czwartek, 9 stycznia 2014

3

Liam nie czuł się ani trochę w porządku z całą sytuacją, która zaistniała między jego przyjacielem i Harrym. Ponieważ po pierwsze lubił sposób w jaki Lou zmieniał się będąc przy młodszym chłopaku. A po drugie dobrze wiedział, że Harry jest jednym z najlepszych możliwości do stałego związku dla Lou. I Liam zdawał sobie sprawę z tego, że Lou prędzej czy później będzie potrzebował kogoś. Tylko później Harry może już nie mieć ochoty dawać mu szansy.

Liam postanowił więc wziąć sprawy w swoje ręce i pewnego weekendowego wieczoru zwyczajnie zdobył z telefonu Louis’ego adres do Styles’a i ruszył właśnie tam. I nie obchodziło go jak bardzo Harry się o to wścieknie, ani to, że to nie jest sprawa Liama. Lou był jego przyjacielem i Li musiał coś z tym zrobić.

Stając przez naprawdę pięknie wyglądającym domem Liamowi przeszło przez myśl, że Harry mieszka jeszcze z rodzicami, jednak to go nie powstrzymało przed naciśnięciem dzwonka. Jednak widząc w drzwiach wysokiego, dobrze zbudowanego i naprawdę przystojnego Mulata Li był pewien, że Harry po prostu znalazł sobie kogoś na miejsce Lou. Harry był uroczy i Li podejrzewał, że na pewno urzekł już niejednego mężczyznę, jednak w tak szybkim czasie? To na pewno nie był przecież brat Harry’ego, nie byli do siebie podobni pod żadnym względem.

-W czym mogę panu pomóc? –spytał niskim głosem Mulat, a Liam wrócił ze swoich rozmyśleń na ziemię. Jego ręka automatycznie więc wysunęła się w stronę mężczyzny.

-Nazywam się Liam Payne, zastałem może Harry’ego? –spytał delikatnie, gdy jego dłoń została ściśnięta i potrząśnięta, a następnie uwolniona z uścisku Mulata.

-Zayn Malik. Tak, proszę, zaraz go zawołam.

Liam zauważył ruch ręki Zayna i drzwi uchyliły się bardziej w zapraszającym geście, więc chłopak wszedł do środka rozglądając się lekko. Liam nie był przyzwyczajony to surowych wykończeń mieszkań. Nawet jeśli czuć gdzie nie gdzie ciepło Harry’ego, to nie było to co zafundowała mu Danielle. Jednak to nie Liam tu mieszkał, więc nie powinno go obchodzić jak wygląda wnętrze. Dopiero po chwili jego wzrok zarejestrował ciało Malika ruszające w jakimś kierunku. Szedł więc powolnie za nim niezbyt wiedząc co ze sobą zrobić. Zatrzymał się dopiero gdy Zayn zniknął za jakimiś drzwiami. Prawdopodobnie drzwiami do pokoju Harry’ego.

-Harry, przyszedł do ciebie jakiś chłopak. Mówi, że nazywa się Liam Payne. Znacie się? –spytał cicho Zayn, gdy Harry spojrzał na niego spod błękitnego kocyka, którym był owinięty wsłuchując się w płytę Indigo puszczaną w kółko i w kółko.

-Och, Liam, tak… Jest przyjacielem Lou… –wyjaśnił wstając niechętnie.Zayn jakby na samo imię Tomlinsona zmarszczył brwi.

-Mam go wyprosić?

-Co? Nie, nie, Liam jest w porządku. To miły gość. Nie mów tylko przy nim o zawodzie Lou. On o niczym nie wiem. –ostrzegł uśmiechając się lekko i podciągając za duże dresy na sobie. Zayn przytaknął i po chwili wyszedł aby obserwować, jak Harry obdarowuje Liama lekkim uściskiem.

-Przepraszam, że nachodzę cię w domu. Po prostu naprawdę chciałbym z tobą o czymś porozmawiać. –odezwał się cicho gdy Harry prowadził go do kuchni, a Malik szedł gęsiego za nimi. Liam usiadł niepewnie na jednym z krzeseł, podczas gdy Harry zajął miejsce naprzeciw niego.

-To żaden problem, Li. Więc, to jest Zayn, mój przyjaciel i współlokator, możemy spokojnie przy nim rozmawiać. Jeśli oczywiście ty nie masz nic przeciwko… –mruknął Styles obserwując jak Zayn przygotowuje kawy.

-Jest w porządku. Właściwie jestem tu aby porozmawiać o Tobie i Lou… Ostatnio nie układa wam się, prawda? –Harry jednak w odpowiedzi spuścił jedynie głowę. Nie chciał słuchać o Lou. Jednak Li nie dawał za wygraną.- Wiem o tym wszystkim co się stało i naprawdę rozumiem, że możesz go teraz nienawidzić. Louis zachował się okropnie, zdaję sobie z tego sprawę.

Gdy w kuchni zapadła cisza spowodowana brakiem odpowiedzi ze strony Harry’ego, Zayn postawił przed każdym gotową kawę wcześniej niemo pytając czy Liam słodzi, lub dolewa mleka.

-Liam, jeśli naprawdę rozumiałbyś jak może czuć się Harry nie przychodziłbyś tu. Skoro wiesz o wszystkim, Louis go wykorzystał. Tu nie ma już o czym rozmawiać. –odezwał się pewnie Mulat dosiadając się do nich.

-Louis go nie wykorzystał! –uniósł się lekko Payne.- No może tak wyglądać, ja wiem… Ale znam Lou i widziałem jak obchodził się z Harrym. To po prostu tak wyszło, on nie chciał ani nie planował tego.

-Tak wyszło? Przez przypadek się z nim przespał, a potem kazał spadać? –Zayn był szczerze poirytowany gadaniem Liama. Czy ten chłopak w ogóle nie zdawał sobie sprawy z tego, że jest na przegranej pozycji? Jego przyjaciel to zwykły skurwiel, tu nie ma o czym rozmawiać.

-On nie kazał mu spadać. Po prostu stwierdził, że nie interesuje go związek.

-A Harry’ego nie interesuje bycie pieprzonym, żeby nic w zamian nie dostawać.

-Zayn, to wcale nie tak! Louis lubi Harry’ego, zależy mu na nim! Po prostu nie umie tego okazać, Louis nie był nigdy nawet w związku!

-To nie daje mu prawa do robienia Hazzie nadziei i zostawianiu go z niczym!

-Ale Louis nie chciał zostawiać go z niczym! On potrzebuje czasu, on nie jest gotowy na związek. To wszystko jest po prostu dla niego trudne i..

-I co jeszcze? Dlaczego tak uparcie go bronisz, skoro potraktował Harry’ego jak zwykłą kurwę!

-Louis nigdy nie potraktowałby Harry’ego jak kurwę! Harry jest pierwszą osobą, na której Lou zależy poza mną, ale ja jestem jedynie jego przyjacielem! Jest pierwszą osobą, którą mi przedstawił i spotkał się z nią więcej niż raz! Jest pierwszą osobą, którą zabierał na randki, i z którą mógł spędzić cały dzień nie nudząc się! Louis uwielbia Harry’ego i jego radość, jego lekko dziecięce podejście do życia, jego energię i pozytywne myślenie! To właśnie Harry dawał mu stabilność i sprawiał, że wolał przesiedzieć wieczór na kanapie pisząc z Harrym, niż upijając się w klubie! I nawet jeśli nie pokazywał tego, zwyczajnie potrzebował każdej minuty obecności Harry’ego, ponieważ on jeszcze nigdy nie był tak szczęśliwie zakochany! I to nie jego wina, że nie umie tego okazać i potrzebuje czasu!

Zayn milczał. Szczerze miał ochotę wygonić Liama ze swojego mieszkania. Przychodził bez zapowiedzi, przypominając Harry’emu o Lou i jeszcze wykłócając się o niego. Co on sobie w ogóle myślał? Cokolwiek działo się w głowie Lou, on nie miał prawa tak potraktować Harry’ego. Nigdy.

Harry również milczał. Właściwie milczał, aby się nie rozpłakać. Ponieważ gdyby to wszystko było prawdą, Harry byłby w stanie nawet teraz lecieć do Lou i wybaczyć mu wszystko. Harry chciał, aby Lou na nim zależało. Aby dalej zabierał go na randki i spędzał z nim długie godziny nie robiąc nic szczególnego. Chciał sms’ować z nim całe noce, aby później przysypiać w pracy. Ale przede wszystkim- on naprawdę chciał czuć, że Louis lubi go bardziej niż jak kumpla, albo przyjaciela.

-Więc… co twoim zdaniem powinienem zrobić? –spytał wreszcie cicho Styles wpatrując się w nieruszoną nawet kawę.

-Przede wszystkim wybaczyć mu i dać czas. Louis nie chciał cię skrzywdzić. Sam wiesz, że nigdy wcześniej nawet nie mówił niczego nieprzyjemnego, a co dopiero robić ci krzywdę. Po prostu… Poczekaj i bądź przy nim. Prędzej czy później będzie czuł potrzebę zrobienia czegoś, żeby móc pozwalać sobie na więcej. I po prostu przełamie się, i w końcu sam będzie chciał być z tobą w związku.

Harry przytaknął bez słowa, delikatnie głaszcząc ramię Zayna, aby nie denerwował się zbytnio.

-Jeśli Louis przeprosi Harry’ego- nie ma problemu. –oznajmił nagle Zayn nawet nie spoglądając na Styles’a.

-Ale… Ugh… Louis jest zbyt dumny żeby go przeprosić. Nie moglibyśmy po prostu o tym zapomnieć?

-Nie! To nie jest byle co, on zwyczajnie poniżył Hazzę! Należy mu się chociaż głupie ‘przepraszam’.

-Ale to Lou! Znacie go, on tego nie zrobi.

-To nie jest nasz problem. Harry nie będzie się prosił o jego przyjaźń.

I Zayn mógłby upierać się tak jeszcze przez dobrą godzinę udowadniając jak wielkim skurwielem jest Lou, gdyby nie Harry mający już dość całej afery w okół jego i Lou.

-Okey, Zayn, skończ proszę. Jeśli Li jest pewien, że Lou tego chcę, mogę… pójść do niego i porozmawiamy. Albo on może przyjść do kawiarni, gdy już skończy mi się urlop.

Po tym jak Liam zapewniał i o tym, jak bardzo jest pewien, że Lou brakuje Hazzy i żałuje tego co zrobił, wreszcie opuścił ich dom. I zrobił to na chwilę przed tym jak Niall wytoczył się ze swojej sypialni kończąc jakąś pracę pisemną, z którą męczył się przez ostatnie dwie godziny.

Po chwili zasiedli więc przed telewizorem, a plecy Horana automatycznie wcisnęły się w przestrzeń między ręką, a tułowiem Malika. Harry zapewne usiadłby obok nich gdyby nie wolał przyglądać się dokładnie zachowaniu chłopaków, aby dogryzać im co jakiś czas na temat tego, jak wielce zakochani są w sobie.

Na ekranie latały co raz to nowe obrazy będące częścią wiadomości, a Niall próbował wyrwać delikatnie pilota z rąk Mulata mrucząc przy tym jak bardzo nudny jest ten program.

-Nie, Niall. Nie będziemy znowu oglądać meczy. Chciałbym czasem wiedzieć co dzieje się na świecie.

-Zayn, jesteś okropny! Co nas obchodzi zamach w Bostonie? Bardziej obchodzić nas powinien wynik meczu! Celticsi* grają dziś z Bullsami*!

-Nie! I daj mi już spokój, denerwujesz ludzi i przeszkadzasz! –uparł się Malik, chowając pilota za swoimi plecami, gdzie chłopak nie miał dojścia siedząc opartym o niego.

-Och, jak stare, dobre małżeństwo. –skwitował wreszcie Styles, nie mogąc się już ugryźć w język, po czym dodał kąśliwie.- I wy chcecie komuś wmówić, że nie jesteście razem?

-Nie jesteśmy razem, Harry, przestań! Czy to tak trudno zrozumieć?! Nie jestem z Niall’em, on mi się nie podoba, nic nas nie łączy! –wybuchł Zayn i mógł natychmiast poczuć jak ciało Niall’a spina się lekko. Choć nie poruszył się ani o milimetr i nie powiedział ani słowa. Tak samo z resztą jak każdy milczał po tych słowach wpatrując się gdziekolwiek byle nie w oczy innego.

-Um… Właściwie, jestem trochę śpiący… –wydukał nareszcie blondyn podnosząc się i bez słowa drepcząc do swojego pokoju. A Zayn wręcz czuł palący wzrok Harry’ego na sobie. Gdyby Harry był w stanie, pewnie zabiłby go w tym momencie, albo chociaż nakrzyczał jak wielkim kretynem jest. Jak on w ogóle mógł prawić morały o byciu skurwysynem Liamowi, skoro sam zachowuje się nie lepiej? Harry miał ochotę uderzyć go wręcz. Obrażał Louis’ego i grał przez Liamem świętego, podczas gdy był zwykłym dupkiem, takim samym ja Lou. Albo nawet gorszym. Ponieważ Lou od razu powiedział, że Harry nie ma co liczyć na związek. Podczas gdy Zayn raz podpuszcza Niall’a i robi mu nadzieje, aby potem i tak kopnąć go w dupę i sprawić, że ten poczuje się jak gówno. I tak w kółko.

Czując, jak cała złość buzuje w Harrym Zayn poderwał się bez słowa z kanapy i ruszył za blondynem doganiając go szybko na korytarzu i delikatnie przyciągając go za nadgarstek do siebie. Ten jednak wyrwał się i powolnie otworzył drzwi do swojej sypialni nie obdarzając Zayna nawet chwilowym spojrzeniem.

Jednak to nie sprawiło, że Zayn się poddał. Zamiast tego mocno zacisnął dłonie na biodrach blondyna i pchnął go lekko w tył aby ten zatrzymał się na ramie drzwi. Jego usta wygięły się w przepraszającym uśmiechu, gdy Niall spojrzał wreszcie na Mulata.

-Niall… Niall, nie obrażaj się… –szepnąłem delikatnie marszcząc brwi i zanurzając głowę we włosach blondyna.

-Wiem, wiem… ‘Robisz to dla nas, tak będzie lepiej’. Blah blah blah… –zironizował cicho, a Irlandzki akcent wydał się Zaynowi ostrzejszy.

-Niall, przepraszam… Nie to miałem na myśli, wiesz o co chodzi…

Niall wiedział. Nawet jeśli to go bolało, starał się rozumieć Zayna i to co robił, bądź mówił. Dlatego oplótł ramionami jego szyję i wtulił się w niego bardziej przytakując cicho.

-Zayn… Ale ja naprawdę cię lubię. –szepnął po dłuższej chwili ciszy, w której każdy wsłuchiwał się jedynie w oddech drugiego. Nie otrzymując natychmiast odpowiedzi kontynuował więc.- Mówisz, że teraz nie możemy być razem… Ale czy kiedykolwiek będzie na to dobry czas?

I nie, Zayn naprawdę nie wiedział co powiedzieć. Jeśli powie ‘tak’, to będzie jak obietnica. Jeśli jej nie dotrzyma zachowa się dużo gorzej niż Lou. Jeśli powie ‘nie’ Niall może dać sobie z nim spokój i znaleźć kogoś innego. A Zayn nie wyobrażał sobie, aby Niall pewnego dnia przyszedł do ich domu z jakimś mężczyzną i spał z nim w pokoju obok… I Zayn nie mógłby pójść potem do mieszkania tego mężczyzny i strzelić mu w głowę, czego na pewno pragnąłby z całego serca. Nie to, żeby Zayn był zazdrosny. Po prostu zatroskany. Tak, zatroskany to dobre słowo.

-Kiedyś będzie. –odparł więc cicho, a głowa Niall’a uniosła się i opadła jakby dając do zrozumienia Mulatowi, że jeśli ten jest tego pewien- Niall poczeka. Czekanie nie boli jeśli wie się, że cel na to zasługuje Nie ważne czy musi czekać tydzień, dwa, miesiąc, czy parę lat. Co to za różnica, skoro Zayn i tak w tym czasie będzie tylko jego? Niall i tak planował się do niego tulić i czasem całować. Tego Zayn mu nie zabroni, przynajmniej nie kiedy są sami. Cóż, Zayn nigdy mu tego nie zabraniał, nawet gdy nie inicjował takich sytuacji.



*- Boston Celtics i Chicago Bulls – drużyny koszykówki. NBA, gdyby ktoś nie wiedział :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz