piątek, 10 stycznia 2014

2

Rozdział 2

Zmrużył oczy przez ostre światło słońca oraz ich ból spowodowany brakiem spokojnego snu. Wszystko było winą jego niespodziewanego współlokatora, Zayna Malika.

Nie udało mu się przekonać mamy, żeby dać Zaynowi gościnny pokój. Stanęło na tym, że musiał dzielić swój duży pokój razem z nim. Louis był wciąż wdzięczny Johannah, że dała Mulatowi materac do spania, co oznaczało, że nie będzie musiał spędzić reszty nocy, wpadając na niego. Nie mógł sobie po prostu wyobrazić ponownego zbliżenia się do Zayna, po tym co się wcześniej wydarzyło.

Kiedy nadszedł czas zgaszenia światła, Zayn zaprotestował i poprosił, aby nie wyłączać go, gdyż bał się ciemności. Oczywiście Louis pomyślał, że to jakiś żart, ale po tym jak Zayn zagroził mu atakowaniem go w łóżku, kiedy będzie spał, zostawił przełącznik natychmiast.

Gdy zwinął się w swoim łóżku, zaczął wyobrażać sobie wszystkie te rzeczy, które mogłyby się stać, gdyby usnął. Gdyby spał i Zayn zaatakowałby go, byłby to jego koniec. Myślał, czy aby nie przesadza. Jednak nie mógł winić siebie, jeśli naprawdę dostałby paranoi przez jego obecność i to, co ten człowiek mógł zrobić. Ale przede wszystkim był nerwowy jak diabli, myśląc, że osoba, która sprawiła, że zamykał się w sobie, oddychała tym samym powietrzem i znajdowała się zaledwie kilka kroków od niego. Nie mógł kontrolować łomotania w jego piersi i ciężkiego oddechu, myśląc o Zaynie - chłopaku który był jego najlepszym przyjacielem, zanim zmienił się w kogoś kompletnie obcego, znajdującego się tutaj, w jego pokoju. Chciał zadać wiele pytań, ale w tym właśnie momencie, chciał na niego patrzeć jeszcze bardziej.

- Śpisz Lou? - Głoś Zayna był wystarczającym powodem, żeby podskoczył. Jednak postanowił udawać, że śpi. Nie miał pojęcia w jakim kierunku ich rozmowa może pójść oraz co może się po tym wydarzyć.

- Wiem, że nie śpisz. Jeśli się nie odezwiesz, przysięgam, że włożę ręce w twoje majtki.

- Ani mi się, kurwa, waż! - Louis usiadł na łóżku i zobaczył Zayna patrzącego się na niego i uśmiechającego się, z prawą ręką pod poduszką i dłońmi na swojej nagiej piersi. Zaczerwienił się na widok jego zachwycającego ciała.

- Podoba ci się to, co widzisz, Lou? - Przejechał ręką po piersi, zachęcając go, aby oddał się pokusie. Wraz z tym jego uśmiech stawał się większy.

- W twoich snach, Malik! - Przykrył się kołdrą, wiercąc się w łóżku. Słyszał chichot Zayna, a jego serce biło szybciej niż wcześniej. Biło szybciej i szybciej, gdy obrazy młodszego pojawiały się w jego umyśle, gdy zamykał oczy. Czuł coś czego nie powinien. Przez całą noc próbował zapomnieć co widział. Usnął jedynie około trzeciej trzydzieści, gdy jego mózg wydawał się zmęczony myśleniem.

Rano obudził się wcześniej niż zwykle, mimo że nie był w stanie wyspać się w nocy. Nie chciał skończyć na przechadzce z Zaynem. Udało mu się uciec, ale konsekwencją tego było pokazanie jemu swojej słabości..

- O mój Boże, Louis? Dobrze się czujesz? - Obrócił się, aby zobaczy wiceprzewodniczącą Rady Studentów, Eleanor. Jej zszokowana twarz zaniepokoiła go. -Wyglądasz na zmęczonego.

- Naprawdę wyglądam aż tak źle? - zapytał, odgarniając włosy, które okazały się być przyklapnięte, zamiast uniesione i roztrzepane. Wkurzył się przez fakt, że to Zayna wina. Nawet na jego wygląd miał wpływ.

- Szczerze mówiąc, nie wyglądasz w ogóle jak przewodniczący. - odpowiedziała Eleanor, lekko się śmiejąc.

- To pierwszy tydzień szkoły, a ty już jesteś tym zmęczony? Czy coś się stało?

- Nic, naprawdę. Po prostu miałem zły sen i zajęło mi dużo czasu zanim mogłem zasnąć. - skłamał. Nie mógł tak po prostu powiedzieć Eleanor, że powodem dlaczego nie mógł usnąć, była obecność pewnego chłopaka, co było totalnym absurdem.

- Okej. Poważnie, musisz trochę odpocząć, dobrze? Udam się teraz do mojej klasy. Zadzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebował. A, i mamy spotkania popołudniu dla ukierunkowania pierwszaków. Do zobaczenia! - Zaraz po tym Eleanor już nie było.

W milczeniu szedł korytarzem w kierunku swojej klasy, ale zanim otworzył drzwi zobaczył salę ich Studenckiej Rady. Bez dalszego myślenia, postanowił, że nie będzie uczestniczyć w pewnym przedmiocie i prześpi się tu godzinkę. Kolejna rzecz, która wydarzy się po raz pierwszy przez Zayna. Znowu.

Wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi, pośpiesznie upuszczając torbę i chowając twarz na swojej ławce.

- W końcu. Dobry poranny sen, bez żadnych zakłóceń. - Pozwolił sowim opadającym powiekom spaść powoli i w ciągu kilku sekund już spał.

***

Poczuł jak coś dotykało jego włosów. Lub prawdopodobnie ktoś. Otworzył oczy i jedynie mógł zobaczyć czyjąś sylwetkę. Oczywiście ta osoba blokowała dostęp do światła. Uśmiechnął się przez delikatność rąk, które przeczesywały jego włosy. Było to pełne troski i podobało mu się. Nie miał pojęcia kto był tą osobą, ale prawdopodobnie był to sen, więc postanowił zaczerpnąć z tego przyjemność.

- Podoba ci się? - słaby głos zapytał go. Był głęboki i w pewien sposób przypominał mu kogoś.

- Mhmmm…- odpowiedział sennie, nadal ciesząc się z delikatnych ruchów palców w jego włosach.

- Rzeczywiście podnieciłeś się przez to, prawda, Lou?

Louis otworzył szeroko oczy przez bardzo, bardzo znany mu głos, który przed chwilą słyszał. Zerwał się ze swojego miejsca. Zayn siedział na stole szczerząc się do niego.

- Co ty tu kurwa robisz? - Louis potrząsnął głową starając się usunąć uczucie rąk Zayna. Nie mógł uwierzyć, że lubił sposób, w jaki Mulat go dotykał i tak właściwie podobało mu się to.

- Dlaczego nie jesteś jeszcze w klasie? - Zayn pochylił się, a Lou spróbował cofnąć.

- Czy nie powinienem zadać ci tego samego pytania, Panie Przewodniczący? - podkreślił, a Lou poczuł się zażenowany, zdając sobie sprawę, że zrobił to samo.

- Wynoś się z mojego biura, Zayn. Nie byłem w stanie wczoraj zasnąć.

- Oh, więc myślałeś o mnie. - Zayn uśmiechnął się złośliwie.

- Nawet nie myśl o tym Malik.- Louis nagle wstał. Wiedział, że ta rozmowa idzie w złym kierunku i musi się jak najszybciej stąd wydostać.

- Wychodzę, a ty – pierdol się!

Louis poczuł ból w plecach przez nagłe szarpnięcie jego ciała, które zostało popchnięte na jego własną ławkę. Zayn znajdował się między jego nogami, trzymając jego obie ręce w jednej swojej, a drugą na ławce. Wzdrygnął się przez nagły kontakt ich skór oraz przez to, jak blisko znajdował się Mulat.

- Zły krok Lou. Próbowałeś uciec ode mnie rano, to się już nie stanie. - Zayn wyszeptał mu do ucha i zanim Louis zdążył zareagować, chłopak zagryzł płatki jego uszu. Całe jego ciało wygięło się pod wpływem gorąca, które wypełniło cały jego organizm.

- Mówiłem ci, nie możesz ode mnie uciec, Lou. Jesteś mój. - Louis wmawiał sobie, że nie pozwoli Zaynowi zrobić nic poza tym, co właśnie robił, znowu. Szamotał się, aby uciec, ale Zayn był tak cholernie silny, ze to nie zrobiło żadnego wrażenia na chłopaku z Bradford.

- Im więcej będziesz się szamotać, tym bardziej będę brutalny dla ciebie, Lou. - Zaczął całować go aż po dekolt i gryźć jego słodką i wrażliwą skórę.

- Mój, Louis. - Gryzł i ssał ją. - Oznaczę każdy centymetr twojego ciała, więc będziesz wiedział do kogo należysz.

Louis przygryzł wargi. Bardzo starał się nie wydać z siebie żadnego pojedynczego dźwięku przez dotyk i przyjemność, którą Zayn mu dostarczał. Nie zatraci się dla niego. Po prostu musi pokazać mu, że nie znajduje przyjemności w tym. Wtedy prawdopodobnie chłopak zostawi go w spokoju.

- Oh, więc chcesz milczącą grę? - cofnął się, patrząc uważnie w jego oczy. Ostre światło oświecające silną szczękę Zayna i to jak jego jasnobrązowe oczy błyszczały, sprawiło, że Louisa przeszedł dreszcz.

- Dobrze, zobaczmy kto tutaj wyda z siebie najgłośniejszy jęk.

-Ty…! - Zayn przerwał mu, całując wściekle jego usta. Pogłębiał pocałunek z każdą chwilą. Louis zamknął oczy w desperacji, by powstrzymać się od reakcji. Zayn zaczął przesuwać swoją dłoń w kierunku guzika jego niebieskich spodni, których teraz żałował, ponieważ zbyt łatwo można było je rozpiąć. Wydawało się, że Mulat był w stanie przeczytać jego myśli, ponieważ kiwnął z jakiegoś powodu.

Całował jego pierś i zostawiał znak za każdym razem, gdy jego jego usta dociskały się do skóry Lou. Mógł poczuć jak jego całe ciało wygina się pod wpływem gorącego uczucia. Poczuł, że za chwilę eksploduje, kiedy Zayn położył rękę na jego kroczu.

- Masz coś przeciwko delikatnym pieszczotom, Lou? - Dokuczał mu, podczas gdy nadal pocierał dłonią wypukłość w jego spodniach.

- Zobaczmy jak długo to wytrzymasz. - Rozpiął jego pasek i pociągnął w dół dżinsy, ukazując jego erekcję. Umysł Louisa był kompletnie pusty, gdy spojrzał na Zayna, który patrzył na niego pełnymi pożądania oczami, jak gdyby chciał go zjeść.

Zayn zaczął gładzić jego penisa, a Louis nie był w stanie powstrzymać się od potęgowanej przyjemności, która wypełniała całe jego ciało. Zayn przyśpieszył tempo i wzmocnił ruchy ręką. Lou mógł usłyszeć jak chłopak jęczy, jak również poczuć, że nie spuszczał z niego wzroku. Wygiął się w łuk, gdy poczuł rosnące napięcie w jego członku.

- Kurwa, Zayn… P-przestań! - Louis warknął, jednak Zayn wydawał się nie słyszeć tego, gdy przyśpieszał tępa, naciskając swoje ciało na Lou jeszcze bardziej oraz przygryzając jego szyję.

- Otwórz usta, Lou. - Louis nie był w stanie mieścić w sobie niczego więcej niż dotychczas. Wydał z siebie głośny jęk prosto w kurtkę Zayna.

Stało się. Wszystkie rzeczy, o których mówił, że do nich nie dopuści, wydarzyły się na raz.

- Następnym razem kiedy uciekniesz, pójdziemy dalej. - Puścił mu oczko, gdy w końcu puścił jego ręce, które zbielały od uścisku.

- Pierdol się, Zayn.

- Następnym razem, Lou. I upewnij się, że jesteś gotowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz