Następnego dnia Zayn zgodził się podwieźć Harry’ego do kawiarni, gdyż po drodze musiał zajrzeć na miasto. Harry oczywiście po drodze nie szczędził sobie tłumaczenia Zaynowi jak bardzo on wręcz musi być z Niall’em ponieważ ‘są dla siebie stworzeni’. Takim oto sposobem Niall został sam i nudził się do samego wieczora, podczas gdy Zayn wreszcie przechodził do konkretnego działania. I nawet jeśli czuł się niepewnie w nowym już domu, w którym mieszkali od jakichś dwóch dni, czuł się też całkowicie bezpiecznie.
W czasie kiedy Niall wymyślał sobie coraz to nowe zajęcia, Zayn zajął się zamówieniem nowego stołu i krzeseł do kuchni. Poza tym wrócił na moment do ich starego mieszkania, aby pokazać go małżeństwu zainteresowanemu kupnem, oraz zajrzał do pub’u gdzie zwykle przesiadywali jego koledzy po fachu. Co prawda Louis’ego tam nie znalazł, znalazł jednak osobę, która miała z nim kontakt i umówił ich w trybie natychmiastowym. Dosłownie. Nastało popołudnie, więc Zayn udał się do kawiarni, w której pracował Harry. Naprawdę Zayn nie znał się na takich miejscach, a ponieważ przy okazji zabrałby po spotkaniu Harry’ego do domu, to właśnie tam umówił się z Louis’m. Harry przywitał go wielkim uśmiechem i chciał coś powiedzieć, jednak Zayn uciszył go szybko ruchem ręki.
-Louis zaraz tu będzie. –oznajmił cicho, a Harry przestał się uśmiech, bo, jakby nie patrzeć, Louis to płatny zabójca i wcale nie musi być tak miły jak Zayn.- Umówiliśmy się tu, ty masz nas obsługiwać, a jeśli spotkanie się przeciągnie, a ty skończysz pracę- przyjdź do mnie i czekaj milcząc. Nie chce słyszeć ani słowa, jasne?
W odpowiedzi dostał kiwnięcie głową, więc Zayn ruszył do stolika, aby w ciszy czekać na Louis’ego. Po chwili jego wzrok przykuł niski i dość szczupły, ale jednak dość dobrze zbudowany mężczyzna w granatowych rurkach i białej koszulce w paski, który tylko spojrzał na niego i już ruszył w jego kierunku. Zayn wiedział, czuł w cały ciele, że to właśnie Louis. Widział go raz w życiu i, kurwa, dziwił się, że zapomniał tak charyzmatycznego faceta. Sama twarz Louis’ego był nietypowa, jakby u kobiety albo dziecka. Nie mówiąc już o małych stópkach i rączkach, oraz tej niesfornej grzywce, którą poprawiał siadając naprzeciw Zayna. Louis nie wydawał się być przyjemnym. Jego oczy były lodowato niebieskie, a mina wręcz grobowa, co jakoś nie spodobało się Zaynowi. Nie bał się, oczywiście, że nie. Był jedynie zaniepokojony, ponieważ Louis naprawdę wydawał się być ciężkim przypadkiem.
-Więc mam rozumieć, że masz do mnie sprawę, Zie? –jego głos był delikatny, naprawdę cholernie delikatny i Zayn przez moment zastanawiał się jak ktoś taki jest w stanie zabić chociażby muchę.
-Tak. Dokładnie tak. –mówiąc to pokiwał głową jakby na wzmocnienie swoich słów, a jego prawa ręka już chciała sięgnąć po papierosa, w porę jednak przypomniał sobie, że znajduje się w kawiarni, gdzie palenie jest zabronione.- Podobno dostałeś pewne zlecenie. Niall Horan, mówi ci to coś?
-Niall Horan? –spytał unosząc jedną brew ku górze, a następnie spojrzał w stronę kasy, aby wzrokiem przywołać kelnera. Oczywiście czym prędzej Harry ruszył w ich stronę, i gdy już stanął obok, Zayn mógł dostrzec jak jego oczy latają po całym ciele Louis’ego.- Jedna zielona herbata dla mnie i…
-Espresso. –dodał Zayn widząc pytające spojrzenie swojego towarzysza.
-Oczywiście, zaraz będzie. –odparł cicho Harry, po czym odszedł, zostawiając Zayna samego z Louis’m, aby mogli dokończyć rozmowę. Jednak dwójka mężczyzn siedziała bez słowa oczekując na napoje i dopiero gdy wreszcie je dostali, wrócili do przerwanej rozmowy.
-Więc Niall Horan, powiadasz. Co z nim? –spytał bawiąc się swoimi paznokciami, aby następnie przenieść swój wzrok i wbić go w Zayna z ciekawskim błyskiem o oku.
-Jest sprawa… Żeby zmienić trochę twoje zlecenie. –Zayn naprawdę starał się być delikatny. W takich sprawach trzeba być delikatnym. Wreszcie jednak odsapnął ciężko i postanowił przejść do konkretów.- Chodzi o to, abyś nie wykonywał go wcale.
-Nie wykonywał. Doprawdy? Dlaczego miałbym tego nie robić? –Zayn naprawdę nie chciał słyszeć tego pytania, bo przecież dlaczego Louis miałby tego nie robić? Mulat sam nie znał odpowiedzi.- No i przede wszystkim co miałbym z tego? Nie wiem czy wiesz, ale nie dostanę grosza za nie wykonanie zadania.
-Ja ci zapłacę. –to nie podlegało dyskusji. Jeśli Louis będzie żądał za to pieniędzy, Zayn wiedział od początku, że da je mu bez gadania.
-Oh. –brwi Louis’ego na moment podskoczyły do góry, po czym opadły, a na jego twarz wpłynął delikatny uśmiech.- Widzisz, Zie, trzeba było tak od razu. Wciąż jednak nie wiem czemu miałbym tego nie robić.
W tym momencie jakby na złość obok Zayna usiadł niepewnie Harry, który dosłownie minutę temu skończył pracę i nie wiadomo jakim cudem dał radę przebrać się tak szybko. Zayn zmierzył go wzrokiem po czym sapnął z dezaprobatą.
-Po prostu tak. Jeśli ci zapłacę, to to nie powinno mieć znaczenia.
-I nie ma. Więc… Czeków nie przyjmuję. –oznajmił Louis, a Zayn zdał sobie sprawę z tego, że jego wzrok uciekł na moment w stronę Harry’ego, który głowę spuszczoną miał nisko nad stołem.- Płacisz w całości, czy na raty?
-Nie mam przy sobie całości. Dam ci to co mam, a resztę dostaniesz później. Powinna wyjść ponad połowa. –Zayn nawet nie mrugnął przesuwając w stronę Louis’ego kopertę wypchaną pieniędzmi.
Louis chwycił swoimi delikatnymi dłońmi kopertę i uchylił ją trochę przeliczając pobieżnie jej zawartość, po czym skinął głową i dopijając herbatę, wstał. Przez moment poprawiał swoje lekko wygniecione spodnie, po czym podniósł wzrok na Zayna oraz Harry’ego i zmusił się do delikatnego uśmiechu. Choć w gruncie rzeczy to było jedynie wykrzywienie ust, aby przypominały miły wyraz twarzy.
-Wpadnę do was jutro po resztę, wyrobisz się? -oczy Zayna poszerzyły się gdy zdał sobie sprawę z sensu słów Louis’ego. Jak to ‘wpadnie do nich’?- Spokojnie, nie kombinuje niczego. Masz czas do wieczora.
I nim Zayn zdążył coś powiedzieć, Louis odszedł. Zaledwie chwilę potem Zayn i Harry również opuścili kawiarnię po drodze płacąc za zamówienie. Zaynowi oczywiście nie podobało się, że Louis planuje ich odwiedzić. Po pierwsze, skąd wiedział gdzie mieszkają? Ok, to jest jasne- zapewne ich śledził i to nie spodobało się Zaynowi. Po drugie, Louis spotka się z Niallem i Harrym, bo przecież Malik nie wyrzuci ich z domu, gdy Louis przyjdzie. Co więcej samo patrzenie na Harry’ego wściekło Zayna. Louis’ego nie powinno obchodzić ani kim on był, ani jak wyglądał, ani nic, on po prostu nie powinien na niego nawet patrzeć, bo to nie jest jego sprawa i koniec. Oczywiście Zayn nie był zazdrosny. Był zaniepokojony i widział niebezpieczeństwo w formie Louis’ego i to chyba oczywiste, że chciał chronić Harry’ego. Chronił go od zawsze, poza tym Louis nie miał dobrej opinii również jako osoba sama w sobie.
Ale Harry naprawdę nie przejmował się ani zdaniem Zayna, ani faktem, że Louis jest płatnym zabójcą i prawdopodobnie nie wie co to serce i czułość. Zdecydowanie za to uznał Louis’ego za cholernie seksownego i nie mógł powstrzymać od siebie myśli o tym, jak bardzo piękny jest Louis. On po prostu był piękny i Harry całą drogę do domu myślał o jego lazurowych tęczówkach i delikatnych rysach twarzy, i tych wąskich ustach. To było po prostu silniejsze od niego, tym bardziej gdy Louis oddalał się od nich w ciemnych rurkach, w których jego tyłek naprawdę wyglądał idealnie i Harry chyba nie widział lepszego. To był po prostu tyłek stworzony dla rąk Harry’ego, do tego Harry non stop odtwarzał sobie w głowie głos Louis’ego, który swoją drogą był jak lek na wszystkie rany. Był miły i trochę wysoki jak na faceta, ale Harry mógłby słuchać go bez przerwy. Louis zdecydowanie został w jego myślach do samego wieczora, nie mówiąc już o dniu w pracy. Harry jedynie stał co chwilę spoglądając w stronę drzwi, bo, a nóż, może Louis znów odwiedzi tą kawiarnię. Nie to żeby Harry się zakochał czy coś. Wcale, Harry był po prostu urzeczony Louis’m i szczerze, jeśli ich znajomość potrwa jeszcze trochę, prawdopodobnie Harry niemal na pewno się zakocha. Styles widział o tym dlatego z jednej strony wolałby nie spotkać Louis’ego już nigdy w życiu i spokojnie poczekać na jakiegoś miłego kolesia, w którym się zakocha, i który będzie o niego dbał. Z drugiej jednak coś ciągnęło go do Lou i nie mógł na to nic poradzić, on wręcz błagał w duchu Boga o kolejne spotkanie i chociażby krótką rozmowę z Louis’m.
Wieczorem niemal pędem pognał do drzwi, gdy dzwonek zadzwonił cicho. Nawet przeklinanie Zayna nie powstrzymało go przed szybkim otworzeniem drzwi i możnością ponownego wpatrywania się w Louis’ego. Oczywiście pomińmy fakt, że gdy tylko ich wzroki się spotkały Harry zwyczajnie wymiękł i zawstydzony spuścił głowę, zupełnie jakby po raz pierwszy w życiu widział kogoś tak pociągającego.
-Hej. –mruknął cicho wpatrując się w czubki swoich stóp i usłyszał cichy chichot w odpowiedzi. Oczywiście, że to mu nie przeszkadzało, bo przecież ten chichot był naprawdę uroczym dźwiękiem.
-Witam. Wszystko w porządku? –Głos Louis’ego jest już poważny, ale Harry mimo to nie był w stanie odpowiedzieć na to pytanie, więc mruknął jedynie przytakując i ręką wskazał, aby Louis wszedł dalej. Oczywiście Lou nie czuł się ani trochę skrępowany więc ruszył do przodu, jednak w przejściu stanął Zayn z grobową miną i Harry już się bał, że Louis nie zabawi tu ani minuty dłużej, gdy jego głos znowu dobiegł do uszu Stylesa.- Mam nadzieję, że macie dobrą herbatę.
Zayn wręcz zawarczał w tym momencie, ale mimo to zaprosił Louis’ego do środka. Niall siedział na kanapie, a Zayn usiadł zaraz obok niego dając Lou do zrozumienia, aby zajął fotel. Harry w tym czasie udał się do kuchni, gdzie zrobił każdemu coś do picia i z zastawioną tacką wrócił do pokoju. Gdy już każdy miał parujący kubek przed sobą, Harry opadł na kanapę koło Zayna i Niall’a, a jego wzrok natychmiastowo zbadał wygląd Louis’ego. Brzoskwiniowa bluzka i wiśniowe rurki. Cóż, jeśli Louis chciał jeszcze bardziej zapaść w pamięci Harry’ego, był na bardzo dobrej drodze ku temu, ponieważ myśli Harry’ego na moment stanęły i był w stanie jedynie wpatrywać się w chłopaka z pustką w głowie.
-Więc, Zie, nie wiem czy wiesz, ale twoja zachcianka kosztowała mnie rysę na mojej nieskazitelnej reputacji. Nie podoba mi się to i doceń fakt, że poświęcam się dla jakiegoś dzieciaka. A teraz do rzeczy, masz resztę kasy?
-Twoja reputacja ma już pełno rys z twojej własnej woli. –rzucił Zayn, po czym uśmiechnął się i wstał, aby wyciągnąć z półki resztę kasy. Louis oczywiście zarejestrował fakt, że Harry wpatruje się w niego z niemal otwartą buzią, dlatego korzystając z momentu gdy nikt inny tego nie zauważy uśmiechnął się do niego figlarnie puszczając oczko, co spowodowało u Styles’a małą palpitację serca.
Gdy wreszcie pieniądze zostały przekazane, Louis zajął się dopijaniem herbaty, podczas gdy Niall udał się do swojej sypialni. I choć Zayn bardzo nie chciał, naprawdę bardzo nie chciał, po prostu musiał zostawić Harry’ego z Louis’m na moment samych, gdy jego telefon zaczął dzwonić z kuchni. W tym momencie Harry czuł tą ciężką atmosferę, więc przełknął głośno śliwę stwierdzając, że ‘raz się żyje’.
-Jestem Harry. –wypalił lekko zażenowany swoją własną głupotą, ponieważ, kurczę, siedział tu tyle czasu i dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że się nie przedstawił. Louis wyciągnął jednak dłoń w jego stronę lekko się uśmiechając.
-Louis Tomlinson. –odparł potrząsając dłonią Harry’ego, a jego oczy pewnie zatapiały się w zielonych tęczówkach Styles’a. Był tak pewny siebie, że Harry przez moment czuł jakby miał zachłysnąć się z podziwu, bo on nie potrafił spojrzeć mu w oczy bez rumieńca pokrywającego jego twarz.- Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze kiedyś, gdy nie będzie koło ciebie pana ochroniarza.
To jedno zdanie sprawiło, że Harry zachichotał po czym zdał sobie sprawę z sensu słów Louis’ego i natychmiast spuścił wzrok przytakując energicznie głową, bo on również naprawdę miał taką nadzieje. Miał ogromną nadzieje, że Louis wpadnie jeszcze do kawiarni i będzie mógł go obsługiwać, albo nawet wyskoczą gdzieś kiedyś razem. I nagle nie obchodziło go jak postrzega go Zayn, Louis naprawdę wydał mu się miłym i fajnym kolesiem, i hej, czemu on miałby się nim nie zająć? Dlaczego Harry z góry zakładał, że Louis jest tym złym i Harry nie powinien sobie robić nadziei? Tak naprawdę Louis może być świetnym gościem i Harry wręcz nie mógł teraz go sobie odpuścić. Gdy Zayn wszedł do pokoju, policzki Hazzy wręcz zapłonęły ze wstydu. To okropne, że Harry chyba zakochał się w kolesiu, przed którym specjalnie ostrzegał go Zayn. Czy Harry w ogóle myślał? Czy Harry w ogóle słuchał chociażby słowa Zayna? Powinien drżeć ze strachu, Louis był bezduszny i zabijał z zimną krwią, a jednak… Zayn też był płatnym zabójcą i był w porządku. Więc dlaczego Louis miałby nie być?
Gdy już Louis opuszczał ich dom, Harry naprawdę nie mógł nie posłać mu swojego najpiękniejszego uśmiechu. Wyszczerzył więc białe, równiusieńkie ząbki przy okazji pokazując naprawdę widoczne dołeczki w policzkach, a jego policzki wciąż były koloru malinowego, ale oczy błyszczały jak dwa wypolerowane szmaragdy gdy Louis odwzajemnił uśmiech. Ale tak naprawdę wiedział, że to będzie bez sensu.
Niall spał już głęboko, a Harry i Zayn usiedli w kuchni dopijając kawę. Patrząc na Zayna, Styles czuł potrzebę powiedzenia mu o tym co czuję. Zayn był jego przyjacielem i Harry potrzebował rady, nawet jeśli Zayn się wkurzy. I tak przecież kiedyś by się dowiedział.
-Zaynie. Co sądzisz o Lou? –to było badanie gruntu. Harry musiał wiedzieć po jak cienkim lodzie stąpa.
-Co sądzę? Nie wiem. Nie znam go wciąż.
-No tak… Bo wiesz… Ja chyba go lubię. –głos Harry’ego zadrżał lekko, a Zayn spojrzał na niego zdziwiony. Z początku nie wiedział o co chodzi, ale gdy tylko Harry zarumienił się, wszystko stało się jasne. Harry’emu podobał się najgorszy towar, na jaki mógł trafić.
-Naprawdę, Harry… Mówiąc ‘znajdź sobie miłego, fajnego gościa’ nie miałem na myśli największego skurwysyna w tym mieście.
-Wiem… Ale Louis wydaje się być fajny.
-Poważnie? Louis jest taki sam jak wszyscy twoi poprzedni. Będziesz tylko kolejnym trofeum na jego półce. Naprawdę, Louis nie ma dobrej opinii jeśli o to chodzi.
-Och… Na pewno przesadzasz…
-Na pewno nie. Każdy wie, że Louis posuwa co się rusza, a potem omija to szerokim łukiem. Daj sobie spokój i zapomnij. Rozumiesz? Masz zapomnieć, Louis nie istnieje.
Ale to nie jest wcale takie proste, choć Harry’ego dotknął fakt, że Louis może być taki sam jak każdy poprzedni partner Harry’ego. Mimo to, co mu szkodzi spróbować? Chociaż sprawdzić teren.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz