11
Przywykłem już do tego całkowicie. Do tego tępego bólu głowy, suchych i wyschniętych ust oraz mdłości. Jednak biorąc pod uwagę nasilenie tych objawów, mój kac nie był aż tak wielki jak się spodziewałem. Stwierdzam jednak jednoznacznie, że nigdy więcej nie zagram w coś takiego jak alko chińczyk. Zabawa co prawda przednia, do momentu kiedy budzisz się rano.
Poruszyłem się nieznacznie i poza falą bólu jaka przeszyła moją głowę, poczułem jak moja ręka ociera się o czyjeś ciepłe plecy. Próbowałem odszukać w myślach kto to może być, za nim otworze oczy i się rozczaruję, bądź przerażę.
No więc. Najpierw przyszedł Louis z rycerzykiem, za raz po nich Niall z bardzo wymownym bukietem. Chciał wyjść wcześniej bo nie czuł się dobrze w towarzystwie, tak więc przez resztę wieczoru nie odstępowałem go na krok. A potem był alko chińczyk i… Całowaliśmy się bo stanąłem na polu, które tego wymagało. Wtedy znów zrobiło mi się przyjemnie. A potem… A potem… Byłem z nim w mojej sypialni i… I co dalej?
Westchnąłem i powoli otworzyłem oczy, które podrażniło światło słoneczne. Zamrugałem, niezadowolony przekręciłem się i wtuliłem twarz w czyjąś szyję, przylegając całym ciałem do pleców osobnika leżącego obok. Wziąłem głęboki wdech i poczułem znajomy zapach. Lekko wywietrzane perfumy Individual Blue zmieszane z zapachem ciała. Uśmiechnąłem się pod nosem. Wiedziałem czyj to zapach. Niall.
Westchnąłem i jeszcze bardziej do niego przyległem, czując ciepło jego nagiego ciała. Powoli otworzyłem oczy i przejechałem nosem po jego szyi. Dostrzegłem gęsią skórkę na niej. Poruszył się i mruknął coś pod nosem. Musnąłem delikatnie kark Nialla i na palce nakręciłem kosmyk jego blond farbowanych włosów.
Powoli podniosłem się na łokciu i przez jego ramię, spojrzałem wprost na jego profil. Skulił się i wyglądał ja małe dziecko. Jak zwykle policzki zdobiły te uroczo niesamowite rumieńce, na które wachlarzem układały się długie rzęsy. Miał lekko rozchylone usta i oddychał tak spokojnie. Jasne włosy opadły na jego policzek, więc sięgnąłem i palcem odgarnąłem za ucho. Zamlaskał i wtulił się w poduszkę.
Uśmiechnąłem się pod nosem i powoli wyszedłem z łóżka, tak by go nie obudzić. Na palcach przeszedłem przez pokuj i wyszedłem, zamykając za sobą drzwi. Odwróciłem się i spojrzałem na salon. Spodziewałem się większego bajzlu, ale w sumie nie było tak źle. Jednak za nim wezmę się za ogarnianie mieszkania… Tabletka. Tak. Tabletka i woda.
Przeszedłem przez salon i wszedłem do kuchni, gdzie w umywalce piętrzyły się stosy szklanek i talerzy. Otworzyłem szafkę, wyciągnąłem tabletki przeciw bólowe, a do czystej szklanki nalałem sobie wody mineralnej. Jednym szybkim ruchem wrzuciłem sobie tabletkę do ust i popiłem wodą. Wziąłem kilka wdechów i jeszcze raz rozejrzałem po mieszkaniu.
- Eh – westchnąłem. – Czas ogarnąć ten bajzel.
Zacząłem od tej sterty naczyń w umywalce.
***
Jęknąłem, czując pulsujący ból głowy. To było straszne i nie do zniesienia. Nigdy więcej tyle nie wypiję. Nigdy więcej w ogóle nie wypiję. Ukryłem twarz w poduszce i założyłem ręce na głowę, znów jęcząc. Poczułem znajomy zapach, którym przesiąknięta była. Zdjąłem ręce z głowy i podpierając się na łokciach, lekko podniosłem do góry. Zamrugałem kilka razy i rozejrzałem po pokoju. Nie należał do mnie, ale byłem tu już. Chwilę później jak fala zalały mnie wspomnienia z imprezy urodzinowej. Przyszedłem z kwiatami, nie pozwolił mi wyjść, dobrze się bawiliśmy, pocałował mnie… Chwila. Pocałował mnie. Ponownie opadłem na poduszki próbując dokładnie przywołać tamten moment.
Graliśmy w jakąś głupią grę, w którą wcale nie chciałam grać. Bo była idiotyczna. No ale zgodziłem się tylko dla Liama. Po kilku kolejkach zrobiło mi się naprawdę wesoło i przyjemnie, a kiedy Li stanął na tym polu od całowania i mnie wytypował…
Jęknąłem i schowałem się pod poduszką, przypominając sobie jak się zachowałem. Co on sobie teraz o mnie pomyśli. Zapewne, że jestem jakimś zboczonym pedałem, albo coś w ten deseń. A potem jeszcze… Jeszcze ta akcja w tutaj. W jego sypialni.
- Niall? – usłyszałem głos Liama i mocniej zacisnąłem ręce na poduszce. – Głowa boli?
- Tak – mruknąłem. Poczułem jak materac obok mnie ugina się. Następnie dłoń Liama pogładziła mnie po nagich plecach.
- No już – szepnął. – Wyłaź spod poduchy. Mam wodę i tabletkę.
Powoli usiadłem na łóżku i nie patrząc na niego wziąłem od niego lekarstwo na kaca i szklankę. Popiłem i do dna wypiłem wodę. Strasznie mnie suszyło. Oddałem mu szklankę, którą postawił przy wazonie. Spojrzałem na ten bukiet i cicho westchnąłem.
- Jeszcze raz dziękuję za kwiaty – odezwał się. – Naprawdę śliczne i takie… Wymowne.
- Wymowne? – powtórzyłem i spojrzałem w jego oczy. Po chwili jednak spuściłem wzrok na swoje dłonie i zacząłem bawić się palcami. – Co masz na myśli?
- Już ty dobrze wiesz – poczułem jego oddech na swojej twarzy. – Mnie też cieszy twoja obecność.
Zesztywniałem. Wiedział. Sprawdził. Przeczytał. Już wie co każdy z kwiatów oznacza. Więc wie co oznacza chryzantema złocista. W tej samej chwili poczułem jak do policzków napływa mi krew i pieką mnie. Co mnie podkusiło by zdradzić mu nazwy tych kwiatów. Tak to by tylko myślał, że to ładny bukiet, a teraz pewnie rzuca we mnie błotem w swoich myślach.
- Niall? – dotarł do mnie jego głos. Poderwałem gwałtownie głowę i spojrzałem w te śliczne orzechowe tęczówki. Tak magnetyczne. Drgnąłem lekko, chcąc musnąć jego usta, ale powstrzymałem się w ostatniej chwili. Odwróciłem wzrok i rozejrzałem po pomieszczeniu. Napotkałem zegarek, który wskazywał prawie dwunastą w południe.
- Kurcze. Już tak późno – zawołałem lekko zdenerwowany. – Wujek się pewnie martwi. Mówiłem mu, że najpóźniej wrócę o trzeciej w nocy.
Zmieszany, chciałem podnieść się z łóżka, ale Liam złapał mnie mocno za ramię i przyciągnął do siebie. Opadłem na łóżko, a on usiadł na mnie okrakiem. Jego rozpięta koszula, którą zarzucił na ręce, połaskotała mnie po brzuchu.
- Dzwoniłem do twojego wuja, jak tylko wstałem – odezwał się cicho, wplatając swoje dłonie w moje. – Wszystko mu wyjaśniłem i powiedziałem, że jak wstaniesz, bezpiecznie odeskortuje cię do domu. A teraz możemy porozmawiać?
- O czym? – spytałem, czując jak serce tłucze mi się w piersi.
- O chryzantemach złocistych – szepnął, nachylając się nade mną.
- Liam, ja… - zająknąłem się i odwróciłem głowę. – Przepraszam.
- Za co? – mruknął mi na ucho jak zawodowy kociak. – Za to, że mnie kochasz?
- Wybacz – mocniej zacisnąłem palce na jego dłoniach. – Tak jakoś samo wyszło. Mam to do siebie, że zakochuje się w niewłaściwych ludziach.
- Ale kto ci powiedział, że jestem niewłaściwy? – wyszeptał ledwo dosłyszalnie na moje ucho. Odwróciłem głowę w jego stronę i spojrzałem na niego. Pochylał się nade mną, a nasze nosy stykały się ze sobą.
- Niall – wyszeptał czule moje imię i potarł swoim nosem o mój. – Wiem, że jesteś homo. Wiem też, że jestem… Byłem… Sam nie wiem. W każdym bądź razie… Myślę, że cię kocham. Tak jak ty kochasz mnie.
- Słucham – głos uwiązł mi w gardle.
- Myślę, że cię kocham – powtórzył. – Uwielbiam słuchać jak mówisz o kwiatach. Twój uśmiech sprawia, że i ja to robię. Kocham odgarniać ci z czoła tę niesforną, farbowaną blond grzywkę, którą jak na złość mnie, ściąłeś. Tonę w twoich cudnie błękitnych oczach. Uwielbiam czuć twoje ciepło. Wiedzieć, że jesteś blisko. I myślę, że wyglądasz naprawdę uroczo w tych ogrodniczkach. A co najważniejsze. Wiesz co mi Louis wczoraj powiedział? – pokręciłem głową, a on posłał mi uśmiech i mówił dalej. – Że przy tobie jestem zupełnie inny. Ciepły, pogodny, uśmiechnięty. Przy tobie cała ta idiotyczna maska, którą jakiś czas temu przybrałem, opada jak kurtyna. I sam nie umiem sobie wyjaśnić dlaczego tylko przy tobie. Zapewne słyszałeś o mnie wiele rzeczy…
- W ani jedną nie uwierzyłem – wpadłem mu w słowo, czując jak do oczu napływają mi łzy. Liam uśmiechną się i przelotnie musnął moje usta.
- Pokazałeś mi to kim kiedyś byłem, kim jestem i kim chce być – wyznał. – Ale chce taki być tylko przy tobie. Tak więc, proszę, przyjmij do swej świadomości. Myślę, że cię kocham.
To wszystko co mówił Liam. To było takie piękne. Ale nie mogło być prawdą. Po prostu nie mogło być prawdą. Ja zawsze miałem takiego strasznego pecha do wszystkiego i wszystkich. Całe moje życie to była jedna wielka pomyłka.
- Nie żartuj sobie ze mnie – wydukałem, czując jak co raz więcej łez zbiera się w moich oczach. Liam rozmazywał mi się powoli. Zacząłem mu się wyrywać.
- Ten, żart wcale mnie nie bawi – jęknąłem, a pierwsze łzy spłynęły z moich policzków. – To nie jest zabawne!
Pchnąłem go, po czym sam się podniosłem do pozycji siedzącej. Jego duże, ciepłe ręce chwyciły moją twarz i nakierowały wprost na niego. Otarł kciukami łzy i oparł swoje czoło o moje.
- Wiesz. Jeszcze nigdy w całym moim dziewiętnastoletnim życiu nie byłem tak poważny jak teraz – wyszeptał, a jego ciepły oddech otulał moją twarz.
- Ale ja mam pecha – odszepnąłem, a kolejne łzy potoczyły się po moich policzkach.
- Nie tym razem - musnął moje usta, a mi serce prawie stanęło. Te piękne i kształtne, truskawkowe usta całowały mnie z miłości.
Ponowił pocałunek, który tym razem odwzajemniłem. Poczułem jak się uśmiecha przez niego, a po moim ciele rozlało się przyjemne ciepło. Jego dłonie powoli zsunęły się z mojej twarzy wprost na talię. Ja objąłem jego szyję rękoma i usiadłem mu między nogami. Przyciągnął mnie jeszcze bardziej, a moje uda otarły się o jego. Przeszedł mnie naprawdę przyjemny dreszcz, kiedy jego dłonie sunęły w górę i w dół po moich plecach. Moje wplotłem w kręcone włosy Liama i mocno zacisnąłem. Tym razem to ja uśmiechnąłem się przez pocałunek, którym obdarzał moje usta.
Oderwał się ode mnie i znów oparł swoje czoło na moim. Policzki mnie zapiekły, a na jego twarzy pojawił się promienny uśmiech. Palcami przeczesał moje blond kosmyki, a ja zawstydzony spojrzałem w dół.
- Spróbujemy? – zapytał, gładząc mnie po policzku i ścierając resztki łez.
- Spróbujemy – odpowiedziałem mu cicho. Ucałował mnie w czoło. Po chwili skryłem się w jego silnych ramionach, zaciskając ręce na krańcach jego koszuli. Liam objął mnie i pogłaskał po głowie, całując w jej czubek.
***
Wziąłem butelkę i podszedłem do okna, gdzie stał storczyk. Ten sam, który kupiłem od Nialla. Wciąż miał przewiązaną wstążkę. Zapewne już jej nie potrzebował, ale nie chciałem jej ściągać. On się lepiej znał na kwiatach. Tak więc sprawdziłem doniczkę. Była lekka, więc podlałem go. Odstawiłem butelkę przy regale i z samej góry ściągnąłem spryskiwacz. Wyczytałem w sieci, że kwiaty lubią jak od czasu do czasu spryska się je wodą.
Nacisnąłem kilka razy na rączkę, a mgiełka wody powoli opadła na piękne, fioletowe płatki i sprawiła, że zalśniły w świetle popołudniowego światła. Uśmiechnąłem się pod nosem i odstawiłem spryskiwacz z powrotem na regał. Przyjrzałem się storczykowi i przekrzywiłem głowę. Lubiłem na niego patrzeć.
- Widzę, że o niego dbasz – usłyszałem głos Nialla, a po chwili oparł brodę na moim ramieniu.
- Tak. Dokładnie według twoich wskazówek – odpowiedziałem.
- Ale wiesz co – zaczął. – Myślę, że lepszym miejscem dla niego będzie stolik do kawy.
- Też go chciałem tam ustawić – stwierdziłem.
Chwyciłem donicę i ruszyłem do stolika. Postawiłem go centralnie na środku i pojrzałem na Nialla. Posłał mi tylko uśmiech i podszedł bliżej. Sięgnął do wstążki, ale szybko chwyciłem go za nadgarstek.
- Zostaw.
- Można już ją zdjąć – stwierdził.
- Wiem, ale lubię go z tą wstążką – odpowiedziałem i spojrzałem na niego. Moje oczy spotkały się z jego i znów zacząłem tonąć w tej głębi błękitu. Przyciągnąłem go do siebie i pogładziłem jego policzek. Był tak naprawdę uroczy. A moje serce dziwnie radowało się na samą myśl, że jest ze mną. Jest tylko i wyłącznie mój. Przerażało mnie to trochę. A właściwie świadomość tego, że jestem gejem. Jednak… Cieszyłem się, że jestem z nim. Naprawdę myślę, że go kocham.
Już chciałem go pocałować, gdy rozdzwonił się jego telefon. Sięgnął do kieszeni i po sprawdzeniu kto dzwoni odebrał.
- Tak wujku? – odezwał się, po czym dodał. – Tak.
Milczał chwilę i słuchał pana Sanforda. Objąłem go w pasie i przyciągnąłem do siebie. Uśmiechnął się do mnie przelotnie i oparł głowę na moim ramieniu.
- Dobrze. Odbiorę jutro dostawę – odezwał się. – A o kwiaciarni pogadamy jak wrócę. – znów zamilkł. – Dobra. To będę się powoli zbierał. No… Na razie.
Rozłączył się i spojrzał na mnie.
- Muszę iść – wyjaśnił. – Wujek ma do mnie jakąś ważną sprawę.
Wyswobodził się z mojego uścisk i powoli skierował do korytarza.
- Nie możesz zostać jeszcze dziesięć minut? – poprosiłem.
- Miałeś mnie przecież odeskortować, zapomniałeś? – odpowiedział pytaniem na pytanie. Uśmiechnąłem się, założyłem buty i sięgnąłem po klucze. Wyszedł śmiejąc się głośno. Zamknąłem drzwi i oboje zjechaliśmy windą w dół.
Wyszliśmy na zalany południowym słońcem chodnik i ruszyliśmy ramię w ramię w górę ulicy. Zerkałem na Nialla, co jakiś czas. Delikatny, letni wietrzyk tańczył w jego blond włosach. On sam chyba nad czymś myślał, bo miał lekko spuszczoną twarz, gdzie błądził delikatny uśmiech.
Serce zaczęło tłuc mi się w piersi, kiedy delikatnie przejechałem palcami po zewnętrznej stronie jego dłoni. Odwrócił głowę w moją stronę, a ja spojrzałem na swoje trampki. Poczułem jak do policzków napłynęła mi krew, a jego dłoń w odpowiedzi otarła się o moją. W tym momencie moje serce stanęło na trzy sekundy. No zgon na miejscu.
Stanęliśmy na światłach. Zacząłem przytupywać nogą ze zdenerwowania, a po chwili zrobiłem to co chciałem. Przysunąłem się bliżej niego i wplotłem swoje palce między jego. Poczułem jego uścisk i spojrzałem na niego. Posłał mi uśmiech i przysunął się bliżej. Odwzajemniłem gest i przelotnie musnąłem jego usta. Speszony schował twarz w moje ramię, a ja zaśmiałem się. Przeszliśmy przez jezdnię i skierowaliśmy się do Paradise Flower, gdzie się rozstaliśmy.
***
Biegłem ulicami Londynu na tyle ile miałem sił, z których powoli opadałem. Jednak musiałem to powiedzieć Liamowi. Chciałem, żeby on był pierwszym, który się dowie. On musiał być pierwszy. To była tak dobra nowina dla mnie, że… No po prostu nie mogłem wytrzymać ani chwili. Kiedy tylko wuj mi oznajmił co planuje, zaczęło mnie nosić i zapytałem czy mogę już wyjść. Gdy się zgodził od razu skierowałem się do Liama. Wszystko zaczęło się tak dobrze układać. Dziwnie dobrze, ale nie chciałem teraz o tym myśleć.
Wbiegłem na schody i przeskakując co drugi stopień, wspiąłem się na ostatnie piętro. Zapukałem i opierając ręce na kolanach, zacząłem ciężko oddychać. Gdy tylko drzwi się otworzyły od razu rzuciłem się na Liama z radosnym okrzykiem. Objął mnie lekko zszokowany, a kiedy zdałem sobie sprawę co robię, cofnąłem się.
- Jeju – zawołał, zamykając drzwi. – Co się stało, że zasłużyłem na coś takiego.
- Bo wujek chce otworzyć drugą kwiaciarnię w innej części miasta – wyjaśniłem na kilku wdechach. – A tę w której teraz pracuję oddać mnie.
- Słucham? – zapytał.
- No ta kwiaciarnia, będzie moja – powtórzyłem, spoglądając w jego oczy. – Co prawda, dopiero pod koniec roku, ale moja. Ja ją poprowadzę.
Liam chwycił mnie w pasie i okręcił wokół własnej osi. Zaśmiałem się, a kiedy postawił mnie na ziemi, musnął moje usta. Uśmiechnąłem się i wtuliłem w niego. Tak strasznie mnie cieszyło, że go mam. Że mam do kogo pobiec z dobrą nowiną. Że mam do kogo się przytulić.
- No to musimy to oblać – stwierdził, spoglądając na mnie. Chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę salonu.
11
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz