8
- Louis? Co się stało? – powiedział Max, gdy tylko otworzył drzwi i zobaczył w nich zrozpaczonego chłopaka – To Harry, prawda? Co on ci kurwa zrobił?
Pociągnął go za sobą do domu i lekko popychając usadził na kanapie, na której sam też usiadł.
- Uderzył cię? – zapytał, ale Louis nie odpowiedział. Ukrył twarz w dłoniach starając się jakoś uspokoić.
Max wstał przechodząc do kuchni, która była połączona z salonem, wyjął butelkę whisky i nalał do szklanki, którą później wcisnął szatynowi do ręki.
- Nie chcę. – odmówił odkładając ją na stół – Max, naprawdę… - dodał, gdy tamten zrobił zirytowaną minę.
- Pij Lou. – powiedział poważnie.
- Cholera nie chcę! – zdenerwował się na co chłopak zmrużył oczy – Przepraszam, nie chciałem krzyczeć… po prostu nie chcę…
- W porządku, więc dam ci wody. – powiedział wstając i idąc do kuchni.
- Dzięki. – westchnął chłopak.
- Powiesz mi co się stało? – zapytał znów siadając obok niego i dając mu szklankę do ręki.
- Sam nie wiem, czekałem na niego… A później… później mu wykrzyczałem wszystko w twarz. I chyba nie powinienem mówić niektórych rzeczy… Zdenerwował się, zmusił żebym go przeprosił, a potem… wyszedłem. – powiedział ponuro podnosząc wzrok i patrząc na blondyna – Gdy wychodziłem prosił mnie żebym nie jechał do ciebie…
- Żartujesz? – zaśmiał się blondyn.
- Nie …
- On jest zazdrosny Lou, jak rozmawiałeś przez telefon mówił mi, że mam się od ciebie odpierdolić, a jak tego nie zrobię to zniszczy mi życie. – skłamał Max.
- Tak powiedział?
- Tak, tak powiedział, a gdy powiedziałem, że mi na tobie zależy rzucił mnie na lodówkę… widziałeś przecież. – mruknął cicho patrząc prosto w niebieskie oczy – Wierzysz mi Louis, prawa? – dodał ciszej.
- T-tak. Tak, wierzę. – odpowiedział – Przepraszam, że tak się stało. Nie wiem o co mu chodzi, do tej pory się ignorowaliśmy…
- Daj spokój. To nie twoja wina… - spojrzał na niego - Jesteś strasznie blady, źle się czujesz? – zapytał.
- Naprawdę? Nie. Czuję się w porządku.
- Napij się wody. – powiedział spoglądając niecierpliwie na jego ręce i przyglądając się jak chwilę później Louis bierze kilka łyków – Dobrze, że przyjechałeś od razu do mnie. – uśmiechnął się widząc, że chłopak wypił na raz całą zawartość szklanki.
- Mhm… Z jednej strony… nie chciałem zwalać ci się na głowę, ale…
- Przestań Louis, mówiłem ci, że jak coś będzie nie tak to masz tutaj od razu przyjechać. Jest okej, naprawdę. Czułem, że przyjedziesz.
- To dobrze. Dzięki za to. – mruknął.
Siedzieli chwilę w ciszy, aż Max znowu się odezwał.
- Nie jesteś zmęczony?
- Nie… to znaczy… tak, trochę jestem. Trochę mi tak się zrobiło… dziwnie. – powiedział Lou i zaśmiał się.
Zaraz, zaraz. Dlaczego się zaśmiał? Przecież w tym co powiedział nie było nic śmiesznego? Czuł, że w głowie zaczyna mu wirować i kiedy udało mu się to jakoś uspokoić zdał sobie sprawę, że Max całuje jego szyję. Zamknął oczy czując przyjemne dreszcze. Chłopak wciągnął jego nogi na kanapę. Teraz Louis opierał się plecami o naramiennik, a blondyn siedział na swoich kolanach i nachylał się liżąc jego skórę.
- M-Max? – zapytał Louis, gdy usta chłopaka zaczęły zbliżać się do jego ucha.
- Hmm? – wymruczał przygryzając jego płatek i wsuwając wolną rękę pod koszulkę szatyna.
- Dosypałeś mi czegoś?
- Tak Lou. – powiedział prostując się i patrząc w niebieskie, teraz trochę zagubione oczy.
Uśmiechnął się widząc jak jego wzrok robi się coraz bardziej nieprzytomny i złączył ich usta w mocnym pocałunku. Chwilę później, nie przerywając całowania, przeniósł swoje ręce na jego biodra zsuwając je trochę na pośladki i pociągnął go w dół tak, że teraz Louis leżał pod nim. Pewny siebie uśmiech po raz kolejny rozświetlił twarz Maxa, gdy zdał sobie sprawę z tego, że teraz Louis jest cały jego. Miał nad nim pełną, stu procentową kontrolę i zamierzał to wykorzystać.
W głowie Louisa panował chaos. Czuł się jakby coś powoli wysysało mu mózg. Raz odwzajemniał pocałunki blondyna, a raz nie. Kompletnie nie wiedział co robi i z sekundy na sekundę było coraz gorzej.
- Dlaczego to zrobiłeś… – wymamrotał słabo, ale nie próbował go odpychać.
- Bo zaraz będę cię pieprzył. – usłyszał w odpowiedzi głos Maxa, który odbił się echem w jego głowie kilkanaście razy.
Póki był jeszcze w stanie zrobić cokolwiek sięgnął do kieszeni po telefon i wysłał jednego sms’a. A może mu się tylko wydawało, że to zrobił, albo chciał to zrobić ale nie zrobił… sam już nie wiedział. Kiedy ponownie spojrzał na swoją rękę jego telefonu już tam nie było.
Louis odpłynął zastanawiając się, gdzie podział się jego telefon. Czy spadł na ziemię, czy wciąż jest w jego kieszeni czy może po prostu zniknął. Patrzył nieprzytomnie na lampę zawieszoną nad stołem. Była niczym słońce, a wokół niej cały układ planetarny. Merkury i Wenus i Ziemia… - wyliczał w myślach. Przekręcił głowę na bok szukając dalszych planet, a wszystko momentalnie zawirowało. Czuł, że spada z niesamowicie szybką prędkością i wtedy przed oczami zobaczył swojego czarnego iphone’a, który uśmiechał się do niego wesoło trzepocąc skrzydełkami.
Chwila, chwila… co?! Co się dzieje w jego głowie?
Zaczął się śmiać. Najpierw cicho chichocząc, a potem coraz bardziej i bardziej by potem znów się uspokoić, gdy coś innego przykuło jego uwagę. Wszystkie meble w pomieszczeniu przyglądały mu się uważnie. Raz były powiększone, raz pomniejszone, a do tego otoczone kolorową poświatą. Przedmioty w pomieszczeniu składały się z małych, tęczowych drobinek., które błyszczały niczym diamenty.
- Jesteś taki gorący… - usłyszał jakby z innego świata i zmrużył oczy nie mogąc znieść wirującego otoczenia.
Mimo, że kręciło mu się w głowie, a obrazy były dziwnie wyostrzone i zniekształcone co chwila zdawał sobie sprawę z tego co się dzieje. Były to takie dziwne bodźce, na które nie był w stanie reagować. Jak informacje nagle wpływające do jego głowy. Coś w stylu „Ręka na moim kroczu”, „Zęby gryzące dolną wargę”, „Moja koszulka leży na ziemi” czy „Rozpięte spodnie”.
Znów spojrzał na lampę. Tym razem nie wyglądała jak słońce. Ruszała się, falowała i wiła niczym węże w okresie godowym. To było coś niesamowitego i pięknego. Wspaniałe uczucie, którego Louis nigdy wcześniej jeszcze nie zaznał. Co chwila miał nowe spostrzeżenia, a każde z nich wywoływało przyjemne uczucie strachu. Każda minuta dłużyła się niemiłosiernie, a on czuł się błogo i spokojnie. Zupełnie jak małe dziecko.
Do czasu.
W pewnym momencie wszystko wokół pociemniało, zupełnie jak podczas burzy i zrobiło się naprawdę strasznie i dziwnie cicho, a Louis zaczął odczuwać zdenerwowanie i niepokój. To był dla niego zbyt duży kontrast w porównaniu z tym co doświadczył chwilę temu. Czuł się słabo i bardzo źle fizycznie, a oprócz tego zaczął mieć mdłości. Z każdą sekundą wrażenie niepokoju nasilało się coraz bardziej.
I to kurewsko go przeraziło.
- Max… - powiedział nagle zaskakując tym samego siebie. Słyszał, że chłopak coś odpowiedział ale nie wiedział co. Był za daleko, żeby go zrozumieć czy usłyszeć - Boję się. – wyszeptał do siebie łamiącym głosem i wtedy z sufitu zaczęły wyłaniać się ogromne nieludzko zniekształcone ręce. Z każdego miejsca. Było ich coraz więcej i więcej, a jego ciało zaczęło się trząść.
Nagle poczuł mocne uderzenie w twarz i otworzył oczy mając przypływ trzeźwości umysłu.
- Nie odlatuj mi Lou, dopiero zaczynamy. – usłyszał głos chłopaka, który właśnie całował go w obojczyk i jednocześnie wsuwał dłoń za jego bokserki.
- Przestań, nie rób tego… Max… Max musisz mi pomóc… - wymamrotał po raz kolejny widząc dziwne dłonie, które wydały mu się wyjątkowo obrzydliwe, wręcz trupie. Niemal był w stanie poczuć jak śmierdzą padliną co wywołało u niego chęć wymiotowania. I ledwo mógł powstrzymać torsje żołądka.
- Ciii… zaraz ci pomogę Lou, spokojnie…
Blondyn zaczął się śmiać, a jego śmiech w głowie Louis’a brzmiał tak przerażająco i okropnie, że zaczął płakać. Wszystko wokół wydawało się chcieć go skrzywdzić, a meble wręcz krzyczały grożąc mu i patrząc na niego złowrogo. Louis zaczął coś mamrotać cały czas czując niepohamowany i niemożliwy do opanowania strach i panikę.
Bał się. Tak potwornie się bał, że nie był w stanie tego znieść. Było tak źle, że myślał, że umrze, a w pewnej chwili nawet modlił się o to by mógł umrzeć byleby tylko nie widzieć tego wszystkiego wokół. Okropne ręce zbliżały się do niego coraz bardziej i chciał krzyczeć, ale nie mógł, z jego ust nie wydobywał się żaden dźwięk.
Płakał jak małe dziecko, gdy ręce zaczęły nim szarpać. Chwilę próbował się bronić, ale było to coś ponad jego siły, dlatego po małej szarpaninie po prostu się poddał. Poczuł jak uderza policzkiem o miękką kanapę i zdał sobie sprawę, że leży teraz na brzuchu, a ktoś… a Max całuje jego kark i zsuwa mu z bioder spodnie.
- Nie rób tego Max, błagam. – jęknął zdając sobie sprawę z tego co chce zrobić i słysząc dziwny stukot, który rozrywał mu głowę. Zatkał rękami uszy, ale i to mu nie pomogło. Dźwięk był coraz głośniejszy i głośniejszy, aż w końcu jeden wielki huk rozerwał mu głowę i… odleciał.
8
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz