-Harry! Harry, do cholerny jasnej, spóźnimy się przez ciebie! Zaraz nigdzie nie polecę! –krzyk Zayna roznosił się po mieszkaniu od samego rana. Harry biegał z pomieszczenia do pomieszczenia, co chwilę próbując uspokoić Zayna machaniem ręki, ten jednak gorączkował się coraz bardziej.- Dobra, nie potrzebujesz tego! Harry, weź po prostu paszport, dowód, portfel i wychodzimy. Już!
Harry nie chcąc więc dalej narażać się Malikowi, dopiął walizkę i narzucając na siebie fioletową bluzę, stanął w przedpokoju, gdzie już czekał na niego Mulat. Droga na lotnisko zajęła im niezwykle mało czasu, ale czemu się dziwić kiedy prowadził Zayn, który był już dużo spóźniony. Gdy Harry upewniał się, że mają bilety na lot z Londynu do Holyhead, a następnie na prom z Holyhead do Dublina, uśmiech nie znikał z jego twarz i wręcz lekko podskakiwał z ekscytacji. Lot również nie trwał długo, przynajmniej dla Zayna, bo jak zwykle niecierpliwy Harry co pięć minut pytał kiedy już będą na miejscu.
Ale dopiero pobyt na promie był dla nich męczarnią. Niecierpliwy Harry marudził Zaynowi, a gdy ten starał się go zbyć, loczek znalazł argument przez który, nie przyznając się do tego, również Zayn zaczął odliczać. Sama myśl o tym, że Louis mógłby wykonać swoje zadanie w tak zawrotnym tempie, że nie zdążyliby dotrzeć do blondyna na czas, przyprawiała go o zły humor. W końcu po to jechał tak naprawdę do Irlandii, choć uparcie twierdził, że uratowanie Niall’a jest jedynie bonusem do ich weekendowego pobytu w Mullingar. Ale bądźmy szczerzy, zależało mu na tym bardziej niż Harry’emu, choć nie dawał tego po sobie poznać.
Jego ręce zaciskały się mocno na kierownicy gdy w dość niebezpiecznym tempie zmierzał ku Mullingar. Niecałe osiemdziesiąt kilometrów przebył w ciszy, którą przerywał jedynie cicho mruczący Harry rozpaczliwie szukający czegoś w torbie przez niemal całą podróż. Przez pewien moment Zayn chciał go wręcz wyrzucić z samochodu za kręcenie się, w końcu jednak postanowił nie marnować czasu. Pierwszym miejscem, do którego się udali o dziwo nie był hotel, który Zayn nakazał Harry’emu zamówić. Od razu po wjeździe do miasta Zayn skierował się do mieszkania Niall’a, ‘aby na pewno Louis ich nie ubiegł’. Choć Harry i tak dopiekał mu, że po prostu się stęsknił. Wchodząc po schodach Zayn przeskakiwał po dwa stopnie na raz, podczas gdy Harry wręcz biegł za nim w szybkim tempie. Stojąc już przed drzwiami blondyna, Harry zapukał lekko, po czym stanął za Mulatem wyglądając zaciekawiony z za jego ramienia. Osoba, która stanęła w progu była właśnie tym kto stanąć tam powinien i Zayn znał tego chłopaka, podczas gdy Harry uśmiechnął się szeroko oceniając Irlandczyka od stóp aż po czubek głowy. W głowie Styles doszedł do wniosku, że on był dokładnie taki, jaki być powinien, choć jeszcze nie zamienili nawet dwóch słów. Harry po prostu czuł, że nie mógłby być bardziej pasującym do Zayna.
-Zayn… –jego głos był niepewny, jakby nie dowierzał, że Malik naprawdę przed nim stał. Zamrugał kilka razy po czym uśmiechnął się lekko i zrobił krok w tył, uchylając szerzej drzwi i zapraszając gości do mieszkania. Nie był przestraszony, nie bał się, że Zayn coś mu zrobi. Czuł, że odwiedził go w innym celu, a w duchu miał nawet nadzieje, że może po prostu postanowił zostać. Albo… cokolwiek.
-To Harry, mój przyjaciel, mieszkamy razem. –wyjaśnił Zayn gdy już stali w salonie, a Niall szedł w stronę kuchni, aby wstawić wodę na herbatę.- Postanowiliśmy wyrwać się na weekend z Londynu, a Mullingar jest niezwykle… przyjemne.
-Choć tak naprawdę Zayn jest tu, żeby cię uratować. –wypalił Harry, za co został skarcony wręcz zabójczym wzrokiem Mulata. Niall zaśmiał się po czym wycofał się z kuchni z lekko niezrozumiałą miną.
-Jak to… uratować? –spytał cicho spoglądając na Zayna, po czym odwrócił się już w pełni przodem, aby oczekiwać dokładnej odpowiedzi.
-Tak, cóż. Właściwie to też jest nasz powód wizyty akurat tu. –wyjaśnił powoli Zayn. Dokładnie przemyślał w głowie każde słowo, aby czasem nie zabrzmiał jakby mu zależało. To nie tak. Wcale.- Ponieważ ja nie wykonałem zadania to dostał je ktoś inny. Masz chyba jakiegoś pecha, bo twój przyszły oprawca jest na moim poziomie, o ile nie troszeczkę lepszy. Tak więc… Właściwie nie wiem po co tu jesteśmy, bo to że ktoś chce cię zabić to nie moja sprawa, ale Harry trochę mnie męczył. On jest zbyt uczuciowy.
Po wyjaśnieniu Zayna, Niall zadrżał lekko, co nie umknęło uwadze żadnemu z obecnych w mieszkaniu chłopaków. Po chwili jednak przytaknął i wrócił do kuchni. Oczywiście Harry nie mógł tego tak zostawić.
-Idź do niego. –wręcz rozkazał, na co Zayn uniósł jedną brew patrząc na niego.- No co? Idź do niego. Idź tam i powiedz, że go obronisz i nic mu się nie stanie, żeby się nie bał. Najlepiej go przy tym przytul.
Zayn pokręcił głową, ale obiecał sobie, że choć trochę będzie posłuszny Harry’emu, jako że ten wyprawił mu niemal dwugodzinny wykład o tym, ja to Zayn nie zna się ani trochę na relacjach między ludzkich, nie wspominając już o samych ludziach i ich potrzebach. Było też tam coś o znieczulicy, którą zarażony jest Zayn i o tym, że to Harry jest tu od tych ‘miłych’ spraw, więc Zayn ma go lepiej słuchać. Dlatego też Mulat lekko poirytowany pomaszerował do kuchni stając tuż za Niall’em na tyle jednak daleko, aby nie jego kartka piersiowa nie dotykała pleców chłopaka.
-Niall, ja… Nie martw się, on nic ci nie zrobi. –zapewnił go, a Niall odwrócił lekko głowę wciąż niezbyt dowierzając. Jaką miał pewność, że Zayn go obroni? Że nie wycofa się, albo że w ogóle mu się uda?- Wrócisz ze mną i Harrym do Londynu, mamy prom z Dublina w niedzielę rano. Jedyne czym teraz powinieneś się przejmować to wypisanie się z uczelni. Możesz wrócić gdy już będziesz bezpieczny.
Niall prychnął słysząc to, choć z drugiej strony to go ucieszyło.
-A kiedy niby będę bezpieczny? –spytał cicho, chwytając czajnik z wrzącą wodą i zalewając herbaty.
-Kiedy załatwię to z Louis’m, a potem załatwimy tego typa, który tak się na ciebie uwziął. –odparł Malik jakby to była najprostsza rzecz. Jakby takie sytuacje zdarzały się mu codziennie.
-Więc co? Do czasu do póki nie ‘załatwisz tego’ z Louis’m co mam robić?
-Nic. Masz po prostu nie oddalać się ode mnie. Masz siedzieć w domu, a jeśli gdzieś wychodzisz to wychodzisz ze mną. W Londynie tak samo. Masz być uważny. Jeśli zauważysz, że ktoś za tobą chodzi, lub widujesz jakiegoś obcego zbyt często, mówisz mi o tym. Jeśli mnie nie będzie, masz się nie oddalać od Harry’ego. Gdy będziemy w Londynie najlepiej żebyś w ogóle nie wychodził z domu. Nie stawaj zbyt długo przed oknem, zasłaniaj je tak na marginesie, zamyka się na klucz jeśli zostaniesz sam. Jeśli ktoś przyjdzie, gdy nikogo nie będzie- nie ma cię w domu. Poza tym po prostu nie sprawiaj mi problemu.
-Faktycznie nic. –zażartował Niall mimo to drżąc lekko. Teraz był w niebezpieczeństwie, teraz to czuł i wiedział o tym, a mimo to nic nie mógł zrobić.- Nie można tego zgłosić na policję?
-Nawet tak nie żartuj. Do reszty zgłupiałeś? Wkopałbyś przy tym mnie, gdy już zaczęliby węszyć. Masz się nawet nie zbliżać do posterunków. Ach, gdy wrócimy do Londynu będziemy musieli się przeprowadzić. To będzie bezpieczniejsze dla całej naszej trójki. Kiedy będziesz koło nas my też będziemy zagrożeni. Nie narażaj Harry’ego. Jeśli go narazisz, sam cię zabije. On ma cię pilnować, ale nie chronić. Od tego jestem ja. Skoro ustaliliśmy sobie już wszystko mam jeszcze ostatnie pytanie. Jedziesz z nami do hotelu, czy możemy zostać tu?
-Czy to ma jakąś różnice? Gdzieś jest bezpieczniej?
-W sumie teoretycznie hotel powinien być bezpieczniejszy, ale w praktyce to nie zawsze działa. Nie znam Louis’ego, on może być każdym.
-Możemy zostać tutaj, ale mam tylko jedno łóżko i kanapę.
-Pasuje. Ty i Harry śpicie u ciebie w sypialni, a ja na kanapie. Na w razie czego. Jeśli usłyszysz cokolwiek w nocy, masz natychmiast do mnie przybiec. Masz zasłonić żaluzję i nie zbliżać się do okna. Czy ktoś był w twoim mieszkaniu ostatnimi czasy? Jakieś pomiary, jakieś ulotki, nawet koleś od pizzy. Ktokolwiek?
-Nie. Nie, był tylko Sean, ale nawet nie wchodził do środka. Stał w przedpokoju.
-Ok. Idź do Harry’ego, a ja w tym czasie przeszukam mieszkanie.
-Ale… Jak to przeszukasz?
-Mógł tu być kiedy ciebie nie było. Dostanie się do twojego mieszkania jest dziecinnie proste. Mógł założyć podsłuch, jakieś kamery, cokolwiek, nadajniki. Rozłóż telefon.
-Ale.. Jak mam go rozłożyć?
-Nie wiem. Rozkręć, ewentualnie rzuć o podłogę, albo po prostu odłóż i nie używaj go już. Kupisz nowy.
Niall przytaknął więc. Nawet jeśli to wydawało mu się dziwne, w jakiś dziwny sposób ufał Zaynowi. Nawet jeśli nie znali się prawie w ogóle, on po prostu mu ufał i wierzył, że cokolwiek Zayn każe mu zrobić to będzie to dla jego dobra. Dlatego więc po prostu uśmiechnął się i niosąc do pokoju trzy kubki z gorącą herbatą dał Zaynowi wolną rękę do przeszukania jego mieszkania. Podczes gdy Zayn zaglądał w najmniejszy kąt, Niall niechętnie wyciągnął kartę ze swojego telefonu, woląc nie ryzykować za bardzo.
-Cholera. To wygląda jak tani film akcji. –sapnął lekko żartobliwie, na co Harry wybuchnął śmiechem.
-Muszę ci przyznać rację. Znam Zayna prawie od zawsze, ale takiej sytuacji jeszcze nie było. To trochę… fascynujące. –stwierdził loczek uważnie przyglądając się Niall’owi. Nie mógł przestać badać i oceniać każdego elementu jego osoby. Niall był mały, dość kiepsko zbudowany i w oczach Harry’ego zdawał się być jak… elf połączony z krasnoludkiem. Właśnie tak odbierał go Harry i to go nawet trochę bawiło, ale taki własnie Niall był pełen uroku i Harry nie dziwił się, że Zayna to urzekło. Niall miał coś w sobie, przez co nie szło go chociażby nie lubić. Gdy wreszcie Zayn upewnił się, że w całym mieszkaniu nie ma żadnej pluskwy, opadł na kanapę zaraz koło dwójki chłopaków.
Gdy wreszcie zapadł wieczór, a właściwie noc, bo Harry prowadził długie rozmowy o niczym z Irlandczykiem, Zayn nakazał wszystkim położyć się spać. Jego czujność osłabła lekko gdy zdał sobie sprawę z tego, że Louis mógł jeszcze nawet nie być w Irlandii. A przynajmniej Zayn miał nadzieje, że tak jest. Faktycznie niedawno Louis musiał dopiero dostać to zlecenie. Tak naprawdę mógł się dopiero zbierać z Londynu, albo teoretycznie mogło go w Londynie nawet nie być.
Rano Zayna obudził blondyn z szerokim uśmiechem. Mimo lekkiego bólu pleców, podniósł się i spojrzał na niego lekko zdenerwowany. Pierwszą myślą jaka pojawiła się w jego głowie było to, że coś się stało.
-Jemy z Harrym śniadanie, przyłączysz się? Zrobiłem ci już kawę… –jego głos był cichy, a z oddali dochodziły jakieś słowa wypowiadane przed Harry’ego, ale może przez tą odległość Zayn nie słyszał ich dokładnie, dlatego po prostu wstał i udał się do kuchni, gdzie czekał na niego kubek mocnej, czarnej kawy. Zayn nie wnikał nawet czy tym małym gestem Harry chciał wkupić Niall’a w jego łaski, po prostu zanurzył usta w napoju i przymknął lekko oczy rozkoszując się w pełni smakiem.
-Chcesz tosty? –spytał blondyn niepewnie, zagryzając wewnętrzną stronę policzka. Mulat pokręcił w odpowiedzi głową spoglądając na zdziwioną minę Harry’ego.
-Przeszedłeś na dietę, Zaynie? –zażartował Harry szturchając Zayna, na co Niall zaśmiał się gdy Zayn cudem nie rozlał kawy.
-Nie jestem głodny.
Resztę dnia spędzili w spokoju, choć Zayn wciąż czuł się niepewnie. Harry i Niall dogadywali się świetnie i żyli jakby nigdy nic, ale Zayn nie potrafił zapomnieć, że w każdej chwili coś może się stać. Nawet gdy Harry zaciągnął go na spacer wraz z Niall’em, co według Zayna było ‘szczytem głupoty’. To nie było ani trochę bezpieczne, dla żadnego z nich. Ale Harry to Harry i jemu czasem ciężko odmówić. Szczególnie gdy Niall zaczął robić mu za wsparcie. Momentami przez głowę Zayna przepływała myśl, że teraz będzie mieć tych dzieciaków cały czas na karku i gdy tylko to sobie uświadomił, jego twarz wykrzywiała się w grymasie niezadowolenia, a głową kręciła się na boki z dezaprobatą. Koniec spokoju, który Zayn tak wielbił, którego tak pożądał. Koniec ułożonego życia w ciasnych ramach, w schematach, które sam ustalił już dawno temu. Harry zwykł podporządkowywać się do tego idealnego życia Zayna, ale gdy tylko koło niego pojawił się Niall zupełnie zapomniał o przyzwyczajeniach Zayna, o jego zasadach. To zdecydowanie denerwowało Mulata i stwierdził nawet, że pewnego dnia straci cierpliwość i bez względu na wszystko, wyślę tego blondynka do diabła, bo on nie ma prawda mącić w jego życiu. Zayn nie dawał mu takiego prawa, ani Harry, ani nawet fakt jak bardzo Malik skrycie pożądał jego towarzystwa. Choć nie przyznawał się przed nikim, a już tym bardziej nie przed samym sobą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz