Dni mijały, a sytuacja między Zaynem i Niall’em nie zmieniała się. Wciąż jeden unikła drugiego, a gdy już musieli przebywać w swoim otoczeniu żaden nie odzywał się zbyt dużo, do siebie nie odzywając się w ogóle. Niall miał setkę pomysłów na minutę jak dopiec Zaynowi, żadnego jednak do tych czas nie wprowadził w życie, podczas gdy Zayn po prostu czekał na rozwój wydarzeń. Co nie oznacza, że taki stan rzeczy mu odpowiadał. Wręcz przeciwnie, wolałby żeby tamta rozmowa po prostu nie miała miejsca. Żeby znów wszystko było tak, jak było wcześniej.
Na szczęście chociaż jednemu z nich układało się, ponieważ Harry znów spotykał się z Louis’m i były to jedne z najmilszych spotkań. Chodzili na długie spacery żartując i odwiedzając przypadkowe kawiarnie bądź restauracje. Wybierali się do kina, a później siedzieli w domu Louis’ego pijąc czekoladę i opowiadając różne rzeczy. I chociaż nie było to ani trochę w stylu Tomlinsona, po prostu odnajdywał się w tym. Ponieważ chodziło o Harry’ego, a Harry był uroczy i trzeba było o niego dbać.
Ale mimo to z dnia na dzień Louis zdawał sobie sprawę, że ta sielanka nie ma prawda trwać. Cholera Louis był Louis’m i nie zamierzał się zmieniać tylko dla Harry’ego. Nie zamierzał nagle stać się przykładnym chłopakiem, miłym gościem, który nie imprezuje i nie zalicza każdego jak leci. A właśnie tego oczekiwał od niego Harry. A przynajmniej była to konieczność jeśli chciałby być w związku z Harrym. To nie miało prawda istnieć, więc prędzej czy później to się skończy.
Żyli sobie jednak tak szczęśliwie, a tego dnia Harry był nawet umówiony na kolację z Louis’m u niego, więc w opinii Styles’a wszystko było w porządku. We wszechogarniającej ciszy nasuwał koszulkę a następnie koszulę, a później równie spokojnie zawiązywał sznurówki w białych Conversach i naprawdę nie przeszkadzał mu Zayna siedzący z gazetą na sofie, ani Niall zamknięty u siebie w pokoju z laptopem. Po raz pierwszy nie interesowało go, że jego przyjaciele wciąż drą ze sobą koty.
Spacerkiem szedł do domu Lou, uśmiechając się i ciesząc z wszystkiego, nawet tego głupiego psa sąsiadów, który ciągle na wszystkich szczekał. To był naprawdę głupi pies i Zayn groził mu czasami, że go zatruje, ale nigdy oczywiście nawet nie spróbował. Zayn po prostu lubił go straszyć chyba mając nadzieje, że go zrozumie i przestanie szczekać nawet na własny cień.
Dochodząc do mieszkania Louis’ego Harry wręcz nie mógł się doczekać ponieważ coś wewnątrz mówiło mu, że to będzie ważny wieczór. Że teraz coś się wydarzy, że zacznie się coś lepszego, że wreszcie będzie normalnie. Może zaczną być razem, może Lou chce już uznać ich za oficjalnych. Harry naprawdę cieszył się z samej możliwości takiego rozwiązania tej całej sytuacji między nim a Lou. Ponieważ, przecież to oczywiste, że Lou nie zerwie z Harrym. Dogadywali się, Louis na każdym kroku dawał do zrozumienia, że go lubi. Dlaczego więc Harry miał się obawiać? To nie mogło się źle skończyć.
Otwierając drzwi Louis uśmiechał się szeroko i z jego gardła wydobył się cichy śmiech gdy Harry wpadł w jego ramiona na przywitanie. Oczywiście było to już normą, jednak dziś Harry wydał mu się bardziej rozkoszny. Pachniał delikatnymi i słodkimi perfumami, i uśmiechał się od ucha do ucha mijając próg jego drzwi. Zsuwając z nóg białe trampki mruknął coś na przywitanie, a następnie razem ruszyli do kuchni.
Stół był już zastawiony, a na środku stała dużą miska z makaronem i sosem. Spaghetti, Harry uwielbiał je i Lou wiedział o tym bardzo dobrze. Nie zabrakło również oczywiście wina i dwóch kieliszków zalanych do połowy.
-Oh, to wygląda naprawdę smacznie.- stwierdził cicho Styles siadając do stołu.
-Miło mi to słyszeć. –głos Lou był spokojny i ciepły. Ani trochę nie dało się czuć tego podekscytowania, które towarzyszyło Harry’emu. Co nie oznaczało również, że Louis się nie cieszył. Ten wieczór po prostu zapowiadał się bardzo dobrze i każdy z nich o tym wiedział.
Jedząc spaghetti prowadzili ze sobą cichą i spokojną rozmowę z dodatkami żartów, i śmiesznych wspomnień sytuacji. Louis nie oszczędził sobie nawet opowiedzenia Hazzie jak parę dni wcześniej wpadł na niego rower. Oczywiście, że to rower wpadł na niego, nie on na rower, a to że stał na drodze rowerowej nie miało znaczenia. Co więcej, opowiadając to Lou był tak oburzony postawą rowerzystki, która jeszcze śmiała mieć mu coś do powiedzenia, że Harry chichotał cicho przez następne parę minut wciąż przypominając sobie miny i słowa Lou.
Natomiast Styles wspominał Tomlinsonowi o kłótni między Zaynem i Niall’em, ale oczywiście nie było to wcale obgadywanie. Po prostu zdawaniem relacji. Harry lubił gdy Lou wiedział wszystko co się działo w jego życiu. O dziwo Louis stanął w obronie Zayna, co niezmiernie zdziwiło Harry’ego i gdyby nie był to Lou, zapewne Hazz już by się kłócił o to. Teraz jednak przemilczał wszystko wysłuchując argumentów Lou, które jakby nie patrzeć były dość trafne.
-Ponieważ, ja naprawdę rozumiem Zayna. Ty też powinieneś chociaż spróbować. W tej sytuacji nawet jeśli naprawdę lubi Niall’a, robi to dla jego dobra. Martwi się, chce go chronić. Spójrz, może nie ma wielu wrogów, ale wiesz, że ktoś jednak zlecił Zaynowi zabicie Niall’a i ten ktoś nie wyparował? Myślę, że skoro Zayn chroni Niall’a, niebezpiecznym byłoby gdyby się z nim związał. Po pierwsze ten mężczyzna wciąż chce zabić Niall’a, co za tym idzie musi pozbyć się Zayna. Po drugie nawet jeśli ten mężczyzna zrezygnował z zabicia Niall’a, na pewno będzie chciał odgryźć się na Zaynie za dodatkowe koszty, a jeśli Zayn będzie z Niallem to to będzie jego słaby punkt. Ktoś może chcieć skrzywdzić Niall’a, żeby w ten sposób skrzywdzić Zayna. Co więcej Zayn dba i chroni też ciebie, więc przy okazji naraziłby ciebie. Rozumiesz, brak bliskości z Zaynem daje mu to bezpieczeństwo, tą stabilizacje. Ponieważ, po co ktoś chciałby robić coś Niall’owi, skoro nic go nie łączy z Zaynem? Tak więc sam widzisz. –sposób w jaki Louis powolnie i spokojnie wyjaśniał to Harry’emu był wręcz urzekający. I w odpowiedzi Harry przytaknął jedynie głową zasłuchany w ciepłą barwę głosu Tomlinsona.
-Może masz rację. Po prostu… W ten sposób go rani.
-Zdaje sobie z tego sprawę, Harry. Ale nie można mieć wszystkiego. Z czasem Niall zrozumie, że tak jest lepiej. A jeśli nie, to trudno. Właściwie jest mi wręcz żal Zayna, że nikt go nie wspiera i wszyscy na niego naskakują za to, że chce was chronić.
Harry przytaknął spuszczając lekko głowę i dokańczając jedzenie spaghetti rozmyślając nad tym jak powinien przeprosić Zayna w byciu niewdzięcznym dupkiem. Choć, cholera, jeszcze godzinę temu go nienawidził, a teraz Lou sprawił, że Harry miał ochotę zapaść się pod ziemię. Ponieważ, faktycznie bezpieczniej było nie mieszać w nic Niall’a i nie narażać go.
Popijając wino zmienili miejsce rozmów na salon i wygodną kanapę Lou. Harry siedział z podkulonymi nogami słuchając cichego dźwięku pianina, na którym zapewne grała sąsiadka Louis’ego za ścianą. Louis siedział zaraz obok z ręką na ramieniu Hazzy i uśmiechem na ustach, który poszerzał się gdy Harry wygodnie oparł się o jego bok delikatnie kładąc głowę na ramieniu Tomlinsona. Młodszy chłopak chichotał cicho mrucząc coś co jakiś czas, ale naturalnie nie był jeszcze pijany. Nikt nie upija się dwiema lampkami wina. I Louis nawet nie wiedział kiedy jego nos zatopił się w bujnych lokach tego dzieciaka, jednocześnie całując go w sam czubek głowy.
W następstwie tego Harry uniósł głowę uśmiechając się szeroko i żaden z nich nie wiedział dokładnie, w którym momencie ich usta po prostu się spotkały. Nikt nie wie też jakim cudem to się ciągnęło, a kieliszki z ich dłoni spokojnie stały później na stole, podczas gdy oni zwyczajnie miziali się namiętnie na kanapie. I, tak, Louis nie mógł oszczędzić sobie dominowania i to właśnie on górował nad Harrym jednocześnie wręcz zrywając z niego koszulę i bluzkę.
Dosłownie parę lub paręnaście minut później znajdowali się w pokoju Louis’ego, gdzie Harry leżał wygodnie na łóżku rozkoszując się dotykiem Lou, którego ręce były naprawdę wszędzie. Błądziły swobodnie po jego ciele, gdy usta Louis były zbyt zajęte robieniem wielkiej malinki na szyi Hazzy aby chociaż spokojnie oddychać. I nagle oczywistym stało się łapczywe oddychanie po to tylko aby móc być bliżej drugiego.
A budząc się rano Harry nie wiedział nawet jak wyrazić to szczęście, które go ogarnęło. Leżał spokojnie oddychając w ramionach Lou, który trzymał go ciasno w objęciach, z głową lekko zanurzoną w loczkach Stylesa. Pochrapywał cicho i jego zapach uderzał do nozdrzy Harry’ego z niebywałą siłą, co było o dziwno niezwykle przyjemne. I Harry zastanawiał się przez moment czy śmiać się czy płakać. Ze szczęścia oczywiście. Ponieważ Louis leżał obok niego i nie przeleciał go już po chwili ich znajomości. Mimo to jednak spali ze sobą, czyli nie była to też przyjaźń. Co oznaczało tylko to, że Harry wreszcie znalazł kogoś kto chce go na stałe, kto daje mu szansę na szczęśliwy związek. I nawet jeśli Zayn od początku gadał mu jak zły Louis jest, tak naprawdę to właśnie on uszczęśliwił go w tym momencie najbardziej. Po prostu będąc i tuląc go do siebie, i nie znikając w nocy.
Minęło kilka chwil gdy Louis zaczął się budzić i ziewnął przeciągle zanim odsunął głowę od Hazzy i spojrzał na niego wciąż zaspanymi oczami. Małymi i lekko zamglonymi, przez co Harry uśmiechnął się ciepło do niego. Jednak o dziwo Louis nie był radosny. Nie cieszył się, nie przywitał go miło i widząc poważny wyraz twarzy Lou, jego serce stanęło na moment. I nawet próby rozproszenia Lou spełzły na niczym ponieważ Lou wpatrywał się w niego najzwyczajniej w świecie nie wyrażając żadnych emocji. I to nie był ten Louis, którego Harry znał i, z którym spał jeszcze tej samej nocy.
-Dzień dobry Harry. –mimo to głos jego był delikatny i Harry wciąż mógłby słuchać go godzinami.
-Coś się stało, Lou? L… Louis, czemu jesteś taki poważny?
Oczy Lou przymknęły się na moment po czym odsapnął cicho i znów spojrzał na Hazzę.
-Wiedziałem, że to nie powinno się tak potoczyć… Szlak, Harry, przepraszam… Chodzi o to, że nie będę z tobą. I, tak, wiem, że właśnie tego oczekuje się po rankach i wspólnie spędzonej nocy, i innych takich. Ale, po prostu, to nie wypali.
-Zrywasz ze mną?
-Nie zrywam ponieważ teoretycznie nie byliśmy nawet razem. Po prostu mówię, że nie będzie z tego związku. –naprawdę zaskakujący był spokój i brak jakiegokolwiek uczucia w głosie Lou gdy mówił te dwa zdania. Harry aż nie był pewien czy nie jest to jakaś taśma puszczona przez przypadek zza łóżka.
I nagle wszystko do niego dotarło ze zdwojoną siłą. Louis, te spotkania, te wszystkie miłe słowa i obietnice, których nikt nigdy nie wypowiedział, a jednak Harry czuł, że ich obowiązują. Nagle to wszystko po prostu pękło jak bańka mydlana, a Louis wcale nie był nim zainteresowany. Co więcej, Harry znów poczuł się wykorzystany. Tym razem jednak dziesięć razy bardziej, ponieważ Lou najpierw pozwolił mu zakochać się w sobie bez pamięci, a później zwyczajnie wykorzystał. Więc Harry poderwał się z łóżka jak oparzony i wziął się za ubieranie klnąc pod nosem jak bardzo głupi był. I, cóż, Harry bardzo chciał nie płakać, ale teraz było to po prostu niemożliwe. Łzy po prostu same cisnęły mu się do oczu gdy zapinał spodnie podskakując lekko.
-Wykorzystałeś mnie. Nie wierze, że naprawdę to się dzieje. –wyszeptał cicho i ruszył na przedpokój z resztkami nadziei w sercu, że Louis jednak go zatrzyma i coś zrobi. Ten jednak leżał dalej w łóżku słuchając jak Harry trzaska drzwiami wybiegając.
Harry idąc szybko przed siebie nie myślał zupełnie o niczym. Chciał po prostu zakopać się w kołdrze i umierać przez następne dni rozczulając się nad tym jak bardzo Lou go zranił, i jak bardzo Harry tęskni za nim oczywiście. Ponieważ jakby nie patrzeć Harry po prostu się w nim zakochał i liczył na wielką miłość, liczył że to jest ten jedyny.
Wpadł do domu jak burza i bez słowa wyjaśnienia schował się w swojej sypialni gdzie opadł na łóżko pocierając mocno oczy. Jednak tak jak Harry bardzo nie chciał towarzystwa, a przynajmniej tak myślał, tak szybko koło niego na łóżku siedział Zayn pocierając ręko jego plecy nie wiedząc zbytnio co się dzieje. Jedynie widok zapłakanego chłopaka biegnącego przez przedpokój dał mu do zrozumienia, że coś jest nie tak.
-Wszystko w porządku, Harry? Co się stało?
Jednak w odpowiedzi dostał ciszę i mocny uścisk Harry’ego, który szlochał cicho w jego ramię. Zrozumiał jedynie pojedyncze słowa, które zupełnie nic mu nie mówiły, więc siedział dalej uspokajając Harry’ego i mówiąc mu jak dobrze to wszystko się na pewno skończy. I na ile taki drobny gest mógł pomóc, naprawdę podtrzymał Harry’ego na duchu i uspokoił trochę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz