Nim Niall zdążył zauważyć, Zayn odsapywał niezadowolony, gdy ten ściskał jego rękę starając się nie panikować jak mała dziewczynka. Oczywiście, sam nalegał na narty. Nie przewidział jednak, że nigdy, ale to przenigdy nie był na nartach i będzie to totalną porażką.
-Zaaaaayn! Zayn no pośpiesz się, zaraz zjadę, już zjeżdżam, nie poprawiaj tego, patrz zjeżdżam, pomóż mi, ja nie wiem jak, Zayn! –wydzierał się, gdy jego narty ‘same’ ruszyły, a Zayn poprawiał jeszcze buta. I to naprawdę nie było głośne wydzieranie się. Głośno wydarł się dopiero, gdy zdał sobie sprawę, że Zayn jest już od niego naprawdę daleko.- ZAYN UMRĘ! Zabiję cię! Czemu mnie tu wziąłeś! Nienawidzę cię!
Mulat wywrócił oczami, ruszając za nim, jednak oczywiście Niall nie mógł ujechać daleko. Gdy tylko Zayn znalazł się koło niego, nogi blondyna ugięły się, a ten runął na ziemię, aby przeturlać się kawałek w śniegu. Malik potulnie uklęknął więc koło niego, otrzepując jego twarz i czapkę ze śniegu, gdy ten już się uniósł do pozycji siedzącej.
-Zayn, nienawidzę cię! Dlaczego mnie tu zabrałeś?! Mogło mi się coś stać! W ogóle o mnie nie dbasz! Czemu mi nie pomogłeś, wołałem cię przecież! Powinieneś mnie wziąć w lepsze miejsce! –narzekał kręcąc głową, gdy jego policzki były już czerwone z zimna.
Zayn przytaknął lekko głową jeszcze raz odgarniając śnieg z jego czoła.- W porządku. Chodź, zabiorę cię gdzieś indziej. Umiesz jeździć na łyżwach?
-Nie. –odparł nadymając policzki.- I nie możemy iść na łyżwy. Louis zabrał Harry’ego na łyżwy i będziemy im przeszkadzać.
-Spokojnie. Pójdziemy na inne lodowisko, nie martw się. W porządku?
-Tak. Chodźmy na lodowisko. –zadecydował wstając i łapiąc się szybko ramienia Zayna, aby przypadkiem znów nic sobie nie zrobić.
Faktycznie wizja jeżdżenia na łyżwach była dużo milsza, niż jeżdżenie na nartach. Po pierwsze brak śniegu, a pod nogami jedynie lód. Denerwowało go jedynie, że Zayn jest naprawdę dobry we wszystkim, nawet sportach takich jak narty. Gdzie on się właściwie nauczył jeździć na nartach?! Niall był oburzony, że przy nim wychodzi na łamagę, nie umiejącą zrobić nic porządnie. Ale Zaynowi zdawało się to nie przeszkadzać. Z chęcią pomagał Niall’owi z zakładaniem butów i nart, z dobieraniem stroju w sklepie i wszystkimi innymi rzeczami. Nie denerwował się nawet na narzekania Niall’a, bez względu na to, jak bardzo Irlandczyk się na niego wydzierał. I momentami Niall miał wrażenie, że Zayn zwyczajnie go olewa, nie robiąc sobie nic z jego słów. Ale później dochodził do wniosku, że Zayn jest tu z nim i może po prostu ma dobry humor, gdy wreszcie nie muszą się o nic martwić.
Louis również miał zadziwiająco dobry humor. Obudził się z uśmiechem, po tym jak dzień wcześniej wrócili późno wieczorem. Harry ściskał go mocno w pasie mrucząc coś w jego pierś, za co Louis trzepnął go w głowę, próbując uciszyć. Harry sapnął uciszając się i myślał już, że to jeden z tych dni, gdy Louis’emu wszystko przeszkadza. Jednak naprawdę było zupełnie na odwrót, o czym Harry przekonał się, gdy Louis ciągnął go za rękę do wypożyczonego samochodu.
-Dokąd idziemy? Louis, coś się stało? –starał się dopytywać uważnie śledząc drogę, którą jechali. Louis jednak wzruszył ramionami skręcając w węższą uliczkę. Przed nimi znajdował się średniej wielkości budynek i Harry nie miał bladego pojęcia co mogłoby się znajdować w środku.
Louis zaparkował jak najbliżej wejścia po czym wysiadł, przez całą drogę nie odzywając się nawet słowem. I Harry naprawdę miał wrażenie, że coś dziwnego dzieje się z Lou. Nie miał jedynak pojęcia czy w pozytywnym tego słowa znaczeniu, czy negatywnym.
Oczy Styles’a otworzyły się szerzej, gdy zdał sobie sprawę z tego gdzie naprawdę są. Louis stał przy kasie rozmawiając z jakąś kobietą, kiedy Harry wpatrywał się w mało zatłoczoną taflę lodu. Na lodowisku znajdowała się dosłownie garstka ludzi, kręcących małe lub większe kółka ze znajomymi. I, o ile Harry umiał jeździć na łyżwach, tak zupełnie o tym zapomniał, wiążąc sznurówki czarnych łyżew wyglądających trochę podobnie do tych od jazdy figurowej.
Stanął na lodzie niepewnie, przez co Louis posłał mu zdziwiony spojrzenie.- Wszystko w porządku? Zayn twierdził, że na sto procent umiesz jeździć na łyżwach…
-Jest okey. Dawno tego nie robiłem, to tyle. –odparł kręcąc głową i pewniej ruszając przed siebie. Lou przytaknął lekko doganiając go z zadziwiającą łatwością.- Czemu właściwie tu przyjechaliśmy?
-A czemu by nie? Nie podoba ci się? –brwi Louis’ego zmarszczyły się, na co Harry szybko pokręcił głową.
-Podoba. To miłe po prostu… Po prostu byłem ciekaw, co cię nagle napadło, aby jechać na łyżwy.
-Nic. Pomyślałem, że to milsze niż siedzenie w hotelu i tyle. –wzruszył ramionami oglądając się odruchowo za siebie, gdy ktoś ich wyminął.
W tym naprawdę nie było nic wielkiego, a jednak kąciki ust Harry’ego uniosły się chętnie ku górze. Szczególnie na myśl o tym, że teoretycznie Louis musiał sam wypytać o to Zayna.
-Nie ciesz się tak, ja głupi do sera. Wyglądasz dziwnie. –stwierdził nagle Lou, na co Harry parsknął głośno śmiechem.
-Spadaj. Nie cieszyłbym się tak, gdybyś częściej zabierał mnie na randki.
-Nigdy nie powiedziałem, że to randka. –prychnął Lou, gdy Harry kręcił głową rozbawiony i tak wiedząc lepiej jak to nazwać.
Oczywiście dla Harry’ego nic nie mogło zepsuć tego dnia, bez względu na to, co by się im przydarzyło. Niestety Louis’emu trzeba było bardzo mało, aby popsuć ten dzień. Wystarczył widok roześmianego blondyna i mulata przy kasie, a jego ochota na spędzanie czasu z Harrym nagle odpłynęła daleko. Odsapnął niezadowolony zakładając ręce na piersiach, gdy specjalnie stanął w wejściu na lodowisko przed Zaynem.
-Co ty tu do cholery robisz? –sapnął, marszcząc brwi.
-Och. Raczej co ty tu robisz. Miałeś wziąć Harry’ego na łyżwy, ale… Większego zadupia nie było?
-Nie. Wziąłem go tu specjalnie, żeby nie było tłumów. Mogłeś o tym pomyśleć i wziąć swojego chłopaka gdzie indziej. Zawsze musicie się kręcić w pobliżu? Nie wiem, jak jakieś pierdolone bliźniaki syjamskie, kurwa, zrośnięte dupami.
-Zamknij się wreszcie, ciągle jęczysz. Nie wiedziałem, że tu będziesz, więc możesz wracać do Harry’ego, a ja i Niall będziemy się trzymać od was z dala. Nie martw się, nie popsujemy wam waszej słodkiej randeczki. –parsknął Mulat, na co Louis poczuł się jeszcze bardziej zirytowany.
-Wal się Malik, to nie ja zgrywam idealnego, kochającego chłoptasia. –burknął, odjeżdżając i wracając do Harry’ego, który posłał mu zdziwione spojrzenie.- Nawet nie próbuj do nich podjeżdżać. Ich randka ich randką, a nasza naszą.
Styles kiwnął jedynie głową widząc rozzłoszczoną z leksza twarz Tomlinsona i zbliżył się delikatnie do niego nie odzywając się już ani słowem. I faktycznie Zayn i Niall jeździli osobno, nie zbliżając się nawet do Harry’ego i Lou, co niezwykle uspokoiło Tomlinsona. To nie tak, że nie lubił Niall’a, albo Zayna. Zwyczajnie denerwowało go, że musieli być zawsze gdzieś obok i Louis nie mógł spokojnie spędzić dnia sam na sam z Harry’m. Jakby byli dziećmi, albo nie wiem. Byli dorośli, byli przyjaciółmi i nie potrzebowali nikogo obok, żeby miło spędzić czas. Wręcz przeciwnie, Lou czuł się dziesięć razy lepiej bez nikogo obok.
Tylko on i Harry, i wszystko było dobrze. Szczególnie parę dni później, gdy wrócili do Londynu. Harry nocował jak zwykle u niego, więc gdy pewnego weekendu Lou obudził się pierwszy, niechętnie skierował swe kroki do kuchni. Nie lubił, ani nie umiał gotować, ale ugotowanie głupich parówek i jajek nie było problemem, więc wziął się za to z lekką niechęcią, jednak głośnym odzewem jego żołądka. Harry pojawił się parę minut później narzekając na zimno w łóżku. Oparł się lekko o blat koło Tomlinsona, przecierając rękoma zaspane oczy.
-Louis, co ze śniadaniem?
-Jak to co? Robi się. –odparł pewnie Lou, spoglądając pytająco na Harry’ego.- Wszystko w porządku? Jesteś dziś jakiś inny.
-Wszystko okey… Musimy porozmawiać. –oznajmił wreszcie, odsuwając się i siadając przy stole, gdy Louis wyjmował jajka z wody.
-Porozmawiać o czym? Mów, słucham cię, jak zawsze.
-O nas. –stwierdził krótko, przełykając gulę w gardle. Naprawdę tego tematu bał się najbardziej. Wiedział, że Lou może się zdenerwować i wyrzucić go z domu. Ale z każdym dniem Harry czuł, że Louis jest gotowy na związek, zwyczajnie nie robi żadnego kroku w tym celu. I Harry musiał wiedzieć czy chodzi o niego, czy o coś innego.
-Coś z nami nie tak? –mruknął w odpowiedzi zalewając jajka zimną wodą, aby skórka lepiej odchodziła.
-Może… Według mnie tak. –sapnął rozbawiony lekko.- Dlaczego nie możemy być razem?
-Dlaczego mielibyśmy być razem? Dobrze nam tak jak jest, prawda? Wcześniej nie narzekałeś. –Louis odłożył talerze z parówkami i jajkami przed nimi i usiadł naprzeciw Harry’ego.
-Ponieważ było mi dobrze. Ale chce czegoś więcej, wiesz to. Louis i tak robimy wszystko jak para, czemu się przed tym zapierasz?
-Nie zapieram, po prostu nie czuję takiej potrzeby.
-Ale ja czuję. –warknął odrzucając loki z czoła na tył głowy.- Co jest złego w byciu w związku? I tak się całujemy, przytulamy, sypiamy razem. I tak nie masz nikogo innego, i ja nie mam nikogo innego.
-No właśnie. Więc co za różnica jak to nazwiemy?
Harry milczał przez moment analizując jego słowa, jakby powiedział coś w innym języku.- C-co? Co masz na myśli?
-To co powiedziałem. Skoro zachowujemy się jak para, jaka różnica jak będziemy się nazywać? Możesz być nawet moim chuj wie kim, to nie ma znaczenia. To tylko nazwa, prawda?
-N-nie! Dla mnie to nie tylko nazwa! Nie chce być w czymś, czego nawet nie umiem nazwać. Chcę wiedzieć na czym stoję.
-Na ziemi. –wywrócił oczami Louis.- Naprawdę, to brzmi trochę płytko, prawda? Myślałem, że to nie ma znaczenia. To jak się nazywamy. Znaczenie powinno mieć to co jest między nami, prawda? Skoro obaj jesteśmy szczęśliwi co za różnica, jak będziesz o tym mówił?
-Ale ja widzę różnicę! Ja nie jestem szczęśliwy!
-Więc wyjdź, wiesz gdzie są drzwi. –stwierdził jakby nigdy nic Louis, wkładając do ust kawałek parówki.- Nie trzymam cię przy sobie na siłę.
-Nie chcę wychodzić. Chcę być z tobą, ale w normalnej relacji, jako para. Chcę to nazywać związkiem, dla mnie to ma duże znaczenie!
Louis odsapnął cicho, kręcąc głową- Więc nazywaj to związkiem. Nie zabraniam ci, jeśli wtedy będziesz zadowolony.
-To nie brzmi tak jak powinno. –zmarszczył brwi Styles, wpatrując się w Louis’ego.
-To brzmi tak jak brzmieć powinno. Jeśli nazwa ma dla ciebie znaczenie- nazywaj to związkiem. Mi jest po prostu dobrze tak jak jest i nie widzę różnicy, gdy będziemy to nazywać ‘związkiem’, ‘przyjaźnią’, czy czym tylko jeszcze można.
-Wtedy ty też powinieneś nazywać to związkiem.
-Więc będę nazywał to związkiem, okey? Naprawdę Harry, robisz problemy z niczego. Jesteśmy tu, tak? Jemy sobie razem śniadanie, po miłej nocy, później pójdziesz do pracy, albo nie, jeśli masz wolne, gdy wrócisz zjemy obiad i kolację, i pewnie poprzytulamy się trochę, i będziemy się całować. A później pójdziemy spać i znów zjemy razem śniadanie, i każdy kolejny dzień i tak wygląda tak samo. I te dni wyglądają tak od dawna. Czy cokolwiek zmieni się, gdy nazwimy to związkiem? Bedziemy robić jakieś inne rzeczy, jedzenie będzie smakować inaczej, albo będziemy się inaczej całować? Nie, wszystko będzie tak samo, więc w czym problem? Mi to nie da nic więcej do szczęścia, ponieważ nie obchodzą mnie takie rzeczy. Piątek może nazywać się poniedziałkiem, a wtorek sobotą, jeśli i tak będziemy wtedy robić to samo. Koło wciąż będzie okrągłe nawet, gdy nazwiesz trójkątem.
-Dlaczego w twoich ustach to brzmi tak prosto, a w mojej głowie nie? –spytał lekko oburzony, powoli kończąc jeść jajko.
-Bo sam to utrudniasz. –sapnął Louis i odstawił pusty talerz do zmywarki.- Więc od dziś będziemy to nazywać związkiem, dobrze? Jeśli to cię uszczęśliwi, a mi nie zaszkodzi- nie widzę problemu.
-Ale sam nie raczyłeś tego zaproponować. –burknął pod nosem, na co Louis zaśmiał się.
-Ponieważ nie wiedziałem, że tak ci zależy na takich szczegółach. –odparł całując chłopaka w czoło, po czym ruszył w kierunku sypialni.- Przebiorę się i wyjdę na moment. Muszę znaleźć szybkie zlecenie.
Harry przytaknął posłusznie dokańczając śniadanie i schował talerz do zmywarki, następnie siadając powolnie przed telewizorem w salonie. Właściwie nie potrzebował już niczego więcej, więc był szczęśliwy nawet wlepiając wzrok w jeden z seriali, który i tak widział cztery razy. Louis wyszedł nim Harry zdał sobie z tego sprawę. Dopiero koło wieczora Styles poczuł potrzebę pójścia następnego dnia do Zayna i Niall’a, chodź w szczególności tego drugiego. Jeśli miał się komuś zwierzać, bądź chwalić odnośnie Louis’ego- Niall był najbardziej odpowiednią osobą. I tak Zayn dowie się o tym, gdy tylko Harry zniknie z oczu Irlandczyka, ponieważ Horan mówił dosłownie wszystko Malikowi. Ale rozmowa z Niall’em była zdecydowanie milsza i przyjemniejsza, więc Harry nie zastanawiał się nad tym przez ani moment. Zayn zapewne zbeształby go kolejny raz prawiąc morały na temat tego, jak bardzo Louis jest dla niego nieodpowiedni. Oczywiście Zayn zawsze twierdziłby, że Louis jest dla niego nieodpowiedni. Bez względu na to co Louis by zrobił, lub czego by nie zrobił. Ale dla Harry’ego Louis był najbardziej odpowiednią osobą. Dbał o niego i był miły, i Harry naprawdę nie chciał więcej. Tylko kogoś kto o niego zadba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz