***
-Skarbie. Jesteś już! - Harry w podskokach podszedł do Tomlinsona i ucałował soczyście jego policzek.
-Co tu robisz? - Louis przymrużył oczy i wpatrywał się w kędzierzawego chłopca. Postawił swoją teczkę na biurku i usiadł na krześle wciąż patrząc na chłopaka.
-Chciałem ci zrobić miłą niespodziankę. - zielonooki uśmiechnął się do mężczyzny uroczo po czym podszedł do niego i usiadł okrakiem na jego kolanach zarzucając ręce na jego szyi. -Ale popsułeś wszystko swoim nagłym wejściem. - loczek wydął dolną wargę i popatrzył prosto w oczy swego kochanka.
-Wiesz przecież, że nie przepadam za niespodziankami. Lubię wszystko wiedzieć. - szatyn przejechał palcem po koszulce chłopaka delikatnie u dołu ją mnąc.
-Chciałem sprawić ci po prostu przyjemność. - Styles przysunął się do mężczyzny tak blisko, że stykali się klatkami piersiowymi.
-Ty zawsze sprawiasz mi masę przyjemności Harreh. - niebieskooki zaśmiał się melodyjnie jednak niezadługo, gdyż po chwili loczek wpił się namiętnie w jego wargi. Louis włożył dłonie pod koszulkę chłopaka i błądził nimi po jego plecach kreśląc delikatne wzorki paznokciami. Harry przesunął swoim tyłkiem po jego przyrodzeniu, które już dość mocno odznaczało się na jego spodniach. Tomlinson jedynie stękał coraz głośniej przy każdym nawet najmniejszym poruszeniu się Stylesa. Lou zerwał wręcz bluzkę swego kochanka i przeniósł się z pocałunkami na jego tors. Zielonooki wplótł palce w jego włosy naciskając jeszcze mocniej na jego czułe miejsce. Szatyn dorwał się do spodni chłopaka i chwilę siłując się z paskiem ściągnął go. Po chwili obaj byli już jedynie w bokserkach, na których widocznie odznaczały się ich narządy.
-Harry. Jesteś taki seksowny. - mężczyzna wymruczał cicho do ucha młodszego od siebie chłopaka i przejechał dłonią po gumce jego bokserek.
-To bardzo mi pochlebia Lou-Lou. - kędzierzawy przejechał językiem po jego wargach, delikatnie je przygryzając jedna po drugiej. Tomlinson włożył dłoń pod materiał bokserek chłopaka, na co ten jedynie przeciągle jęknął.
-Jestem twoim jedynym? - loczek wymruczał cicho do ucha mężczyzny, który ani na chwilę nie przestawał pieścić go dłonią.
-Oczywiście, że tak. Dlaczego pytasz głuptasku? - szatyn spojrzał w jego zielone oczy i uśmiechnął się czarująco.
-Nie wiem. Po prostu chciałem to usłyszeć. - Styles uśmiechnął się wesoło po czym wstał z jego kolan i złapał go za dłoń. Doskonale wiedział gdzie go prowadzi, znał jego dom na wylot. Szedł korytarzem kręcąc tyłkiem na prawo i lewo, przez co, co chwilę słyszał ciche westchnięcia swego ukochanego. Po krótkiej chwili byli już w sypialni szatyna, który został od razu pchnięty na wielkie łoże. Harry wczołgał się wręcz na niego i delikatnie się nad nim pochylił składając czuły pocałunek na jego ustach. Dłonią zjechał do jego bokserek, które po chwili leżały już obok łóżka na podłodze. Loczek chciał sprawić Louisowi tyle przyjemności by ten zapamiętał tę noc do końca życia. Chłopak pieścił ustami jego skórę na torsie co chwila zjeżdżając niżej. Całował jego podbrzusze, a jęki Tomlinsona tylko jeszcze bardziej go nakręcały. Harry uśmiechnął się do siebie zadziornie po czym przejechał językiem wzdłuż penisa szatyna, który delikatnie wypiął swoje biodra ku górze. Zapowiadało się na wspaniałą i naprawdę długą noc.
***
Gdy Harry się obudził było pięć po dziewiątej. Wstał i ubrał na siebie bokserki, spojrzał na Louisa, który wciąż spał i wyglądał naprawdę słodko. Wyszedł cicho z pokoju i wszedł do gabinetu po ubrania. Założył je szybko na siebie po czym westchnął ciężko. Podszedł do okna i spojrzał przez nie na ruchliwe ulice. Odwrócił się tyłem do okna i spojrzał na biurko Tomlinsona. Nie chciał tego znów robić ale słowa Nialla nie dawały mu spokoju. Podszedł do biurka i otworzył w niej szafeczkę, której nie przejrzał, gdyż przerwał mu to sam Louis. Styles przeszukiwał dokładnie wszystko co tak znalazł. Wertował każdy klaser, każdy skoroszyt. Wszystko. Zrezygnowany tym, że nic nie znalazł już miał zamknąć szafkę, gdy nagle jedna z książek przewróciła się i przed nim ukazało się wielkie pudło. Zaciekawiony wyciągnął pudło i otworzył je. W sumie nie było w nim nic nadzwyczajnego. Czarny klaser wypełniony dokumentami i jakimiś wyciągami z różnych banków. Jednak po dłuższym przyglądaniu się tym papierom coraz bardziej wszystko robiło się dziwne. Po co mu były takie sumy? Przecież on skąpił na wszystkim jak tylko się da, a przesyłał takie kwoty komuś. Ciekawe za co. Harry nie czekając dłużej wyciągnął telefon i zrobił kilka zdjęć. Wiedział, że jak weźmie chociaż jeden papierek ze sobą to Tomlinson się od razu zorientuje, bo to cwana bestia. Loczek odstawił wszystko na miejsce i poukładał tak jak było. Zamknął szafeczkę po czym wyszedł z gabinetu i skierował się do wyjścia. Otworzył drzwi i wyszedł cichutko je zamykając. Wyszedł przed bramę i stanął na chodniku wyczekując taksówki. Nagle poczuł jak ktoś łapie go za ramię. Odwrócił się i ujrzał jednego z goryli Louisa.
-Podwieźć gdzieś pana, panie Styles? - tak w zasadzie to Harry nie chciał korzystać z jego usług, ale nie zapowiadało się na to by jakaś taksówka miała tu jechać, a jego telefon już dawno wyzionął ducha.
-Tak właściwie to chętnie. Jakbyś mógł to na Lombard Street, ok? - zielonooki nie chciał zdradzać, gdzie chce jechać więc nie podawał numery lokalu. Bał się, że ten może wygadać coś Tomlinsonowi, w końcu to dla niego pracuje. Styles wsiadł do wielkiego, czarnego mercedesa, którym po chwili jechali w stronę ulicy, na której Harry miał kilka spraw do załatwienia. Miał tylko nadzieje, że Horan nie miał racji. Ale coraz mniej w to wierzył.
***
Był naiwny sądząc, że teraz może będzie już lepiej. Louis od kilku dni zachowywał się dziwnie nie interesowało go za bardzo co dzieje się w jego przybytku. Obserwował go wchodzącego do budynku i wychodzącego po kilku minutach. Dziś nie było inaczej, podszedł do okna i obserwował odjeżdżający samochód z jego szefem w środku. Miał nadzieje, że nie ma to nic wspólnego z Harry’m nie chciał mu przysporzyć problemów, a jedynie pomóc. Pragnął aby kędzierzawy chłopak otworzył w końcu swoje oczy i dostrzegł wady swojego kochanka, jego liczne zdrady. Tak naprawdę Niall uważał, że Tomlinson tylko się bawi młodszym chłopakiem, a jak się znudzi zniszczy jak zwykłą lalkę. Pozbierał swoje ciuchy jak zwykle porozrzucane po całym pokoju i wyrzucił do kosza. Nie nadawały się już do niczego, były w strzępkach. Jak zresztą za każdym razem. Uśmiechnął się na widok przeźroczystej torebki, która wypadła z kieszeni zniszczonych spodni i podniósł ją oglądając dokładnie z każdej strony. Zrzucił ze stolika wszystkie zbędne rzeczy i przejechał rękawem po blacie, aby wyczyścić go dokładniej. Ostrożnie wysypał zawartość torebki na stół i palcem starał się uformować równe kreski. Coraz więcej pieniędzy wydawał na to białe gówno, ale bez niego nie wyobrażał sobie życia. Resztki, które pozostały na jego palcu wtarł w dziąsła, szkoda by było cokolwiek zmarnować. Zwijał banknot w rulon, gdy poczuł wibracje w swojej kieszeni. Odkąd zaprzyjaźnił się z Zaynem telefon miał cały czas przy sobie, nie umiał się bez niego obyć. Wydobył aparat z kieszeni i przejechał palcem po wyświetlaczu i otworzył nieodebraną wiadomość "Zaraz będę u Ciebie. Poczekam ile będzie trzeba. :)". Musieli być ostrożni. Niall wiedział, że ochroniarzy teraz przed jego domem nie ma, więc Zayn bez problemu mógł do niego wejść, dlatego dał mu zapasowe klucze. Odpisał mu, że za godzinę będzie i wciągnął szybko pół kreski do jednej dziurki, drugie pół do drugiej. Jego źrenice natychmiast się rozszerzyły, a jego umysł zaszedł mgłą. Nie brał na tyle wiele, aby totalnie tracić kontakt z rzeczywistością, nie mógł tyle ryzykować. On oczekiwał jedynie chwili zapomnienia. Wyszedł pewnym krokiem ze swojego pokoju i udał się w stronę baru. Zerknął do środka i zauważył czuprynę Harry’ego. Nie wyglądał jednak na tak szczęśliwego. Uśmiechał się, ale uśmiech nie dosięgał oczu, nie ukazywał cudownych dołeczków w policzkach. Poczuł drobne wyrzuty sumienia, może niepotrzebnie chciał przebić bańkę mydlaną w jakiej żył młody chłopak. Westchnął cicho ostatni raz spoglądając w głąb sali i udał się do wyjścia. Gdy tylko przekroczył próg, a drzwi zamknęły się za nim poczuł na sobie czyjś wzrok. Zaczął się rozglądać, ale nie dostrzegł nikogo, przez głowę przemknęło mu myśl, że pewnie ochroniarze Tomlinsona obserwują go na każdym kroku. Zdziwił się natomiast, bo nie dostrzegł limuzyny którą zawsze ochroniarz odwoził go do domu a zamiast tego na podjeździe stał sportowy samochód Tomlinsona. Spojrzał na swojego ochroniarza i zmarszczył brwi.
-Dzisiaj trochę inna odmiana luksusu. Szef zabrał limuzynę. Miał jakieś spotkanie czy coś w tym stylu, ostatnimi czasy woli poruszać się tamtym samochodem. - Andy uśmiechnął się do niego i otworzył drzwi pasażera. Niall wgramolił się do środka, a jego obolałe ciało sprzeciwiło się tej ciasnocie, teraz naprawdę wolałby siedzieć na wygodnej skórzanej kanapie znajdującej się w limuzynie, którą zazwyczaj jeździł. Andy włożył klucz do stacyjki i po chwili sunęli przez ulice Londynu w kierunku jego mieszkania. Nie mógł się doczekać aż będzie w swoich czterech kątach gdzie czekał na niego mulat.
***
-Do jutra młody. - ochroniarz pożegnał się z Niallem i ruszył w drogę powrotną, a blondyn pomimo bólu wręcz wbiegł po schodach. Otworzył drzwi i od progu poczuł przyjemny zapach smażonego boczku i jajek. Wszedł po cichu do kuchni i uśmiechnął się na widok Zayna krzątającego się po niewielkim pomieszczeniu.
-Ładnie pachnie, wyrabiasz się. - Zayn obrócił się w stronę skąd dobiegał głos i uśmiechnął się szeroko puszczając blondynowi oczko.
-No się staram przecież. Idź się ogarnąć i będziemy zaraz jeść. - wrócił do wykonywanej przed chwilą czynności. Niall udał się do swojej szafy wyciągając jakieś luźne ciuchy, a następnie zamknął się w łazience. Zdawał sobie sprawę jak wygląda, że jego ciało znów jest okaleczone i miał ochotę zakryć każdą nawet najdrobniejszą cząstkę swojej skóry, ale przecież był w domu z przyjacielem który znał dokładnie jego sekret, wiedział czym się zajmował i widział go w dużo gorszej sytuacji. Wszedł pod prysznic i mógł zmyć z siebie pozostałości po ostatniej nocy. Pomimo tego, że kokaina wciąż znajdowała się w jego żyłach on czuł się jak człowiek całkowicie trzeźwo myślący, nie świadczyło to niestety zbyt dobrze o jego stanie zdrowia. Doskonale wiedział, że są to skutki powolnego uzależniania się i mimo świadomości w jakie potworne kłopoty zdrowotne może przez to wpaść nie chciał z tym zerwać. Zakręcił kurki i wyszedł spod prysznica. Na wilgotne jeszcze ciałoo założył bokserki i wyszedł do kuchni wycierając ręcznikiem włosy, z których co rusz na jego ciało skapywały krople wody. Uśmiechnął się do siedzącego już przy stole Zayna i sam zajął miejsce naprzeciw niego zabierając się do jedzenia. Był głodny jak wilk, więc dopiero po chwili zorientował się, że nie słyszy drugiej pary sztućców. Podniósł wzrok i zatrzymał na czekoladowych oczach mulata. Wyglądały jakby lśniły, pełne zmartwienia i smutku. Niall odłożył widelec, który przemierzał już drogę do jego ust i westchnął cicho.
-Aż tak źle nie jest. Wtedy było dużo gorzej pamiętasz? - z boku mogło wydawać się to wręcz przekomiczne przecież to Niall potrzebował wsparcia, przecież to on co noc musiał znosić ból cierpienie i upokorzenie oddając swoje ciało w ręce zboczeńców, ale widocznie lepiej dawał sobie z tym radę. Rozłożył ręcznik i założył go szybko na swoje ramiona, aby chłopak nie musiał patrzeć na zaczerwienienia i siniaki pojawiające się gdzieniegdzie.
-Niall do cholery nie jestem głupi. Widzę, jak cię to niszczy i… - urwał opuszczając na chwilę głowę by po chwili znów ją podnieść i zatonąć w błękitnych nienaturalnie rozszerzonych źrenicach Horana. -Co bierzesz Niall? - w głosie mulata można było wyczuć nutkę goryczy. Niewątpliwie miał za złe Niallowi zażywanie narkotyków. Blondyn odsunął krzesło i wstał udając się do pokoju. Poczuł się jakby zdradził Zayna. Siadając na swojej kanapie zwinął się w kulkę podciągając nogi jak najbliżej klatki i zamknął oczy. Słyszał ciche kroki, a następnie poczuł jak materac ugina się pod dodatkowym ciężarem ciała tego drugiego, a delikatna dłoń gładziła jego plecy.
-Niall chce ci pomóc rozumiesz? Spójrz na mnie proszę cię, razem damy radę. Pomogę ci wyjść z tego. Pomogę ci wydostać się z tego burdelu, ale musisz mi zaufać i przestać zażywać to świństwo. Niall proszę spójrz na mnie. - spokojny cichy głos wręcz szept otulał duszę blondyna. Otworzył ostrożnie swoje oczy i podniósł się do pozycji siedzącej nie odrywając spojrzenia od swojego przyjaciela.
-To kokaina pomaga mi zapomnieć. - wyszeptał i przysunął się bliżej Zayna kładąc tym razem głowę na jego kolanach -To sprawia, że o tym nie myślę, że gdy jestem sam i zamykam oczy nie widzę ich twarzy, nie słyszę w głowie jak jęczą jak sapią. Dzięki temu Zayn nie czuje ich obleśnych łapsk na swoim ciele i nie czuje tego wyimaginowanego bólu. Zapominam o tym jak mnie traktują jak poniżają i niszczą. Czuję się wtedy taki pusty, a zarazem szczęśliwy. - na te słowa serce mulata właśnie ścisnęło się jakby niewidzialna obręcz zacieśniła się na nim. Pogładził jego czuprynę starając się uspokoić chłopaka, którego słone łzy co chwilę spływały po czerwonym policzku.
-Po pierwsze nie jesteś sam. Masz mnie skrzacie zawsze ci pomogę kiedy tylko będziesz potrzebował, a po drugie raz na jakiś czas mogę ci pomóc podczas tych nocy. - uśmiechnął się kiedy twarz Nialla odwróciła się w jego stronę z wymalowanym na niej zdziwieniem - Raz na jakiś czas wykupię jedną z takich nocy, abyś mógł odsapnąć. Tomlinson będzie zadowolony i ty nie będziesz cierpiał. - blondyn przez chwilkę zapomniał jak się oddycha. Wpatrywał się w wielkim szoku w chłopaka i czuł drżenie swojej dolnej wargi -Uprzedzam pytanie, nie musisz się martwić o pieniądze, ale musisz mi obiecać nigdy więcej nie weźmiesz tego białego świństwa okej? - mulat zmarszczył brwi czekając na odpowiedź, zamiast tego doczekał się ciepłego uśmiechu wyłaniającego się na załzawionej twarzy, kiwnięcia głową i zamknięcia w stalowym uścisku, który odebrał za przyjacielskie przytulenie. Kiedy oddech Nialla powoli się uspokajał również i Zayn zapadał w sen był on im potrzebny. Oboje mieli nadzieje, że gdy wstaną los w końcu zacznie się do nich uśmiechać.
***
Gdzie on jest? Tak, tak w Londynie. Ale co on właściwie tu robi? Przecież nawet nie wie gdzie on mieszka. Wokół niego było pełno ludzi, ale on i tak czuł się samotnie, cholernie samotnie.
-Przepraszam. Jaka jest nazwa tej ulicy? - podszedł do jakiegoś pana, który uśmiechnął się do niego miło po czym przekrzywił delikatnie głowę i wpatrywał się w niego.
-Turysta? - starszy pan uśmiechał się do brązowookiego tak miło, że aż nienaturalnie.
-Tak właściwie to tak ale..
-Jak ja nie lubię turystów! - dziadek wziął swoją laskę i zaczął go nią okładać krzycząc przy okazji „Turysta! Zły turysta!”. Nie no super. Widać, że w tym mieście to wszyscy są cholernie przyjaźni. Nagle zauważył jakiegoś chłopaka, na oko miał może z osiemnaście lat, kręcone włosy i był dosyć dobrej budowy. Pomyślał, że jeśli on mu nie pomoże to już nikt inny nie da rady.
-Przepraszam. - uśmiechnął się miło do chłopaka, którego zaczepił.
-Tak? Coś się stało? - kędzierzawy chłopak uśmiechnął się do niego uroczo ukazując tym samym swoje dołeczki w policzkach.
-Właściwie to tak. Zgubiłem się i kompletnie nie mam pojęcia gdzie jestem. - chłopak westchnął cicho i spojrzał na loczka. Dopiero wtedy zauważył jak śliczny miał kolor oczu-szmaragd.
-Jesteś na Lombard Street, a gdzie chcesz dotrzeć? - zielonooki spojrzał na chłopaka, który wyciągnął z kieszeni pomiętą karteczkę.
-Wiesz, gdzie jest bar „Czerwona Róża”? - brązowooki przygryzł delikatnie dolną wargę wpatrując się w kędzierzawego.
-Jasne, że wiem. To mój ulubiony bar. Znajduje się na Chesley Gardens. - loczek posłał mu szeroki uśmiech po czym spojrzał na zegarek. -Wybacz, ale muszę już iść. Powołaj się na Harry’ego to będziesz miał tańsze drinki. - chłopak posłał mu delikatny uśmiech po czym ruszył w stronę wielkiego gmachu, na którym widniały wielkie litery „UBS”. Brązowooki uśmiechnął się do siebie szeroko po czym złapał taksówkę. Po około czterdziestu minutach był już na miejscu. Wszedł do budynku i rozejrzał się po pomieszczeniu. Wyglądało naprawdę dobrze. Usiadł przy barze i uśmiechnął się do barmana.
-Coś podać? - mężczyzna podszedł do chłopaka przecierając ściereczką kufel.
-Ym tak. Czy mogę prosić aby Niall tu podszedł? - brązowooki spojrzał na Olly’ego, gdyż tak przeczytał na wizytówce barmana i wyczekiwał jego odpowiedzi. Mężczyzna był bardzo zdziwiony chyba tym co właśnie usłyszał.
-Przykro mi, ale Niall tu nie pracuje. - barman uśmiechnął się do niego delikatnie, a on zdębiał. Jak to? Niall tu nie pracuje? Okłamał go? Tego było za wiele. Teraz musiał go po prostu odnaleźć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz