poniedziałek, 20 stycznia 2014

788

15

Wolnym krokiem kierowałem się ku Hard Rock Caffee, mimo iż było dopiero po szesnastej. Dziś jednak były moje urodziny i wujek przyszedł zastąpić mnie do zamknięcia kwiaciarni. Wiedział, że chcę je oblać ze znajomymi w kawiarni. No dobra. Może nie tyle co oblać, ale zjeść kawałek ciasta z nimi, wypić dobrą kawę i pośmiać się trochę.

Stanąłem przed lokalem i spojrzałem na szyld. Na moją twarz od razu wkradł się uśmiech. Kiedy przyjeżdżałem do Londynu, nie przypuszczałem tak szybko znaleźć przyjaciół. A o tym, że będę mieć chłopaka, nawet nie marzyłem. A nawet jeśli, to nie spodziewałem się kogoś tak cudownego jak Liam.

Nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka. Od razu uderzył mnie zapach parzonej kawy, którym się zaciągnąłem. Rozejrzałem się po wnętrzu. Nie było zbyt tłoczno, mimo popołudniowej pory. Być może dlatego, iż był wtorek. Większość ludzi pracowała o tej porze. Ja teoretycznie też.

- Cześć Daisy – przywitałem się z brunetką. Podniosła wzrok znad czegoś i spojrzała na mnie.

- O hej, Niall – odpowiedział i uśmiechnęła się szeroko. – Mam coś ekstra, ale to dopiero jak będą wszyscy. Na kogo tak właściwie czekamy?

- Na Louis’ego i Liama – wspominając tego drugiego mimowolnie się uśmiechnąłem. Zdałem sobie sprawę, iż oni jeszcze nie wiedzą, że jesteśmy razem. No. Może Lou wie. Liam zapewne zdążył już mu się pochwalić.

- Wszystkiego Najlepszego, Niall – dotarł do mnie głos Harry’ego, który postawił przede mną torebkę z upominkiem. Spojrzałem na nią, a potem przeniosłem wzrok na Loczka.

- Dzięki – rzuciłem, przyciągając ją do siebie. – Dobrze się czujesz?

Styles spojrzał na mnie lekko zaskoczony, więc szybko dodałem.

- Pytam, bo wyglądasz nieswojo. Jakiś taki blady jesteś.

Harry nie wyglądał dobrze w moim mniemaniu. Był blady, skóra mu dziwnie poszarzała, a kości policzkowe znacznie się uwydatniły. Jego zielone oczy przygasły i tak jakoś schudł. O ile to było możliwe w jego przypadku. I tak był wystarczająco szczupły.

- Nie przejmuj się – machnął ręką. – Muszę przywyknąć do nowego trybu życia. Wiesz. Szkoła, praca. Lepiej zobacz prezent.

Przytaknąłem tylko, przyjmując do informacji jego tłumaczenie i sięgnąłem do małej torebki skąd wyciągnąłem prezent. Oczy mi się rozszerzyły kiedy zobaczyłem płytę, a na moją twarz wtargnął psychopatyczny uśmiech.

- The Script „Science & Faith” – podniosłem wzrok na Loczka. – Skąd wiedziałeś?

- Właściwie to nie wiedziałem – przyznał, drapiąc się po głowie. – Nuciłeś ich jakiś czas temu więc pomyślałem, że ich lubisz. Mi też się podobają. Doszedłem więc do wniosku, iż kupię ci ostatnią płytę The Script. Dopiero przed wczoraj jak ją pakowałem, zdałem sobie sprawę, że możesz już ją mieć.

- Nie, nie mam – oparłem, posyłając Haz uśmiech. – Wielkie dzięki.

Odwzajemnił mój gest i spojrzał ponad ramieniem. Mina mu nagle zrzedła. Spuścił wzrok, przeczesał loki i chwycił jedną ze ścierek.

- Zrobić ci cappuccino, Niall? – zapytał. Przytaknąłem, odkładając płytę i odprowadzając go wzrokiem. Moment potem koło mnie pojawił się Louis. Chwilę przyglądał się Harry’emu, po czym spojrzał na mnie i posłał uśmiech.

- Sto lat – zawołał, przytulając mnie. Odwzajemniłem gest i spojrzałem na niego swoimi niebieskimi tęczówkami. Jego torba myła większa, a gdy zajrzałem do środka odkryłem tam bombonierkę oraz koszulkę.

- Wiesz, nie znam cię tak dobrze jak Li – szepnął mi na ucho. – Więc bluzkę wybierałem z nim.

Uśmiechnąłem się i przeniosłem na niego spojrzenie. Puściłem mu oczko, a chwilę potem Harry postawił przede mną kawę. Podziękowałem mu uśmiechem i kątem oka spojrzałem na Lou. Odwrócił wzrok, więc nic dziwnego, że odniosłem wrażenie, iż ta dwójka się pokłóciła.

Spojrzałem przez ramię za najważniejszym gościem, którego zaprosiłem. Drzwi otworzyły się, a on wszedł przez nie, od progu witając mnie promiennym uśmiechem. W ręce trzymał kolorową torebkę z prezentem. Odwróciłem wzrok, rumieniąc się lekko i poprawiając grzywkę, która odrosła. Liam mógł mi ją teraz do woli poprawiać.

- Hej – rzucił ponad moją głową, na co Harry posłał mu piorunujące spojrzenie. Liam jednak nic sobie z tego nie zrobił i prawą rękę oplótł wokół mojej szyi. Nachylił się i szepnął mi do ucha.

- Wszystkiego Najlepszego, kochanie – jego ciepły oddech połaskotał mój policzek, po czym złożył na nim krótki pocałunek.

- Co to miało znaczyć? – oburzyła się Daisy, piorunując Liama swoim ciemnym spojrzeniem.

- No jak to co – odparł Liam, prostując się, jednak wciąż oplatając moją szyję. – Daje mu buziaka na powitanie. Tak chyba wypada przywitać swojego chłopaka, czyż nie?

- Chłopaka? – zdziwiła się brunetka, kilka razy mrugając oczyma. – Bez jaj. Ty? Homo? Niall, chłopcze, nie daj mu się zbytnio omotać. Słuchaj…

- Daisy – do tej wymiany zdań wtrącił się Louis. – Daruj sobie.

Spojrzałem na szatyna, który mierzył się z nią wzrokiem. Po chwili dziewczyna westchnęła i machnęła tylko ręką, mrucząc coś od nosem. Liam natomiast postawił mi przed nosem swój upominek. Pogładziłem jego dłoń, a drugą sięgnąłem do torebki i zajrzałem do środka. Moment potem spojrzałem na niego, a on posłał mi szeroki uśmiech.

- Liam – rzuciłem na wydechu jego imię. – Nie musiałeś. Przecież…

Zwiesiłem głos i ponownie zajrzałem o środka, gdzie znajdowało się pudełko z czytnikiem ebooków. Do niego dokupił jeszcze ładowarkę.

- Lubisz czytać, więc to bardzo praktyczny prezent, nie uważasz? – odezwał się całując mnie w czubek głowy. – Ściągnąłem jeszcze kilka książek. Myślę, że ci się spodobają.

Uśmiechnąłem się szeroko i nadstawiłem ponownie policzek, na którym złożył całusa. Następnie wplótł palce w moje włosy i zaczął się nimi bawić. Daisy natomiast chwyciła coś co miała ukryte pod ladą. Moment potem na blacie postawiła większy kawałek ciasta kajmakowego, w który wsadziła świeczkę.

- No więc tortu nie dałam rady… – zaczęła, ale wpadłam jej w słowo.

- Jest dobrze – posłałem jej uśmiech. – Jest naprawdę idealnie.

- Idealnie to będzie teraz – oświadczył Harry, zapalając pojedynczą świeczkę na cieście. – Pomyśl życzenie.

Przygryzłem wargę, zastanawiając się nad tym czego pragnę. Zdałem sobie sprawę, że nie potrzebuję niczego. Mam nawet nadmiar szczęścia. Kwiaciarnię, którą już niedługo wuj mi odda i odremontuje ją według szkicu Liama. Wspaniałych przyjaciół, którzy są właśnie teraz ze mną. No i jego. Najwspanialszego chłopaka pod słońcem. Opiekuńczego, mądrego, utalentowanego, przystojnego. Jednym słowem, Liama.

Uśmiechnąłem się pod nosem, wziąłem głęboki wdech i zdmuchnąłem tę pojedynczą świeczkę. Miałem wszystko czego chciałem. O ci więcej prosić?

***

Louis miał rację, kiedy ostatnio mi się żalił, mówiąc, iż Harry nie wygląda najlepiej. Faktycznie był jakiś blady i schudł, ale wciąż miał ten sam cięty języczek. Może i nie chciał się kłócić na urodzinach Nialla, jednak kilka ciętych ripost dało mi idealny powód do ulotnienia się wcześniej. Nie wypadało tak wyjść w środku, a chciałem zrobić coś ekstra dla mojego małego chłopca.

Uśmiechnąłem się na samo jego wspomnienie. Westchnąłem i zdałem sobie sprawę, że przede mną na gazie gotuje się sos. Tak więc szybko wróciłem do swojego zajęcia.

Wiem, że Niall wyprawił sobie mini urodziny w Hard Rock Caffee, ale ja chciałem zrobić dla niego coś ekstra. On był naprawdę wyjątkowy i zasługiwał na wszystko co wyjątkowe. I nie mówię tego od tak sobie. Po prostu widzę jak ten blondyn o lazurowym spojrzeniu wpływa na mnie. Widzę, że się zmieniłem. Naprawdę to dostrzegam. Częściej się uśmiecham, mniej pyskuje, po prostu jestem bardziej radosny. Chcę z nim spędzać każdą chwilę, a kiedy wychodzi z mojego mieszkania jest mi tak źle. Nie czułem tego przy Hazel. Wręcz przeciwnie. Kiedy ona do mnie przychodziła, wręcz nie mogłem się doczekać, kiedy wyjdzie.

Postawiłem dwa talerze na stole, obok nich kieliszki i zapaliłem świece. Podparłem ręce na biodrach i dumny z siebie spojrzałem na całość. Wróciłem do gotowania, by moment potem na talerzach znalazły się dwie porcje potrawki z kurczaka. Kieliszki napełniłem winem. Chwilę potem po mieszkaniu rozniosło się pukanie.

- Już idę! – zawołałem i pobiegłem na korytarz. Otworzyłem drzwi i od progu przywitał mnie uśmiechnięty Niall. Jego lazurowe oczy błyszczały, a na policzkach gościły śliczne rumieńce. W rękach ściskał torebki z prezentami. Zapewne wracał z kawiarni.

- Chodź, Kocie – pociągnąłem go za nadgarstek i wciągnąłem do środka, zamykając za nim. – Rozbieraj się.

Zdjął swój płaszcz, który odwiesiłem na wieszak. Stanąłem za moim małym chłopcem i przysłoniłem mu oczy rękoma.

- Liam – zaśmiał się. – Co ty robisz?

- Zaraz zobaczysz – szepnąłem mu do ucha, a na jego twarzy dostrzegłem uśmiech. Powoli poprowadziłem go do salonu, gdzie już wszystko było gotowe. Zatrzymaliśmy się i odsłoniłem mu oczy, układając dłonie na jego ramionach. Wstrzymał oddech, chłonąc to wszystko, a ja nachyliłem się do jego ucha.

- Wszystkiego Najlepszego – szepnąłem, biorąc od niego torebki z upominkami i stawiając je przy kanapie. Chwyciłem jego dłoń i poprowadziłem do stołu. Odsunąłem krzesło, na którym usiadł i zająłem miejsce obok niego. Spojrzałem kątem oka na Nialla, którego błękitne tęczówki lustrowały każdy cal stołu. Jego twarz zdobił uśmiech i najwyraźniej nie dowierzał w to co zrobiłem.

- Podoba ci się? – zapytałem, biorąc się za swoją porcję. Podniósł na mnie wzrok, a ja posłałem mu uśmiech.

- Tak, bardzo – przyznał, biorąc swój widelec.

- Chciałem zrobić coś wyjątkowego – wyznałem. – To niedużo, ale mam nadzieję, że będzie ci smakować.

- Jest pyszne – wyznał, przełykając kęs. Uśmiechnąłem się i wziąłem w dłoń kieliszek z winem, a on poszedł w moje ślady.

- Wznieśmy toast – zacząłem. – Za dzisiejszego solenizanta. Najwspanialszego chłopaka na świecie.

Zachichotał pod nosem i nasze kieliszki się zderzyły. Upiliśmy po łyku i wróciliśmy do posiłku. Jadłem, co jakiś czas zerkając na Nialla, który pałaszował ze smakiem to co mu ugotowałem. Uśmiechnąłem się pod nosem i wziąłem kolejny kęs. Chwilę potem usłyszałem brzdęk widelca. Podniosłem wzrok i dostrzegłem jak na jego twarzy maluje się grymas niezadowolenia.

- Wszystko w porządku? – zapytałem lekko zaniepokojony odkładając swoje sztućce.

- Tak, tak – odpowiedział, ściskając lewy nadgarstek wolną ręką.

- Jesteś pewien? – zacząłem, podnosząc się z krzesła. – Może zadzwonić do twojego wujka albo…

- Nie trzeba, naprawdę – powiedział twardo. – Zaraz będzie w porządku.

Zająłem z powrotem swoje miejsce i sięgnąłem przez stół do jego lewej dłoni. Nie ścisnął jej jednak. Zaniepokoiłem się, ale po chwili jego palce lekko musnęły moje skórę.

- Co się dzieje? – zapytałem przestraszony. – Niall?

- Nie martw się, naprawdę – nakrył moją dłoń swoją wolną i posłał mi uśmiech. – To nic wielkiego.

Jego palce w końcu zacisnęły się na mojej ręce. Pogładziłem jego dłoń kciukiem i spojrzałem na niego.

- Niall – wypowiedziałem jego imię, a on westchnął. Wiedział czego chcę. Wiedział, że chcę wyjaśnień. Wziął więc głęboki oddech i zaczął swoją historię.

- To było po moich piętnastych urodzinach. Miałem wypadek samochodowy – zaczął, spuszczając głowę, a ja mocniej zacisnąłem palce na jego dłoni. – Auto uderzyło we mnie dość mocni. Facet, który je prowadził, był pijany i zmarł na miejscu, a ja w bardzo ciężkim stanie trafiłem do szpitala. Mój kręgosłup nie był w najlepszym stanie i lekarze dawali mi 50% szans na to, iż będę znów chodził. Tak więc kiedy się obudziłem i po badaniach oznajmiłem lekarzowi, że czuję nogi, kazał być dobrej myśli. Po kilkumiesięcznej rehabilitacji znów normalnie chodziłem, pomijając pewne… Nazwijmy to ładnie, skutki uboczne wypadku. Czasem tracę czucie w lewej ręce. Ale to się zdarza bardzo rzadko.

Podniósł na mnie swoje lazurowe tęczówki, które jakby przygasły przez to wspomnienie.

- Dlatego nie możesz spać na twardym – zdałem sobie sprawę, przypominając jak zasnęliśmy na podłodze. – Plecy cię wtedy bolą.

- Tak, to też – przyznał posyłając mi niemrawy uśmiech. Spojrzałem na niego zatroskany i znów pogładziłem jego dłoń kciukiem.

- Chodź tu do mnie, mój mały – odparłem mocniej ściskając jego dłoń. Uśmiechnął się do mnie, wstał ze swojego miejsca i usiadł okrakiem na moich kolanach. Splotłem jego palce ze swoimi, a nasze spojrzenia się spotkały.

- Lubię kiedy tak mnie nazywasz – odezwał się z uśmiechem.

- Ale jak? – zapytałem ciekawy, pocierając swój nos o jego.

- Małym – odpowiedział, a jego ciepły oddech omiótł moją twarz. – Naprawdę lubię jak mnie tak nazywasz.

Posłałem mu uśmiech, wyprostowałem się i musnąłem jego usta. Odwzajemnił pocałunek od razu. Ba. Nawet go pogłębił, a to co zrobił moment potem, lekko mnie zaskoczyło.

Niall wyszedł z inicjatywą, jednak pozwoliłem mu na to. W końcu to jego urodziny. Przejechał językiem po moich ustach, które lekko rozchyliłem. Chwilę potem przygryzł moją dolną wargę, widząc, że pozwoliłem mu na te igraszki. Jego język wtargnął w moje usta, ocierając się o zęby i łaskocząc moje podniebienie. Wyplótł swoje palce z pomiędzy moich, by po chwili mogły się prześlizgiwać pomiędzy pasmami włosów, by ostatecznie mocniej się na nich zacisnąć. Ja swoje dłonie ułożyłem na plecach Nialla i przyciągnąłem go bliżej siebie.

- Zamieszkaj ze mną – wypaliłem, gdy oderwał się na moment.

- Słucham? – spytał wyraźnie zaskoczony, odchylając się trochę do tyłu.

- Zamieszkaj ze mną – powtórzyłem, przeczesując palcami jego blond grzywkę. – Chyba, że nie chcesz. Nie zmuszam cię. Ja po prostu nie umiem wytrzymać bez ciebie, co jest dla mnie dziwne, nowe i frustruje mnie to. Nigdy tak się nie czułem. Kładę się wieczorem, zastanawiając co robisz. Czy śpisz, a może coś czytasz, albo oglądasz jakiś film z wujkiem.

- Liam – zawołał uciszając mnie tym samym. Spojrzałem na niego swoimi orzechowymi tęczówkami. Jego twarz zdobił prześliczny uśmiech, a te błękitne oczy, w których tak często tonąłem, wesoło błyszczały.

- Zamieszkam z tobą – odezwał się, biorąc moją twarz w swoje ręce. Poczułem przyjemne ciepło rozchodzące się po moim ciele i uśmiechnąłem się, by chwilę potem znów poczuć usta Nialla na swoich.


15

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz