Louis nie czuł czegoś takiego jak wyrzuty sumienia co nie było równoznaczne z tym, że nie brakowało mu Harry’ego. Ponieważ on po prostu stał się dla niego oczywistą częścią dnia, a teraz zwyczajnie zniknął. Ale on naprawdę, naprawdę nie żałował. Był szczery i oszczędził Hazzie jeszcze większego cierpienia więc czuł się zupełnie w porządku z tym co zrobił.
Mimo to słysząc dzwonek do drzwi jedyną myślą, która przyszła mu do głowy było- Harry Styles. Nie to, żeby się zrywał aby otworzyć. Nie biegł do drzwi, nie podskakiwał z radości, a w jego oczach nie pojawiły się łzy szczęścia tak jak niektórzy mogliby to sobie wyobrażać. Zamiast tego ze stoickim spokojem i kubkiem gorącej herbaty udał się do drzwi otwierając je powolnie. Jednak w progu wcale nie stał Harry Styles przez co chyba odruchowo brwi Lou zmarszczyły się.
-Hej, stary. Przeszkadzam? –spytał jakby nigdy nic Liam wręcz wpraszając się do mieszkania Tomlinsona. Oczywiście, że wiedział, że nie przeszkadza. Wiedział też, że kontakt Lou i Harry’ego się urwał i to właśnie to było tak naprawdę powodem jego niezapowiedzianej wizyty.
-Jasne, że nie… Wchodź, wchodź. Napijesz się czegoś?
-Nie, dziękuje. Ja tylko na chwileczkę. –Liam był kwintesencją kultury, to Louis musiał przyznać, nawet gdy pewnie rozsiadł się na krześle w kuchni Lou.
-Więc co cię do mnie sprowadza? –zapytał cicho siadając na przeciwko Payne’a.
-Zerwałeś z Harry’m? –rzucił prosto z mostu Li, uważnie obserwując twarz przyjaciela, która wygięła się w grymasie niezadowolenia.
-Nie zerwałem z nim, ponieważ my nigdy nie byliśmy razem. Po prostu przestaliśmy się spotykać.
-Dlaczego? Przecież się lubiliście. Pokłóciliście się, czy coś?
-Nie… To nie tak, że się pokłóciliśmy. Po prostu postanowiliśmy to skończyć. –w ustach Lou to brzmiało tak prosto, jednak Liam dobrze wiedział, że wcale tak nie jest.
-Ale… Jak to postanowiliście to skończyć? Razem? Czemu? Przecież każdy widział, że Harry jest zakochany w tobie, a ty w nim.
-Daj spokój… Harry był tylko moim przyjacielem, nie było między nami nic więcej.
-Kłamiesz. Harry ci się podoba. Dlaczego z nim zerwałeś?
-Nie zerwałem z nim! –Louis stawał się już lekko poirytowany, zamknął więc oczy popijając herbatę i marszcząc brwi.- Po prostu nic by z tego nie wyszło i tyle.
-Ale dlaczego twoim zdaniem nic by z tego nie wyszło? Bo co? Hazz nie jest taki jak tamten Harry… Hazz by cię nie skrzywdził…
-Wiem to! –przerwał mu ostro.- I nie porównuj go z nim! Hazz nie ma ani jednej cechy wspólnej z.. wiesz kim.
-Lou… Wiem, że jesteś zrażony po tym jak potraktował cię Hawkins, ale… Chyba najwyższy czas pójść dalej, prawda? Z Hazzą moglibyście być normalnym związkiem… Byłbyś szczęśliwy i on też by był.
-Przestań już pieprzyć, znasz mnie! Nie potrzebuję związków.
-Właśnie. Znam cię. I wiem, że potrzebujesz, tylko się nie przyznasz.
-Więc najwyraźniej nie znasz mnie tak do końca.
Liam odsapnął opierając się wygodnie i przymykając oczy.- Dobrze. Ale nie zaprzeczysz, że zależało ci na Hazzie. Widziałem to. Chociaż bądźcie tymi „przyjaciółmi”. Harry na pewno nie oczekiwał, że od razu mu się oświadczysz.
Brwi Lou znów się zmarszczyły a jego oczy błądziły powolnie po blacie stołu, podczas gdy dłońmi kręcił kubek w kółko, i w kółko jakby wpadł w trans.- Za późno. Harry nie chce mnie widzieć.
-Co? A to niby dlaczego?
-Spałem z nim… –przyznał cicho dodając już pewniej.- Później powiedziałem, że nic z tego i Harry uciekł nim zdążyłem cokolwiek innego powiedzieć…
W pierwszym momencie Liam miał ochotę wybuchnąć śmiechem. Jakim cudem ktoś tak inteligentny jak Louis mógł zrobić coś tak głupiego? To był jakiś żart? Louis był skończonym kretynem… Po chwili jednak dotarło do Liama jak wielką głupotę zrobił Lou i to już wcale nie było śmieszny. To było tragiczne. Ponieważ przy odrobinie szczęścia będzie dobrze jeśli Harry chociaż wybaczy Lou, nie mówiąc już o daniu mu drugiej szansy. Louis chyba nie mógł zrobić nic gorszego.
-Jesteś kretynem. –stwierdził krótko Liam na co Louis przytaknął niechętnie dopijając herbatę. Louis wiedział, że zrobił źle. Wiedział, że nie powinien spać z Harry’m, skoro następnie chciał dać mu do zrozumienia, że nic z tego nie będzie. On wiedział to wszystko. To po prostu się stało.
Chwilę później Liam głowił się nad tym jak uratować dupę swojego przyjaciela, podczas gdy Lou nie robił nic oprócz wpatrywania się w pustą przestrzeń za Liamem. To nie tak, że się nie przejmował i miał wyjebane na to co będzie z nim i Harrym. Zwyczajnie nie miał pojęcia jak wybrnąć z tej sytuacji.
-Pójdziesz jutro do kawiarni, w której pracuje. Albo jeszcze dziś. Przeprosisz go, powiesz, że to przez to wino. Wyjaśnisz, że wcale nie chciałeś go wykorzystać i nie chcesz kończyć tej znajomości. Lubisz Harry’ego, jego przyjaźń wiele dla ciebie znaczy, zwyczajnie nie jesteś gotowy na związek. Jasne? –poinstruował go delikatnie Payne, gdy powolnie wstawał z krzesła.
-Nie… Nie mam zamiaru robić z siebie frajera i prosić go o przyjaźń.
-On tym bardziej nie ma powodu, aby to robić. To ty spieprzyłeś, więc bierz dupę w kroki i jazda do kawiarni.
I chociaż Lou naprawdę nie chciał, uznając że w jakiś sposób jest to poniżenie dla niego i plama na honorze, i tak w końcu nasunął buty i biorąc jeansową kurtkę pod ramię wyszedł niemal równo z Liamem.
Do kawiarni doszedł spacerkiem, rozglądając się i zwalniając co chwilę, aby tylko jakimś cudem nie zdążyć na zmianę Harry’ego, albo cokolwiek. Naprawdę nie chciał tam iść i przepraszać, i robić z siebie skruszonego dupka. Nie był skruszonym dupkiem. Był dupkiem i było mu z tym dobrze. Wreszcie jednak dotarł i niechętnie rozejrzał się po pomieszczeniu gdy tylko jego noga przekroczyła próg kawiarni. O dziwo Harry nie błąkał się po sali, ani nie uśmiechał się do niego szeroko z za lady. Dla pewności wszedł jeszcze głębiej dokładnie lustrując wzrokiem każdy kąt kawiarni, jednak Harry’ego naprawdę nigdzie nie dostrzegł. Wzruszył ramionami do samego siebie i podszedł do lady, z za której przyglądała mu się niska blondynka z biegami zakrywającymi niemal cały jej nos.
-Witam, w czym mogę panu pomóc? –spytała uprzejmie, uśmiechając się szerzej.
-Szukam Harry’ego. Pracował tu jeszcze niedawno. Harry Styles, kojarzy pani może?
Blondynka milczała przez moment zwężając oczy w głębokim myśleniu po czym wyraz jej twarzy rozluźnił się- Ach, tak, Harry. Słyszałam o nim, jednak ja jestem tu dopiero od dwóch dni. Ale szefowa i chłopacy mówili coś, że poszedł na urlop.
-Oh… A wiesz może kiedy wróci, albo coś?
-Um… szczerze, nie mam pojęcia. Ale Stan, syn szefowej powinien coś wiedzieć. Zawołam go. –i nim Louis zdążył odmówić oszczędzając jej kłopotu, dziewczyna zniknęła na zapleczy.
Po jakimś momencie na jej miejscu stanął chłopak wzrostu Louis’ego, który uśmiechnął się do niego niechętnie.
-Więc… Jestem ciekaw kiedy Harry Styles wróci do pracy. –oznajmił pewnie od pierwszego spojrzenia nie lubiąc tego chłopaka. Był po prostu nieprzyjemny, Lou nie wiedział nawet czemu.
-Och, kolejny jego alfons? –palnął sarkastycznie chłopak, odsapując po chwili. Brwi Lou zmarszczyły się i miał ochotę uderzyć Stana z całej siły, żeby padł nieprzytomny. Ten dupek nie miał prawa mówić tak o Harrym, ponieważ Harry był przyjacielem Lou.
-Nie wiem o czym mówisz. Po prostu powiedz mi kiedy wróci.
-Dobrze wiesz o czym mówię. Każdy kto zna Harry’ego wie, że to mała kurwa. –głos chłopak był przesycony jadem i nienawiścią gdy tylko wypowiadał imię Styles’a. Po chwili jednak jakby ugryzł się w język i dodał spokojnie- Będzie od przyszłej środy.
Nie odpowiadając Lou wyszedł jak burza z kawiarni aby tylko na pewno nie zrobić nic temu kolesiowi. Jak on w ogóle mógł mówić tak o Harrym? Louis wiedział bardzo dobrze, że Harry nie był prawiczkiem i miał przed nim wielu innych, ale z tego co mówił, on po prostu zawsze liczył na coś więcej. I Louis poczuł się jeszcze gorzej z myślą, że teraz dołączył do tej listy. On nie chciał przecież wykorzystać Styles’a. Nawet jeśli to tak wyglądało- polubił Hazzę i nie chciał robić mu krzywdy. Harry nie zasłużył na to w przeciwieństwie od tej zgrai facetów, których przeleciał wcześniej. Oni nie mieli znaczenia, byli tak napaleni, że daliby dupy każdemu. Harry nie był taki. Był miły i kulturalny, i zabawny, i delikatny. I zasługiwał na kogoś kto się nim zaopiekuje i zadba o niego. Louis wiedział, że on nie zajmie się nim odpowiednio. Chociaż, bądźmy szczerzy, Lou po prostu miał wyjebane na związki.
Wracając do domu poczuł się dziwnie znudzony. Przez Harry’ego nie chodził do pubów, ponieważ nie miał czasu. Harry był wystarczająco zabawny, aby Louis dobrze się z nim bawił nawet siedząc na kanapie i nie robiąc nic. Zupełnie nic. Ale teraz zniknął Harry i Lou po prostu poczuł jak bardzo mało rzeczy ma do roboty poza upijaniem się i sypianiem z różnymi ludźmi. Może najwyższy czas przyjąć jakieś zlecenie?
Podczas gdy Louis przysypiał na kanapie w jego domu, Zayn i Niall zabrali Harry’ego do kina w celu poprawienia jego humoru. O dziwo film opowiadający o kompletnie nieważnych rzeczach sprawił, że cała trójka wracała do domu w dobrych humorach. Harry chichotał małymi kroczkami idąc za Zaynem, który opisywał jego przemyślenia w trakcie filmu, natomiast blondyn popychał co jakiś czas Styles’a rzucając kąśliwe komentarze dotyczące wywodu Mulata.
-Wiemy, Zayn, że ta laska była totalnie zakręcona. Przez połowę filmu pewnie nie wiedziała co się dzieje! -zapewnił go roześmiany Irlandczyk
-Może była zjarana? –rzucił cicho Styles, na co Horan zawtórował mu salwą śmiechu.
-Ale bądźmy poważni, ta aktorka zawsze taka jest. Jakim cudem ludzie biorą ją do filmów? –spytał jak zwykle za poważny Zayn odwracając się do chłopaków.
-Ma fajny tyłek. –przyznał cicho Niall kiwając głową jakby w geście uznania dla tylnego siedzenia dziewczyny.
-Też mam fajny tyłek, a mnie nie biorą do filmów! –oburzył się nagle chłopak z loczkami marszcząc brwi i wpatrując się w Mulata.
Zayn posłał mu jednak poirytowane spojrzenie mówiące coś w stylu ‘jesteś kretynem, Styles’, a następnie odwrócił się, aby poczuł dłoń Horana delikatnie chwytającą jego ramie, gdy chłopak właśnie go dogonił. Malik spojrzał na niego niezbyt wiedząc o co chodzi, w odpowiedzi dostał jednak szeroki uśmiech i głowa Niall’a opadła dając Zaynowi widok jedynie na rozjaśnioną czuprynę Irlandczyka.
Doszli do domu w milczeniu, przerywanym jedynie cichymi spostrzeżeniami Harry’ego na temat tego, że Zayn i Niall wreszcie się pogodzili i czy to znaczy, że są razem.
-Nie, Harry. Nie jesteśmy razem, jesteśmy wciąż przyjaciółmi. –zapewnił go pewnie Mulat, gdy przekroczyli próg i Niall schylił się aby zdjąć buty.
-Jesteście tacy nudni. –odparł poirytowany po czym rozluźnił się dodając.- choć może to i lepiej… Nie chciałbym słuchać jęków Niall’a przez pół nocy.
I naprawdę nikt nie byłby w stanie nie zauważył purpury jaką okryła się twarz Zayna, gdy szybko zsunął z siebie kurtkę wieszając ją na wieszaku, a następnie wyszedł z przedpokoju mrucząc- Zboczeńcy.
Niall uśmiechnął się w stronę Harry’ego, który dobrze wiedział, że takie żarty nie przeszkadzają Irlandczykowi. Przecież Niall nie miał zupełnie nic przeciwko temu, aby któregoś dnia Harry narzekał im, że byli za głośno w nocy. To brzmi okropnie, ale Niall’owi to by nie przeszkadzało. Co miałoby mu przeszkadzać w posiadaniu udanego pożycia seksualnego w związki z osobą, na której mu zależy?
Ale Zayn myślał inaczej. Naprawdę irytowało go gdy ktoś mówił o jego życiu seksualnym. To była jego osobista sprawa, nie temat do żartów. I nawet gdyby sypiał z Niall’em, takie komentarze nie byłby na miejscu, ponieważ to jego prywatna rzecz. Zayn nie rozmawiał o pożyciu seksualnym innych i o swoim też sobie nie życzył. To było po prostu przekroczenie pewnych granic. Co dzieje się w jego łóżku zostaje w jego łóżku. Nie mógł ani trochę zrozumieć, dlaczego Niall mógł tak spokojnie na to zareagować. Ba, jak mógł nie zareagować wcale!
Choć w głowie Harry’ego powstał pomysł, a raczej twierdzenie, mówiące coś zupełnie innego. Mówiące, że Zayn oburzył się ponieważ według niego nie mógł spać z Niall’em i nic nie mogło go łączyć. Jednak Zayn lubił Niall’a i chciał, żeby coś jednak ich połączyło. Co wcale przecież nie musiało być prawdą. Po prostu Harry żyje w swoim świecie, nikt mu tego nie zabroni.
Ale nawet mimo tego spięcia po paru minutach cała trójka usiadła przy stole w kuchni rozmawiając i żartując i chociaż Harry był smutny- nie myślał już tyle o Lou. Co nie zmieniało faktu, że gdyby mógł wolałby siedzieć z nim. Tak, Harry bardzo tęsknił, nawet jeśli tego w tym momencie nie okazywał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz