Tego dnia Mullingar było wyjątkowo pochmurne. Zayn czuł, że to nie będzie dobry dzień, a sms od Harry’ego tylko go w tym utwierdził. Już z rana miał bowiem niemiłe wieści. Nie był wściekły na Harry’ego, nie był nawet odrobinę zły, ani zawiedziony. Było mu żal młodszego i był wściekły na siebie. Wiedział, że ta noc była momentem słabości Harry’ego. Gdyby był przy nim nic takiego nie miało by miejsca i Harry nie poczułby się znów wykorzystany. Josh zdecydowanie go wykorzystał. Wiedział, że Harry ma ciężkie chwile i wiedział, że zawsze mu ulegnie. Dlatego zaciągnął go do łóżka, aby później i tak zostawić go samego z wyrzutami sumienia i toną nienawiści do samego siebie. Zayn czasem szczerze nienawidził tego małego gnojka tylko dlatego, że ranił jego Harry’ego.
‘Domyślałem się, że to się stanie prędzej czy później. Nie martw się. I nie wpuszczaj go do domu, dopóki nie wrócę. Xx’
Zayn wstał i zdał sobie sprawę z tego, że czeka go kolejny nudny dzień. Gdyby chociaż Niall był ciekawy i robił różne rzeczy, to byłoby jakoś znośne. Ale w tym wypadku Zayn codziennie umierał z nudów. Co więcej w jego głowie zaczęły pojawiać się dziwne myśli i uczucia, których nie rozumiał i nie przyjmował do siebie. Momentami czuł, jakby tego blondyna szczególnie nie chciał zabijać. Momentami miał ochotę to rzucić i wrócić do Londynu, ale nie tylko dlatego, że tęsknił za Harrym. Nie wyobrażał sobie stanąć twarzą w twarz z tymi niebieskimi źrenicami i lekko znudzoną, ale wciąż przyjemną buźką. Nie umiałby tak po prostu nacisnąć spustu, a potem wyjść. To byłoby ciężkie i mógłby w ostatnim momencie wymięknąć, a później mieć przez to spore problemy. Ten chłopak kojarzył mu się w pewnym sensie z Harrym. Był sam, jego przyjaciele tak naprawdę mieli go w dupie przez ¾ dnia i traktowali go jak zło konieczne. Jego życie było kompletnie pozbawione sensu i żył tylko po to, żeby żyć. Może zwyczajnie Zaynowi było go żal. Jednak gdyby faktycznie to było tylko to, z przyjemnością ukróciłby jego cierpienia. Jednak on nie chciał tego robić, nie chciał pozbawiać świata tego małego, jakże mało znaczącego człowieczka. Chciał zostawić go w spokoju i pozwolić mu dalej żyć jego życiem. Jednak za nic w świecie nie mógł pozwolić, aby zaczął do niego coś czuć. To było niedopuszczalne. Zayn wcale nie znał tego chłopaka, skąd więc ten niedorzeczny pomysł, aby mógł się w nim na przykład zakochać? To musiałby być jakiś żart tego dziwnego kolesia na górze. Ale Mulat już dawno zdał sobie sprawę z tego, że Bóg, o ile on w ogóle istnieje, miał dziwne poczucie humoru. Mimo to najdalsze części jego rozumu kopały i strzelały to tego głupiego pomysłu, ażeby Zayn Malik mógłby poczuć coś do chłopaka, którego w ogóle nie znał. W końcu jednak doszedł do wniosku, że zwyczajnie zmiękł przez Harry’ego. Za bardzo się nim przejmuje i niedługo zrobi się z niego jakiś miłosierny samarytanin, może nawet założy kolejną fundację walki z rakiem, albo innym gównem. Mimowolnie zaśmiał się wyobrażając sobie samego siebie w garniturze, prawiącego morały o potrzebie pomagania obcym własnym kosztem.
Gdy przyszedł wczesny wieczór, Niall jak zwykle zasiadł przed telewizorem, bo właśnie do tego ograniczały się jego wieczory i weekendy. Czasem wychodził do biblioteki się pouczyć, albo pomagał swojemu kumplowi w zadaniach, ale nie było to nic wielkiego, zazwyczaj nie trwało nawet dwóch godzin. Zayn stwierdził, że obserwowanie go w tym momencie jest bezsensowne i dużo więcej korzyści będzie, jeśli wyjdzie teraz na chwilę do sklepu i kupi sobie piwo, albo cokolwiek, aby jakoś urozmaicić sobie ten czas. Co prawda oczywiście od kiedy tu przyleciał bywał w sklepach, bo przecież nie siedział cały dzień w domu, ale było to zazwyczaj do południa, gdy Niall był na uczelni i Zayn nawet gdyby chciał, nie mógłby się upić, ani nic w tym stylu. Mógłby stracić czujność, dać się przyłapać, sprawić aby ludzie nabrali podejrzeń. Zayn musiał być uważny i traktować to wszystko bardzo poważnie.
Gdy wreszcie znalazł się na zewnątrz mimowolnie się wzdrygnął. Pogoda była typowa jak dla Londynu, choć zwykle Mullingar było słoneczne. Padał lekki deszcz, ale nie było to coś uciążliwego. Dużo gorsza była szarość, która spowiła wszystko i lekko mgła, którą dostrzec można było w oddali. Może i nie przeszkadzała, ale była uciążliwa i Zayn nie przepadał za taką pogodą. Zapiął skórzaną kurtkę pod samą szyję i ruszył powolnym krokiem do małego sklepu spożywczego, oddalonego on jego mieszkania zaledwie 300 metrów. Wnętrze było otulone pomarańczowawym kolorem, który dawały stare lampy i dało się czuć lekki zapach pieczonego chleba. Zaynowi przypomniało się jego wczesne dzieciństwo, które pamiętał tylko fragmentami i jak za mgłą. Pamiętał duże, prostokątne pomieszczenie z pustym parkietem na środku i setką półek po bokach, za ladą. Na zapleczu zapewne znajdowała się piekarnia, a pomieszczenie zawsze pachniało pieczywem. Zayn nie mógł przypomnieć sobie takich rzeczy jak kolor ścian, albo gdzie dokładnie była ta piekarnia, ale pamiętał dobrze, jak często o poranku wchodził tam z kimś i dostawał najlepszą drożdżówkę na świecie. Były też gumy z tatuażami zmywalnymi. Zayn zwykle dostawał parę, zabierał je do przedszkola i wracał do domu, gdzie obklejał się kolejnymi ‘tatuażami’. To były takie drobne skarby jego dzieciństwa, których miał naprawdę niewiele. Z jednej strony cenił każdy z nich, z drugiej nienawidził bo przypominały mu jego szczęśliwe dzieciństwo i nie rozumiał dlaczego został w końcu pozostawiony w domu dziecka, skoro w jego pamięci zawsze byli bardzo szczęśliwą rodziną. Potrząsnął głową i skręcił w alejkę z napojami alkoholowymi. Sklep nie był duży i słychać było ciche chichotanie ekspedientki, które lekko irytowało Zayna. Przez głowę przemknęło mu, że ta kobieta tylko denerwuje klientów swoim głupkowatym śmiechem i zapewne przez osoby takie jak ona powstał stereotyp na temat inteligencji blondynek. Wrzucił dwa piwa niezbyt znanej mu marki do koszyka i odwrócił się gwałtownie, jednocześnie skręcając w inną alejkę. Ten dość gwałtowny ruch sprawił, że Zayn wpadł na kogoś i natychmiast odsunął się mówiąc szybkie ‘przepraszam’. W normalnych okolicznościach zerknąłby na moment na jego przeszkodę i ruszył dalej, teraz jednak dostrzegł te oczy i nie mógł po prostu ich wyminąć. Zdał sobie sprawę z tego, że właśnie stoi przed nim Niall James Horan i jakby nigdy nic wpatruje się, jak gdyby zobaczył ducha. Zayn poczuł się źle. A co jeśli Niall go rozpoznał? Jeśli zauważył, że Zayn go obserwuje lub, że jest zbyt często w pobliżu? Ale Nill nie odezwał się ani słowem tylko potrząsnął głową i spuścił ją na moment, aby odpowiedzieć ciche:
-Nic się nie stało.
Zayn uznał, że najlepiej będzie, jeśli teraz wyjdzie. Nie mógł przecież stać i po prostu wpatrywać się w chłopaka, o którym myślał już nawet w wolnych chwilach. To powoli wychodziło spod kontroli. Gdyby mógł, pewnie stałby tam dalej tonąc w bezkresnej otchłani niebieskich oczu Nialla Jamesa Horana. Szybko wyrzucił tę myśl ze swojej głowy i wyminął blond Irlandczyka. Szybkim krokiem skierował się do kasy i gdy tylko zapłacił za zakupy, niemal pędem wyszedł ze sklepu. Czy kompletnie mu odbiło? Od kiedy Zayn Malik czuje, jak miękną mu kolana? Nie, Zayn Malik nie czuje takich rzeczy. Zayn Malik nigdy nie czuł i nigdy nie poczuje nic takiego. Z nerwów zagryzł dolną wargę i uznał, że powoli wariuję i trzeba to jak najszybciej skończyć. Gdyby miał taką możliwość, zrobiłby to już dziś, teraz. Jeden strzał i byłby wolny od tego głupiego uczucia, którego w żaden sposób nie mógł opisać i starał się je ignorować. Niall miał być celem jak każdy inny. Niczym się nie wyróżniający, zwykły chłopak. Co więc odbiło Zaynowi? Może naprawdę Harry źle na niego wpływał? A może po prostu jest sfrustrowany, bo już od dawna nie był z nikim dość blisko. Miał na myśli fizyczną bliskość, bo przecież nie potrzebna mu miłość. Ona by wszystko popsuła i jedynie namieszała w idealnym życiu Mulata. Nie mógł sobie na nic takie pozwolić. Nie teraz, gdy był szanowany w swoim zawodzie i gdy musiał zająć się Harrym. Takie głupoty nie wchodziły w grę.
Gdy tylko otworzył pierwsze piwo, usłyszał cichy dźwięk telefonu. Od niechcenia uniósł go ku górze i zauważył, że to Harry. Sms.
‘Możemy porozmawiać? Tęsknię xx’
Uśmiech sam wpłynął na jego twarz. Oczywiście czym prędzej odpalił laptopa i zalogował się, po czym znów jego przyjaciel z niezwykle głupią nazwą nie dał mu nawet minuty, bo gdy tylko ekran się zaświecił i ukazała mu się jego tapeta, zakryła ją wiadomość o nadchodzącym połączeniu. Zayn odebrał czym prędzej i zauważył uśmiechniętego od ucha do ucha Harry’ego. Tego wieczoru sztuczność jego uśmiechu przebiła wszystko. Zayn odsapnął ciężko.
-Jak się czujesz, mały? –spytał delikatnie.
-Świetnie, ale wracaj już do mnie, Zaaaaynie. –głos Harry’ego z początku był radosny, z czasem jednak po prostu się załamywał, chociaż Harry starał się to ukryć.
-Wiem, mały. Wrócę niedługo. Musze to skończyć szybko. –nie chciał ciągnąć dalej. Już i tak mógł zacząć wzbudzać podejrzenia w Harrym.
-Co u tego chłopaka? –Harry spytał jakby nigdy nic. Zayn poczuł jak coś się w nim gotuję. Dlaczego każdy pyta o tego blondyna? No ok, może nie każdy o niego pytał, Harry był pierwszym. Zayna rozzłościł jednak fakt, że najchętniej zdałby relację z całego tego czasu Harry’emu, a przecież nigdy tego nie robił. Co więcej na pewno nie zapomniałby się pochwalić, że dziś stanął z nim twarzą w twarz, to jednak nie był powód do dumy. Nie dla niego.
-Gówno. –odparł dość szorstko i po chwili dopiero zdał sobie sprawę z tego, że rozmawia z lekko podłamanym Harrym. Uśmiechnął się lekko i szybko dodał- Przepraszam. Po prostu chciałbym już wrócić do domu, mam dość. Powinienem być przy tobie.
-Nie martw się, Zaynie. Wszystko będzie w porządku. Daje sobie radę, na prawdę. Jest ok. No i powodzenia. Mam nadzieje, że szybko wrócisz. Brakuje mi tu ciebie.
-Wiem. Mi też ciebie brakuje. Gdy będę w Londynie pierwszą rzeczą, którą zrobię będzie skopanie dupy temu skurwiałemu Joshowi. Mały sukinsyn. – zaklął pod nosem. Może Harry nie chciał o tym rozmawiać, jednak Zayn był poważnie zły na tego chłopaka. Harry jednak zaśmiał się radośnie jakby to nie miało dla niego znaczenia. Nie chodził dokładnie o to, po prostu Harry’ego cieszył sposób, w jaki Zayn martwił się o niego i chronił go przed cały złem tego świata.
-Nie martw się, to nic takiego. Wiesz, on nie ciągnął mnie tam siłą, to w sumie ja go pierwszy pocałowałem… Więc to moja wina, on po prostu był pijany.
-Gówno prawda. On wiedział, że się w nim kochasz! Po chuj ci robił nadzieje?! Bawi go to? Skopię mu dupę tak, że nie usiądzie na niej do końca roku. Wsadzę mu tam największy parasol jaki znajdę, otworzę i będę wyciągał najwolniej jak się da, żeby się kurwa nauczył, że ciebie się kurwa nie dotyka. –nerwy Zayna zaczynały puszczać, nawet jeśli widział roześmianą buzię Harry’ego. On wiedział, że loczek cierpi, tylko chce zgrywać twardego. Chciał aby go to nie obchodziło, ale tak naprawdę umierał w środku. – Na prawdę dajesz sobie radę?
Harry milczał, po chwili spuszczając głowę. Nie lubił płakać. Szczególnie nie przy Zaynie, który zawsze był silny. Chciał być równie silny i obojętny.
-Harry. Nie płacz. Niedługo wrócę i będzie dobrze. Nie płacz, Harry, zaopiekuję się tobą, wiesz o tym.
Harry wiedział. Harry wiedział, że Zayn wróci i zaopiekuje się nim, i sprawi, że Harry nie będzie myślał o Joshu. Zayn był w stanie odwrócić jego uwagę od całego świata, po prostu będąc obok i dbając o niego.
-Harry. Proszę, przestań. Mam wyrzuty, że nie ma mnie teraz przy tobie…
-Kocham cię, Zayn. –głos Harry’ego był cichy i drżał, choć Harry próbował się uspokoić. Wciąż nie patrzył na Zayna, ale coś w tym wyznaniu rozczuliło Mulata.
-Wiem, mały. Ja ciebie też. –odparł spokojnie, starając się brzmieć przyjemnie.
-Wracaj już do mnie. –szepnął szybko wycierając rękawami łzy i starając się doprowadzić do ładu swoje loczki, niesfornie opadające mu na czoło.
-Postaram się, Harry. A ty dbaj o siebie w tym czasie i nie wpuszczaj Josha, mówię poważnie. Masz urwać z nim kontakt, albo tobie też skopię dupę! –zażartował niepewnie, ale uśmiech Harry’ego upewnił go w twierdzeniu, że udało mu się choć trochę poprawić mu humor.
-Wiem, nie będę się do niego nawet odzywał. Nie martw się, jestem dużym chłopcem. – pierś Harry’ego dumnie wypięła się do przodu, mówiąc ostatnie zdanie i obaj mimowolnie parsknęli śmiechem.
Po krótkiej wymianie zdań Harry oświadczył, że idzie spać, bo czuje się trochę źle. Zayn poobserwował jeszcze trochę Niall’a po czym położył się spać. Czuł, że jutro to się skończy. Nie wytrzyma już długo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz