wtorek, 21 stycznia 2014

807

6

Myślał, że będzie gorzej. Dni mijały, a oni kompletnie się ignorowali i nawet nie próbowali ze sobą rozmawiać. Na początku Louis czuł się strasznie co wpłynęło na jego stosunek do fanów i innych ludzi. W przeciwieństwie do Harry’ego, który przed kamerami był grzecznym chłopcem stał się chamski i obojętny. Wszystko przez zachowanie bruneta, którego po prostu nie mógł znieść. Nie mógł znieść jego pieprzonego udawania. Nienawidził tego. Lou ciągle myślał o tym ile ich kiedyś łączyło, a jak ich relacja wygląda teraz. Bardzo chciał żeby było jak dawniej, żeby znów się przyjaźnili, żeby Harry znów niósł go pijanego do łóżka, a potem pozwalał mu się w niego wtulać. Ale z dnia na dzień Harry pokazywał mu, że nigdy nie będzie tak jak kiedyś.

Jak?

Co wieczór wracał do domu albo z jakąś dziewczyną, albo z chłopakiem. Rozbierali się już na korytarzu, a potem uprawiali głośny seks w pokoju bruneta, który - według Louisa - chyba specjalnie nie zamykał drzwi.

Harry’emu również było ciężko widzieć Louisa, codziennie w jego obcisłych spodniach, dopasowanej koszulce albo bez koszulki. Nie mógł znieść tego, że jeszcze mu nie przeszło. Był wściekły. Próbował się jakoś wyładować i dlatego zaczął spędzać więcej czasu na ostrych imprezach, które zawsze kończyły się w jego łóżku.

Louis był w trakcie robienia sobie wieczornej herbaty, gdy usłyszał trzask drzwi, a potem szybkie zdejmowanie ubrań. Głośne dźwięki ssąco-mlaskające ciężko było zagłuszyć nawet czajnikiem. Szatyn oparł się o blat cierpliwie czekając, aż woda się zagotuje i starając się nie skupiać na dźwiękach dobiegających z holu, a potem ze schodów na górę. Zmrużył oczy zdając sobie sprawę, że oba dźwięki należą do osobników płci męskiej. Sam nie wiedział co go tak rozzłościło, ale zanim zdążył pomyśleć co robi cisnął szklanką w zlew, która rozbiła się na kawałki i chwilę później wchodził do swojego samochodu.

To był dzień, w którym dużo się zmieniło.

Nogi same poniosły go do klubu, w którym poznał dobrze zbudowanego blondyna o imieniu Max (x). Siedział przy barze pijąc kolorowego drinka, gdy chłopak sam do niego zagadał. Był bardzo pewny siebie i miał w sobie coś co Louisowi się spodobało. Od tamtego wieczora spotykali się codziennie i Louis poznał go nawet z Liamem, Niallem i Zaynem, kiedy wyciągnęli go na kręgle. Chłopcy byli nim zachwyceni i Louis miał wrażenie, że od dawna wiedzieli, że Lou jest gejem. Harry oczywiście nie chciał iść, a szatyn w głębi duszy był mu za to wdzięczny. Miał dość niezręcznych sytuacji.

I wszystko było dobrze do dnia, w którym Max przyszedł do Louisa po raz pierwszy. Lou właśnie robił jakiś mrożony koktajl, a Max siedział przy blacie kuchennym grzebiąc w jego laptopie, gdy do środka bez słowa wszedł Harry.

Wiedział od Zayna, że Louis spotyka się z jakimś kolesiem więc nie był zdziwiony, gdy zobaczył ich razem. Nic nie mówiąc otworzył szafkę i zaczął czegoś szukać.

- Cześć – powiedział nagle blondyn, a Harry podniósł brew słysząc kpinę w jego głosie. Nie wiedział co Louis mu o nim naopowiadał, ale wiedział, że blondyn wyraźnie chce mu pokazać, że gdy wchodzi się do środka wypada się przywitać.

- Cześć – rzucił cicho prychając i nie przerywając swojego zajęcia. Już wiedział z kim ma do czynienia. Na pierwszy rzut oka było widać, że chłopak jest cynicznym i pewnym siebie kutasem, a do tego perfidnym manipulantem.

- Jestem Max. – Harry wyprostował się odkręcając butelkę wody mineralnej i odwrócił w jego stronę opierając się o blat. Już on dobrze wiedział co robi i Harry nie zamierzał mu na to pozwolić. Żaden dupek nie będzie uczył go dobrych manier, a jeśli myśli, że jest w stanie go zawstydzić taką gadką to się grubo myli. To nie ten adres.

- Nie obchodzi mnie to. – odpowiedział spokojnie patrząc mu prosto w oczy – Chyba, że chcesz mi obciągnąć.

- Harry! – krzyknął oburzony Louis wypowiadając to imię po raz pierwszy od dobrych dwóch miesięcy. Wcześniej był odwrócony do nich tyłem ociągając się z robieniem koktajlu byleby tylko nie musieć patrzeć na swojego byłego przyjaciela. Tych słów nie mógł jednak zignorować.

Patrzył ze złością na Harry’ego, gdy jego telefon zaczął dzwonić.

- W porządku Lou, odbierz. – uśmiechnął się Max, a on wyciągnął telefon z kieszeni.

- To menadżer. Muszę odebrać. – rzucił wychodząc z kuchni i rzucając Harry’emu ostatnie, ostrzegawcze spojrzenie.

Gdy tylko wyszedł blondyn wstał i oparł się o stół przy którym wcześniej siedział tak, że dzieliło go może półtora metra od Harry’ego.

- Nie. – powiedział ze złośliwym uśmiechem - Ale jeśli bardzo chcesz to ty możesz obciągnąć mnie.

Uśmiech zszedł z twarzy Harry’ego i sam nie wiedział co go bardziej rozzłościło: to co powiedział Max, czy to, że zdał sobie sprawę, że chłopak ma na sobie bluzę Louisa, którą on sam kiedyś nosił.

- Nie walnę cię tylko ze względu na niego. – wskazał głową w stronę salonu, gdzie szatyn rozmawiał przez telefon – Ale lepiej nic już nie mów i nie prowokuj mnie.

- Oh kto by pomyślał, że z ciebie taki przyjaciel. – prychnął – Lubisz go, prawda?

- Nienawidzę. – powiedział twardo Harry na co Max roześmiał się.

- Nie. To mnie nienawidzisz. – mówił spokojnym choć jadowitym tonem – A dlaczego? Tego chyba nie musimy już omawiać. – Harry milczał choć czuł, że coś się w nim gotuje – Gdybym był na twoim miejscu też nie mógłbym przeżałować, że wypuściłem kogoś takiego jak Louis z rąk. – odwrócił twarz patrząc na szatyna, który teraz stał po drugiej stronie salonu przy oknie.

- Nie wiem o czym mówisz.

- Dobrze wiesz Harry. Spójrz tylko na niego… – ciągnął dalej - Mówił mi, że nigdy nie robił tego z facetem, a to oznacza, że jest caaały mój. – zaśmiał się – Taki niedoświadczony i niewinny. Spójrz na jego usta… jeszcze nie wie co będzie nimi ro…

- Zamknij się. – Harry zacisnął mocno pięści. Był całkowicie wkurwiony, zwłaszcza, że zdał sobie sprawę, że blondyn zbajerował Louisa i teraz po prostu chce go wykorzystać.

Max przeniósł na niego swój wzrok i przechylił głowę na bok uśmiechając się perfidnie. Osiągnął to co chciał. Rozzłościł Harry’ego i cholernie się z tego cieszył.

- Wiesz… Louis bardzo mi ufa. Już nie mogę się doczekać, aż mój kutas rozerwie jego ciasny tyłek. – powiedział, a Harry złapał go za bluzę odwracając szybko i rzucając na lodówkę.

- ZAMKNIJ SIĘ DO KURWY NĘDZY! ZAMKNIJ KURWA MORDĘ! – krzyknął wściekły.

- Harry! – Louis natychmiast się przy nich pojawił i był przerażony – Harry zostaw go! – zawołał.

- P-proszę cię Harry p-puść mnie. – wyjąkał Max udając przestraszonego i patrząc brunetowi w oczy z ogromną satysfakcją.

- Ty fiucie! Wiem co chcesz zrobić i przysięgam, że ci się to nie uda! – warknął odrzucając go do tyłu na lodówkę i wychodząc trzaskając drzwiami.

Nie wziął nawet kurtki choć było już chłodno i ciemno. Wsiadł do auta i wyciągnął telefon.

- Halo?

- Zayn musimy porozmawiać, teraz, zaraz, natychmiast. Jesteś w domu? Jadę do ciebie. – wyrzucił szybko.

- No dobra… tak jestem w domu. Tylko nie jedź jak szalony. – odpowiedział lekko zdenerwowany Malik.

- Będę za pięć minut. – powiedział Harry i rozłączył się.

*

- Żartujesz, tak ci powiedział?! – Zayn otworzył szeroko usta, gdy kilkanaście minut później Harry opowiedział mu całe zajście.

- Tak, że nie może się doczekać, aż rozerwie jego ciasny tyłek.

- Powiedz, że złamałeś mu nos. – loczek uśmiechnął się słabo wiedząc, że Zayn go zrozumie.

- Nie. Jak rzuciłem nim o lodówkę od razu zaczął udawać, że się mnie boi… wiesz, przed Louisem. Gdybyś widział jak się jąka… Kurwa…

- To co zrobimy?

- Nie wiem Zayn. Wydaje mi się, że on całkowicie manipuluje Lou i choćbyśmy mu to wszystko powiedzieli to nie uwierzy. Cholera, jestem taki zły…

- Chodź. Pójdziemy do klubu, napijemy się czegoś i się uspokoisz. Może wtedy coś wymyślimy.

- Dzięki. – westchnął Harry wstając.

*

- Może poproszę jakiegoś ochroniarza żeby cię odwiózł do domu? Twoje auto może tu zostać… - powiedział Louis, gdy Max ubierał luźną czapkę na głowę.

- Nic mi się nie stało Lou, trochę bolą mnie plecy, ale to wszystko. Sam pojadę do domu. – odparł.

- Jeszcze raz cię za to wszystko przepraszam. Nie wiem co w niego wstąpiło… - westchnął smutno szatyn.

Max wyciągnął rękę dotykając kciukiem policzka Louisa.

- Wszystko jest w porządku. Tylko teraz boję się tu ciebie zostawiać. Na pewno nie chcesz jechać do mnie? – zapytał patrząc mu w oczy.

- Nie Max, naprawdę… wszystko będzie dobrze, dam sobie radę.

- No dobra, ale obiecaj, że jeśli coś będzie nie tak to albo do mnie dzwonisz, albo wsiadasz w auto i przyjeżdżasz, dobrze?

- W porządku. – Louis uśmiechnął się lekko i zarumienił widząc wzrok blondyna na swoich ustach.

Po chwili blondyn zrobił krok do przodu i trzymając twarz Louisa rękami złożył na jego ustach słodki pocałunek.

- Cieszę się, że cię mam. – powiedział niskim tonem po czym wyszedł.

Louis zamknął za nim drzwi, o którę chwilę później się oparł. Nie wiedział co o tym wszystkim myśleć, ale jednego był pewien. Z Harry’m sobie dzisiaj jeszcze porozmawia.


6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz