piątek, 10 stycznia 2014

6

Rozdział 6

Louis wracał do domu, czując się wyczerpanym przez tonę papierkowej roboty, która była mu przekazana i przez spotkania, które wydawały się nie mieć końca. W klasie każdy profesor dawał im listę rzeczy do skończenia przed wstępnym egzaminem. I żadna z nich nie była bułką z masłem.

Jednak rzeczą, która sprawiała Louisa bardziej zmęczonym, była myśl, że będzie musiał stawić czoła Zaynowi ponownie każdego dnia. Powodował, że Lou w domu czuł się nieswojo z rodziną i zawsze próbował zaczepiać go w jego pokoju. Był zakłopotany, gdy zdał sobie sprawę, że kolejny raz robił “to” z Zaynem w bibliotece. Myśl, że był Przewodniczącym Rady Studentów i robił coś takiego, sprawiała, że czuł się zawstydzony.

- Dlaczego powinienem to zrobić? Nie masz zielonego pojęcia, jak strasznie cię pragnę, Lou. Ja bardzo brakowało mi ciebie.

Głos Zayna sprawiał, że drżał. Za każdym razem, kiedy mówił do niego w taki sposób, jego ciało traciło kontrolę.

- Wtedy przemyślałem wszystko. Pojąłem dlaczego uciekłeś i to doprowadziło mnie wystarczając do depresji, by gonić za tobą.

Przystanął na chwilę, zaskoczony słowami, które powiedział Zayn.”Czy on naprawdę wie, dlaczego uciekłem?” Jego umysł nagle wypełnił się pytaniami. „Czy był rzeczywiście świadomy, że czułem coś, co sprawiło, że oddaliłem się od niego?” Pozbierał myśli i zaczął z powrotem iść. Została tylko jedna przecznica zanim dojdzie do domu, a Louis nie mógł przestać myśleć o Zaynie. Mógł zauważyć, że jego opór wobec niego stawał się słabszy wraz z tym, jak dni mijały i nie była to w żaden sposób dobra wiadomość. Jego serce biło jeszcze bardziej za sprawą uczucia względem niego, które pogłębiało się. Dzień w dzień, Louis chciał go zobaczyć, nawet jeśli wmawiał sobie, iż tak nie jest.

Jego serce trzepotało, a żołądek wzburzał się przez wzrok Zayna i Louis wciąż nie wiedział, czy chciałby poczuć to ponownie.

- Oh, kochanie, jesteś. - Jego mama otworzyła mu drzwi i delikatnie pocałowała go w policzek.

- O co chodzi z tym jedzeniem? Spodziewamy się kogoś? - Louis wskazał na stół w jadalni; dziesięć trójkątnych kanapek i dzban pomarańczowego soku znajdowały się przygotowane na tacy.

- Właściwie, oni są już tutaj. Zayn przyprowadził kilku przyjaciół. Powiedział, że zamierza udzielać im korepetycji. Nie będziesz mieć nic przeciwko zaniesieniu im tego? - Johannah przybrała proszący wyraz twarzy, a Louis wywrócił oczami, zanim pocałował swoją mamę i puścił oczko.

- Jasne.

Louis był dopiero w połowie schodów i już mógł usłyszeć słaby chichot wydobywający się z wnętrza pokoju. Nagle zdał sobie sprawę, że nigdy nie widział przyjaciół Zayna na uniwersytecie i poczuł niepokój. Zastanawiał się, jak Zayn go przedstawi, myśląc, żeby lepiej go nie zawstydzał na ich oczach.

Louis nie spodziewał się widoku, jaki ujrzał. Zayn spał na jego łóżku, dwie dziewczyny ułożył głowy na jego ramionach, a wyższy chłopak robił im zdjęcie. Dwóch innych grało w karty, a jeszcze jeden szperał na jego stole.

Wysoki chłopak zauważył go i zaczął kopać w łóżko wystarczająco, by obudzić trójkę. Inny zobaczył, co tamten zrobił i spojrzał w kierunku Louisa, zdając sobie sprawę, że nie był to tylko Przewodniczący Rady Studentów, ale także właściciel pokoju. Szturchnął resztę przyjaciół i ruszyli się, by sprzątnąć bałagan, jaki był na podłodze.

- Lou, jesteś. - Zayn ospale przetarł oczy, gdy uśmiechnął się do niego, ale poczuł się nieswojo, gdy ten zignorował go. Chłopak, który znajdował się na stole, wydawał się nie zauważyć jego obecności i kontynuował przeglądanie rzeczy Lou. Było to coś, czego Louis nienawidził najbardziej. Był zaledwie cal od niego, więc chłopak cisnął przed nim tacą.

- Kto do cholery pozwolił ci dotykać moich rzeczy? - Louis spojrzał na niego, a brunet prawie spadł z krzesła. Nie wiedział, dlaczego nagle poczuł się zirytowany. Był całkowicie świadomy, że nie było to tylko przez hałas, czy to, że jakiś głupi koleś dotykał jego rzeczy. Spojrzał na łóżko i z powrotem to zobaczył. Zayn wraz z tymi dwoma dziewczynami przyglądali mu się w zdziwieniu przez to, co zrobił.

- Lou, przepraszam. Ja mu powiedziałem, żeby tam usiadł. To moja wina. - Zayn wstał z jego łóżka, gdy zaczął iść w kierunku chłopaka. Zauważył rękę Mulata zbliżającą się do jego ramienia. - Nie bądź zły…

- Odsuń się ode mnie. - Louis rzucił gniewne spojrzenie w jego kierunku. Było coś w nim, czego wiedział, że nie powinien czuć; ale nie mógł po prostu tego znieść. Zobaczył Zayna z tymi dwoma dziewczynami w jego łóżku, na miłość boską. Przeszedł obok niego i nawet grobowa cisza w pokoju nie zaniepokoiła go.

- Powodzenia z korepetycjami. - Louis oświadczył bez oglądania się za siebie.

- Lou! - Zayn był w stanie chwycić jego rękę, zanim zdołał zrobić krok w dół po schodach. - Co to było? Dlaczego się tak zachowałeś?

- Nie lubię ludzi dotykających moich rzeczy, Zayn, i jestem wykończony. - Louis nie spojrzał na niego, szarpiąc się by oderwać się od niego.

- Coś nie tak? Jesteś wściekły, bo przyprowadziłem moich przyjaciół? Wiem, że nie chodzi ci tylko o jakiegoś kolesia, dotykającego twoich rzeczy.

- NIE! Puść mnie! - Tym razem tak strasznie chciał uciec od Zayna. Nie chciał widzieć jego twarzy; twarzy, która wygodnie spała sobie na jego łóżku z tym dziewczynami. Czuł się głupio przez wszystko, co myślał o nim.

- Dlaczego jesteś taki? Zrobiłem coś źle? Powiedz mi! - Zayn przyciągał go bliżej. Jego oczy płonęły, gdy spojrzał w oczy Louisa. Jego uchwyt robił się mocniejszy i Lou nie miał miejsca, by uciec od niego.

- Nic. Po prostu wróć tam. - Pochylił głowę, przygryzając język w desperacji, by nie wypowiedzieć ani jednego słowa więcej. Przez moment myślał o tych wszystkich rzeczach, które Zayn mu powiedział; jaki był szalony na jego punkcie, jak strasznie go pragnął i jak bardzo Zayn tęsknił za nim.

- Przecież wiesz, że jeśli będziesz tak dalej robić, ja zdecydowanie coś zrobię. - Głoś Zayna nagle się zmienił. Był wystarczając, by sprawić, ze kolana się pod nim ugięły i nie był w stanie oprzeć się pragnieniu, by spojrzeć w palący wzrok Zayna, skierowany na niego. - Sprawię, żebyś mówił, Louis.

- Jeśli myślisz o mnie i tobie uprawiającymi seks, to się zdecydowanie nie stanie. - Louis szarpnął swoją ręką ostatni raz i Zayn w końcu pozwolił mu odejść z cieniem uśmiechu na swojej twarzy.

- Oh, naprawdę? Powinieneś bardzo uważać na to, co mówisz, Lou-Lou.

- Serio? Więc powiem ci to jeszcze raz: nienawidzę cię Zayn. Kurewsko nienawidzę cię. Zapamiętaj to. Jesteś moim najgorszym wrogiem i nie zamierzam przegrać.

- Będziesz tego żałować.

- Przekonamy się, Malik. - Louis obrócił się, gdy schodził po schodach. Nie miał pojęcia co aktualnie czuł. Zaledwie minutę temu był wykończony, zły, a teraz czuł się, jakby przyjmował do świadomości każde słowo, które właśnie powiedział.

W końcu zrozumiał ich sens: Nie rzucił właśnie wyzwania Zaynowi Malikowi, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz