środa, 8 stycznia 2014

9

***

Patrzył na drzwi wręcz błagalnym wzrokiem. Czuł jak jego tętno coraz bardziej przyśpiesza, a serce wręcz wyrywa się z jego piersi. Wpatrywał się w drzwi i we wchodzącego do środka mulata chciał uciec jak najdalej schować się pod łóżko.


-Hej młody myślę, że miło razem… wow. - kiedy ciemne oczy spoczęły na blondynie ten skulił się jeszcze bardziej w sobie wycierając spływające łzy z policzków. Starał się podnieść ale nie miał na to siły.

-Błagam, ja zaraz doprowadzę się do porządku. Niech pan nie mówi nic szefowi. Ja naprawdę zaraz się pozbieram. - spojrzał w oczy mulata, który zbliżał się do niego i nie odrywał oczu od twarzy Nialla. Blondyn zasłonił twarz bojąc się uderzenia -Błagam - wyszeptał błagalnie znów zalewając się łzami. Naprawdę miał na dzisiaj dość. Wiedział, że będzie miał przerąbane u Tomlinsona po poprzednim mężczyźnie i ten pewnie też pójdzie na skargę. Poczuł dłoń na przedramieniu, która zmusiła go do odsłonięcia twarzy. Mulat wyraźnie przyglądał się jego twarzy.

-Nie wygląda to za dobrze. - ujął jego podbródek i uważnie obejrzał twarz chłopaka pod każdym kątem -Kto cię tak załatwił? No tak głupie pytanie pewnie któryś z szurniętych klientów. Możesz wstać? - mulat podniósł się patrząc teraz na blondyna z góry. Niall od razu zaczął się podnosić ale ogromny ból brzucha, pleców i dolnych partii ciała mu to uniemożliwiał. Zacisnął mocno powieki i starał się wyprostować przecież tego życzył sobie ten klient. Niall nie rozróżniał w tym miejscu pytań od rozkazów. Tu wykonywał polecenia. Gdy stał już prosto całkiem nago chciał zrobić krok ale zachwiał się i wpadł prosto na mężczyznę.

-Ja przepraszam naprawdę. - znów łzy. Nie chciał płakać, ale to wszystko było silniejsze od niego. -Zaraz będę gotowy przysięgam. - spojrzał na mulata, który nie odezwał się słowem jedynie pomógł mu usiąść na łóżku i sam usiadł obok niego.

-Jestem Zayn. I nawet nie próbuj się teraz ruszyć - Zayn wytarł łzy spływające po zaczerwienionych teraz policzkach Niall, który oczywiście miał zamiar wykonać jego polecenie przyzwyczaił się od rozkazów poleceń. Odprowadził mężczyznę wzrokiem do łazienki i sięgnął po prześcieradło walające się przy jego nogach i okrył się nim szczelnie. Nie miał pojęcia czego się powinien teraz spodziewać. Gdy mężczyzna wrócił z namoczonym ręcznikiem blondyn odsunął się bojąc się, sam nie wiedział czego. - Spokojnie nie uderzę cię, ani nic, a nic nie powiem twojemu szefowi. Nie jestem tyranem. - znów usiadł obok Nialla i przyłożył końcówkę namoczonego ręcznika do kącika jego ust wycierając resztki zaschniętej krwi. -A ty powiesz mi jak masz na imię? - na twarzy Zayna pojawił się ciepły uśmiech, który dodał blondynowi trochę otuchy.

-Niall. Mam na imię Niall - błękitne oczy spotkały się z ciepłymi brązowymi tęczówkami. Blondyn syknął z bólu kiedy mężczyzna dotarł do jego policzka.

-Ten koleś serio nieźle cię załatwił. Kurczę jak może komuś sprawiać przyjemność doprowadzenie innych do takiego stanu? Powinieneś wziąć prysznic albo chociaż się przemyć. - wpatrywał się w chłopaka i czekał na jakikolwiek ruch ze strony chłopaka, ale on tylko skulił się i przytaknął. Od mulata śmierdziało alkoholem, to nie kojarzyło mu się dobrze. Nie ufał mu. On nie ufał sam sobie. Zdjął z siebie powoli prześcieradło i zaczął się podnosić. Sprawiało mu to ogromy ból, ale zacisnął zęby i już miał stanąć na podłodze gdy poczuł dłoń na swoich plecach. Delikatny dotyk, do którego nie był przyzwyczajony. Odwrócił się i spojrzał na skupioną twarz Zayna -Wiesz co? Lepiej tu zostań. Zaraz przyjdę. - mulat znów wyszedł do łazienki tym razem przynosząc wodę w niewielkiej misce i zajął się jego plecami. Siedzieli w ciszy, a w głowie Nialla tworzyły się same czarne scenariusze.

-Dlaczego to robisz? - blondyn spojrzał na chłopaka i westchnął cicho. Bolały go plecy, nawet mały dotyk sprawiał, że się strasznie krzywił jednak nie reagował, nawet się nie ruszył. Wewnątrz niego wciąż toczyła się walka z tym aby zaufać Zaynowi.

-Bo nie wyglądasz na kogoś kto chciałby tu być i na kogoś z kim mógłbym spędzić czas tak jak zamierzałem. - mimo ciepłego głosu Horan spiął się wyraźnie, a jego oczy znów zaszły łzami. Nie chciał mieć dodatkowych kłopotów jemu ich już wystarczyło. Nazbierał ich wręcz za wszystkich pracowników w burdelu.

-Ja naprawdę zaraz się pozbieram. Ja naprawdę zaraz będę gotowy. Przepraszam. - Niall zaczął się zbierać, a drugi mężczyzna jedynie westchnął i mocno położył dłonie na jego udach, aby ten się nie ruszał po czym zaczął delikatnie całować jego szyję, a Niall przechodził tortury czuł się jak by zaraz jego ciało miało wybuchnąć, na samą myśl co się za chwilę miało stać. Po jego policzku znów zatoczyła się łza, ale tak samo nagle jak poczuł ciało mulata blisko siebie tak szybko ten kontakt został zerwany. Niall otworzył oczy i spojrzał na siedzącego, tuż obok niego, po turecku mężczyznę. Na jego twarzy błąkał się delikatny uśmiech. Wstał bez słowa i zaczął grzebać w szafie. Kiedy zobaczył rzucane w jego stronę ciuchy jego oczy zrobiły się ogromne, nie wiedział co się dzieje. Zaczął się jednak ubierać. Zajęło mu to troszkę czasu. Po chwili był już gotowy, a Zayn po prostu znów usiadł na brzegu łóżka i spojrzał w niebieskie oczy blondyna.

-Nie chce się z Tobą przespać. Musisz mi zaufać. Nie pójdę do Twojego szefa i nie naskarżę na ciebie. Widzę, że się go boisz i widzę w jakim jesteś stanie. Sprawianie bólu nie podnieca mnie. - westchnął cicho i przejechał delikatnie palcami po czerwonym policzku chłopaka.

-Ale… - głos Nialla załamał się -Ale ty zapłaciłeś, a ja nie mam jak ci ich zwrócić. - spuścił głowę i spojrzał na swoje palce bawiąc się nimi, wyłamując je co jakiś czas.

-Nie obchodzą mnie te pieniądze, serio. Niall zaufaj mi proszę. Mi pieniędzy nie brakuje i mam oczy. Nie chcesz tu być. Zawrzyjmy układ, ja opowiem ci teraz coś o sobie, a później porozmawiamy o Tobie okej? - czekał na jakąkolwiek reakcję i gdy dostrzegł lekkie skinięcie głową uśmiechnął się i przysiadł po turecku opierając się łokciem o swoje kolano -No dobra to jestem Zayn Mailk. Do biednych nie należę jak się możesz domyślić. Lubię czasem po imprezować, a na co dzień studiuje prawo. Nie do końca podoba się to mojemu ojcu, ale nie wszystkich można zadowolić. W takim przybytku jestem drugi raz, za pierwszym po prostu poznałem takiego jednego w barze i dałem mu się zaciągnąć, mam urodziny za niedługo, a to miał być prezent. - uśmiechnął się do blondyna i ręką zachęcił aby zaczął mówić. Horan wziął głębszy wdech i zacisnął palce na kołdrze. Zayn czekał cierpliwie.

-Ja - niepewny głos chłopaka załamał się, ale szybko się uspokoił biorąc wdech -Chciałem studiować na akademii muzycznej, ale trafiłem za bar. Później poznałam niewłaściwą osobę i trafiłem tu najpierw jako barman, a później… - Niall spuścił znów głowę. Kiedy mówił o tym kim teraz jest nie potrafił patrzeć nikomu w oczy -Zostałem dziwką. Nie z własnego wyboru. Tomlinson sfałszował moją umowę i zamiast barmana jestem dziwką. -Zayn zamilkł przyglądając się uważnie chłopakowi. Rozmawiali naprawdę długo. Ich tematy nie opierały się tylko na tym jak Niall wpakował się w to bagno, rozmawiali o wszystkim, o piłce nożnej, o ulubionym daniu, o głupotach z dzieciństwa, wspinaczce po drzewach, żabach w piórnikach koleżanek, o beztrosce bez tego całego świata. Nawet na chwilę kiedy znów zanosili się śmiechem po śmiesznej przygodzie mulata udało im się zapomnieć gdzie są. Zdawało im się, że znają się całe wieki, jakby przyjaźnili się od dzieciństwa, znaleźli wspólny język. Niall zaufał mu w pełni, taki chłopak nie mógł być pokroju tych wszystkich tyranów. Miał za ciepłe oczy. Położyli się obaj na łóżku i wpatrywali w sufit, aby uspokoić śmiech. Wszystko jednak wróciło, bo musiało. Zayna czas się kończył i musiał wyjść, podniósł się na przedramionach i spojrzał na twarz Nialla, która mimo kilku sińców wyglądała inaczej, nie był już przerażony, ale uśmiechnięty.

-A nie możesz zerwać jakoś tej umowy? Przecież umowy się zrywa? Kurczę Niall nie pasujesz tutaj. - śmiech, gorzki śmiech wypełnił pomieszczenie. Horan naprawdę nie mógł się powstrzymać.

-Myślisz, że to takie proste? On żąda ogromnej kwoty nie stać mnie na to. - pokręcił przecząco głową i zamknął swoje oczy, w których na samą myśl zbierały się łzy.

-Duża jest ta suma? - to zainteresowanie mulata zdziwiło Horana. Spojrzał na niego i dostrzegł zmartwienie, zainteresowanie, współczucie coś czego nie widział od tak dawna.

-Zayn nie rozmawiajmy o tym. Ja nie mam takich pieniędzy, moja rodzina też nie ma, przyjaciele tym bardziej. - machnął ręką i spojrzał w bok zza okno gdzie powoli świat budził się do życia. Powoli zaczął się podnosić, ale ból uniemożliwił mu sprawnego wykonania tej czynności. Poczuł mocny uścisk na swojej tali, który zelżał dopiero gdy się wyprostował. Napotkał oczy mulata i wiedział, że czekał on wciąż na jego odpowiedź -Pół miliona funtów, ale boję się, że ten dług może w jakiś dziwny sposób rosnąć. Tomlinson jest nieprzewidywalny.

-Kurwa. Trochę dużo. - Zayn naprawdę chciał pomóc jakoś swojemu nowemu znajomemu. Naprawdę polubił tego chłopaka i wiedział, że jego głowę będzie zaprzątała myśl jak on jest traktowany, jak się tutaj czuje i że tak naprawdę w ogóle tego nie chce. Mulat powoli zaczął wstawać z miejsca spoglądając na zegarek wiedział, że zaraz pewnie wpadnie ochroniarz, aby go stąd wyciągnąć bo czas zaraz się skończy -Musze już iść, ale wiem. Daj mi swój numer telefonu, napiszę do ciebie popołudniu. Muszę wiedzieć jak się czujesz. No i może gdzieś razem wyskoczymy, na jakieś piwko - uśmiechnął się szeroko i ponaglił Nialla zaczynającego recytować ciąg cyfr -To spodziewaj się wiadomości ode mnie niebawem. - podszedł do łóżka pomagając wstać chłopakowi i przytulił go po przyjacielsku -Nie martw się coś wymyślimy, aby cię stąd wydostać. - szepnął mu na ucho i po chwili drzwi zamykały się za nim. Niall jeszcze przez kilka minut dochodził do siebie. Musiał się jakoś ogarnąć nie mógł pokazać się z twarzą pokrytą sińcami. Był już wręcz mistrzem w kamuflowaniu tych niechcianych zdobień chociaż wciąż zabierało mu to trochę czasu. Pozbierał resztę swoich rzeczy i ruszył powoli w stronę wyjścia, gdzie pewnie czekał już na niego ochroniarz i limuzyna. Szedł powoli, każdy krok potęgował ból gdy usłyszał za sobą głos ochroniarza swojego szefa.

-Panie Horan. Niech pan zaczeka. Szef chce pana widzieć. - tętno Nialla przyśpieszyło, serce wyrywało się z piersi, a ręce zaczęły się pocić. Skinął jednak głową i posłusznie ruszył za Prestonem. Wiedział co się stało, czekała go kolejna ciężka przeprawa.

***

Louis od rana tonął w papierkach ale mimo wszystko lubił robić w nich porządki. Dzięki temu zawsze wiedział co gdzie leży. Na każdego klienta i każdego pracownika „Symfonii” miał osobne teczki, więc miał ich naprawdę dużo. W razie gdyby miał kogoś o coś posądzić bardzo szybko znalazłby odpowiedni dowód. Właśnie kończył porządkować teczkę pana Andersona, gdy drzwi jego gabinetu otworzyły się, a w nich stanął jego osobisty ochroniarz.

-Pan Morrison przyszedł do pana, czy wpuścić go? - Preston przez swoje ciemne okulary spoglądał na szefa, który tylko lekko uniósł swój kącik ust ku górze kiwając głową tym samym się zgadzając. Po chwili do jego biura wszedł nieco grubszy mężczyzna z wypisaną na twarzy złością.

-Cóż cię do mnie sprowadza Billy? - Tomlinson zaprosił dłonią mężczyznę na fotel naprzeciw siebie po czym oparł się o swoje biurko przedramionami i ciągnął dalej -Czyżby dzisiejsza noc tak ci się spodobała, że chciałeś wykupić więcej godzin? - złośliwy uśmieszek nie schodził z twarzy Louisa ani na sekundę.

-O czym ty mówisz?! - żachnął się mężczyzna patrząc na niego -Myślałem, że twoja „perełka” jest prawdziwą perłą, a nie zwykłym ćpunem spod śmietnika! - Billy spojrzał zirytowany na szatyna, który zmarszczył brwi.

-Niby skąd wiesz, że ten młodzieniec jest ćpunem? Co? Powiedział ci? - niebieskooki wpatrywał się z pogardą w mężczyznę, który zdenerwowany wstał z fotela i nachylił się nad Louisem.

-On nazwał mnie clownem. Do tego powiedział mi jeszcze kilka innych nieprzyjemnych rzeczy. - mężczyzna wycedził swoje słowa przez zęby wpatrując się prosto w oczy swemu rozmówcy.

-To wcale nie oznacza, że Horan jest od razu ćpunem. Nie masz prawa tak mówić i niszczyć mojemu dobytkowi reputacji! - Tomlinson podniósł się z krzesła i poprawił kołnierzyk koszuli patrząc na Morrisona z grymasem na twarzy.

-Tak? A jak wytłumaczysz mi, swojemu klientowi, że szmata za którą zapłaciłem krocie w swoim pokoju na podłodze ma puste strzykawki ewidentnie po narkotykach? - Billy uśmiechnął się do niego zawadiacko i uniósł brew ku górze wpatrując się w szatyna. -Żądam oddania moich pieniędzy! Ten śmieć nie jest wart nawet połowy z tego co dałem. Ba! Nawet ćwierci! - mężczyzna wyciągnął dłoń w kierunku szefa burdelu. Krew w żyłach Louisa po prostu się zagotowała. Jeszcze nikt, nigdy, nie prosił go o zwrot pieniędzy. Niech on tylko dorwie tego skurwiela Horana.

-Preston! - szatyn zawołał swojego ochroniarza, po chwili ten stanął w drzwiach będąc w gotowości -Wezwij pana Horana do mnie. Natychmiast!

-Tak jest. - mężczyzna ubrany w czarny garnitur od razu odwrócił się na pięcie i skierował się korytarzem w stronę pokoju blondyna. W tym czasie Tomlinson podszedł do wielkiej szklanej ściany i spoglądał przez nią. Cieszył się, że mógł obserwować wszystkich, a oni nie mogli obserwować jego. Jego wzrok przykuła pewna pani, która nerwowo rozglądała się na wszystkie strony. Pewnie czekała na swojego chłopaka, a ten ją po prostu olał. Oh jakie to przykre. Z rozmyśleń wyrwał go nagle trzask otwieranych drzwi. Odwrócił się przodem do osoby, która właśnie przekroczyła próg jego gabinetu po czym oparł się półdupkiem o biurko i wpatrywał się w marnie wyglądającą postać przed nim. Chłopak widząc kto stoi w gabinecie Louisa od razu chciał się odwrócić i wybiec jednak Preston go przed tym powstrzymał.

-A więc panie Horan. - Tomlinson zwilżył językiem wargi i założył ręce na torsie wpatrując się w chłopaka -Doszły mnie wieści, że robi pan coś czego pan nie powinien robić. - szatyn widział jak chłopak przełknął nerwowo ślinę i jak w jego oczach pojawił się strach. -A więc czy to prawda, że bierze pan narkotyki? - niebieskooki patrzył na blondyna, który spuścił wzrok wbijając go w podłogę. To było tylko potwierdzeniem, że pan Morisson miał rację, swoją drogą, stał teraz w tym pokoju taki z siebie dumny, że nawet Tomlinson nie byłby bardziej dumny gdyby wygrał jakiegoś oscara czy nobla.

-Podwijaj rękawy. - szatyn oderwał tyłek od biurka i podszedł do blondyna, który jak zwykle posłusznie zrobił od razu to o co Louis go poprosił. Oczom Tomlinsona ukazał się okropny widok. Na jego rękach co prawda nie było już sznyt po samookaleczeniu, z czego Louis był okropnie szczęśliwy, jednak teraz jego ręce wyglądały jeszcze gorzej. Wszędzie było pełno żółtawo-niebieskich sińców i kilka zadrapań zdobiło jego skórę. Ewidentnie było widać, że sam sobie tego nie zrobił.

-Co to jest? - niebieskooki spoglądał w oczy blondyna, a ten tylko wziął głęboki wdech. -Pamiętasz co ci mówiłem? Jak się ciebie pytam to masz mi odpowiadać! - chłopak ryknął na niego krzywiąc się delikatnie.

-To są siniaki. - blondyn burknął pod nosem nie patrząc ani na swojego szefa ani na tego obleśnego typa. W tym momencie Tomlinson uniósł dłoń i skierował ją w stronę policzka Nialla jednak w ostatnim momencie się powstrzymał biorąc głęboki wdech.

-Kto ci je zrobił? - Louis patrzył przez cały czas na blondyna, który tylko uniósł wzrok i z grymasem na twarzy spojrzał na Billy’ego, który nagle spoważniał. Szatyn aż zawrzał ze złości, ten obleśny typ dotknął jego perełkę w zły sposób.

-Ostrzegałem pana, panie Morrison, że pan Horan nie ma mieć nawet jednej skazy po tej nocy. A tymczasem co mnie zastaje na jego ciele?! - szatyn podszedł do grubszego mężczyzny i złapał go za koszulę dociskając mocno do ściany.

-Zasłużył sobie gnojek. Jestem klientem i nie będę obrażany. Płacę więc wymagam! - Billy próbował się wyrwać jednak nie potrafił, gdyż uścisk, którym obdarzył go Tomlinson był niesamowicie mocny. Nikt by nawet nie przypuszczał, że taki chłopak jak on będzie miał w sobie tyle siły.

-A to jest mój pracownik, któremu włosek miał z głowy nie spaść. - Louis wrzał już wręcz ze złości. Nikt nie będzie z nim pogrywał. To nie on był pionkiem w tej grze. Billy chciał zagrać na innych zasadach? W takim razie Louis zmieni trochę swoją strategię. Zacisnął dłoń w pięść i wziął zamach po czym wymierzył mężczyźnie cios prosto w twarz. Drugą ręką przytrzymywał jego koszulę by się nie wyrwał. Powtórzył tę czynność kilka razy dopóki nie zauważył na swojej dłoni krwi. Szatyn skrzywił się patrząc na poturbowaną twarz faceta i puścił go.

-I co Tomlinson? - Morrison przetarł rękawem krew cieknącą z nosa i spojrzał na niego z cwaniackim uśmiechem -Tylko na tyle Cię stać? - mężczyzna przeniósł wzrok na przerażonego Nialla, który wpatrywał się niedowierzająco w swojego szefa. -Swoje dziwki też tak wychowujesz?

-Gówno cię to obchodzi i lepiej wyjdź póki jeszcze cię nie zabiłem. - Louis spojrzał na swoją dłoń po czym przeniósł wzrok na blondyna, który uśmiechał się pod nosem. Był szczęśliwy, że jego oprawca jest teraz ofiarą.

-Wiesz co ci powiem Louis. - Billy podszedł do niego i spojrzał w jego oczy uśmiechając się bezczelnie -Sam powinieneś tu pracować. Jesteś nikim więcej niż tylko męską kurwą. - w tym momencie szatyn nie wytrzymał. Wziął po raz kolejny zamach i z całej siły wymierzył Morrisonowi cios w twarz, a ten po raz kolejny zalał się krwią. Tomlinson złapał mężczyznę za ramiona i uniósł mocno kolano celując w jego brzuch. Uderzył go w ten sposób kilka razy po czym rzucił nim o szafkę. Wpadł w jakiś szał, furię, nie wiedział co robi. Bił i okładał go na oślep. Nikt nigdy nie nazwał go męską kurwą, ten frajer musiał wiedzieć, że z Louisem się nie zadziera. Gdy Billy zwijał się na podłodze z bólu wtedy szatyn mimowolnie spojrzał na blondyna, który wręcz wbił się w kąt pomieszczenia. Niall się go bał, wiedział, że teraz jest nieobliczalny. Niebieskooki chłopak spojrzał z wyższością na pobitego, który ledwo się ruszał wyjąc z bólu. Tomlinson pochylił się nad nim z szatańskim uśmiechem.

-Nigdy ze mną nie zadzieraj. Wyglądam niepozornie, ale nie powstrzymam się następnym razem aby cię zabić. - wyprostował się i kopnął go z całej siły w brzuch po raz ostatni. Uśmiechnął się triumfalnie po czym wziął głębszy wdech.

-Preston! - szatyn zawołał swojego ochroniarza, który już po chwili stał we framudze drzwi i spoglądał spod swoich przeciwsłonecznych okularów na szefa. -Zawołaj resztę by doprowadzili mój gabinet do stanu używalności. Pamiętaj, że ci ufam. - Louis podszedł do niego bliżej -Jeżeli coś zginie z mojego gabinetu lub zostanie naruszona prywatność mojego biurka ty za to odpowiesz. - niebieskooki posłał mu łobuzerski uśmiech po czym przeniósł wzrok na Horana, który chyba nie oddychał z wrażenia. -Idziemy panie Horan, musimy porozmawiać. - zlustrował wzrokiem leżącego Morrisona i cały gabinet, który był w jego krwi. -Ale w jakichś przyjemniejszych warunkach. - blondyn ruszył w stronę Tomlinsona, który stał już na korytarzu i wpatrywał się w niego. Szli korytarzem prowadzącym do baru w ogóle się do siebie nie odzywając. Po krótkiej chwili byli już na miejscu, w którym było pusto. O tej porze cały jego dobytek był zamknięty, więc nikt oprócz jego ochroniarzy nie zobaczyłby ich razem. Louis usiadł na stołku przy barze po czym ręką nakłonił blondyna by zrobił to samo.

-Powiedz mi Niall, dlaczego bierzesz? - szatyn nie patrzył na zszokowanego chłopaka. Blondyn był zdziwiony faktem, że powiedział do niego po imieniu, a do tego zapytał się go tak jakby to była zwykła rozmowa. Tomlinson wyciągnął rękę w stronę whisky i dwóch szklanek. Postawił je przed sobą i nalał do nich trunek. Przesunął jedną szklankę w stronę błękitnookiego chłopca i wpatrywał się w niego oczekując odpowiedzi.

-A jak pan myśli? - Horan był zdenerwowany ale nie chciał tego okazywać. Ten gość zrobił z niego męską dziwkę, a teraz jeszcze ma czelność pytać się dlaczego bierze? Chyba go do końca pojebało.

-No właśnie nie wiem jaki masz powód do tego by brać. Przecież niczego ci tu nie brakuje, masz pełno kasy. Na pewno mógłbyś ją wydać w jakiś normalniejszy sposób. - szatyn popijał co chwila swój trunek i z uśmiechem wpatrywał się w błękitnookiego. Niall słysząc jego słowa zrobił wielkie oczy ze zdziwienia. Czy ten kutas właśnie mu powiedział, że niczego mu tu nie brakuje, a z pieniędzy mógłby zrobić lepszy użytek? No pojebało go do końca.

-Przepraszam bardzo, ale myślę, że to niej jest pana sprawa. - Horan burknął pod nosem po czym poczuł zaciskające się mocno dłonie na jego nadgarstkach. Niebieskie oczy Tomlinsona wpatrywały się prosto w jego oczy i pewnie gdyby teraz ktoś wszedł pomyślałby, że są na jakiejś randce. Na samą myśl o tym blondyn się wzdrygnął.

-Jesteś moim pracownikiem, więc myślę, że to chyba jednak jest moja sprawa. - Louis warknął do niego po czym puścił jego nadgarstki i zacisnął dłonie na szklance, którą po chwili przystawił do swoich ust i przechylając opróżnił -Więc?

-Naprawdę nie jest to pana sprawa. - blondyn wbił wzrok w podłogę jednak nagle poczuł jak ktoś szarpie go za bluzkę.

-Pamięta pan co panu mówiłem? Jak zadaje pytanie, to pan mi grzecznie odpowiada. - Tomlinson wpatrywał się w przestraszonego chłopaka, którego po chwili puścił. Wziął głęboki wdech po czym oparł się łokciem o ladę baru, a głowę oparł na dłoni. -Co ja mam z panem zrobić panie Horan? Jeśli pan nie skończy ze swoim nałogiem będziemy musieli porozmawiać nieco inaczej. Jak widzi pan moja rozmowa z panem Morrisonem przyniosła skutki. Niech mnie pan nie zmusza żebym jeszcze z panem musiał tak porozmawiać. - szatyn spojrzał na niego wymownym wzrokiem po czym wstał ze stołka i ruszył w stronę wyjścia. -Aha i buźka na kłódkę. Nic nie widziałeś i nic nie słyszałeś na temat tego co się dzisiaj wydarzyło w moim gabinecie. - Lou posłał mu delikatny jednak zawadiacki uśmiech. Po chwili do pomieszczenia wszedł Preston.

-Pan Styles czeka na pana. - szatyn uśmiechnął się szeroko klaszcząc w dłonie.

-Ten gówniarz zawsze jest punktualny. Chyba za to tak lubię dawać mu nagrody. - wyszczerzył swoje zęby w szerokim uśmiechu zapewne myśląc o tym co zrobi ze Stylesem. Lou odwrócił się jeszcze i skierował swoje słowa w stronę Nialla.

-Panie Horan niech pan teraz pójdzie odpocząć. Widzimy się w pracy za dwa dni, to wolne na koszt pana Morrisona. Miłego odpoczynku. - gdy Tomlinson wraz ze swoim ochroniarzem opuścili bar blondyn od razu ewakuował się ze swojego miejsca pracy. Miał go serdecznie dość. Pojebany kutas. A Styles ta tępa cipa myśli, że on go kocha. Co za naiwniak. Horan nawet nie wiedział kiedy wysiadał już z limuzyny pod swoim domem. Pierwszy raz tak szybko minęła mu droga do domu. Wjechał windą na swoje piętro po czym skierował się w stronę swojego mieszkania. Po chwili otworzył drzwi i wszedł do środka zamykając je na zamek. Włączył pilotem telewizor ustawiając na jakiś kanał muzyczny po czym poszedł do kuchni w celu zrobienia sobie śniadania. Podśpiewywał sobie pod nosem jakieś piosenki, które leciały z głośników. Nagle poczuł jak wibruje mu telefon. Wyciągnął go z kieszeni i przejechał palcem po ekranie odblokowując go. Zobaczył nadawcę i oniemiał z wrażenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz