***
Godziny, minuty, sekundy, wlokły się w niezwykle wolnym tempie, a on nie mógł nic temu zaradzić. Wziął prysznic, ubrał się w dość elegancki strój i czekał wpatrując się w tarczę zegara stojącego na komodzie naprzeciw kanapy. Gdy w końcu wybiła siedemnasta, zerwał się ze swojego miejsca i ruszył na dół, po schodach swojej kamienicy. Przed wejściem czekało na niego już , dość dobrze zbudowanych panów w idealnie skrojonych, ciemnych garniturach. Niall’a aż przeszły dreszcze. Kojarzyli mu się z jakąś mafią.
-Pan Horan? - spytał starszy z mężczyzn, lepiej zbudowany, zapewne również bardziej doświadczony. Blondyn jedynie skinął głową, a obaj mężczyźni natychmiast stanęli za jego plecami i wręcz delikatnie popychali go w stronę czarnej limuzyny. Młodszy otworzył przed nim drzwi więc wślizgnął się do środka wygodnie się rozsiadając. Przez myśl przemknęło mu że może on również kiedyś dojdzie do posiadania luksusów, a przecież od czegoś trzeba zacząć. Uśmiechnął się delikatnie do siebie i wyjrzał przez okno obserwując mijane ulice, ludzi którzy kłębili się przy kawiarenkach i kinach. Po kilku minutach jazdy auto zatrzymało się, a oczom chłopaka ukazał się niezwykły budynek. Widział wiele różnych will i zapierających dech w piersiach budynków, ale ten pozostawiał w tyle nawet te niezwykłe zamki nad francuską Loarą. Piękno, a zarazem mroczność tego miejsca przyprawiała go o dreszcze. Wysiadł posłusznie z samochodu i wszedł do środka. Wnętrze utrzymane z epoki baroku, wszystkiego dużo, na bogato. Złoto i czerwień przeplatały się z czernią na każdym kroku. Znów został delikatnie popchnięty w stronę schodów i skierowany na wyższe piętro, gdzie po drodze mijał dość młodych chłopaków ubranych w nienaganne stroje, koszule dopięte na ostatni guzik, przełknął gulę która uwięzła w jego gardle. Ochroniarz dłonią wskazał mu drzwi obite czerwonym aksamitem i odszedł zostawiając Irlandczyka z własnymi myślami. Nie wiedział ile minęło czasu zanim zapukał, lecz gdy usłyszał ciche “wejść” nacisnął na klamkę wchodząc do środka. Wielki gabinet utrzymany w ciemnych barwach z jedna wielką szybą zamiast ściany robił wrażenie. Gdy zamknął drzwi, jego oczom ukazał się jeszcze dziwniejszy widok. Za biurkiem siedział mężczyzna o twarzy anioła. Jego rysy były delikatne, włosy utrzymane w nieładzie tylko oczy, które teraz wbijały się w postać Horan’a mogły budzić lekki niepokój.
-Niall! - jego uszom dobiegł wesoły ton głosu, który dobrze znał. Dopiero teraz spostrzegł, że na kolanach owego anioła siedział Harry.
-Witaj Harry. Witam pana. Miałem się tutaj stawić w sprawie pracy czy jest pan.. Morano? - spytał grzecznie. Mężczyzna poklepał delikatnie zielonookiego po udzie, a on natychmiast wstał chichocząc cicho. Zachowywał się jak nastolatek. Zakochany nastolatek.
-Harry zostaw nas samych. Muszę omówić kilka kwestii z panem Horan’em. - wstał ze swojego miejsca i klepnął swojego partnera w pośladek wywołując u niego jeszcze większą salwę chichotu. Harry niesiony wręcz jak na skrzydłach ruszył w stronę drzwi zatrzymując się na chwilkę przy Niall’u. -Nie martw się. Lou jest cudowny. Sam się przekonasz. - szepnął mu do ucha i już go nie było.
-Niech pan tak nie stoi panie Horan. Zechce pan usiąść? Ja nie gryzę, a rozmowa może nam mimo wszystko chwilkę zająć. - jego uśmiech nie sięgał oczu, ale był dość przyjazny. Niall usiadł na krześle i zacisnął dłonie na swoich spodniach. Louis zaczął szperać wśród swoich papierków wygrzebując wśród nich mały pliczek i podsunął je na krawędź biurka.
-To jest umowa. Mój podpis już tam widnieje musisz ją tyko przejrzeć i podpisać. Mam nadzieje, że na początku pensja pięć tysięcy funtów, plus napiwki i ekstra płacone soboty Ci odpowiadają. Każdy niedzielny wieczór masz wolny, wtedy raczej odbywają się tutaj mini orgie. Nie będę Cię owijał w bawełnę, w końcu to burdel. - Niall przejrzał kartki, ale niewiele z tego zrozumiał, o ile pierwsza część była czytelna, przedstawiała jego pracę za barem, o tyle reszta napisana jakimś prawniczym językiem, która nic, a nic mu nie mówiła. Zerknął na “Morano”, który wciąż uśmiechał się w ten swój specyficzny sposób i swoją drogą ciężko mu było wierzyć, że ten aniołek jest „burdel mamą” -Panie Horan musi się pan zdecydować dzisiaj, tak naprawdę na to miejsce jest ogromna liczba chętnych, rozumie mnie pan. Ja zrobiłem wyjątek ze względu na Harry’ego. Opisywał pana jako dobrego barmana i swojego kolegę, a ja lubię mieć perełki w swojej kolekcji. - oczy szatyna niebezpiecznie błysnęły, a uśmiech stal się bardziej zadziorny. Niall znów bił się z własnymi myślami. Wpatrywał się w umowę i sięgnął po leżący na brzegu długopis. Nie wiedział, że podpisuje cyrograf z samym diabłem. Złożył kilka podpisów w odpowiednich miejscach i po chwili był pracownikiem baru w burdelu. Lou klasnął w dłonie i wyciągnął jedną z nich w stronę blondyna.
-Witam na pokładzie Niall, ogromnie się cieszę, że będę Cię mieć w swojej załodze. Możesz mi mówić Louis bądź Lou, na szefie też nie będę krzyczał, ale Morano odpada. - zmiany nastroju jego nowego szefa mocno go przerażały. Facet był pokręcony, ale płacił świetne pieniądze i nic więcej teraz się dla niego nie liczyło.
-Ja też się cieszę, ta praca pojawiła się w odpowiednim momencie w moim życiu. - uśmiechnął się i uścisnął wyciągniętą dłoń mężczyzny.
-Tak, tak słyszałem, no cóż cieszę się, że mogę pomóc. Mnie kiedyś też ktoś pomógł teraz się odwdzięczam. - jego śmiech rozszedł się lotem błyskawicy po całym pomieszczeniu -Harry oprowadzi Cię po naszych skromnych progach, a ja zajmę się formalnościami dotyczącymi legalizacji twojej pracy. Badania wszystkie mam nadzieje masz zrobione. I test na obecność wszystkich wirusów również?
-Tak oczywiście, ale jeśli chcesz mogę je powtórzyć.
-Nie, nie trzeba, wystarczą te co masz. - wyjął telefon i napisał wiadomość, nie musieli długo czekać, a w drzwiach stanął Hazza i rzucił się od razu na Niall’a mocno go przytulając.
-Tak strasznie się cieszę, że się zgodziłeś. Zobaczysz będzie nam się świetnie razem pracowało, a mój Lou jest cudownym szefem. - Harry nie dostrzegł miny jaką zrobił szatyn na te słowa, ale nie umknęło to uwadze Niall’a. Wydawało mu się wręcz, że słuchał tego z lekkim obrzydzeniem, a na słowo ‘mój’ wręcz się wzdrygnął wywracając oczami młynki. Jednak znów jego nastrój zmienił się szybko, jak w kalejdoskopie. Po chwili, gdy Styles znalazł się u jego boku przyciągnął go do siebie i pocałował namiętnie.
-Zajmij się naszym nowym pracownikiem. Oprowadź po naszym lokalu, pokaż miejsce pracy. Wiem, że się odpowiednio nim zajmiesz. - powietrze stało się nagle mocno naelektryzowane, a po kilku słowach, które Lou wyszeptał do ucha stojącego przy nim chłopaka ten zaczerwienił się i znów zaśmiał. Niall żałował, że nie umiał czytać z ruchu warg. Mógł się jedynie domyślić, że było to coś mocno zboczonego, bo poliki Harry’ego nie przestawały płonąć.
-Dla ciebie wszystko. - puścił mu oko i biorąc pod rękę Niall’a opuścili gabinet słysząc za sobą tylko śmiech Lou, tak specyficzny, tak dziwny.
***
Kroczył za rozradowanym Harry’m i czuł wyraźną ulgę. Po paśmie niepowodzeń w końcu przytrafiło mu się coś dobrego. Praca tutaj nie mogła być przecież ciężka. Od dobrych dwóch lat rozlewał drinki za marne grosze w “Czerwonej Róży”.
-Tutaj jest piętro przyjemności. - do uszu Horan’a dobiegł radosny szczebiot małolata -Tutaj pracownicy zadowalają swoich klientów. Teraz nie ma ich za dużo, ale tak około dwudziestej trzeciej jest ich mnóstwo, nie raz jest naprawdę długa kolejka. I tymi co czekają w kolejce zajmujemy się my. - uśmiech chłopaka stał się jeszcze szerszy i pociągnął mocniej przerażonego Niall’a. Kiedy stanęli przy kolejnych schodach prowadzących na ostatnie piętro nawet się nie zatrzymał, jakby obawiał się tego co tam jest, to wzbudziło niepokój blondyna, który nie wyzbył się strachu przed tym miejscem.
-Harry? Czemu nie powiedziałeś mi co tam się mieści co to za pokój? - poczuł tylko gwałtowne szarpnięcie i znaleźli się w małym zaułku, który kończył się zsypem na śmieci. Zielone oczy, wcześniej tak radosne stały się teraz pełne ignorancji, obojętności. Nie wróżyło to nic dobrego.
-Tam zawsze mieszka perełka, osoba za którą płaci się najwięcej i nie koniecznie jest najlepsza. Chodzi oto, że jest niewinna, nie wyrachowana. Od jakiegoś czasu to miejsce jest puste. Nikogo odpowiedniego mój Skarb nie znalazł. Nie mów Lou, że Ci powiedziałem, on nie lubi o tym mówić. - Niall poczuł jak nogi się pod nim uginają. Nie mógł uwierzyć, że Harry mówi o tym jak by właśnie omawiał sposób zaparzania kawy.
-Dobrze, nie powiem, nie martw się. Zresztą chyba wolałbym z nim nie mieć za dużo spotkań w cztery oczy. Jest troszkę przerażający. - zerknął na towarzysza, z którego gardła wydobył się głośny śmiech. Był na tyle zaraźliwy, że na jego własnych ustach również pojawił się nikły uśmiech. Oczy lokowatego znów zaświeciły się tym blaskiem radości, przez co Niall sam zaczynał zapominać o troskach.
-Lou jest naprawdę cudowną osobą. Kogo nie spytasz o to, odpowie Ci to samo. - Harry złapał chłopaka za przedramię i pociągnął go w dół. Weszli do pomieszczenia, które od razu skojarzyło się Niall’owi z tymi typowymi burdelowymi. Wszystko święcące, przeważały kolory czerwony i różowy. Zniknęła gdzieś cała wytworność jaka zachwycała w holu budynku. Kilku młodych chłopaków kleiło się do starych, obleśnych gości. Wyglądało to okropnie, jak z jakiegoś kiepskiego filmu. Szybko wytłumaczył sobie jednak, że nikt na siłę ich tutaj nie przetrzymuje, że każdy z nich robi to bo tego chce. Odnalazł wzrokiem Harry’ego, który uśmiechał się w jego stronę stojąc za niesamowicie wyposażonym barem. Blondyn oglądał wszystkie butelki, wszystko najdroższe, najlepsze, mógł się faktycznie wykazać.
-Nowy? - usłyszał za sobą głęboki głos mężczyzny. Jego włosy na skórze natychmiast się zjeżyły, a na ciele pojawiła się gęsia skórka. Zaczął szukać wzrokiem Harry’ego, ale ten gdzieś zniknął, więc z duszą na ramieniu odwrócił się, ale nie dostrzegł żadnego obleśnego starucha, a dość młodego mężczyznę zaciągającego się dymem z papierosa.
-Nowy barman. - skinął głową i rozejrzał się -Coś podać?
-Oj młody, młody. - chłopak pokręcił głową wpatrując się z szyderczym uśmiechem w blondyna.
-O hej Nick, dzisiaj masz wolne, czy znów brak klientów bo jesteś za stary? - Harry roześmiał się, nie uginając się nawet pod morderczym wzrokiem Nick’a.
-Jestem dojrzały matole, a nie stary.
-Nie mów do mnie matole staruchu. - Harry jęknął z niezadowoleniem podając Niall’owi pokrowiec z ciuchami w jakich będzie musiał pojawiać się w pracy -Biała koszula i czarne rurki. Wiesz, też musimy się prezentować apetycznie.
-Ta twój kochaś samych apetycznych wybiera, ciekawe po co? A tak już wiem, aby mógł spać na kasie. - Nick prychnął i odszedł w kierunku stolika, gdzie siedział kolejny z nieciekawych typów. Odwrócił się kiedy poczuł dłoń na swoim ramieniu.
-To tylko Nick nie przejmuj się nim, jest dość dziwny. Dobra to na dzisiaj tyle. - brunet odprowadził Niall’a do drzwi i przytulił go do siebie delikatnie gładząc po plecach -Wszystko będzie dobrze, nie martw się już. - Niall uśmiechnął się do chłopaka i przytaknął głową odchodząc. Potrzebował pobyć na chwilkę sam ze swoimi myślami, dlatego odmówił ochroniarzom aby podwieźli go pod dom. Idąc ulicą, którą przemierzał zazwyczaj w drodze do i z „Czerwonej Róży” uśmiechnął się do siebie. Nudna monotonia nagle została przerwana, nie widział już tych samych ludzi, pana który kupował w pośpiechu gazetę, zniecierpliwionej dziewczyny, która czekała na chłopaka. W końcu mógł poświęcić trochę czasu na swoją pasję. Miał mieć krótsze godziny pracy, jeden dzień wolny i więcej kasy. To brzmiało jak sen. Okrzyk radości wyrwał się z jego piersi i nie obchodziło go, że mógł go ktoś słyszeć. Wszedł na klatkę swojej kamienicy i wbiegł po schodach na trzecie piętro, do swojego mieszkania. Nie pamiętał kiedy ostatnio spędził noc w swoim łóżku, raczej przebywał tutaj za dnia. Odłożył swój nowy uniform przyglądając się mu uważnie. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Zrzucił buty i porywając z blatu paczkę chipsów rzucił się na łóżko włączając telewizor. Miał nadzieje zacząć wszystko od nowa. Dla niego nowa praca oznaczała nowe życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz