Harry usiadł w pokoju u boku Louisa, zastanawiając się nad tym, o czym chłopak naprawdę myśli. Czy Louis szczerze mu wybaczył ? Czy może po prostu chciał, by kędzierzawy chłopak poczuł się lepiej ? Louis na pewno rozumiał, że nie była to wina Harry’ego, że jego rodzina postanowiła zgłosić to dyrektorowi szkoły. To nie było tak, że chłopiec z Cheshire ich o to poprosił ! To Felicia.
Teraz Louis siedział z dala od niego, w milczeniu wpatrując się w ścianę i cicho łkając. Ten widok zabijał młodszego chłopca, i już wiedział on, co musi zrobić.
Nie ma mowy, żeby kontynuował ranienie Louisa w ten sposób i wydawało mu się, że pomysł, który właśnie wpadł mu do głowy był jedynym sposobem, by to wszystko naprawić.
Gdy Harry wstał i wyszedł z pokoju, prawie nie zauważył na sobie wzroku Louisa.
Otwierając buteleczkę z tabletkami, którą mama Louisa kupiła, by złagodzić ból po złamaniu ręki, nie myślał o tym, jak przygnębi i zdenerwuje to Louisa. Nie myślał, jak wpłynie to na jego przyjaciół, czy rodzinę, i nie zastanawiał się, kto znajdzie go z zamkniętymi oczyma.
Harry Styles nie pomyślał o niczym, otwierając wieczko i połykając całą zawartość opakowania.
________
Danielle i Eleanor niemal pędziły do domu, w którym Harry mieszkał wraz z wujkiem i ciotką przez ostatnie kilka miesięcy. Wiedziały, że mają trudne zadanie do spełnienia, ale nic nie mogło ich powstrzymać. Bez względu na wszystko, nigdy nie pozwolą, by ktoś rzucał oszczerstwa wobec Louisa Tomlinsona.
Felicia wyglądała, jakby chciała zamknąć im drzwi przed nosem, jednak po chwili stanęła z boku i pozwoliła dziewczynom wejść do środka. – Wy dwie … lepiej tu wejdźcie – mruknęła, nie chcąc, by sąsiedzi pomyśleli, że jest niegrzeczna.
Dziewczyny weszły do znanego przedpokoju i salonu, zajmując miejsca na kanapie, którą Harry i Louis lubili często „odwiedzać”.
- Czego chcecie ? – zapytała niegrzecznym tonem Felicia, a jej oczy zwęziły się.
- Chcemy, abyście znieśli zarzuty – powiedziała Danielle, przewracając oczami. – On nie zrobił nic złego.
Felicia wyśmiała ją i stanęła przed dwoma dziewczynami siedzącymi na kanapie, krzyżując ramiona. – Nic złego-Nic złego ?! Zamienił mojego siostrzeńca w dziwoląga, na miłość boską ! – Danielle nie wiedziała, co Felicia miała na myśli, mówiąc to, a dezorientacja wyraźnie wymalowała się na jej twarzy. – W ciotę, homoseksualistę, to hańba dla ludzkości – wyjaśniła uprzejmie kobieta, na co Danielle poczerwieniała.
Ciemnowłosa dziewczyna wstała, zaciskając pięści. – Jak ich nazwałaś ?
Felicia głośno przełknęła ślinę, powtarzając te słowa. To sprawiło, że Danielle wyprostowała się i jeszcze bardziej poczerwieniała. - Jeśli oni nimi są, to ja też. To jest moja dziewczyna, Eleanor. Pozwolę sobie pani powiedzieć, że nie jesteśmy hańbą dla żadnej cholernej ludności… jesteśmy ludźmi. Podobnie jak ty i ten gruby kutas, który jest twoim mężem.
Eleanor stanęła u jej boku, wbijając morderczy wzrok w kobietę. – Myślę, że lepiej będzie, jeśli pani zniesie tę skargę.
Starsza kobieta zarumieniła się, spoglądając na nie. – Nie sądzę – powiedziała chłodno. – Myślę, że wy dwie powinnyście już wyjść. – Felicia wskazała na drzwi, a Danielle splunęła jej na twarz, tak samo, jak Zayn zrobił to Bernardowi dzień wcześniej. Kobieta wyglądała na oburzoną, ale tancerka tylko puściła jej oczko.
Obie dziewczyny wybiegły przez drzwi, mocno splatając ze sobą ręce. – Nie mogę uwierzyć, że na nią splunęłaś ! – wrzasnęła Eleanor, śmiejąc się zaraźliwie.
- Musiałam. On była taka niegrzeczna, to było obrzydliwe.
Uwagę Danielle przykuły wibracje w jej kieszeni. Spojrzała na wyświetlacz i szepnęła Eleanor, że to Liam, po czym odebrała połączenie. – Cześć Liam ! – powiedziała entuzjastycznie, zanim usłyszała dźwięk płaczu na drugim końcu linii.
- Harry… on-on przedawkował i-i jest w sz-szp-szpitalu – głęboki głos Liama rozbrzmiał w telefonie, przez co Danielle prawie go nie upuściła.
- Liam, gdzie jesteś ? Czy Louis o tym wie ? – zapytała, ciągnąc Eleanor do samochodu.
-L-Louis pojechał wraz z Ha-Harrym w karetce. Zayn także. Po-Powiedzieli mi i Niallowi, żeby do was zadzwonić i po-powiedzieć wam – powiedział, a cichy, irlandzki głosik rozbrzmiał w tle.
- Okej, Li, już tam jedziemy. Czy twoja mama może was podwieźć, czy my mamy to zrobić ?
- Moja mama zaraz będzie w domu. Zawiezie nas. – Zanim Danielle zdołała odpowiedzieć, Liam odłożył słuchawkę.
Szybko zapięła pasy i odwróciła się do Eleanor. – Harry przesadził z tabletkami, jest w szpitalu – wymamrotała do niej.
____
Louis wrócił myślami do kilku ostatnich godzin, które doprowadziły do tego, że siedział teraz obok swojego chłopaka na szpitalnym łóżku, czekając, aż Harry obudzi się po płukaniu żołądka.
Zerkając na zegar, trudno było mu uwierzyć, że zaledwie godzinę temu znalazł Harry’ego leżącego na podłodze, a jego zielone oczy były szczelnie zamknięte.
Myślał o tym, jak niekontrolowanie przeklinał, starając się wyczuć puls Harry’ego, by upewnić się, że nie był nieżywy.
Przypomniał sobie, jak łkał, dzwoniąc po karetkę, i jak nie mógł powstrzymać łez, czekając, aż przyjadą.
Louis zastanawiał się dlaczego Harry to zrobił. Nie mógł nic poradzić, tylko myśleć, że to jego wina, tak, czy inaczej.
Czyżby zbyt bardzo go od siebie odepchnął ? Może był zbyt przygnębiony zakazem nauczania w tej szkole, by cokolwiek zauważyć ?
Żaden z problemów nie miał większego znaczenia dla Louisa, gdy siedział on przy boku Harry’ego, trzymając jego dłoń w obawie o jego życie.
Jedyne, co się dla niego znaczyło, to to, że Harry wkrótce się obudzi, rozjaśniając pokój swoim zaraźliwym śmiechem i bezczelnym uśmieszkiem.
Louis poczuł ramiona Zayna oplatające jego pas, po czym wtopił się w nie niezgrabnie, odmawiając puszczenia ręki Harry’ego.
- Wydobrzeje – mruknął Zayn w jego włosy, składając tam lekkie pocałunki.
I Louis zaczął się zastanawiać, czy faktycznie tak będzie…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz