piątek, 10 stycznia 2014

7

Rozdział 7


- Wyglądasz na cholernie zmęczonego. - Harry uśmiechnął się do niego po drugiej stronie stołu. Mieli lunch w kafeterii, jednak Louis wolał ukryć swoją twarz na stole i zasnąć niż coś zjeść. - Boże. Nie mów, że znów chodzi o Zayna.

- Nawet nie pytaj. - Louis mruknął, nie ruszając się ani o centymetr ze swojej pozycji. Nigdy wcześniej nie czuł się taki zmęczony. Było to tak, jakby Zayn przewyższył wszystkie jego zmartwienia jako studenta i jako Przewodniczący Rady Studentów.

- Nadal go unikasz? - Harry kontynuował zadawanie pytań, nie zauważając okruchów, które wypadły z jego ust, gdy wziął duży gryz swojego burrito; tłumiąc w dalszym ciągu słowa. - Koleś. Na pewno ma dużo samokontroli.

Louis przechylił głowę i spojrzał w kierunku przyjaciela.

- Kto? Ja?

- Jakbym mówił o tobie. Oczywiście, że Zayn. - Kręcono włosy chłopak uśmiechnął się złośliwie, wracając do brania dużych kęsów swojego jedzenia. - Jeśli byłbym nim, zaatakowałbym cię gdzieś. Gdzieś, gdzie nie mógłbyś uciec lub nikt by się nie usłyszał. - Harry drażnił się z nim.

- Zamknij się i jedz, Styles. - Louis nakazał mu. W końcu wyprostował się i zaczął rozmyślać nad słowami dodanymi do jego zmartwień z ostatnich kilku tygodni. Po dniu, w którym przyłapał się na tym co czuje, nie zdał sobie sprawy, że właśnie sprowokował najgorszego chłopaka z jakim można mieć do czynienia: Zayna Malika.

A co gorsza, było coś w nie uprawianiu seksu. Louis myślał, że powinien wcześniej zastanowić się nad tym, co powiedział. Przez pierwsze kilka dni, Zayn nie przestał drażnić się z nim, nieznacznie dotykając go i szepcząc do niego, kiedy był całkowicie nieświadomy jego obecności. Bad boy z Bradford nie przestał pytać go o powód jego wściekłości każdej nocy i nawet, gdy groził mu robieniem wielu „rzeczy”, Louis dawał radę przetrwać bez ataków ze strony Zayna.

Jednak tydzień po tym, Zayn wykazywał oznaki poddawania się, jeśli tak to nazwać. Nie mógł robić tych rzeczy, które robił wcześniej z Louisem. Nadal rozmawiali, jednak tylko o niezbędnych rzeczach. Dzień w dzień czuł, jak Zayn stawał się dla niego oziębły. Zauważył, że podoba mu się to, co rzeczywiście się stało; powrót do normalnych dni. Jednak, gdy jest w pobliżu Zayna, nic nigdy nie może być normalne.

- Wyraźnie widać, że tęsknisz za kimś. - Harry wyrwał go z rozmyślań.

- C-co? Ja? Tęsknić za Zaynem? Chyba żartujesz sobie ze mnie. To się nie wydarzy. - Louis bronił się. - To jest znacznie lepsze. Żadnej osoby denerwującej mnie za każdym razem i robiącej zboczone rzeczy. - Wiedział, że to jest lepsze. Powinno być lepsze. Ale Louis wiedział także, że nie była to do końca prawda. Nienawidził Zayna, ale tęsknił za jego towarzystwem. Nie wiedział co tak właściwie czuje, jednak było to zbyt znajome. Jak gdyby wszystko już się wcześniej zdarzyło. Pojawiły się przed nim retrospekcje, jednak zanim Louis mógł je rzeczywiście zobaczyć, Harry kolejny raz przerwał jego myśli.

- Oh, gówno prawda Louis. Przysięgam, że jeszcze jedna noc unikania tego chłopaka i puszczą mu nerwy. - Harry postraszył go, figlarny cień uśmiechu zagościł na jego twarzy.

- Puszczą mu nerwy? Masz na myśli, że Zayn zamierza nagle uderzyć mnie? To niemożliwe.

- Nie. Oczywiście, że nie tego rodzaju puszczenie nerwów. Złamie się! W sensie, że przestanie pytać i będzie cierpliwy wobec ciebie nie odpowiadającego na jego pytania i nie kochającego się z nim, dlatego zamknie cię w pokoju i wtedy będzie cię pieprzyć non-st… - OW! - Harry chwycił się za kark, gdy poczuł nagłą falę bólu. - Za co do cholery to było?

- Za rozmawianie ze mną na tego rodzaju temat, Haz. - Louis zachichotał, ale Harry mógł niemal usłyszeć zakłopotanie w głosie przyjaciela. - Teraz zamknij się i skończ jeść.

- Pffff… To ty jesteś tym, który pytał, idioto. I jesteś zbyt cholernie oczywisty.

- Jeszcze jedno słowo, Haz i stracisz lunch. - Louis w końcu odwrócił wzrok, zatapiając się na powrót w swoich myślach.

***

" Tęsknić za nim? Jakby miało się to kiedykolwiek stać." Louis wystrzegał się słów Harry’ego, które dręczyły jego umysł przez resztę dnia, gdy wracał do domu. Był w stanie sukcesywnie unikać Zayna przez trzy tygodnie i kolejny dzień byłby bułką z masłem. Uśmiechnął się i powiedział sobie w duchu, co powinien zrobić: wymyślać sobie zajęcia, spędzić więcej czasu z rodzeństwem (wiec Zayn nie zrobi nic dziwnego z nim) i w końcu pójść spać później niż Zayn. W taki sposób był pewny, że jego współlokator nic mu nie zrobi.

W końcu dotarł do drzwi od swojego domu i zdał sobie sprawę, że ani jeden pojedynczy dźwięk nie dochodził z jego wnętrza.

-Wszyscy powinni być do tego czasu w domu. - Louis powiedział na głos, gdy szukał zapasowego klucza w swojej torbie. Było to trochę niemożliwe, nie usłyszeć hałaśliwych śmiechów jego rodzeństwa, tym samym jego mamy i taty oglądających ich ulubiony program w telewizji.

- No cóż, wszyscy wyszli.

Louis podskoczył nie z zaskoczenia, ale przez głos, który usłyszał za sobą. Kiedy obrócił się, zobaczył Zayna. Miał na sobie czapkę beanie*, szarą bluzę i szare spodnie dresowe z kompletu. Zerknął na ręce Zayna i zobaczył dwie siatki zakupów spożywczych.

- Przepraszam, zaskoczyłem cię? - Zayn powiedział do niego w naturalny sposób, a Louis pozostał w swojej pozycji, wciąż patrząc beznamiętnie na Zayna. - Cóż, myślę, że to czas, w którym wchodzimy do domu.

Drugi chłopak przeszedł obok Louisa, włożył własne klucze i po kilku obrotach, drzwi były otwarte. Zayn uśmiechnął się do niego, gdy oboje weszli do domu. Było to wystarczające, by Louis nagle zdenerwował się.

- Gdzie są wszyscy?

- Johannah powiedziała, że jej przyjaciółka jest w depresji i bardzo potrzebuje towarzystwa. Wszyscy byli podekscytowani, gdy dowiedzieli się o jej podwórkowym basenie. Poszli z nią. Powiedziała, że spędzą tam noc.

Louis nie był pewny, czy dobrze usłyszał słowa, które wyszły z ust Zayna. Jego cała rodzina spędzi tam noc. Noc bez nikogo z wyjątkiem ich dwóch. To jest niewłaściwe. To było coś, czego nie chciał, by się zdarzyło i nie było żadnego sposobu, by mógł to zmienić.

- Więc, jesteś głodny? - Głowa Zayna nagle pojawiła się przed nim z cholernego nikąd. I to spowodowało, że spadł z krzesła. - O cholera, Louis! Przepraszam…

Poczuł lekki ból w plecach. Jego nogi wciąż znajdowały się na siedzeniu krzesła, sprawiając, że wyglądał jak dziecko bardzo pragnące nie spaść ze swojego krzesła, ale ostatecznie, spadł. Znalazł się w okropnie żenującej i zarazem zabawnej pozycji. W takiej, której nie chciał, by bad boy z Bradford zobaczył go. Louis mógł faktycznie to poczuć: jego ciało znów traciło kontrolę, jego mózg nie słuchał tego, co on mówił, słowa nagle wychodziły z jego ust, a powietrze pełne napięcia oszołamiało go.

Potrzebował wydostać się stąd. I to szybko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz