wtorek, 21 stycznia 2014

804

9

Harry wariował. Jego mózg oszalał, kiedy żaden z jego przyjaciół nie potrafił powiedzieć mu, gdzie mieszka Max. Cholera, jak mogli nie zapytać o to Louisa?! Miał żal do nich bo to oni mu go zastępowali i to oni powinni się o niego troszczyć tak jak on kiedyś! Gdyby to było dwa miesiące temu Harry nigdy nie dopuściłby do takiej sytuacji. Przecież każdy z nich wiedział, że jak Lou się do kogoś przywiąże to jest od tej osoby całkowicie zależny (tak jak kiedyś od niego), a Max postanowił to wykorzystać.

Uderzył otwartą ręką w ścianę, zły, że pozwolił Louisowi wyjść. Mógł nawet jechać za nim, cokolwiek. A teraz chodzi od ściany do ściany i zastanawia się czy wszystko z nim w porządku. Jeśli Max go skrzywdzi to będzie to tylko jego pierdolona wina. I on sobie tego w życiu nie daruje.

Nie daruje sobie kiedy po raz kolejny osoba, którą kocha najbardziej na świecie ucierpi przez jego głupotę.

- Kurwa mać! – krzyknął znów uderzając w ścianę. Pierwszy raz otwarcie przyznał przed sobą, że go kocha. I myśl, że właśnie może mu się coś dziać rozzłościła go jeszcze bardziej.

Zabije Maxa jeśli go skrzywdzi. Tak. Najpierw go zwiąże, rozbierze, potnie jego ciało, a potem posypie solą żeby bardziej bolało, potem jeszcze raz posypie solą, a na koniec wyrwie mu każdą część jego ciała by potem włożyć je do wora, a na końcu wrzucić do Tamizy. Tak. Dokładnie tak kurwa zrobi.

Jego morderczy i forsowny plan przerwał dźwięk przychodzącej wiadomości. Sięgnął szybko do kieszeni i wstrzymał oddech, gdy tylko zobaczył nadawcę. Szybko kliknął „wyświetl” by odczytać trzy wyrazy, które przeraziły go na śmierć.

Stormont Rd 14

Nie musiał się ani chwili zastanawiać by rozszyfrować co to znaczy. Porwał ze stołu kluczyki i wybiegł z domu nie zamykając nawet drzwi na klucz. Chwilę później pędził jak szalony wstukując w nawigację nazwę ulicy, a potem wysyłając Zaynowi wiadomość, że Louis ma kłopoty.

Całe szczęście, że była noc bo Londyn miał to do siebie, że w dzień sporo ulic było zakorkowanych. Modlił się tylko by nie zaczęła gonić go policja albo paparazzi bo naprawdę nie miał na to czasu. Musiałby im wtedy uciec, a potem każda gazeta krzyczałaby, że grzeczny Harry Styles naraził na niebezpieczeństwo siebie i innych bogu ducha winnych obywateli Londynu. Stałby się drugim Bieberem, który ze słodkiego chłopca zamienił się w nieodpowiedzialnego i rozwydrzonego gówniarza. A tego menadżerowie by mu nie darowali.

Westchnął dociskając mocniej pedał gazu i wciąż mając przed oczami sms’a od Louisa. Jedna wiadomość, a mówiła tak cholernie wiele… Harry wiedział, że Louis nigdy nie wysłałby mu tej wiadomości, gdyby naprawdę nie był w poważnych kłopotach. Wiedział, że mimo tego, że bardzo go zranił to szatyn dalej mu ufa. I kiedy o tym pomyślał poczuł mocne ukłucie w sercu. Nie może go zawieść. Nie tym razem.

Po kilkunastu długich minutach - dużo za długich - z piskiem opon zatrzymał się pod domem Maxa. Szybko sprawdził czy to rzeczywiście numer czternaście i wyskoczył z auta z prędkością światła. Uderzył mocno w drzwi, a potem drugi raz, trzeci i czwarty. Adrenalina uderzyła mu do głowy i nie był w stanie czekać na odpowiedź.

Mając nadzieję, że nie złamie sobie nogi z całej siły uderzył butem w drzwi, które – ku jego zdziwieniu – od razu się otworzyły. Wszedł do środka usłyszawszy krótkie „Co do kurwy?!” i chwilę później został uderzony z pięści w twarz. Zaklął głośno prostując się i oddając Maxowi tym samym.

- Wypierdalaj z mojego domu! – krzyknął odpychając go do tyłu.

- Gdzie jest Louis! Co mu zrobiłeś?! – Harry czuł, że jeszcze chwila, a straci nad sobą panowanie – Nie wyjdę stąd bez niego!

- Więc ci w tym pomogę! – warknął uderzając go niespodziewanie w brzuch.

I gdyby w tym momencie do środka nie wpadł Zayn prawdopodobnie Harry miałby teraz wybite zęby lub połamane żebra. Pomógł Zaynowi przygwoździć go do ziemi, a potem spojrzał mu w oczy przerażony.

- Idź, dam sobie z nim radę. Zabierz Lou. – powiedział, a Harry’emu nie trzeba było powtarzać.

Natychmiast podniósł się na nogi i zaczął rozglądać po dużym domu. Był wystraszony i spanikowany, Louisa nigdzie nie było. Dopiero później zobaczył jego koszulkę na ziemi w salonie i natychmiast podbiegł do kanapy stojącej tyłem do wejścia.

- Louis! – krzyknął klękając przy nim i czując jak gorąco uderza mu do głowy. Szatyn leżał na kanapie półprzytomny bez koszulki i z suniętymi spodniami – Louis błagam otwórz oczy! – zawołał przez łzy jedną ręką dotykając jego twarzy, a drugą podciągając mu do góry spodnie.

Nie zdążył. Nie zdążył mu pomóc. Nie dotarł tu na czas, a Louis mu zaufał, oczekiwał tego. Wysłał tą wiadomość do niego, mimo, że mógł ją wysłać każdemu. Zaufał Harry’emu, a on po raz kolejny wszystko spierdolił…

- Louis otwórz oczy! – krzyknął nie mogąc powstrzymać swoich łez. Zaczął potrząsać nim lekko, aż ten poruszył głową.

- Boję… s-się… – wymamrotał półprzytomny co jeszcze bardziej złamało Harry’emu serce.

Wrócił do Zayna, który trzymał szarpiącego się Maxa.

- Co mu dałeś?! – zapytał, a gdy w odpowiedzi usłyszał śmiech uderzył go mocno z pięści – CO MU KURWA DAŁEŚ?!

- Pierdol się! – powiedział patrząc mu prosto w oczy z niebywałą satysfakcją.

- Harry co z nim?! – zdenerwował się Zayn trzymając mocniej ręce blondyna.

- On go… on go… kurwa… wykorzystał! – krzyknął czując, że inne słowo nie przejdzie mu przez gardło.

Max znów się roześmiał.

- Co, żal ci dupę ściska, że nie byłeś jego pierwszym? – zaśmiał się chcąc sprowokować Harry’ego – Mogę ci opowiedzieć jak było… był ciaśniejszy niż myśla…

Nie skończył bo Harry po raz kolejny uderzył go z pięści i pech chciał, że rozwalił sobie rękę do krwi.

- KURWA! – krzyknął z bólu, a Max mimo zakrwawionej twarzy po raz kolejny zaczął się śmiać.

- Jezus, Harry! – Zayn spojrzał na niego przerażony.

- To nic… - powiedział oszołomiony nie czując nawet, że łzy spływają mu po policzkach - To nic… - powtórzył - Zabiorę Louisa do domu.

- Jak chcesz prowadzić z taką ręką?

- Dam sobie radę. Zajmij się nim i zadzwoń…

- Nic mi nie zrobicie. – warknął blondyn – Nie zrobiłem niczego czego Louis by nie chciał. Nie ruchałem go, więc się uspokój Styles. Twój ukochany Louis wciąż jest dziewi…

- Zamknij ryj! – krzyknął Zayn kiwając głową w stronę Harry’ego – Uważaj na siebie.

*

Louis męczył się jeszcze przez pięć godzin zanim narkotyki przestały działać. Kiedy wszystko z niego zeszło rozglądnął się na boki zatrzymując swoje spojrzenie na Harry’m.

- Harry… - wymamrotał wyczerpany.

- Ćśśś… cicho Lou, nic nie mów. Po prostu zamknij oczy, dobrze? Ja tu będę i wszystko będzie dobrze… obiecuję. – powiedział wbijając sobie paznokcie w ręce.

- Dlaczego… dlaczego płaczesz… - powiedział Louis, a Harry nie musiał odpowiadać bo szatyn zamknął swoje oczy i od razu usnął.

- Bo cię zostawiłem, bo cię zraniłem, bo cię uderzyłem, bo cię zawiodłem… bo cię kocham… - wypłakał cicho ocierając oczy.

Nie zmrużył oka ani na chwilę. Płakał całą noc, leżąc obok śpiącego na łóżku Louisa, który około dziewiątej rano zaczął coś mruczeć do siebie, aż w końcu otworzył oczy.

- H-Harry? – zapytał cichym i zaspanym głosikiem – Co ty… co ja… co… G-gdzie jest Max?

- Louis… - zaczął Harry – Pamiętasz coś z wczoraj? Cokolwiek?

Chłopak przez chwilę nic nie mówił. Był przestraszony i nie wiedział co się dzieje. Dopiero po chwili zaczął sobie trochę przypominać. Wziął głęboki oddech.

- Ja… pamiętam, że się pokłóciliśmy i że pojechałem do Maxa. C-co tu robię?

- Dał ci jakieś narkotyki i chciał wykorzystać…

- Nie.

- Słucham? - zmarszczył zdezorientowany brwi.

- Co ty mówisz Harry, Max by mi nigdy nic nie zrobił. – wyszeptał.

- Louis on cię chciał zgwałcić! I gdybyśmy z Zaynem tam nie przyjechali to by to…

- Przestań.

- Ale to prawda L…

- To nie jest prawda! Max mnie kocha. – Louis podniósł się z łóżka masując bolącą głowę – Zależy mu na mnie. Mówił mi to wiele razy… Mówił, że pomoże mi zapomnieć… on… - urwał idąc do drzwi.

- Gdzie idziesz? – zapytał Harry, ale szatyn nie odpowiedział – Louis, gdzie kurwa idziesz?!

Brunet poderwał się z łóżka i złapał go za rękę odwracając do siebie.

- Zostaw mnie! – Lou szarpnął ręką - Zostaw…

- NIE! – krzyknął Harry – Nie pozwolę ci iść do tego pojeba!

- Nie pytam cię o pozwolenie. Puść mnie…

- Nie! Do jasnej cholery Louis! – zawołał zdesperowany - Wiem, że jesteś na mnie wkurwiony, masz prawo mnie nienawidzić za to co zrobiłem… zraniłem cię, tak… ale wczoraj Max cię prawie zgwałcił i choćbym miał zatrzymać cię tutaj siłą to to kurwa zrobię, rozumiesz? Zrobię to bo cię kocham i nie pozwolę żeby ten kutas znowu cię dotknął.

- Nie Harry. Nie masz prawa mówić mi, że mnie kochasz. – powiedział kręcąc na boki głową, a jego oczy zaszły łzami – Słyszysz? Nie masz… n-nie masz prawa! – dodał łamiącym się głosem i wyszarpał z jego uścisku swoją rękę.

Brunet jednak znowu ją złapał i przez chwilę Louis się z nim szarpał.

- Masz rację. Nie mam prawa. – powiedział spokojnie Harry, kiedy w końcu przestał się rzucać.

- Puść mnie, proszę. – wyszeptał tępo. Nie miał już siły się z nim szarpać.

- Nie mogę Lou. - odpowiedział przepraszającym głosem - Nie chcę żebyś do niego szedł.

- Nie pójdę. – mruknął spuszczając głowę.

- Nie wierzę ci.

- Harry przysięgam. Muszę się przejść. Proszę.

Harry zastanowił się chwilę. Nie wiedział co ma zrobić, ale skoro przysiągł… Puścił go patrząc na niego uważnie.

- Obiecujesz, że do niego nie pójdziesz?

- Tak, obiecuję. – szepnął zrezygnowany – Przysięgam… proszę, pozwól mi wyjść.

Harry wziął głęboki oddech i kiwnął na co Louis odetchnął w duchu. Nie patrząc na niego zrobił krok w tył, a potem jeszcze jeden i chwilę później wsiadał do samochodu. Łzy spływały mu po policzkach, gdy zapinał pasy i czekał, aż brama się otworzy.

To był pierwszy raz kiedy okłamał Harry’ego.


9

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz