"Z grzechem, nie ma kompromisu…"
Louis jęknął, czując ból w okolicach linii obojczyka oraz szyi, gdy chciał zmienić pozycję szczelniej okrywając się ciepłym kocem. Powieki uchyliły się, jednak przez zmęczenie jego oczy były przymrożone. Samopoczucie chłopaka nie było najlepsze, co pewnie świadczyło o dobrej zabawie poprzedniej nocy oraz nieprzyjemnych konsekwencjach w postaci bezlitosnego kaca. Do uszu Louisa dobiegł dźwięk krzątaniny. Zdziwiony natychmiast podniósł się z impetem, co wywołało ból w okolicach skroni. Od razu przyłożył palce do nasady nosa, osłaniając się od światła drażniącego jego tęczówki. Siedział na krawędzi łóżka, wspominając zdarzenia z imprezy. Zaśmiał się pod nosem przypominając sobie o zabawie z Zaynem, a szczególnie o wyrazie jego twarzy. Wydawało się to być jedynym pocieszającym aspektem dzisiejszego dnia.
– O proszę, postanowiłeś wrócić do świata żywych? – Zayn niosąc w dłoni szklankę wody oraz kładąc ją na stole, usiadł naprzeciw chłopaka.
– Nic o tym nie mów… – mruknął sięgając po naczynie. – Dlaczego do cholery boli mnie cały prawy bok? – zapytał, zerkając na przyjaciela który prychnął śmiechem.
– Byłeś niemal nie przytomny, więc ja i Li nieśliśmy cię do samochodu. Wybacz, poważnie nie chciałem cię puścić. – Zayn uśmiechnął przepraszająco, a w tym momencie uderzyła w niego poduszka.
– Zayn… co ty masz na szyi? – Tomlinson przechylił głowę nieco w prawo, marszcząc brwi.
– Ach, masz na myśli ślad który po sobie zostawiłeś?! Och, nie rób takiej miny. Właśnie skoro już o tym mowa, zepsułeś stół u Eda, zbiłeś kilka szklanek, wpadłeś na mojego ojca oblewając go drinkiem…
– Co ty pieprzysz? – Oczy Louis rozszerzyły się w zdziwieniu, a Zayn założył ręce na piersi spoglądając na chłopaka nonszalancko.
– To jeszcze nie wszystko, twoi rodzice i reszta towarzystwa nie widzieli jak tańczyliśmy, ale musiałeś to wszystko zniszczyć. Gdy Nick przyszedł rzuciłeś się na niego gotowy pocałować, na szczęście w porę cię złapał i zagarnął w objęcia. Jednak twoi rodzice to wszystko widzieli, nie tylko oni…
– Świetnie – jęknął opierając łokcie na kolanach by wpleść palce we włosy zaciskając je. – Teraz, gdy tylko wejdę do ich domu, będę słyszał jedynie dźwięki dezaprobaty.
Zayn poklepał Louisa po ramieniu, gdy ten stał na przedpokoju zakładając buty oraz kurtkę. Posłał mu pocieszające spojrzenie, po czym zamknął drzwi za szatynem. Chłopak sięgnął do kieszeni wyciągając telefon, na którym widniało wiele nieodebranych połączeń od jego matki. Przewrócił oczyma wiedząc, że jest zmuszony na złożenie wizyty w rodzinnym domu, co nie zapowiadało się przyjemnie. Gdy doszedł do swego mieszkania, przekręcił zamek w drzwiach znikając w ich progu. Rozbierając się, od razu obrał kierunek do łazienki, by wziąć odświeżający prysznic, który w tej chwili bardzo potrzebuje jego zmęczone ciało. Oparł czoło o chłodną płytkę rozkoszując się strumieniami wody które przyjemnie pieściły cielesność chłopaka.
Mogłoby się wydawać, iż rodzice Louisa byli przeciwni jego orientacji. Wręcz przeciwnie, wspierali swojego syna, szanowali jego decyzje oraz zawsze starali się rozumieć. Jednak niektórzy ludzie nie pojmowali tego, a ich ciekawości była bezgraniczna jak i nie na miejscu. Pani Tomlinson nie raz powstrzymywała się od uderzenia kogokolwiek, kto zadał pytanie dotyczące seksualności jej syna. Nie chciała, by ktoś mógł skrzywdzić go ubliżającymi słowami, wywoływać prowokacje czy szydzić. Louis zdawał sobie sprawę, z przewrażliwienia rodziców na tym punkcie, więc zawsze starał się zachowywać odpowiednio w ich towarzystwie. Wiedział, że wszystkie obelgi kierowane do jego osoby, zdecydowanie bardziej ranią jego opiekunów niż samego Louisa. Dlatego za wszelką cenę starał się, by nie musieli oni wysłuchiwać tak przykrych rzeczy.
Stukał nerwowo opuszkami palców w kierownicę, gdy jechał ruchliwą ulicą. Pozostawało jeszcze coś, co martwiło go najbardziej. Mianowicie Nick, a raczej pocałunek który niemal złożył na ustach mężczyzny wśród tylu ludzi. Będzie musiał go przeprosić, co wiązało się ze złożeniem odwiedzin, a to z kolei nie było rozkoszną sytuacją. Chociaż mogłoby być gdyby znów poczuł na sobie jego dotyk… Nie, nie. Chłopak wypuścił powietrze z płuc na samo wspomnienie dłoni Nicka snujących po jego ciele. Zdecydowanie nie było to dobrym rozwiązaniem by znalazł się w jego mieszkaniu, jedynie z nim, sam na sam. Zakończyli ten epizod, jednak sam do końca nie wiedział co było tego powodem. Łączyła ich przyjaźń z przywilejami, a było to korzystne dla ich obojga, więc dlaczego z tego zrezygnowali? Ach, tak… Pewnego dnia Grims wspominał coś o niebezpieczeństwie takiego układu, mianowicie zakochaniu się. Szczerze Tomlinson nie rozmyślał nad tym, by mógł żywić jakiekolwiek głębsze uczucia do mężczyzny, jednakże uszanował jego decyzję.
Louis uniósł dłoń przykładając ją do drzwi. Przymykając oczy zapukał, by po chwili w progu stanęła jego mama witając go czule. Chłopak wszedł do środka odwieszając płaszcz oraz ściągając buty, po czym uścisnął rodzicielkę, mówiąc, że u niego wszystko jest w porządku oraz nie ma się czym martwić. Zawsze ją o tym zapewniał, ona jedynie kiwała głową ze zrozumieniem, choć na jej twarzy pojawiało się niedowierzanie. Kobieta poprosiła syna, by ten usiadł podczas gdy nastawiała wodę na herbatę. Louis uśmiechnął się gdy Jay podała mu kubek ciepłego napoju, co odwzajemniła tym samym.
– Jak się czujesz po wczorajszym wieczorze? – Louis wzdrygnął się słysząc znajomy głos, przez co naczynie trzymane w jego dłoni przechyliło się nieco parząc wnętrze jego ust, syknął odstawiając herbatę.
– Dan, miło cie widzieć – odezwał się przygryzając obolały język zębami. Mężczyzna uśmiechnął się, siadając obok chłopaka.
Louis miał dobry kontakt ze swoim ojczymem, który wychowywał jego jak i siostry niczym własne dzieci. Mimo, iż niekiedy kłócili się, nie miało to znacznego wpływu na ich relacje. Cieszył się, że los postawił kogoś tak dobrego na drodze życia Jay. Dwie pary oczu przyglądały mu się, przez co odkrzyknął zirytowany. Pani Tomlinson natychmiast odwróciła wzrok, jednak tęczówki Dana nadal spoczywały na jego osobie i wiedział, że dopóki się nie odezwie mężczyzna nie odpuści.
– Tak, więc jak wy się bawiliście? – zapytał, przywołując uśmiech.
– Było dobrze, do momentu w którym rzuciłeś się na Nicka, który był zupełnie zdezorientowany i obarczony wszystkimi wścibskimi spojrzeniami. – Louis westchnął opierając się o kanapę.
– Nie wiedziałem co robię, po za tym powtarzałem wam już tyle razy, że nie interesuje mnie opinia innych na mój temat. – Chłopak założył ręce na piersi, spoglądając na zmartwioną Jay.
– Może ciebie nie interesuje, jednak Nick i jego stanowisko…
– Dan, Grims nie kryje się z tym, że jest gejem, więc przestań pieprzyć. – Louis przewrócił oczami przerywając, na co Jay jęknęła wiedząc, że taka wymiana zdań nie prowadzi do niczego dobrego.
– Oczywiście, jednak jak zauważyłeś, nie obwieszcza się z tym przesadnie, jest komisarzem, reputacja jest dla niego ważna. – Dan spojrzał na Jay która przytakiwała. Szatyn przejechał dłonią po policzku wzdychając cicho.
– Przestańcie przejmować się tym, jaką opinie mają o mnie inni. Mnie to nie interesuje, więc was nie powinno tym bardziej. Mam dwadzieścia lat, nie szesnaście, poradzę sobie. Co do Nicka, nie sądzę by myślał o swojej reputacji gdy mnie posuwał. – Oczy Jay rozszerzyły się w zdumieniu, a twarz jego ojczyma wykazywała niemałe zaskoczenie. Rodzice Lou nie mieli pojęcia o tak zawiłych relacjach między ich synem a znajomym rodziny.
Louis nie odzywając się, wstał przechodząc do przedpokoju gdzie ubierał się pospiesznie. Gdy położył dłoń na klamce poczuł na ramieniu dotyk. Kobieta wpatrywała się w Louisa, uśmiechając lekko, po czym złożyła na jego policzku delikatny pocałunek. Chłopak odpowiedział na ten gest delikatnym uśmiechem, a po chwili drzwi domu Tomlinsonów zamknęły się za nim. W tym momencie zaśmiał się do siebie, wiedząc już w jakie miejsce powinien się udać. Nie chciał tak dosadnie poinformować Dana i Jay o tym, co działo się między nim a Nickiem, jednak był zadowolony, że jego rodzice mieli świadomość, iż sypia z innymi mężczyznami, co powinno zapewnić mu koniec poruszania tematu uważania na własną osobę oraz seksualność ze względu na nie komfort rozmowy. Miał nadzieje, iż zrozumieli, że nie chce się z tym kryć. A stosunki innych do niego całkowicie go nie absorbują.
Szatyn przystępował z nogi na nogę, gdy czekał, aż drzwi uchylą się i ujrzy witającego go Grimmy’iego. Mężczyzna słysząc pukanie, przekręcił zamek, a jego brwi uniosły się ku górze gdy zobaczył Tomlinsona.
– Witam Tommo, co cię do mnie sprowadza? – zapytał, odsuwając się w przejściu, by chłopak mógł wejść do pomieszczenia.
– Postanowiłem cię odwiedzić, mam nadzieje, że wybaczyłeś mi za wczoraj? – Odwiesił płaszcz, spoglądając przez ramie na przyjaciela.
– Oczywiście. Zaskoczyłeś mnie, wiesz?
– Czym takim, Grims? – Szatyn skierował się do salonu, prowadzony przez mężczyznę.
– Chciałeś mnie pocałować – stanął w przejściu do kuchni opierając się biodrem o framugę drzwi, na co chłopak również się zatrzymał, spoglądając w dobrze znane mu tęczówki.
– Owszem, nie mogę zaprzeczyć – odpowiedział, podchodząc znacznie bliżej. Jego palce spoczęły na klatce piersiowej Nicka, sunąc w górę.
Dłoń Grimshawa znalazła się u dołu pleców młodszego chłopaka, gdy ten przylegał do niego całą powierzchnią swego ciała. Louis składał delikatne pocałunki na jego szyi, przygryzając skórę oraz tworząc ścieżkę całunków prowadzącą do kuszących ust. Musnął ich kącik, by po chwili naprzeć na nie rozkoszując się ich pełnym kształtem oraz miękkością. Grims odpowiedział tym samym, a ich wargi wspólnie poruszały się powodując zatracenie w zachłannym pocałunku. Obydwoje byli spragnieni dotyku, nie zachowując jasności umysłu, by myśleć o trzymaniu się ustalonych zasad, aby nie powtórzyć sytuacji mających miejsce jakiś czas temu. Jednak ponownie do nich powracali, nie zważając na to najmniejszej wagi. Nie teraz gdy ich dłonie błądziły pożądliwie badając wzajemnie fakturę znanej im cielesności.
Louis przejechał językiem po dolnej wardze Nicka, by dotrzeć do jego wnętrza. Przejechał wzdłuż podniebienia wywołując tym gestem cichy jęk kochanka. Obydwoje zabiegali o dominacje, gdy Grims niechętnie oderwał się od młodszego chłopaka sięgając dłońmi do materiału jego swetra, by pozbyć się zbędnego okrycia. Tomlinson zrobił to samo, po czym pchnął bruneta na łóżko siadając okrakiem na jego biodrach, by pocałunkami pieścić skórę jego obojczyków.
***
Liam siedział trzymając usta przy splecionych dłoniach, a jego łokcie opierały się na kolanach. Tuż przed nim, na stole znajdowała się biała koperta, a nieopodal niej, czarny, niewielki aniołek. Chłopak odwrócił od figurki wzrok, czując jakby ta wpatrywała się w niego. Gdy rano, odkładał spodnie zrzucone pospiesznie, kilka godzin wcześniej, poczuł coś w ich tylnej kieszeni. Mianowicie była to owa koperta, a otwierając ją, nigdy nie przypuszczał, iż ujrzy taki podarunek. Jednakże, co on mógł oznaczać? Zastanawiał się, czy ktokolwiek powinien o tym wiedzieć, więc spoglądał w tej chwili na telefon nie pewny czy powinien wykonać połączenie do któregoś z przyjaciół. I gdy już chciał wybrać numer Zayna, pomyślał, że lepszym rozwiązaniem będzie, gdy popołudniu odwiedzi Louisa, on z pewnością był osobą, która pomoże mu przepędzić złudne odczucia.
Harry uśmiechając się do siebie, popijał kawę oraz przełączał kanały w telewizji nie zwracając większej uwagi co znajduje się na ekranie. Był ciekaw, czy jego wiadomość została już odczytana oraz czy zmusiła kogoś do refleksji. Jeśli tak, będzie zdecydowanie łatwiej niż przypuszczał, jednak gdy nikt nie potraktuje tego poważnie będzie zmuszony do podjęcia dalszych działań. W końcu wszyscy jesteśmy grzesznikami, jednak przyjdzie nam za to zapłacić… Daje im czas do dzisiejszego wieczoru. Pozostałe siedem pamiątek czekają na swoją kolej.
Chłopak wpatrywał się w kobietę, która siedząc przy kuchennym stole, sunęła stalówką pióra po pożółkłym arkuszu, pozostawiając ślady czarnego atramentu. Jej pismo było staranne mimo, iż każda litera zdawała się być zapisana ze znaczną determinacją. Po długich namowach, dniach tłumaczenia swych zamiarów oraz spędzeniu ich na słuchaniu ciotki, która powtarzała, iż nie należy rozpatrywać przeszłości, trzymał w dłoniach coś, na czym tak bardzo mu zależało. Listę będąca bardzo cenną, a na niej wypisane nazwiska…
Malik, Payne, Tomlinson, Clader, Peazer, Shelley, Edwards, Horan.
A wszystkie nawiązywały do jednego. Mianowicie Cox. Jednak co ludzie noszący nazwiska widniejące na spisie zawinili teraz już dziewiętnastoletniemu chłopcu? Niewyobrażalnie wiele. Odpowiedzialni są za coś, co całkowicie zmieniło jego życie, ponoszą winę śmierci…
– Co teraz zrobisz Harry? – Ciotka spojrzała na chłopaka, który w rękach trzymał kartkę, a jego usta przyozdabiał uśmiech.
– Zaspokoję palące pragnienie zemsty…
***
Pan Shelley zamknął za sobą drzwi, niespokojnie zerkając na ludzi zebranych w biurze pana Malika. Każdy siedział, czekając na podanie powodu tego nagłego spotkania. Mężczyzna westchnął sięgając po złożony papier znajdujący się na blacie stołu, a jego dłonie nieco drżały. Obrzucił spojrzeniem wszystkich znajdujących się w pokoju, po czym rozkładając kartkę, przełknął ciężko ślinę.
Gdzież, że do tej pory był? Kogo strzegł, a czego krył? Gorzkiej prawdy utajonej, w tajemnicy usidlonej. On upadły, on spragniony, żądzą zemsty uwiedziony. Cisza, głucha, nie przyjemna lecz skończona, w stękach, w jękach… Krew przelana, krew na rękach. Winny będzie w mych udrękach.
Pod czarnymi skrzydłami, otulony pragnieniami…
Gdy skończył czytać, nikt nie odezwał się słowem, wciąż nie dowierzając temu, co właśnie usłyszał. W pewnym momencie Edwards odsunął krzesło czemu towarzyszyło nie łagodne skrzypienie, przez które dreszcze ponownie przebiegły wzdłuż kręgosłupów zebranych. Podchodząc pewnym krokiem do mężczyzny wciąż trzymającego wiadomość między palcami, zabrał ją i nie czekając na jakiekolwiek protesty i tak nie świadomych jego zamiaru pracowników, ze spokojem umieścił ją w niszczarce na dokumenty.
– Edwards, co ty robisz?! – Krzyknęła jedna z kobiet, gwałtownie wstając.
– Jest tam jasno wyrażone, że ktoś wie. Ktoś spoza nas… – Clader splutł dłonie na stole, rozglądając się wokoło.
– Nie mówcie mi, iż wierzycie w jakiekolwiek pogróżki. Ktoś po prostu postanowił sobie z nas zakpić, zmusić do tymczasowego zawieszenia działalności, widząc jak firma dobrze prosperuje, to przypadek. – dodał Edwards stanowczym tonem.
Mimo, że każdemu nasuwały się męczące pytania, postanowił milczeć zmuszając się do uwierzenia w słowa które zapewniały szczeniacki wybryk, zagranie ze strony konkurencji, bądź cokolwiek innego, nie dopuszczając do siebie myśli o sprawach powracających do nich sprzed lat. Zmuszało to do kolejnego zapomnienia.
***
W pomieszczeniu rozległ się głośny jęk mieszający ze wzburzonym oddechem. Nick opadł na miejsce u boku szatyna, gwałtownie nabierając tlen w płuca. Ich klatki piersiowe unosiły się w szybkim tempie przez zmęczenie ogarniające ciała. Grims odwrócił głowę w kierunku chłopaka, uśmiechając się. Dłonią przejechał po jego czole, odgarniając przylegającą do niego grzywkę. Louis wciąż zamglonym spojrzeniem, śledził gest mężczyzny. Dopiero teraz, gdy większość emocji oraz pożądania znikała, uświadomił sobie do jakiego czynu pozwolili dopuścić. Jednak nie żałował, wciąż czując przyjemny afekt znajdujący się w jego podbrzuszu. Leżeli bez słowa i Tomlinson poczuł się nieco dziwnie gdy ich nogi wciąż były ze sobą splątanie a atmosfera błoga. Opuszki palców Nicka dotykały łagodnie jego ramienia, sprawiając, że wszystkie te akty między nimi były zdecydowanie bardziej intymnie, niż dotychczas. Niezaprzeczalnie przerażało go to.
– Myślę, że powinienem się zbierać. – Louis przerwał panującą ciszę, po czym uniósł się lekko, podpierając na łokciach.
– Umm… tak, jasne. – Grims zdziwił się nagłą reakcją chłopaka, jednak nie dawał tego po sobie poznać. Nie chciał, by Louis domyślił się, iż to go dotknęło.
Kiedy szatyn późnym popołudniem, ułożył się wygodnie na kanapie, włączając telewizor, przymknął powieki analizując zdarzenia dzisiejszego dnia. Grimmshaw zdecydowanie zajmował większość jego myśli, sprawiając, że czuł niecodzienny ucisk w żołądku. Ten który towarzyszy nam w razie niepokoju. Było pewnym, iż nie żywił większych uczuć do jego osoby, jednak dzisiejsza sytuacja była zupełnie inna, jakby nigdy przez niego nie doświadczona. Louisowi podobała się ta delikatność, uczucie bezpieczeństwa oraz ciepło bijące z głębokich tęczówek Nicka. To było czymś nowym, jakby wybiegającym po za jedynie łączący ich seks. Czymś, co zdecydowanie pozwalało poznać inne zależności względem drugiej osoby.
Do jego uszu dobiegł dźwięk pukania w drzwi, a po chwili głosy witających się przyjaciół, którzy nie czekając na zaproszenie, przekroczyli próg mieszkania. Louis uśmiechnął się widząc Eleanor wraz z Niallem, niosących torebki z pączkami jak i kubki z aromatyczną kawą. Siedzieli oglądając przypadkowe programy telewizyjne, gdzie przy okazji rozpoczęła się bitwa o pilota, ponieważ Louis nie miał zamiaru oglądać ulubionego serialu Els, która strasznie przeżywała losy bohaterów. W efekcie końcowym Horan przejął przedmiot będący powodem sprzeczki, decydując się na nowy sezon “Supernatural” który zdecydowanie odpowiadał wszystkim. Clader oparła głowę na ramieniu Tomlinsona, przyciągając do siebie Nialla co sprawiało, iż wyglądali jakby kanapa była zdecydowanie mniejsza niż w rzeczywistości. Louis dostrzegł rozświetlający się ekran jego telefonu, gdzie widniało połączenie przychodzące od Grimmy’iego.
– Wybaczcie, za raz wracam – uśmiechnął się po czym przepraszając towarzystwo, wyszedł na przedpokój zastanawiając sie, czego chce przyjaciel.
Odbierając telefon, mógł spodziewać się zaproszenia na kawę, chęci rozmowy o zdarzeniu z przed kilku godzin, czy też informacji, że zostawił swoją rzecz w mieszkaniu chłopaka. Jednak nigdy nie myślał, iż to jemu przyjdzie usłyszeć te słowa, które sprawiły, że jego serce zastygło w piersi. Nie dając jakiejkolwiek odpowiedzi, rozłączył się, ściskając telefon w dłoni. Wolnym krokiem wrócił do pokoju, czując jak traci władzę w nogach, a każdy ruch sprawia nieopisany ciężar. W jego lazurowych tęczówkach zbierały się łzy. Niall spojrzał przerażonym wzrokiem, na bladą niczym papier twarz przyjaciela, a Eleanor zmarszczyła brwi w dezorientacji, podnosząc się do pozycji siedzącej. Gardło Louisa było ściśnięte, sprawiając, że słowa nie chciały wydobyć się z jego ust. Między nimi panowało milczenie, które z każdą sekundą stawało się co raz większą torturą. Jednakże wiedział, że zmuszony jest przerwać ciszę drżącym głosem.
– Dzwonił Nick. Liam miał wypadek samochodowy… nie żyje. – Wraz z wypowiedzianymi słowami, po jego policzkach spłynęły pierwsze słone krople łez.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz