7
Louis musiał czekać na Harry’ego, aż do pierwszej w nocy. Już miał iść spać myśląc, że nie wróci na noc, gdy usłyszał jak ktoś wchodzi do domu. Chłopak wszedł do kuchni rzucając na stół kluczyki, wyjmując szklankę i kompletnie ignorując szatyna.
- Możesz mi do cholery jasnej powiedzieć co to było? – zapytał od razu.
- Daj mi spokój. – mruknął Harry.
- Dać ci spokój?! Poważnie Harry?! Dałem ci spokój dwa miesiące temu i wiesz co? – zapytał podchodząc do niego i patrząc mu w oczy – Jestem już tym cholernie zmęczony! Mam tego dość! Mam dość twojego jebanego zachowania! – zakończył krzykiem.
Harry odłożył szklankę obok siebie na blat nie spuszczając z niego wzroku. Widział, że jest zły. I chyba nigdy nie słyszał jak Louis krzyczy albo mówi podniesionym tonem. W normalnych okolicznościach byłby w szoku, ale traz kompletnie go to nie obchodziło. On też był zły i nie miał ochoty wysłuchiwać jego wrzasków.
- A ja mam dość twojego jebanego chłopaka. – warknął mu w twarz i przechodząc do salonu.
- Ty masz dość mojego chłopaka, tak?! – krzyknął Louis tracąc nad sobą panowanie i idąc za nim - Nagle tobie zaczęło przeszkadzać, że się z kimś spotykam, tak?! Kurwa mać! To ja ciągle muszę znosić twoje zachowanie! To ja muszę słuchać tego jak mówisz na antenie o naszej bezgranicznej przyjaźni bez zająknięcia! To ja muszę kurwa cierpieć i patrzeć jak wszyscy nazywają cię miłym, uroczym i kochanym chłopcem podczas, gdy naprawdę jest całkiem inaczej! Jak spierdoliłeś naszą przyjaźń i zostawiłeś mnie bez żadnego wyjaśnienia! To JA mam prawo mieć czegoś dość! I rzygam już tym wszystkim, rozumiesz? Rzygam tymi twoimi fałszywymi uśmiechami do wszystkich, rzygam twoim udawaniem przed kamerami, rzygam tym jak kłamiesz, że świetnie się dogadujemy! To JA przez ostatni miesiąc co wieczór musiałem znosić to jak sprowadzasz do domu swoje dziewczyny albo chłopaków! To JA musiałem słuchać twoich jęków bo nawet nie łudziłeś się żeby zamknąć pierdolone drzwi! I wiesz co? – krzyknął wściekły - To JA mam ciebie dość! Ciebie i twojego kurwienia się pieprzona dziwko!
Kiedy tylko to wykrzyczał od razu tego pożałował. Oczy Harry’ego pociemniały ze złości i chwilę później został mocno popchnięty na ścianę i uderzony w twarz. Pisnął cicho z bólu, gdy Harry złapał go za włosy podnosząc jego głowę tak, żeby na niego spojrzał.
- Przeproś. – powiedział spokojnie nachylając się nad nim. Jego oczy płonęły ze złości.
- Nie.
- Powiedziałem: przeproś. – powtórzył szarpiąc go mocniej za włosy.
- NIE! – krzyknął Louis patrząc mu prosto w oczy ze złością. Nie przeprosi go. Nie ma takiej możliwości – Przestań… kurwa! To boli!
Harry odsunął go od ściany by po chwili ponownie mocno go na nią popchnąć i jeszcze bardziej szarpnąć za włosy. Louis nie miał prawa tak go nazywać. Zwłaszcza, że to przez niego Harry sprowadzał sobie kogoś na noc. Przez to, że chciał wybić go sobie z głowy.
Patrzył na niego ze złością widząc jak walczy sam ze sobą. Bolało go to, a Harry wiedział, że sprawia mu ból, ale nie zamierzał przestać. Przeprosi czy wytrzyma?
- Przepraszam. – wydyszał w końcu Louis – Przepraszam! – jęknął.
Harry puścił jego włosy na co szatyn odetchnął, ale wciąż był trzymany przy ścianie.
- Może i jestem młodszy, ale na pewno nie słabszy więc następnym razem trzymaj język za zębami. – powiedział spokojnie będąc zaledwie kilka centymetrów od jego twarzy – Nie wiesz dlaczego tak było więc nie masz prawa mnie oceniać.
- Nie wierzę, że to kurwa zrobiłeś… Ja pierdolę… nienawidzę cię. Szkoda, że inni są w ciebie tak zapatrzeni. Słodki Harry, który w rzeczywistości jest…
- Zaraz znowu możesz powiedzieć o jedno słowo za dużo. Masz rację, udaję przed kamerami grzecznego chłopca, a w rzeczywistości jestem pieprzonym dupkiem, który olał swojego przyjaciela z dnia na dzień bez żadnych wyjaśnień. Ty za to udajesz twardego i chamskiego, a naprawdę jesteś…
- Słaby? Tak, ale nie na tyle żeby ci nie powiedzieć jak bardzo mnie zraniłeś! Kochałem cię, a ty mnie zostawiłeś! – jego głos się załamał, a po twarzy zaczęły spływać łzy - Zraniłeś mnie chuju, rozumiesz? – dodał uderzając go lekko w klatkę piersiową.
Harry puścił go i odsunął się do tyłu. Wystraszył się tego, że doprowadził go to takiego stanu. Wiedział, że źle to wszystko rozegrał, wiedział, że go zranił, ale nie chciał skrzywdzić go jeszcze bardziej. Zignorował jego obelgę zdając sobie sprawę z tego, że to w końcu prawda. To on powinien dostać po mordzie.
- Przepraszam. – powiedział ochrypniętym głosem.
- Mam gdzieś twoje przeprosiny. – zapłakał Lou patrząc prosto w jego oczy. Zaraz po tym minął go i ruszył w kierunku drzwi.
- Nie jedź do niego. – Harry odwrócił się patrząc na plecy Louisa, który się zatrzymał.
- C-co? – zapytał szeptem pociągając nosem i odwracając się. Teraz dzieliła ich jasna kanapa.
- Nie jedź do niego, on chce cię wykorzystać. – powiedział patrząc w niebieskie tęczówki szatyna – Uderzyłem go dzisiaj bo powiedział, że chce dobrać się do twojego tyłka.
Kolejne łzy spłynęły po policzkach niższego chłopaka, gdy patrzył na Harry’ego z niedowierzaniem. Odwrócił się bez słowa przechodząc w stronę holu, a Harry ruszył za nim.
- Louis proszę cię! – zawołał z determinacją, gdy złapał za klamkę.
Szatyn znów się zatrzymał i zacisnął mocno oczy słysząc jak po raz pierwszy od bardzo dawna wypowiada jego imię.
- On cię skrzywdzi. – powiedział z rozpaczą w głosie.
- Nie bardziej niż ty Harry – odpowiedział smutno i wyszedł na zewnątrz.
- Louis proszę cię nie jedź kurwa do niego! – krzyknął znowu Harry, ale tym razem chłopak już się nie zatrzymał. Wsiadł do samochodu i po prostu odjechał, a Harry chwycił mocno swoje włosy i zaczął chodzić od ściany do ściany klnąc pod nosem.
Starał się uspokoić. Oddychał głęboko, ale w jego głowie ciągle pojawiał się Max mówiący „Wiesz… Louis bardzo mi ufa. Już nie mogę się doczekać, aż mój kutas rozerwie jego ciasny tyłek.”. To doprowadzało go do szaleństwa. Sięgnął po telefon nie dbając o to, że jest trzecia w nocy.
Szybko wyszukał numer Zayna i kliknij połącz. Jeden sygnał, drugi, kolejny… Chłopak nie odbierał, ale Harry nie zamierzał odpuścić. Dzwonił chyba piętnasty raz, aż usłyszał zaspany głos po drugiej stronie.
- Hazz… jest trzecia kurwa w nocy… - wymamrotał.
- Zayn!… Zayn pokłóciłem się z Louisem, bardzo, a on… on… on wyszedł i gdzieś pojechał. Pojechał do tego chuja, rozumiesz? On…
- Ciiiii, czekaj… Harry uspokój się. – głos mulata brzmiał już bardziej normalnie - Co się stało?
- Pokłóciłem się z nim kurwa! Uderzyłem go! Ja pierdole… Jak mogłem go kurwa uderzyć?!
- Co zrobiłeś?! Harry…
- Zayn, gdzie mieszka ten cały Max? Musisz mi powiedzieć, proszę! Louis do niego pojechał, jest załamany i jestem pewien, że on go wykorzysta…
- Nie wiem, gdzie on mieszka… Liam albo Niall mogą wiedzieć…
- Zadzwonię do nich.
- Zadzwoń do Liam’a, ja spróbuję obudzić Niall’a chociaż to nie będzie łatwe.
Harry był zdenerwowany, a jego ręce trzęsły się ze złości kiedy szukał numeru. Był zły na siebie bo wiedział, że jeśli Louisowi się coś stanie to będzie to tylko i wyłącznie jego wina.
A on nigdy sobie tego nie wybaczy.
7
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz