Od razu odwzajemniłem pocałunek.
Przylgnął do mnie całym ciałem. Ja wplotłem swoje ręce w jego włosy, a on swoimi wciąż błądził po moich plecach. Przeniósł się na moją szyję i najwyraźniej zaczął robić mi malinkę. Ssał ją jakby był wampirem czy czymś. Jego język łaskotał mnie, przez co zachichotałem mu w ucho.
- Bawi cię to? – mruknął mi w ucho jak kociak. – Ciekawe czy to będzie cię bawić?
Przez moment widziałem jego orzechowe oczy, a chwilę potem wpił się tak porządnie w moje usta. Przejechał po nich językiem, przez co rozchyliłem swoje wargi. Nie czekając na cokolwiek, wtargnął w moje usta. Poruszyłem się pod nim niespokojnie. On jednak zadziałał natychmiastowo. Jego język otarł się o moje podniebienie, a prawa ręka z pleców przeniosła się z moje udo. Westchnąłem w jego usta, oddając się tej przyjemności.
Jego język pieścił moje podniebienie i tańczył w szalonym tańcu z moim. Prawa dłoń Liama błądziła po moim udzie, masując je delikatnie, co jakiś czas zaciskając się na nim. Moje ręce wsunęły się pod jego bluzkę i zaczęły błądzić po jego dobrze wyrzeźbionych plecach. Tak bardzo pragnąłem by ta chwila się nie kończyła.
Zachęcony przez niego, chciałem poczuć jak to jest. Rozpocząłem z nim walkę na języki. Na początku bronił się jak tylko mógł. Zrozumiał chyba jednak, iż chcę tylko sprawdzić jak to jest. Wpuścił mnie do siebie, ale bardzo niechętnie. Powoli zacząłem penetrować jego usta, sprawiając mu tę samą przyjemność, którą on sprawił mnie. Mocniej zacisnąłem ręce na jego plecach i jedną nogą oplotłem go w pasie. Czułem że się zapominamy.
Nie zdziwiłoby mnie gdyby zaszło to trochę za daleko. Jednak, każdemu potrzebny jest tlen do życia. Oderwaliśmy się od siebie, a moja noga zsunęła się z powrotem na materac. Nasze oddechy były nierówne. Na policzkach Liama widniały dwa dorodne rumieńce.
- To było… - zaczął, oddychając nierówno. - …dość intensywne.
Spojrzał na mnie jakby wyczekiwał czegoś z mojej strony. Ja jednak wciąż byłem zamroczony tym pocałunkiem.
- To ja… - przełknął ślinę. – Pójdę sprawdzić jak twoje ubrania. I może zrobię coś do jedzenia.
Przytaknąłem. Liam ześliznął się z łóżka i skierował do drzwi. Odprowadziłem i zatrzymałem go przy drzwiach, wołając.
- Liam – spojrzał na mnie przez ramię. – Mam nadzieję, że to co się stało nie popsuje naszych kontaktów.
Wyraźnie mu ulżyło, bo ramiona mu opadły, a na twarzy pojawił się ten jego cudny uśmiech.
- Też miałem taką nadzieję – przyznał. – Poleż na miękkim jeszcze trochę. Zrobię coś do jedzenia i ci przyniosę.
Przytaknąłem. On wyszedł, a ja opadłem na poduszki z błogim uśmiechem.
***
Wyszedłem od Liama ze zdecydowanie mniej bolącym kręgosłupem, ale za to z gigantycznym mętlikiem w głowie. To jak mnie całował. To się chyba nazywa pasja. A do tego mnie się strasznie podobało. Ja naprawdę się w nim zakochałem, a po tej akcji z dziś to już nie było odwrotu. Jednak… Na powtórkę nie ma co liczyć.
Nagle rozdzwonił się mój telefon. Sięgnąłem po niego i spojrzałem na wyświetlacz. Dzwonił wujek.
- Tak? – odezwałem się od słuchawki.
- No gdzieś ty był całą noc? – zawołał wujcio. – Wyszedłeś TYLKO po książkę.
- Złapał mnie deszcz i przemokłem – wyjaśniłem. – Potem spotkałem Liama i zostałem u niego na noc.
- Eh… Mogłeś mnie przynajmniej poinformować – oświadczył.
- Tak, wiem. Przepraszam – odparłem. – Idę jeszcze do Hard Rock Caffee, pogadać z Daisy i idę do kwiaciarni.
- Dobrze. Do zobaczenia – pożegnał i rozłączył.
Schowałem tek telefon do kieszeni i stanąłem przed jeszcze zamkniętą kawiarnią. Wiedziałem jednak, że Daisy już jest, gdyż zawsze ją otwierała. Tak więc zapukałem w szybę. Po chwili wyszła z zaplecza. Pomachałem jej, a ona odwzajemniła mój gest i podbiegła do drzwi.
- Cześć Niall – przywitała się cmokiem w policzek. – Co tu robisz i to jeszcze przed otwarciem? Zwykle przychodzisz w przerwie na kawę.
- Chciałem pogadać. Masz chwilę? – spytałem, a o na przytaknęła mi i wpuściła do środka. Wszedłem do cichego w tej chwili wnętrza i usiadłem przy barze.
- O czym chcesz pogadać? – zagadnęła Daisy, kręcąc się za barem i robiąc mi kawę.
- Jak by ci to powiedzieć – zacząłem, przeczesując włosy palcami, gdy ona postawiła przede mną kawę. Upiłem łyk i spojrzałem na nią.
- No… - ponagliła mnie gestykulując przy tym. – Wyrzuć to z siebie.
- Byłem u Liama – zacząłem powoli. – I… Całowaliśmy się.
- Say what? – zawołała, spoglądając na mnie. – Przepraszam, ale wydaje mi się, że nie tak dawno, czyli wczoraj, rozmawialiśmy o Liamie.
- Ale ty nie rozumiesz – oburzyłem się.
- To oświeć mnie – zawołała, unosząc ręce w geście bezsilności.
- Bo on chciał - odpowiedziałem cicho. – A ja… To mogła być jedyna szansa, by poczuć jego usta.
- Niall. Co ja ci mówiłam o Liamie – odezwała się. – Liam… Nie jest odpowiedni dla ciebie. Nie przejmuje się zbytnio innymi…
- Nie znasz Liama – warknąłem, rozzłoszczony. – To naprawdę dobry chłopak. Nie rozumiem czemu wszyscy macie go za bogatego chłoptasia.
- Niall – odezwała się zaskoczona Daisy, ale znów jej przerwałem.
- To naprawdę miły i uroczy chłopak. Już wad nie można mieć w tym popieprzonym świecie?! – zawołałem oburzony. – A poza tym, ty nie wiesz jak to jest być gejem i podkochiwać się w kimś z kim na pewno się nie będzie! To boli.
Odwróciłem się i zły wyszedłem z kawiarni, trzaskając drzwiami. Ona nie miała pojęcia. To uczucie kiedy nasze usta się spotkały. On tego chciał. Ja się nie broniłem. To było najcudowniejsze przeżycie mojego życia. I nic tego nie zmieni. Nawet Daisy.
***
Zamknąłem za sobą drzwi i przeskakując co drugi stopień wyszedłem na chodnik, skąpany w słońcu. Znów było ciepło i słońce prażyło ile wlezie. Ruszyłem więc powoli do Hard Rock Caffee, wciąż myśląc po tym co się stało rano. Niall był tak niesamowicie blisko mnie, że po porostu nie wytrzymałem i zachowałem się tak a nie inaczej. I strasznie mi się to podobało. Jego ciało było tak blisko mojego. Czułem ciepło od niego bijące. Delikatną skórę pod moimi palcami. Smak jego niesamowicie słodkich ust.
To wszystko tak strasznie stymulowało, że mój kolega w moment stal się twardy.
- Uh… - jęknąłem. – Chyba jestem niewyżyty seksualnie.
Doczołgałem się do kawiarni i wszedłem do środka. Odgarnąłem z czoła włosy i odetchnąłem czując chłód jaki mnie przywitał. Kocham tego kto wymyślił klimatyzacje, czy wiatraki. Kolesie musieli być geniuszami.
Podszedłem do długiej lady za którą jak zawsze kręciła się Daisy. Usiadłem na wysokim krześle, położyłem dłonie na ladzie i zacząłem nerwowo poruszać nogą. Miałem rozmawiać z Lou o całowaniu się z facetami. To było dziwne, ale on był jedynym gejem jakiego znałem.
- Cześć Daisy – przywitałem się z brunetką, gdy znalazła się w zasięgu mojego głosu. Podniosła głowę, spojrzała na mnie, po czym zmrużyła oczy. Odłożyła ścierkę pod ladę, stanęła naprzeciw mnie i splotła ręce na piersiach.
- Okej – odezwałem się niepewnie. – Teraz to się ciebie boję.
- Słuchaj no – zaczęła. – Niall to mój kumpel. Nie dam ci go skrzywdzić.
- Ale ja nie mam zamiaru krzywdzić Nialla – nawet by mi to przez myśl nie przeszło. – O co ci w ogóle chodzi?
- Już ja cię znam Payne – pogroziłam mi. – Ciebie oraz te twoje gierki i zabawy ludźmi. Wiesz, oni też mają uczucia. A Niall jest tak niesamowicie wrażliwy, że najmniejsze słowo może go zranić. Więc nie wykorzystuj faktu, że jest gejem by sprawdzić jak to jest całować faceta, jasne?
- Ale ja… - zacząłem, po czym dotarły do mnie jej słowa i spojrzałem na nią wielkimi oczyma. – Coś ty powiedziała?
Daisy przysłoniła sobie usta dłonią, zdając sobie sprawę z tego co powiedziała. Chyba nie miała zamiaru wspominać o tym, ale zawsze kiedy się unosi mówi za dużo.
Już otwierałem usta, by o coś ją spytać, gdy poczułem na ramieniu czyjąś dłoń. Odwróciłem się i spojrzałem wprost na Louisa. Jak zawsze miał w dupie to co ludzie pomyślą o nim i przyszedł w tym czym aktualnie spał, czyli spodniach od piżamy, które były w kratkę i standardowo bluzka w paski. Do tego na nogach miał swoje ulubione kapcie w kształcie reniferów, czy to łosie były. Nie wiem. Do tego włosy sterczały mu na wszystkie strony świata.
- Kurwa, Tomlinson, nie miałeś co na siebie włoży? – spytałem, unosząc wysoko jedną brew, choć muszę przyznać, że przywykłem już do jego dziwactw.
- A co się będę pierdolił – wzruszył ramionami. – Wstałem. Paczę, przed drugą, to wziąłem bamboszki i popyliłem do kawiarni. Cześć Daisy. Dwie kawusie, proszę. Dla mnie mocniejsza, bo jak widzisz dopiero wstałem.
- Jasne – przytaknęła. Louis skinął na mnie. Zeskoczyłem z krzesła i ruszyłem zanim. Usiedliśmy przy jednym ze stolików. Dałem się przeciągnąć Louisowi, po czym wlepił we mnie te swoje gały.
- No więc? – zagadnął. Odwróciłem głowę i przygryzłem wargę. Do stolika podszedł Harry, jak zawsze spiorunował mnie wzrokiem i postawił przed nami kawy. Lou posłał mu całusa w powietrzu, a kiedy rycerzyk się oddalił znów spojrzał na mnie.
- Nie wiem od czego zacząć – przyznałem się, obracając filiżankę w rękach.
- Od początku, mój drogi – odezwał się i upił łyk czarnego napoju. – Jak się poznaliście? Gdzie? I jak w ogóle on ma na imię?
- Ma na imię Niall – odparłem, słodząc swoją kawę. – Poznałem go w kwiaciarni, kupując mamie bukiet na urodziny. Pracuje w Flower Paradise.
- Czekaj. To taki blondynek o niebieskich oczach? – spytał, a ja przytaknąłem. – A to wiem o kogo ci idzie. Kupowałem u niego bukiet dla Harry’ego. Słodki jest. Ale wróćmy do ciebie. Poznaliście się i co?
- No… Wyszliśmy razem parę razy – ciągnąłem dalej. – Wiesz. Bawiliśmy się naprawdę dobrze. No a potem.
- Wczorajszy telefon o nagim facecie w łazience? – zwrócił uwagę Lou znad filiżanki, a ja przytaknąłem, opierając głowę na dłoni i udając zainteresowanie ścianą.
- Spotkałem go pod marketem. Robiłem ostatnie zakupy na imprezę urodzinową – zacząłem. – I on wtedy wbiegł pod zadaszenie, cały przemoczony. To zaproponowałem mu, że wysuszy się u mnie. Tak strasznie kichał. Nie chciałem się żeby się pochorował. No i… Przyniosłem mu coś na przebranie i wtedy zobaczyłem jego… Nagie ciało. Aż speszony odwróciłem wzrok.
Na samo wspomnienie tej chwili, poczułem jak się rumienię. Louis zachichotał, a ja spiorunowałem go wzrokiem.
- Potem była burza – mówiłem dalej. – A wiesz jak to jest ze mną i burzą. Bałem się. I tak jakoś wyszło, że został na noc. A dziś rano. Pomogłem mu się podnieść z podłogi, bo plecy go bolały. Na twardym spać nie może. No i ułożyłem go na moim łóżku i tak jakoś samo wyszło, że… Zaczęliśmy się całować. A do tego wszystkiego jeszcze przed chwilą dowiedziałem się, że on jest gejem.
Ułożyłem dłonie na stoliku i oparłem na nich czoło.
- Że ten blondynek z kwiaciarni? – chciał mieć pewność.
- Tak – jęknąłem.
- Ożesz ty w dupę jeża – zawołał.
- Nie chce go skrzywdzić nieodwzajemnionym uczuciem jeżeli on coś do mnie czuje – mruknąłem, spoglądając na przyjaciela. – Zależy mi na nim.
- Zależy, powiadasz? – uniósł brew, a ja nie wiedząc jak mu odpowiedzieć, przytaknąłem. – A jak się czułeś kiedy się całowaliście?
- To było… przyjemne – stwierdziłem. – No wiesz. Jego bliskość. Delikatna skóra. Tak bardzo chciałem nie przestawać dotykać go. A te usta. Niejedna moja była mogłaby mu pozazdrościć. I ta… lekkość. To było coś naprawdę cudownego i tak niesamowicie intensywnego.
- No więc, drogi przyjacielu – zaczął Louis, a ja spojrzałem na niego spod grzywki. – Jako specjalista w dziedzinie gejostwa, stwierdzam jednoznaczną diagnozę. Lecisz na niego.
- Słucham? – wyprostowałem się na krześle.
- Niall ci się podoba – powtórzył i upił łyk kawy. – Zdecydowanie na niego lecisz. Po tym co mi powiedziałeś.
- Ale ja nie jestem gejem – powiedziałem przez zęby.
- No to ja też – stwierdził i odłożył filiżankę na spodek. – Stary. Podobało ci się jak całowałeś się z facetem. I nie ma tu nic do rzeczy to, że on jest gejem. Nie wiedziałeś tego kiedy go poznawałeś. Po prostu zaiskrzyło między wami już od pierwszego spotkania. To ta tak zwana miłość od pierwszego wejrzenia.
- A-Ale – zająknąłem się, analizując każde pojedyncze słowo Louisa. W każdym z nich była prawda. – O matko.
- Wiesz. Jak chcesz mieć sto procent pewności, to proponuje byś spróbowała pocałować się z jakimś innym facetem, a potem jeszcze raz pocałował się z blondaskiem od kwiatków – poradził. – Jak za drugim razem z nim zaskoczy to znaczy, żeś się zakochał.
- Ale gdzie ja znajdę faceta, który będzie chciał mnie pocałować – mruknąłem i zgarbiłem się.
Louis westchnął, podniósł ze swojego miejsca i chwycił za nadgarstek. Pociągną tak, że o mało nie spadłem z krzesła i weszliśmy do męskiej toalety. Wepchnął mnie do jednej z kabin, po czym sam do niej wszedł i zamknął za sobą drzwiczki.
- Dobra, Payne. Sprawdźmy co będziesz czuł – odezwał się, łapiąc mnie za ramiona i wpijając się w moje usta. Na początku byłem zdezorientowany. Dopiero gdy jego język wtargnął do moich ust zdałem sobie sprawę z tego co robi Louis. Oddałem pocałunek, choć muszę przyznać, że nie czułem tej lekkości co przy Niallu. Raczej zrobiło mi się niedobrze na samą myśl o tym, że kumpel mnie całuję.
Odepchnąłem go lekko, a on spojrzał na mnie spod grzywki.
- Bez urazy Lou – zacząłem. – Całujesz dobrze, ale na samą myśl, że to ty, rzygać mi się chce.
Tomlinson uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na mnie z błyskiem w oku.
- Liam zakochał się w Niallu – wyszczerzył się, a ja przełknąłem ślinę.
9
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz