To była jedna z tych rzadkich nocy, kiedy ciotka i wujek Harry’ego mieli wolne od pracy. W wyniku tego, siedział przy stole z rodziną naprzeciw niego i Louisem, siedzącym obok.
Mimo, że w końcu mieli wolne, zdecydowali się iść na imprezę jednego z ich przyjaciół i poprosili Louisa, aby przypilnował Harry’ego. Impreza jeszcze nie rozpoczęła, więc Bernard zdecydował, że on i Felicia równie dobrze mogą zjeść teraz obiad z chłopcami, aby poznać Louisa nieco lepiej.
Harry rozglądał się nerwowo wokół stołu, otaczała ich cisza. To było normalne, Harry i jego rodzina tak naprawdę nigdy nie mieli sobie nawzajem za wiele do powiedzenia. Ale z Louisem tam, czuł się tak, jakby zaraz miał wybuchnąć podczas nakładania sobie jedzenia.
-Więc, Louis. Dlaczego chciałeś uczyć teatru ? –zapytała grzecznie ciotka, uśmiechając się do chłopca naprzeciw niej.
Louis uśmiechnął się szeroko, a Harry poczuł jak uśmiech formuje się na jego twarzy, wiedząc, jak starszy chłopak kocha mówić o swoim wyborze kariery.
-Więc, w zasadzie zacząłem zajmować się graniem, a także teatrem , gdy byłem już w średniej szkole. Zawsze bardzo, bardzo to kochałem, ale domyślałem się, że nigdy nie stanę się wielkim aktorem, więc pomyślałem „Co jeszcze kochasz ?” , i wtedy doszło do mnie, że nauczanie zawsze było jednym z moich pomysłów na pracę. Zdałem sobie sprawę, że mogę to połączyć i jestem tutaj, studiując nauczanie teatru. – Klasnął w dłonie i uśmiechnął się z dumą.
Wujek Harry’ego skinął głową i uśmiechnął się łagodnie. – Bardzo dobrze, bardzo dobrze. Może podsuniesz jakiś pomysł do głowy Harolda, co chce zrobić ze swoim życiem. – Spojrzał znacząco na Harry’ego. – Jestem pewny, że bez naszej pomocy zapewne skończyłby jako jakiś cholerny dealer narkotyków, czy coś.
Harry spojrzał na swojego wuja, przygryzając swoją dolną wargę, aby powstrzymać się od powiedzenia czegoś. Prawda była taka, że Harry zmienił się od przeprowadzki do Donacaster. Już prawie nie imprezował, skończył z paleniem i lepiej radził sobie w szkole.
Choć jego wujek wydawał się być całkowicie nieświadomy tego faktu. Louis wyglądał na zdziwionego słowami Bernarda.
-Co ma pan na myśli ? – zapytał, marszcząc czoło.
Bernard rzucił Harry’emu złośliwy uśmieszek i odwrócił się do jasnowłosego chłopaka. – Mam na myśli to, że Harry miał reputację. Dosyć złą. – Louis kiwnął głową, a Harry spuścił wzrok, nie mogąc spojrzeć na Louisa. – Upijał by się, ćpałby i ‘spał’ z czymkolwiek, co spotka na drodze. Zarówno z chłopcami, jak dziewczynami. – Harry zobaczył, jak Louis zaczerwienia się lekko, najprawdopodobniej przypominając sobie noc podczas imprezy u Zayna. – Informowałem cię o tym, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy, jestem pewien, że pamiętasz.
Louis spojrzał w górę z determinacją. – Tak, pamiętam. Zastanawiam się tylko, dlaczego wciąż sądzisz, że to on zmierza donikąd, kiedy znacznie się poprawił. Nie chcę być niegrzeczny, proszę pana.
Bernard wydawał się być trochę zaskoczony nagłą śmiałością Louisa, ale zaskakujący uśmiech wpełzł na jego usta. –Lubię cię, dzieciaku – mruknął, jakby ta rozmowa nigdy się nie odbyła.
Reszta wieczoru minęła spokojnie, z wyjątkiem tego, jak Louis położył rękę na udo Harry’ego, ściskając go uspokajająco. Trzymał ją tam przez resztę posiłku.
Nareszcie nadszedł czas, gdy Bernard i Felicia pojechali na przyjęcie. Z nieco niezręcznym pożegnaniem, wyszli im na drogę.
Gdy tylko samochód skręcił za rogiem, Louis pchnął Harry’ego na ścianę i namiętne go pocałował. Trzymając dłonie młodszego, oparł swoje czoło o jego. – Myślałem, że już nigdy sobie nie pójdą – mruknął, zanim Harry ponownie złączył ich usta.
-Ja także – odpowiedział, popychając Louisa w stronę kanapy i szarpiąc za jego koszulkę. Zatrzymał się po kilku krokach i spojrzał w oczy starszemu chłopcu. – Hej, Lou ?
Louis popatrzył na niego, uśmiechając się delikatnie. – Tak?
-Dlaczego zmieniłeś zdanie… co do nas ? – Harry zagryzł wargę i spuścił wzrok.
-Jeśli mam być zupełnie szczery, po prostu czułem chemię. Od chwili, gdy pierwszy raz powiedziałem ci żebyś przestał, wszystko o czym mogłem myśleć, to ty. Twoje oczy, twoje włosy, twój uśmiech… - Jego głos urwał się, po czym Lou uśmiechnął się.
Zamiast mówić coś głupiego, spodziewając się, że bez wątpienia zrujnowałby ten moment, Harry przycisnął usta do ust Louisa i kontynuował spacer do kanapy.
Z Louisem jęczącym i wijącym się pod nim, Harry nie mógł nic poradzić, tylko czuć, że związek ze starszym chłopcem jest znacznie silniejszy, niż początkowo myślał. Jęknął cicho i zmienił nieznacznie pozycję, na co Louis zaczął wykrzykiwać jego imię i uczepiać się desperacko jego włosów.
Zniżył swoje usta do ust Louisa, tłumiąc większość ich odgłosów. Poczuł jak Louis napina się, gdy zwolnił, wysyłając go na krawędź oraz parę jęków i wzajemnych imion.
~*~
Louis zasnął na kanapie, wtulony w pierś Harry’ego. Młodszy chłopak nie był daleko od zapadnięcia w sen, gdy delikatnie prowadził swoje ręce do włosów starszego chłopaka, pochylając się, by złożyć pocałunek na jego głowie.
Wiedział, że jego uczucia do chłopca z Donacaster rosły i był tym przerażony.
Ale to nie przerażało go tak bardzo, jak to, że uświadomił sobie, że nie chce, aby przestały rosnąć.
Przechylając głowę, ugryzł się w dolną wargę, próbując uciszyć swoje myśli, gdy usłyszał trzaśnięcie drzwi samochodu z przodu domu.
Kurwa, jego ciocia i wujek !
"A on i Louis byli już nieźle wstawieni", pomyślał Harry, odpychając śpiącego chłopca od siebie i ponaglając go, aby się obudził.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz