sobota, 11 stycznia 2014

703

"W blasku marzeń rzeczywistość ma wielki cień."

*soundtrack*

Kiedy Zayn otworzył oczy, ujrzał nad sobą klęczącego Louisa i Nicka. Jego głowa bolała od zderzenia się z twardą powierzchnią, tak samo jak dolne partie pleców. Wciąż znajdował się w tym samym pomieszczeniu, spoglądał na Grimshawa, którego słowa wciąż dudniły w jego głowie, a policzki Louis były mokre od łez, co to znaczyło, iż wiadomość o wypadku Nialla nie była koszmarem tylko rzeczywistością, która uderzała w niego bez litośnie z każdą sekundą z większą siłą. Czuł jak jego serce rozdzierane jest na kawałki, a całe ciało przeszywa nieunikniony ból. Mimo tego chciał sie zerwać, biegnąc ile sił do chłopaka któremu jeszcze dzisiejszego dnia wyznał miłość, uświadomił sobie, że naprawdę darzy go wyjątkowym uczuciem. Dlatego nagle podniósł się z miejsca, podpierając na łokciach. Louis zaskoczony odsunął się nieco od chłopaka, który wykonał tak nagły ruch. Szatyn rzucił szybkie spojrzenie w stronę komisarza, który teraz opierał się o ścianę, spoglądając na nich ze współczuciem. Zayn podniósł się na nogi, rzucając do drzwi, nawet nie zważając na to, iż świat wokół niego niebezpiecznie wiruje, a kolana uginają się. Poczuł uścisk na swym ramieniu i szarpnięcie. Odwrócił się dostrzegając Louisa, który wpatrywał się w niego wypowiadając słowa, jednak nie docierały one do przyjaciela.

- Gdzie jest Niall?! - krzyknął niespodziewanie, a Louis spuścił swój wzrok, wzdychając cicho.

- Jest w szpitalu, próbuję Ci o tym powiedzieć odkąd się obudziłeś! Słuchaj mnie w końcu! - odpowiedział, mocniej ściskając ramię chłopaka. Louis wiedział, że ten jest w szoku i z trudnością przyjmuje informacje.

- Zbierajcie się, jedziemy tam. - Oboje usłyszeli głos Nicka, który ruszył w kierunku wyjścia.

Louis szybko chwycił swój płaszcz oraz kurtkę bruneta, wykonując polecenie Nicka. Kiedy przekręcił zamek w drzwiach, spojrzał na Zayna, opierającego się o poręcz schodów. Wyglądał tak marnie i krucho, że Tomlinson przeraził się wizją ich wizyty w szpitalu, to może zdecydowanie gorzej zadziałać na chłopaka, kiedy ujrzy Nialla znajdującego się na łóżku szpitalnym, okryty bielą i bez życia, niczym porcelanowa lalka. Podszedł do bruneta, bez słowa obejmując i opierając czoło o jego ramie. Zacisnął powieki, kiedy poczuł dłoń przyjaciela na swych plecach, gładzące je w geście dodającym otuchy. Odsunął się, by móc spojrzeć na przyjaciela.

- Wyjdzie z tego. To Niall, wszystko będzie w porządku - powiedział słabo, na co Zayn uśmiechnął się nikle.

- Nie wyobrażam sobie, by mogło nie być - odpowiedział, po czym ruszył przed siebie, zbiegając po stopniach. Louis chowając dłonie w kieszenie płaszcza, również udał się w kierunku wyjścia budynku.

Zayn przygryzał wargi, starając się nie pospieszać więcej Nicka, który już dawno przekroczył dozwoloną prędkość. Louis wpatrywał się w szybę, śledząc spływające po niej krople wody. Zastanawiał się, co teraz zrobią. Ktoś był co raz bliżej nich i nie zapowiadało się na to, by spoczął dopóki krzywda nie sięgnie Zayna, jak i jego. Przełknął ciężko ślinę, opierając głowę o zagłówek. Przecież nie mogą żyć wiecznie otoczeni ochroną, a śledztwo w sprawie mordercy zdawało się stać w miejscu. Jednak tutaj Louis bardzo się mylił…

Gdy samochód zatrzymał się na szpitalnym parkingu, Zayn wybiegł z niego tak szybko, iż potknął się o własne nogi w ostatniej chwili łapiąc równowagę. Bieg dalej przed siebie, nie zważając na ludzi przyglądających się jego szalonemu pośpiechowi. Omijał pacjentów jak i odwiedzających, nie zważając na to, czy jego osoba komuś zagraża, przez co potrącił pewną kobietę, nawet nie siląc się na przeprosiny. Louis i Nick biegli za nim, przepraszając w pędzie oburzoną dziewczynę. Tomlinson oddychał gwałtownie, kiedy piął się schodami, prowadzącymi do drzwi wejściowych. Kiedy je pchnął, rozejrzał się po pomieszczeniu, dostrzegając Zayna przy recepcji. Gestykulował impulsywnie, wykrzykując coś do kobiety, która opanowanym tonem próbowała uspokoić bruneta. Po chwili podeszli do Malika, gdzie Nick załagodził sprawę swoim stanowiskiem, po czym mogli ruszyć w kierunku sali, gdzie przebywał Niall. Louis nie lubił szpitali. Żywił do nich prawdziwą nienawiść. Wszytko było tak sterylnie czyste, podłogi lśniły, a biel ścian uderzała w jego tęczówki. Zapach wybielacza unosił się w powietrzu, docierając do nozdrzy chłopaka oraz drażniąc je swoją nieznośną wonią. Niebieskie, plastikowe krzesełka znajdowały się tuż przy ścianie, a na nich zajmowało miejsce niewiele osób, zapewne przeżywając najgorsze chwile swego życia, by usłyszeć decydującą wypowiedź lekarza. Spojrzał na Zayna, który zaparcie szedł przed siebie, zaciskając pięści. Był zdenerwowany i przerażony faktem, iż za chwilę otworzą jedne z tych białych drzwi, które poprowadzą ich do przyjaciela. Zadrżał, kiedy dostrzegł Nicka, który zatrzymuje się przy wejściu.

Grimshaw ustąpił miejsca Zaynowi, który stał tuż za nim. Chłopak spojrzał na niego ze strachem w oczach, a ten jedynie kiwnął głową w stronę drzwi, uśmiechając się lekko i odchodząc za Louisa. Malik położył dłoń na klamce, czując jej zimno. Drzwi uchyliły się lekko, a chłopak powoli pchnął je bardziej, przekraczając próg pokoju. Jedynie światło padające przez okno rozświetlało pokój, który skąpany był w mroku. W tle słychać było odgłosy dochodzące z maszyn stojących pod ścianą, tuż koło łóżka. Zayn ruszył na przód, a reszta przyjaciół za nim. Jego uwagę przykuło niewielkie łóżko, które schowane było w cieniu. Podszedł bliżej i natychmiast przyłożył dłoń do ust chcąc zdusić wstrząsający nim szloch. Louis spoglądał tępo w stronę Nialla, który wyglądał zupełnie tak, jak się spodziewał. Niczym porcelanowa lalka, jedynie odznaczały się zadrapania i sine miejsca na jego bladej skórze. Kiedy jego wzrok spoczął na twarzy Irlandczyka, zacisnął usta, po czym lazurowe tęczówki przemieściły się na Zayna, którego oczy rozszerzone były w panice.

- Dlaczego on ma zakryte oczy… - wyszeptał brunet, starając się opanować drżący głos. Louis chciał mu odpowiedzieć, jednak sam nie wiedział. Był bezsilny i jedynie przyglądał się Zaynowi czekającemu na jakiekolwiek słowa.

Kiedy stali przy łóżku, Zayn wodził delikatnie opuszkami palców po chłodnej dłoni Nialla, uważając przy tym na igłę dzięki której podłączony był do kroplówki. Louis natomiast stał po drugiej stronie posłania, śledząc twarz Nialla, gdzie na policzku widniało jedno z większych draśnięć. Nie mógł spojrzeń na przymknięte powieki przyjaciela, które okryte były białym opatrunkiem. Gdy usłyszeli czyjeś kroki, zwrócili się w stronę wejścia, dostrzegając Nicka w towarzystwie mężczyzny, który był lekarzem. Zayn natychmiast podniósł się z miejsca, podchodząc do doktora. Ten spojrzał na niego spod okularów, będąc pewnym, iż za chwilę zostanie zasypany pytaniami ze strony młodych chłopców.

- Co z jego oczami? - zapytał słabo, spoglądając błagalnie na mężczyznę.

- Pacjent miał wiele szczęścia, jeśli można to tak nazwać. - Lekarz spojrzał na Nicka, który przytaknął, dając znak by mówił dalej. - Świadkowie twierdzą, że samochód pędzący w jego stronę, w ostatniej chwili nieco zwolnił, dzięki czemu chłopak zobaczył go, jednak nie do końca zdołał uciec przed pędzącym pojazdem. Wpadł na maskę, rozbijając przy tym szybę. Odłamki szkła uszkodziły rogówki jego oczu, jednak został poddany natychmiastowej operacji. Przyszłe godziny będą decydującymi, czy wzrok chłopaka będzie pracował należycie. - wypowiedział, po czym spojrzał w trzymane przez niego dokumenty.

Zayn zamrugał kilkakrotnie, przyjmując do wiadomość, iż możliwe jest, że Niall zostanie niewidomy. Bez słowa wrócił ponownie na swoje miejsce, dotykając delikatnie blond kosmyków chłopaka. Gdy doktor wyszedł, Nick spoglądając na Louisa, kiwnął w jego stronę, wskazując na wyjście. Tomlinson marszcząc brwi, podszedł do niego, by mogli opuścić pomieszczenie.

Stali ponownie na korytarzu, gdzie przechodziło kilka osób, nie zwracając na nich uwagi, będąc pogrążonym w swych myślach zapewne poświęconych swoim chorym bliskim. Louis spojrzał wyczekująco na Grimshawa, który przyglądał mu sie milcząc. Mężczyzna pochylił się nad nim, zbliżając tak, by jedynie on mógł usłyszeć jego słowa.

- Wiem kim jest Harry Styles.

***

Chłopak zatrzymał się pod budynkiem, zsiadając z motocyklu, by móc dostać sie jak najszybciej do mieszkania Louisa. Miał nadzieje, że szatyn udał się właśnie tam, zanim pojechał do Grimshawa. Przeskakiwał stopnie, modląc się w duchu, by Louis stanął w progu, pozwalając mu w końcu wszystko wyjaśnić. Chciał powiedzieć prawdę, ponieważ nie potrafił trzymać tego dłużej w sobie, zwłaszcza, kiedy chodziło o bezpieczeństwo chłopaka. Miał nadzieje, że ten zrozumie go oraz uwierzy, iż nie miał nic wspólnego z wypadkami, których ofiarami padli jego przyjaciele. Nie wiedział, jak zareaguje Tomlinson jednak zdawał sobie sprawę, iż po usłyszeniu słów, które pragnął wypowiedzieć, może go znienawidzić. Tak bardzo, jak on nienawidził samego siebie, a nawet znacznie mocniej.

Stając przed drzwiami zapukał gwałtownie, czekając aż te uchylą się. Niestety nic takiego nie miało miejsca, więc ponowił próbę, uderzając bardziej stanowczo. Harry zaklną głośno, wplątując swoje szczupłe palce we włosy, oraz pochylając się. Do jego oczu naszły łzy, kiedy oddychał gwałtownie. Zacisnął powieki, a wtem pierwsza, słona kropla spłyneła po jego policzku. Otarł ją szybko wewnętrzną stroną dłoni, którą po chwili schował do kieszeni. Ruszył w dół schodami, wybiegając przed budynek, kierując się w stronę swojego motocykla, by móc się oprzeć i zastanowić co powinien zrobić. Nie miał pojęcia, gdzie mieszkał Nick, więc był bezradny w odnalezieniu Louisa. Wyciągnął ze swojej skórzanej kurtki paczkę papierosów, chwytając jednego z nich. Po chwili chłopak zaciągnął się, wypełniając swe płuca nikotynowym dymem oraz uwalniając go rozchyleniem ust.

Styles ujrzał postać, która przechodziła niedaleko niego. Śledził ją uważnie wzrokiem, jakby skądś kojarząc. Dziewczyna zwolniła tempa, również przyglądając się kędzierzawemu. Jakby po chwili wahania, ruszyła w jego stronę. Jej czekoladowe, lekko falowane włosy opadały na wątłe ramiona, przykryte beżową kurtką. Twarz nieznajomej zdobił delikatny uśmiech, kiedy kroczyła lekko przed siebie. Na jej stopach znajdowały się baletki, które przykuły uwagę Harry’ego, gdyż na takie buty zdecydowanie było za chłodno.

- Harry? - zapytała nieśmiało, znajdując się już wystarczająco blisko.

- Tak, mogę w czymś pomóc? - ostatni raz zaciągnął się papierosem, po czym wyrzucił jego niedopałek.

- Myślę że ja mogę Tobie. Louisa nie ma i nie wiadomo kiedy wróci - uśmiechnęła się do zdezorientowanego jej słowami Harry’ego.

- O czym ty mówisz? - ponownie zapytał, brzmiąc na rozdrażnionego.

- Wybacz, nie przedstawiłam się. Jestem Eleanor, przyjaciółka Tomlinsona, słyszałam nieco o tobie. - Styles kojarzył imię dziewczyny, jedynie z rozmów z Louisem, ponieważ czasami wspominał o dziewczynie, mimo to postanowił milczeć. - Louis jest zapewne u Nicka, również miałam tam być, jednak Niall w dalszym ciągu się nie pojawił. Pomyślałam, że może wszyscy są u Tommo, gdzie praktycznie zawsze się znajdują, jednak nikt mi nie otworzył.

- Odwieść cię do domu? Chyba nie jesteś ubrana najlepiej na taką pogodę - posłał brunetce łagodny uśmiech, a ta przytaknęła w zgodzie.

- Wybiegłam z domu nie zważając na to, co mam na sobie. - Harry usiadł, a El zajęła miejsce za nim, trzymając się chłopaka kiedy odpalił silnik maszyny.

Styles nie przypuszczał, że dziewczyna zaprosi go do siebie na herbatę. Z grzeczności zgodził się, dlatego w tej chwili kroczył za brunetką, prowadzącą ich do jej mieszkania. Kiedy otworzyła drzwi oraz zapaliła światło, Harry dostrzegł jak ładnie urządzone było lokum Eleanor. Kierował się do salonu, kiedy dziewczyna poprosiła by zaczekał na nią, podczas gdy ona przygotuje ciepły napój. Usiadł na skórzanej kanapie, rozglądając się wokoło. Ściany zdobiło wiele obrazów, a także zdjęć. Na jednym z nich ujrzał Louisa oraz Zayna kiedy obejmowali brunetkę, ustawiając się do fotografii. Ich twarze zdobił szczery uśmiech, a wiat tańczył we włosach. Zdecydowanie było to zdjęcie z przed paru lat, gdzie młodzi przyjaciele zdawali się dobrze bawić. Jego uwagę przykuł dźwięk obijających się o siebie filiżanek. Dziewczyna posłała mu uroczy uśmiech, kiedy postawiła filiżanki na blacie stołu, wraz z imbrykiem wypełnionym aromatyczną herbatą. Po chwili doniosła również ciastka i babeczki. Harry sięgnął po cukier, słodząc dwie łyżeczki.

- Louis wspominał, że przyjaźnicie się od dziecka - zaczął chłopak, chcąc przerwać trwającą ciszę.

- Tak, odkąd pamiętam zawsze trzymaliśmy się razem. Był słodkim dzieciakiem - upiła mały łyk, po czym przeniosła spojrzenie na Harry’ego. - Tak, więc pewnie uważasz, że nadal jest słodki? - zaśmiała się cicho pod nosem, widząc pytający wzrok Styles’a. - Och, wiem, że sporo was łączy.

- Ach, tak. Emm… wspominał ci o nas? - kędzierzawy poczuł się nieco niezręcznie, kiedy pomyślał, że zna ona jego głębsze relacje z szatynem.

- Tak, ale spokojnie. Nie wdawał się w szczegóły, lecz tylko kiedy o tobie wspominał, jego oczy cholernie się błyszczały - Harry zaśmiał się cicho, słysząc słowa dziewczyny. - Może zjesz ciasteczko? - podsunęła talerz nieco bliżej chłopaka, sięgając po jedno z nich, po czym ugryzła mały kęs.

- Nie, dziękuję. Muszę się zbierać - przechylił filiżankę, wypijając napój do końca i odłożył puste naczynie. Dziewczyna odłożyła nadgryzioną słodycz, by odprowadzić chłopaka do wyjścia.

- Dzięki za odwiedziny Harry, trzymaj się - Harry uśmiechnął się w jej stronę, po czym brunetka zamknęła drzwi, kiedy chłopak ruszył korytarzem, by wrócić do swojego ciemnego, pustego mieszkania.

***

Louis wpatrywał się w swoje splątane palce, nerwowo podrygując nogą. Nick prowadził, uważnie spoglądając na drogę. Między nimi panowała napięta atmosfera i nikt nie odzywał sie słowem. Tomlinson próbował choć trochę uwierzyć w to, co niespełna pół godziny temu, usłyszał w szpitalnym korytarz, od mężczyzny który aktualnie siedział za kierownicą. Mijały minuty, a Louis czuł się co raz gorzej, zmuszony dusić w sobie tyle słów, które chciał teraz wypowiedzieć. Stanąć w obronie kędzierzawego chłopaka. Mimo wszystko wciąż trwał w ciszy, bojąc się, że pogorszy sytuację. Co jeśli Nick pomyśli, że coś przed nim ukrywa? Przygryzł wargi, kręcąc głową. Właśnie zdawał się wariować, z powodu tej całej sytuacji. Przecież on dobrze wie, że nie ma niczego do zatajenia, jednak jeżeli Harry ma… Jego dłonie zacisnęły się w pięści. To nie dorzeczne, że ktoś oskarża Styles’a. Zaciskał usta w cienką linie, powstrzymując się przed wydaniem dźwięku.

- Harry jest niewinny.

Cholera jasna.

Musiał się odezwać, musiał powiedzieć cokolwiek wstawiając się zielonookim chłopakiem. Przecież nie mógł siedzieć tak bezczynnie, dając się otumanić pustym słowom Grimshawa, które nie mają żadnego dowodu, na poparcie ich wiarygodności.

Nick roześmiał się, tym samym przyciągając uwagę chłopaka, w którego niebieskich oczach malowało się niedowierzanie. Jak on mógł się śmiać, kiedy chodziło o tak ważną sprawę?

- Chcesz przerabiać to jeszcze raz, Louis? Dobrze, więc powtórzę się. Harry Styles, jest synem Anne Cox. Kobieta dziesięć lat temu, była właścicielką firmy farmaceutycznej. Popełniła samobójstwo, rzucając się z okna budynku.

- To nie powód, dla którego Harry miałby mordować moich przyjaciół! -wrzasnął Louis, czując, iż traci nad sobą kontrolę.

- Mylisz się, nawet nie wiesz jak. Po tym wszystkim, chłopak wyjechał z Londynu, wraz z ciotką, a siostrą jego matki. Ojciec Zayna, przejął firmę, której swoje udziały sprzedała Evelny, by móc zacząć nowe życie, w innym mieście. Nikt nie zna przyczyny samobójstwa Anne, jednak wszyscy sądzili, iż kobieta nie dała rady z utrzymaniem firmy łącząć z tym wychowanie dziecka. Do tego Sanoficox miała spore problemy finansowe, groził jej upadek, pozbawiając wielu ludzi swojej posady. Również twierdzi się, że matka Harry’ego, chorowała na depresję. Wszystkie czynniki nakładały się na siebie, więc kobieta podjęła ostateczną decyzję.

Nick zatrzymał się na światłach i nie spoglądając na szatyna, kontynuował swoją wypowiedź.

- Siostra, Anne, na cmentarzu, tuż przy grobie kobiety, postawiła posąg czarnego anioła. Twierdziła, że to współpracownicy są winni śmierci matki Harry’ego. Po Londynie, rozniosła się legenda, że czarny anioł zmieni swój kolor na biały, kiedy prawda wyjdzie na jaw. Harry jako syn, chciał tego dowieść. Nie możesz mi powiedzieć, że niewielkie figurki będące podobizną rzeźby z cmentarza oraz śmierć dzieci pracowników Anne Cox, są przypadkiem.

Grimshaw ruszył ponownie, zbliżając się do mieszkania Harry’ego. Louis oparł głowę o zagłówek, zastanawiając się nad słowami policjanta. Musiał przyznać, iż wszystko układało się w jakąś całość, jednak… nie, Harry po prostu nie mógł być bezlitosnym mordercą. Boże, przecież on z nim przebywał! Zna go i wie, że nie jest zdolny do czegoś takiego. Przecież czułość z jaką spoglądał na Louisa, wszystkie jego gesty i słowa, były tak szczere, że Tomlinson był pewien, iż taki człowiek nie jest bezwzględną istotą, wymierzając sprawiedliwość w tak okrutny sposób. Harry nie mógł być Czarnym Aniołem, po prostu nie mógł.

Zatrzymali się pod klubem Ed’a. Louis wypuścił ze świstem powietrze, spoglądając na budynek. Nie chciał tu być, nie chciał widzieć się z Harry’m, w obawie tego, co go czeka po przekroczeniu progu jego niewielkiego mieszkania. Bał się usłyszeć słowa, potwierdzające wszystko, w co do tej pory starał się nie wierzyć, pokładając nadzieje w niewinności chłopaka. Nie wyobrażał sobie tego, by nagle ochrypły głos, który tak uwielbiał, potwierdził wszystkie jego lęki. Co wtedy by zrobił? Gdyby… gdyby okazało sie, że człowiek, którego zaczynał darzyć silnym uczuciem, jest mordercą, z zimną krwią pozbawiającym życia jego przyjaciół?

Załamałby się, upadł, już nigdy nie wstając. Jego uczucia zrodziły by się w niewyobrażalną nienawiść, a serce skuło lodem. Nie potrafiłby spojrzeć, w te hipnotyzujące, zielone tęczówki, które biły tak niesamowitym blaskiem szczęścia, kiedy znajdował się tuż koło niego. Nie potrafiłby wysłuchać ani jednego słowa, wywodzącego się z tak pięknych, rubinowych ust, które prosiły się o pieszczoty w postaci pocałunków. Nie potrafiłby przyjąć jego delikatnego dotyku, który rozgrzewał jego ciało, przyprawiając o dreszcze oraz sprawiając, że łaknął kolejnych muśnięć dłoni chłopaka. Nie potrafiłby nigdy więcej pokochać, zamykając swe serce na wszelkie uczucia. Ponieważ zawsze biło tylko dla niego, a w raz z jego odejściem, umarło by, niezdolne do miłości.

- Wybacz, Nick, ale nie mogę tego zrobić. - Słaby głos Louisa, dobiegł do starszego mężczyzny.

- Louis, to dla twojego dobra, zrozum. Możesz ocalić siebie i Zayna, usłyszeć prawdę, tylko postępuj zgodnie z tym, co ustaliliśmy. Dobrze? - Grimshaw spojrzał na szatyna, który niechętnie przytaknął, po chwili chwytając za klamkę drzwi.

Harry był niewinny, nie miał się czego obawiać.

Pośpiesznie ruszyli w stronę drzwi wejściowych. Louis czuł, jak jego serce uderza o żebra, bijąc niezwykle gwałtownie. Skrzywił się, gdy drzwi zatrzasnęły się za nimi, jednak nadal kroczył przed siebie, próbując zapanować nad drżeniem jego kolan. Pokonywał kolejne stopnie, zaciskając dłonie, które schowane były w kieszeniach jego płaszcza. Kiedy dotarli do właściwych drzwi, Louis był roztrzęsiony, niespokojny i rozdarty, wpatrując się w wejście, za którym znajdował się Harry. Nick stanął tuż koło niego, pokazując by nacisnął klamkę. Szatyn położył na niej swoją dłoń, jednak zawahał się. Miał ochotę uciec stąd, by biec przed siebie tak szybko, jak tylko potrafił, nie oglądając się za nikim. Ta chęć niezwykle mocno buzowała w jego żyłach, jednak wiedział, że nie może tego zrobić. Biorąc głęboki oddech, naparł na klamkę, starając się w ciszy otworzyć drzwi oraz wejść do pomieszczenia. Nick podążył za nim, od razu przelewając do ściany oraz ponaglając Louisa, by ruszył przed siebie, za nim Styles zorientuję się, iż ktoś wtargnął do jego mieszkania.

Tomlinson słyszał odgłos cicho grającego telewizora, kiedy delikatnie stąpał po panelach, którymi wyłożona była podłoga salonu. Jego oczy spoczęły na postaci, przykrytej ciemnym kocem. Harry leżał na kanapie, a jego powieki były przymknięte. Długie rzęsy rzucały cień na blade policzki kędzierzawego. Obok niego znajdowała sie paczka papierosów, a na stole stała zapełniona popielniczka. Louis był pewny, że chłopak przez ostatnią godzinę wypalił więcej papierosów, niż zwykł to robić w ciągu dnia. Nagle poczuł niewytłumaczalną ochotę na złożenie pocałunku, dotykając miękkich, pełnych warg chłopaka oraz chwyceniu jego dłoni, by mogli uciec jak najdalej stąd. Podszedł do śpiącego mężczyzny, klękając przy łóżku. W momencie, kiedy jego dłoń dotknęła ramienia Harry’ego, poczuł ulgę ogarniającą jego ciało. Czuł się dziwnie, ponieważ potrzebował składać dotyk na jego ciele, jak i doświadczać tego samego od Harry’ego. Przebiegł delikatnie kciukiem po skroni, sunąc aż do linii szczęki. Powieki chłopaka uniosły się, a zieleń jego oczu uderzyła w Louisa, porywając w swoje hipnotyzujące objęcia. Wargi Harry’ego wygięły się w lekkim uśmiechu i dźwignął się na łokcaich, niespodziewanie chwytając starszego chłopaka za kark.

Louis poczuł jak palce Harry’ego wplątują sie w kosmyki jego włosów, by przyciągnąć bliżej siebie. Po chwili ich usta złączyły się w tęsknocie, a szatyn poddając się uczuciu ponętnych warg Styles’a, przymknął oczy, przykładając dłonie do jego twarzy. Pogłębiali pocałunek, złączając swe języki, które tak zachłannie ocierały się o siebie, przebiegając po podniebieniu partnera. Harry musnął usta Louisa, odsuwając się od chłopaka. Oparł swoje czoło o jego, oddychając niespokojnie.

- Tęskniłem. - Ciszę przerwał głos Harry’ego.

- Ja też - odpowiedział i już ponownie chciał pieścić ciało kędzierzawego, kiedy dotarło do niego, w jakim celu tu się zjawił. - Musimy porozmawiać, Harry.

- Wiem, muszę ci o czymś powiedzieć. - Styles podniósł się z miejsca, kierując do krzesła, na którym przewieszona była jego kurtka.

Chwycił ją w dłonie, poszukując kolejnej paczki papierosów. Louis przyglądał mu się z zaciekawieniem, chcąc usłyszeć, co chłopak chce mu przekazać. Harry nerwowo przeszukiwał kieszenie, a po chwili wyciągnął upragnioną paczkę oraz jeszcze coś, czego wcale nie chciał trzymać w swojej dłoni.

Niewielkie, materiałowe opakowanie uderzyło o podłogę. W tym momencie figurki drobnych, czarnych aniołów rozsypały się po podłożu. Harry spoglądał na nie z grozą. Jego przerażenie odbijało się na twarzy Louisa niczym w lustrze. Chłopak spoglądał na Styles’a w niedowierzaniu. Ból uderzał z jego lazurowych tęczówek, które zdawały się pociemnieć. Czuł, jak jego serce roztrzaskuje się na tysiące kawałeczków, słysząc ten nieznośni dźwięk w swojej głowie. Wraz z czarnymi aniołami, ukazała się rzeczywistość w którą Louis tak bardzo nie wierzył. Przecież sądził, iż Harry jest niewinny! Do tego momentu. Kędzierzawy po chwili, kiedy mógł wykonać jakikolwiek ruch zbliżył się do Louisa, który ze łzami w oczach, odsunął się gwałtownie w tył.

- Jak mogłeś? - usłyszał słowa, które wypowiedział Tomlinson drżącym głosem. W jego płucach zabrakło powietrza.

- Odwróć się. - W pomieszczeniu rozległ się inny głos i Harry dostrzegł, że Nick wyszedł z przedpokoju, trzymając kurczowo w dłoniach broń. Nie mógł się ruszyć. - Powiedziałem… - W jego głosie można było usłyszeć surowość, która przeniknęła chłodem młodszego chłopaka. Jednym zręcznym ruchem odwrócił go tak, że teraz leżał na brzuchu.

Skrzyżował jego ręce na plecach. Zimny metal dotknął nadgarstków. Kliknięcie obrączek zamykających się na jego rękach wydawało się ogłuszające. Grimshaw brutalnie przewrócił go na plecy, aby go widział.

- Harry Styles, jesteś aresztowany za zamordowanie Liama Payne’a, Danielle Peazer, Georga Shelley’a oraz Perrie Edwards.

Szarpnął go, by stanął na nogach.

- Masz prawo milczeć. - Popchnął go w stronę drzwi, Louis spoglądał na niego z cierpieniem wypisanym na twarzy. - Wszystko co powiesz, może zostać wykorzystane przeciwko tobie. - I na dół, po schodach. - Masz prawo do adwokata. Jeśli nie stać cię na niego, dostaniesz obrońcę z urzędu.

Wyszli przed budynek, kierując się do samochodu Nicka. Harry rozpaczliwie próbował złapać wzrok Louisa, doszukując się w nim czegokolwiek poza nienawiścią.

- Zrozumiałeś?

Odskoczył od niego i odwrócił się, by spojrzeć mu w twarz.

- Wszystko zrozumiałem.

- To dobrze.

Otworzył drzwi, położył dłoń na jego głowie i wepchnął chłopaka na tylne siedzenie samochodu, zamykając drzwi głośnym trzaśnięciem. Grimshaw jeszcze przez chwilę rozmawiał z Louisem, który stał na chodniku. Po chwili znalazł się w samochodzie, a za nim ruszyli, Harry spojrzał na Louisa, który zaszczycając go krótkim, pełnym smutku wzrokiem, jedynie odwrócił się, znikając we mgle i strugach deszczu.


10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz