Harry nie czuł się wcale dobrze, nawet gdy minęły dwa tygodnie. Wręcz przeciwnie, z dnia na dzień tracił ochotę na wszystko. A tego poranka było źle do tego stopnia, że Styles zadzwonił nawet do szefowej prosząc o chorobowe, albo coś w tym stylu. I o dziwo zgodziła się nie grożąc mu zwolnieniem. Mówią, że czas leczy rany, ale nijak ma się to do rzeczywistości. Czas jedynie przyzwyczaja do bólu, ale Harry nie miał w zwyczaju szybko się przyzwyczajać do złych rzeczy.
Zayn starał się rozumieć jak tylko mógł fakt, że Harry przesiadywał godziny w swoim pokoju. Zamknięty sam na sam ze słuchawkami i muzyką płynącą z nich naprawdę głośno. I Malik naprawdę, naprawdę miał ochotę pójść do Lou i nawrzucać mu jak nikomu nigdy. Miał ochotę rozszarpać go, rzucić lwom na pożarcie, uciąć jaja i wsadzić do pyska żeby się zadławił. Był gotów zrobić mu wszystko najgorsze co człowiek może zrobić drugiemu człowiekowi. I nie powstrzymałoby go nic, oprócz obietnicy, którą złożył Harry’emu.
-Proszę, Zayn, nie poniżaj mnie jeszcze bardziej. Louis nie musi myśleć, że z wszystkim do ciebie latam jakbyś był moją niańką albo coś… To sprawa między nami, pozwoliłem mu się wykorzystać, nie zrobił nic wbrew mojej woli. –oznajmił mu dzień po tym jak wrócił zapłakany. Wtedy to Zayn wyzywał na Lou i groził co mu zrobi, gdy go spotka. Jednak później Zayn stwierdził po prostu, że należy uszanować prośbę Harry’ego. Hazza był faktycznie dorosły i chciał tego, to niczyja wina. Pozwolił mu się tak potraktować.
Więc teraz Zayn był pochłonięty martwieniem się o Styles’a i zupełnie zapomniał, że wciąż mija się z Irlandczykiem szerokim łukiem. Zdał sobie z tego sprawę dopiero sobotniego wieczora, kiedy wrócił dość późno, a Niall spokojnie siedział na kanapie popijając piwo z butelki. Miał na sobie niebieską, pomiętą bluzkę i beżowe spodenki do kolan. I Zayn jeszcze nigdy nie czuł do tego stopnia, że brakowało mu takich widoków. Ponieważ na ogół siedział w domu większość czasu, a Niall nie chcąc z nim obcować wychodził bądź chował się w swojej sypialni. Odetchnął marszcząc brwi i nie chcąc peszyć blondyna ruszył do kuchni.
Wyciągając z reklamówki piwa i dwie paczki papierosów zastanawiał się czy Niall nie pójdzie sobie jeśli Zayn dołączy do niego w salonie. Prawdopodobnie tak by było, a on naprawdę nie chciał tego. Nie musieli nawet rozmawiać. Przecież Zayn może po prostu posiedzieć obok blondyna oglądając to co on i nie robiąc nic specjalnego. Ale Niall nie życzył sobie nawet przebywać z nim w jednym pomieszczeniu jeśli naturalnie nie było takiej konieczności. W pewnym sensie Mulat tęsknił nawet za głupimi żartami Niall’a gdy widział go z grobową miną przechodzącego obok niego.
Zaklął cicho pod nosem ruszając do salonu i niepewnie siadając obok Horana, który nie obdarzył go nawet krótkim spojrzeniem. I, okey, Zayn nie miał czegoś takiego jak wyrzuty sumienia, komu do głowy mogły w ogóle przyjść tak głupie myśli… Po prostu czuł się jak dupek, którym w gruncie rzeczy był.
-Możemy teraz o tym porozmawiać? –spytał cicho kątem oka obserwując Niall’a, który zmarszczył brwi na sam dźwięk głosu Zayna.
-Nie mam zamiaru z tobą już o niczym rozmawiać. –odparł pewnie po czym sapnął niezadowolony.- Poza tym nie mam już czasu, muszę się przygotować, zaraz wychodzę.
-Wychodzisz? Dokąd? –tak, Zayn czuł się dziwnie zmartwiony. Naturalnie nie zazdrosny, po prostu zmartwiony. Niall nie może imprezować, coś może mu się stać, ktoś może go wykorzystać. Zayn nie potrzebuje dwóch zranionych w jednym domu szczególnie, gdy jeden z nich nie ma zamiaru chociażby na niego spojrzeć.
-Umówiłem się z Joshem.
-Z Joshem? Mówiłem ci coś o Joshu! –głos Malika rozbrzmiał w pomieszczeniu i chłopak mimowolnie wstał z nerwów.
-Nie obchodzi mnie co masz do powiedzenia na jego temat. Nawet jeśli jest dupkiem, to jesteś ostatnią osobą, która powinna mnie przed kimś chronić. –burknął, a jego usta zacisnęły się w wąską linię.
-Dlaczego nie możesz mnie po prostu posłuchać? Niall, do cholery, tu nie chodzi o nas! Zapomnij na moment, że się całowaliśmy i, że wciąż nie jesteśmy razem. Ponieważ to ma gówno do tego, że Josh cię wykorzysta i zostawi, tak jak to zrobił z Harrym!
-Z Harrym? –spytał blondyn odwracając się do Zayna z wyrazem twarzy jakby miał setki pytań do zadania Mulatowi. I po raz pierwszy od dawna stali po prostu naprzeciw drugiego wpatrując się w siebie i czekoladowe tęczówki spotkały się wreszcie z Pacyfikiem.
Zayn opadł jednak na kanapę marszcząc brwi i mrucząc cicho- O niczym nie wiesz, prawda?
-Gdybym wiedział, nie pytałbym cię o to. –odparł lekko poirytowany również siadając.
-Harry był zakochany w Joshu. –wyjaśnił cicho na w razie gdyby Harry wyszedł z pokoju.- I na pewno dobrze wiesz, że nie miał szczęścia w miłości. Kiedy wyjechałem Josh po prostu tu przyszedł i przespał się z Harrym, kiedy on miał lekką deprechę i nie czuł się dobrze… Mam na myśli, Josh dobrze wiedział w jakim stanie jest Harry i po prostu to wykorzystał, żeby go przelecieć. Wiedział, że mnie nie ma, że Harry mu się podda, bo go lubi i jest tak głupi, że zawsze ma nadzieje na coś więcej.
-Josh to dupek. –rzucił cicho Irlandczyk marszcząc brwi i wpatrując się gdzieś w dal.- Co nie zmienia faktu, że ty też nim jesteś i i tak nie zamierzam z tobą rozmawiać.
-W porządku. Ale nie idź z nim nigdzie… Nie potrzebuje dwóch złamanych serc pod jednym dachem. –odparł cicho odsapując, na co Niall wstał z kanapy i ruszył ku swojej sypialni.
-Za późno.- mruknął jedynie na pożegnanie i zniknął sprawiając, że Zayn znowu czuł się jak skurwiel.
I spędził resztę sobotniego wieczoru na kanapie w salonie wpatrując się w najgłupsze programy na MTV jaki są tylko możliwe. Butelki po piwie przybywały powoli na stolik, aby następnie schować się w koszu na śmieci.
Następnego ranka Zayn nie czuł się zupełnie dobrze, mimo to jednak wstał o poranku zaparzając sobie mocną kawę i siadając z nią przy stole wpatrując się w gazetę otwartą na losowo wybranej stronie. Trzeba też przyznać, że zdziwił go lekko widok Niall’a, który z własnej woli przygotowywał sobie śniadanie, a następnie spożywał je w pobliżu Mulata.
Spoglądając co jakiś czas na blondyna Zayn po prostu musiał opracować plan na jakieś zaprzestanie z nim tej wojny. To nie było przyjemne ani pożytecznie. I bądźmy szczerzy, Zaynowi brakowało po prostu tego Irlandczyka, którego wszędzie było pełno.
-Teraz możemy o tym porozmawiać? –spytał spokojnie popijając ostatki kawy. Ramiona Niall’a podskoczyły i opadły, podczas gdy jego oczy nawet nie zaszczyciły Zayna możliwością podziwiania ich koloru. Malik odsapnął więc cicho bezradnie zaginając róg gazety aby zająć czymś ręce.- Dlaczego nie pozwolisz mi chociaż tego wyjaśnić? Po prostu mnie wysłuchaj.
-Nie mam niczego w uszach i wciąż tu siedzę, więc mów dopóki nie mam innej opcji jak tylko słuchanie cię.
-Tu nie chodzi o ciebie. –mruknął pewnie Zayn, spoglądając na niego i wyczekując jakiegokolwiek znaku.- Tu nie chodzi nawet o mnie. Ani o ten pocałunek, ani o to co którykolwiek z nas czuje. To naprawdę nie ma znaczenia, ale nie dlatego, że ja tak mówię, po prostu tak będzie lepiej.
-Nie lepiej, tylko łatwiej dla ciebie. –poprawił go szybko blondyn lekko poirytowanym tonem.
-Lepiej dla nas obojga… Dla ciebie. Niall, ja po prostu nie chce cię narażać. Związek z kimś takim jak ja nie jest bezpieczny. I nie złość się, ani nie obrażaj, ponieważ ja nic na to nie poradzę.
-Przestań pieprzyć! Po prostu powiedz, że nie chcesz ze mną być, zamiast wymyślać jakieś głupie usprawiedliwienia! Gdybyś naprawdę chciał, to nie miałoby znaczenia!
-Jak bardzo głupi jesteś?! –wrzasnął wreszcie czując, jak jego złość zwyczajnie wzięła nad nim górę.- Nie zamierzam cię narażać tylko dlatego, że tak mi się podoba, rozumiesz?! Ponieważ, kurwa, nie pozwolę żeby ktoś cię skrzywdził, aby mi dowalić! Nie pozwolę żeby ktoś cię skrzywdził w ogóle, nie mówiąc już żeby miał to robić z mojej winy! Jakbym miał się wtedy czuć?! Okey, tak jest dla mnie łatwiej, lepiej ci gdy to powiedziałem? Łatwiej mi z myślą, że nikt nie chce ci czegoś zrobić tylko dlatego, że jest moim wrogiem! Łatwiej mi wiedząc, że mogę cię bronić bez dostawania w głowę! Łatwiej mi kiedy jestem pewien, że twoje życie nie ma znaczenia dla ludzi, którzy chcą mi coś zrobić, ponieważ nie jesteś nikim ważnym i krzywdzenie ciebie nie przyniosłoby skutków na mnie!
Milcząc Niall wpatrywał się w pusty talerz, paznokciem zahaczając o jego kant. To nie tak, że zrobiło mu się głupio. Może tylko trochę, ponieważ w jakimś stopniu Zayn nie chciał niczego złego. Zayn go całował czyli teoretycznie mógł też lubić Niall’a, więc dla niego to również nie musiało być łatwe. Co nie zmienia faktu, że Niall wolałby ryzykować, ale mieć Zayna. Ale pominął ten szczegół powolnie przytakując głową. Cóż, Zayn mógłby po prostu przeprosić, albo cokolwiek, a Niall i tak by mu wybaczył ponieważ bądźmy szczerzy, Niall tęsknił za Zaynem bardziej niż mogło się to wydawać. Nawet gdy zgrywał twardego i nie chciał ustąpić, po prostu był rozżalony i lekko zły.
-Wciąż jesteś zły? Ponieważ jeśli dalej nie zamierzasz się do mnie odzywać i będziesz traktować mnie jak obcego, to chyba to całego gówno nie ma sensu, prawda? –spytał po chwili Zayn nadal uważnie wyczekując na jakiś ruch blondyna.
-Masz na myśli, że mam się wyprowadzić?
-Nie powiedziałem tego. Decyzja należy do ciebie. –mruknął znów czując, że palnął coś głupiego, ale mimo to jego ramiona podskoczyły sprawiając wrażenie, że nie przejął się tym za bardzo.
-Ale tak to brzmi! Wyrzucasz mnie, tak? Wiesz co, w takim razie mogłeś dać sobie spokój z tym kazaniem i po prostu mnie wywalić. –krzesło odsunęło się piszcząc gdy jego metalowe nóżki zakończone gumową nakładką otarły się o parkiet wyłożony kafelkami. Niall wstał marszcząc brwi gdy jego wzrok spotkał się z wzrokiem Zayna.
-Nie wyrzucam cię! Nie chcę, żebyś się wyprowadził. Chcę żebyś przestał się obrażać.
-Och, dziękuje za łaskę.
-Zachowujesz się jak dziecko, Niall, przestań. Dobrze wiesz, że to nie łaska. Chcę żebyś tu mieszkał.
Głowa Niall’a odwróciła się w stronę okna spoglądając za nie przez moment po czym mruknął cicho- Niech będzie… Powiedzmy, że nie jestem zły.
Zayn odruchowo odsapnął, jednak nie odezwał się już słowem, aby nie pokłócić się o byle co z blondynem. Zapewne powiedziałby coś głupiego, co ślina przyniosłaby mu na język, a blondyn znów źle by to odebrał. I chociaż Niall nie odezwał się do Zayna przez resztę dnia, uznane oficjalnie zostało, że są pogodzeni. Pomińmy również fakt, że gdy Harry wyszedł na moment z pokoju aby zjeść z nimi obiad nie poczuł wcale tego.
Jednak w poniedziałkowy poranek Niall był ni zwykle chętny gdy Zayn zaproponował mu podwiezienie go na uniwersytet. Chociaż obyło się bez głupich żartów i Niall nie sugerował już nic jakoby mieli być razem, albo chociaż ludzie mieli tak myśleć. Mimo to nie było też kłótni ani dogryzania sobie.
-Podskoczyć po ciebie, gdy skończysz zajęcia? –spytał Mulat gdy Niall zamierzał wysiąść już z samochodu.
-Nie musisz mi się podlizywać. –parsknął cicho w odpowiedzi Irlandczyk, na co Malik zmarszczył brwi.
-Nie podlizuję się! Po prostu, no nie wiem… Będę potem jechał na zakupy, pojechałbyś ze mną…
-Kupimy dużo dobrych rzeczy?! –spytał radośnie podskakując na swoim siedzeniu i uśmiechając się szeroko do Zayna, na co ten jedynie wzruszył ramionami.- Okey, możesz przyjechać. Naciągnę cie na dobre rzeczy.
-Po to cię tam biorę… Przynajmniej nie będziesz mógł potem narzekać, że nie ma nic dobrego, ponieważ- byłeś ze mną na zakupach i nie kupiłeś nic innego.
-Okey, okey. Ale nie jęcz, jak będzie za długo, albo za dużo! Twoja lodówka wygląda jak barek abstynenta.
Zayn burknął coś w odpowiedzi po czym blondyna wyskoczył rozradowany z samochodu i ruszył pewnie w stronę uczelni. I Zayn musiał przyznać, że nawet tłuczenie się samochodem i specjalne wstawanie wcześniej były czegoś wartę. Chociażby powrotu do ich starego układu i w pewnym sensie specyficznego kontaktu z drugim.
I gdy późnym popołudniem Zayn odbierał Niall’a widział ten wielki uśmiech gdy żegnał się ze znajomymi, którzy ,bądźmy szczerzy, na tysiąc procent mówili mu coś na temat Zayna. Blondyn opadł po chwili na siedzeniu dla pasażera i ruszyli w kierunku Tesco, w którym Niall szalał przed dobre dwie godziny. Mulat włóczył się za nim pchając coraz to bardziej pełny wózek i mruczał coś, że chłopak przesadza i nawet nie zmieszczą tego w domu, a co dopiero spakowaniu wszystkiego do samochodu. W odpowiedzi Irlandczyk parskał śmiechem prawiąc morały na temat żywienia, potrzeb dorastającego mężczyzny, oraz chcicach na różne smaki, które łapią go w nocy.
-Może jesteś w ciąży, co? –rzucił Mulat podjeżdżając do Horana, który zastanawiał się nad wyborem pomidorów.
-Chyba z tobą.- odparł rozbawiony wreszcie wrzucając coś do wózka po czym odwrócił się i uśmiechnął szeroko, jakby chcąc ukryć rumieniec wpływający na jego twarz.- Będziesz musiał utrzymywać nasze dziecko, ponieważ ja studiuję.
-Cały czas cię utrzymuję. –wtrącił cicho chłopak.
-Wcale nie! Mam swoje pieniądze, wiesz o tym. Ale rodzicom nie spodoba się, że tak szybko mam dziecko… –odparł udając smutnego i wyginając usta w małą podkówkę.
-W porządku. Mam dobrą pracę, nie martw się o pieniądze.
-Nie chcę, żeby ojciec mojego dziecka kupował mu pieluchy za pieniądze, które dostał za obcięcie komuś głowy.
-Po pierwsze, nie jestem samurajem, nie odcinam ludziom głów. Po drugie, mamy w takim razie duży problem.
-Oh, naprawdę? Okey, znajdę sobie kogoś innego kto przygarnie mnie i nasze dziecko.
-Grozisz mi?
Ale w odpowiedzi Niall roześmiał się jedynie dźwięcznie, a Zayn zdał sobie sprawę z tego jak wielkie głupoty właśnie wygadują. Cholera, o czym oni w ogóle pieprzyli? Mulat odsapnął cicho drapiąc się po czole.
-To była najgłupsza rozmowa jaką mogliśmy przeprowadzić…
-Nieważne. –mruknął wciąż chichoczący blondyn.
I tak skończyli rozmowę, a następnie zapadła długa cisza, przerywana jedynie pytaniami odnośnie jakiegoś produktu. Wracając do domu Niall opowiadał coś o kolesiu z uczelni, a Zayn przytakiwał starając się skupić na tym co mówi blondyn jednocześnie prowadząc samochód.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz