Ciągły wzrok Stana i jego zaczepki z czasem zaczęły coraz bardziej denerwować Harry’ego. W głowie przeklinał siebie, że w ogóle zaczynał z nim flirtować ta tamtej imprezie. Może gdyby od początku traktował go jak kumpla, Stan nie czułby się tak urażony. Jednak Harry nie miał w zwyczaju przywiązywać większej wagi do uczuć innych ludzi. Jeśli nie czuł, aby robił komuś wielką krzywdę, nie obchodziło go to. A Stan był jedynie jednorazowym flirtem, próbą generalną przed wielkim spektaklem. Harry od samego początku nie traktował go poważnie, już gdy podawał mu rękę na przywitanie. Wydawało mu się, że nie robił Stanowi żadnej nadziei, ale najwidoczniej był w błędzie. Co więcej, nie wiedział przecież nawet, że Stan to gej. Jakim więc cudem mógł dawać mu znaki, jakoby chciał mieć bliższe relacje z nim. Głupotą było dla niego, że Stan robił sobie jakieś nadzieje, podczas gdy rozmawiali ze sobą może z pół godziny, maksymalnie godzinę. Gdyby Harry zaprosił go gdzieś, lub chociaż wymienił z nim numery telefonu… Ale nie, nic takiego nie miało miejsca. Zwykły flirt. Nawet z Zaynem zdarzało mu się nieraz flirtować, ale to nie miało jakiegoś głębszego dna. Tylko zabawa. Jednak gdy po raz kolejny Stan rzucił jakąś kąśliwą uwagę na temat chłopaka z loczkami, Harry’emu nerwy puściły. Nie mógł pozwolić sobie na obgadywanie go za jego plecami, na poniżanie i wyśmiewanie. Miał swoją godność.
-Stan, masz do mnie jakiś problem? To może powiedz mi to w twarz, zamiast szeptać za plecami, co? Chyba, że nie masz dość jaj, aby zachować się jak mężczyzna. –stwierdził lekko wściekły. Naprawdę teraz miał wielką ochotę odegrać się na Stanie i coś mu mówiło, że nie pozostanie tylko na planach. Stan zasługiwał na porządny opierdol i jedyną rzeczą, która go przed tym powstrzymywała był fakt, że był on synem szefowej. Gdyby nie to Stan już dawno zostałby zmieszany z błotem.
-Nie martw się o moje jaja, Styles. Są na swoim miejscu i w świetnym stanie, w przeciwieństwie do twoich.- głos Stana był pewny, donośny. Mówiąc to czuł się w pełni sił na tę konfrontację, a jednak Harry czuł, że w środku chłopak cały się trzęsie. Harry najwidoczniej do teraz działał na niego w ten sposób i nie omieszkał tego nie wykorzystać. Kiedy ktoś naprawdę zalazł mu za skórę, nie miał skrupułów. Może to udzieliło mu się od Zayna, który nie miał sumienia w każdym momencie jego życia.
-Czy ty coś sugerujesz?
-Nie, skądże. Nie muszę niczego sugerować, bo już cały Londyn wie jak bardzo puszczalski jesteś.
-Puszczalski? Poważnie, Stan? Przestań pierdolić i przyznaj, że żal ci dupę ściska, bo nie raczę nawet na ciebie spojrzeć. Jesteś po prostu żałosny, wiesz… –odparł dupnie wypinając pierś, i uśmiechając się, gdy koledzy za plecami Stana parsknęli śmiechem.
-Było by mi niedobrze, gdybyś chociaż na mnie spojrzał! –odparł oburzony. Widocznie zabolał go komentarz Harry’ego, ale chłopak z loczkami nie dawał za wygraną.
-Teraz rżniesz głupa, ale w pubie leciałeś na mnie jak głupi. Przyznaj, że chcesz się odegrać, bo ja nie byłem tobą zainteresowany. Przepraszam, jakoś nigdy nie lubiłem pasztetów.
-Styles! To się dla ciebie źle skończy! –w momencie gdy te słowa zostały powiedziane, Harry oprzytomniał. To był syn szefowej. Jeśli naprawdę się wścieknie, Harry może stracić prace, a tego nie chciał. Nie dlatego, że bał się zostać na lodzie. Zayn dobrze zarabia, więc nie daliby sobie radę, ale Harry nie chciał całymi dniami siedzieć w domu, albo przepuszczać pieniądze Zayna. Poza tym jego wypłata była tylko jego i czuł się bardziej niezależny, niż gdyby miał o każdy grosz prosić Zayna.
Dlatego Harry sapnął jedynie i zmierzył go wzrokiem, po czym wrócił na salę, aby obsługiwać klientów. Czuł na sobie spojrzenie Stana i reszty pracowników, ale starał się nie zwracać na nich uwagi. Dogryzł Stanowi, chłopacy na pewno mu uwierzyli, więc czuł się spełniony, gdy zobaczył jak po kolejnym komentarzu Stana, dwóch chłopaków poklepało go litościwie po plecach i wróciło na zaplecze.
Gdy wreszcie skończyła się jego zmiana, Harry powoli ruszył do domu. Nie śpieszyło mu się, po drodze odwiedził więc też park. Było dość ciepło i w okół roiło się od zakochanych par, przez które Harry jedynie wpadał w jeszcze większą depresję. Naprawdę w tym momencie potrzebował się do kogoś przytulić. Nic więcej, nawet nie chodziło o seks. Chciał po prostu czuć ciepło drugiego ciała koło siebie. Chciał po prostu wiedzieć, że dla kogoś jest czymś więcej niż kolejną belką w ramie łóżka. Na początku to mu się podobało, czuł się atrakcyjny myśląc, że może mieć niemal każdego chłopaka, którego pozna w gejowskim klubie. Niemal, bo zdarzały się cnotki niewydymki, bądź chorobliwie wierni mężczyźni, przy których Harry nie miał ochoty na głębsze przekonywanie. Ale z czasem czuł pustkę, bo chciał być atrakcyjny nie tylko jako młody i przystojny nastolatek, ale też jako inteligentny i miły Harry Styles. Ale żaden z tamtych mężczyzn nie przejmował się jak szła rozmowa, lub czym interesował się chłopak. Każdy uciekał z łóżka przed śniadaniem. Harry czuł, że to już mu nie wystarcza, że chce być dla kogoś czymś więcej. Wrócił do domu w naprawdę kiepskim humorze, na dodatek pogorszył się na widok lekko złego Josha, siedzącego na jego schodach. Po co ten chłopak przeszedł akurat teraz? Bawi go oglądanie jak Harry cierpi? Chce mu pokazać, że nigdy nie będzie go miał? Harry wiedział, że nie ma szans. Był tego w pełni świadomy, ale nie mógł po prostu pstryknąć palcami i skończyć tego. To tak nie działa. Jednak czuł, że z dnia na dzień to uczucie jest słabsze. Już nie cieszył się na sam jego widok, jego głos nie był już melodią na jego uszu, nie tonął w jego oczach. Ale wciąż pojawiało się ciepło na myśl o nim i wciąż nie mógł czasem przestać o nim myśleć.
-Co tu robisz? –spytał starając się nie brzmieć pretensjonalnie.
-Czekam na ciebie. Gdzie ty się szlajasz? Siedziałem tu jak głupi z godzinę, pracę skończyłeś już dawno.
-Nie wiedziałem, że przyjdziesz. Trzeba było zadzwonić.
Josh wzruszył jednak tylko ramionami i stanął za Styles’em gdy ten otwierał drzwi. W mieszkaniu było ciepło, wręcz duszno. Harry poszedł do kuchni, by otworzyć tam okno, a następnie wyjął z lodówki dwa piwa i postawił na stoliku w salonie na przeciwko Josha. Chłopak już rozgościł się na jego kanapie i włączył coś w telewizorze.
-Nie za dobrze ci tu? –Harry spojrzał na niego unosząc jedną brew, gdy zadawał to pytanie.- Od kiedy tak bardzo lubisz moje towarzystwo?
-Nie lubię. –odpowiedź Josha była krótka i treściwa, ale wciąż nie dość wypełniona informacjami. Harry czekał cierpliwie, aż wreszcie po chwili niezręcznej ciszy, Josh kontynuował.- Nudzi mi się, młody. Zayn by był to bym go chociaż gdzieś wyciągnął… Tom jest na mnie wściekły, bo powiedziałem, że jego laski bym kijem nie tknął, ale taka prawda… Boże, nawet z workiem na głowie to jest…
Harry odetchnął ciężko. Więc o to chodziło. Josh pokłócił się z kumplem i dlatego tu teraz siedzi i szuka nowych przyjaciół. Zayna nie ma, więc pozostał mu jedynie Harry, bo pewnie cała reszta ma go już dość. To nie tak, że Josh był dupkiem. On po prostu najpierw mówił, potem myślał, dlatego często obrażał ludzi. Oczywiście nie zawsze robił to celowo, ale czasem zwyczajnie nie wyczuwał co jest na miejscu, a co jest przegięciem. Harry widział kiedyś Toma, bo był na tej samej imprezie, na którą zaciągnął go Zayn, którego z kolei namówił na nią Josh. Tak o to Harry poznał i Toma i jego dziewczyna, która faktycznie nie jest miss świata, ale po krótkiej rozmowie Harry nawet ją polubił. Choć trochę zbyt często się śmiała, nie była pusta. Po prostu lubiła żarty i była dość towarzyska, dlatego Harry nie miał problemu z nawiązaniem z nią kontaktu. Co innego było z Tomem, który nie jest wielkim zwolennikiem gejów i to cud, że nie przywalił Harry’emu. Może to przez jego partnerkę, która widocznie też polubiła Harry’ego. Oczywiście w ich ponad godzinnej rozmowie nie było żadnych podtekstów. Harry to gej, a dziewczyna wydawała się być wierna w stu procentach. No i jak każdy wie, gej to najlepszy przyjaciel kobiety, dlatego nawet wymienili się telefonami, ale definitywnie Josephine była zbyt zajęta studiami i Tomem.
-Oglądałeś to już? To podobno mega zboczony film, spodoba ci się. –palnął Josh sprawiając, że Harry na moment przestał myśleć o Tomie i Josephine. Spojrzał na chłopaka i zmierzył go. Zapewne w chwili takiej jak ta palnąłby ‘jestem gejem, debilu’, ale obok niego siedział Josh, a nie Zayn. Dlatego Harry nie chciał wdawać się z nim w tą rozmowę, ani nawet rzucić tej kąśliwej uwagi, aby atmosfera nie stała się zbyt napięta.
Film był dość zabawny, szczególnie po pięciu piwach, które każdy z tej dwójki miał w swoim organizmie Nawet Josh zapomniał o niechęci do Harry’ego i jakby nigdy nic śmiał się razem z nim, bądź klepał po plecach żartując. Harry musiał przyznać, że w takim wydaniu Josh rozkochiwał go w sobie coraz bardziej i Styles przeklinał się za to w duchu. Ale widząc jego uśmiech i ten melodyjny głos zwracający się do niego z niezwykle przyjaznym nastawieniem, nie mógł źle o nim myśleć. Nie był w stanie przypomnieć sobie tego skurwiela, który Josh potrafił być, gdy coś w Harrym go zdenerwowało. Na przykład gdy zauważył, że Harry potrafi zaliczyć trzech kolesi jednej nocy, bądź przez tydzień mieć 7 różnych. Wtedy ostro się pokłócili i nie obyło się bez wyzwisk rzucanych w stronę Harry’ego, nawet pomimo prób uspokojenia Josha przez Zayna. Skończyło się na tym, że Josh wybiegł z domu trzaskając drzwiami, a później udawał, że nic się nie stało. Dla niego może nie, ale dla Harry’ego to był niezły cios.
Dla Harry’ego z każdym łykiem świat bardziej wirował i w pewnym momencie miał za nic reakcję Josha, po prostu odwrócił się i wpił w jego usta. Oczy zaciskał mocno, jakby bojąc się, że za chwilę Josh się odsunie i przywali mu z pięści, to jednak się nie stało. Zamiast tego ramiona Josha oplotły się w okół szyi Harry’ego i pociągnęły go ku górze, aby następnie dać mu do zrozumienia, że Josh nie będzie czekał i nie ma ochoty na pieszczoty. Możliwe, że był równie napalony co Styles w tym momencie, bądź po prostu chciał przetestować Harry’ego. Gdy znaleźli się w łóżku o dziwo to Josh chciał dominować. Harry’emu to nie przeszkadzało, choć zdziwiła go pewność siebie Josha. W jego mniemaniu chłopak nie miał jeszcze do czynienia z mężczyznami w łóżku, a teraz profesjonalnie dobierał się do jego spodni, uprzednio na siłę ściągając z niego koszulkę. Ich nagie torsy ocierały się o siebie, a Harry samoistnie posapywał czując biodra Josha mocno dociskane do jego bioder. Starał się jak mógł unieść je do góry, aby dać mu znać, by przeszli dalej, jednak Josh miał dość dużo siły i plany loczka spełzły na niczym. Skończyło się na tym, że Josh zaśmiał mu się w usta, a następnie wreszcie się zlitował i zsunął z niego spodnie. Bokserki były już naprawdę napięte i Harry był pewien, że ten widok przypadł do gustu Joshowi, więc uśmiechnął się z wyższością. Możliwe, że Harry w łóżku czuł się najpewniej, bo zwykle to o to chodziło innym. Dlatego czasem zastanawiał się, że może to jest wręcz jego jedyna zaleta. Po chwili jednak zapomniał o tym, będąc zbyt zajęty szukaniem prezerwatywy w szufladzie, podczas gdy Josh rozbierał siebie i jego do końca. Harry’emu spodobała się pewność siebie Josha. Lubił to bardziej, niż gdyby Josh leżał na łóżku i zgrywał cnotkę. Jednak dziwniejszym od pewności siebie Josha był fakt, iż nie pchał się do bycia ‘mężczyzną’. Wręcz przeciwnie, od razu dał do zrozumienia, że to on będzie stroną bierną.
Gdy Harry się obudził, leżał wtulony w plecy Josha. Nie mógł powiedzieć, aby mu się to nie podobało. Był zachwycony czując jak jego zapach dolatuje do jego nozdrzy. Mógł spokojnie powiedzieć, że cel osiągnięty, ale nie czuł ulgi ani specjalnej ekscytacji. Był szczęśliwy, ale nie dlatego, że koło niego leżał Josh. Był szczęśliwy, bo Josh został i nie uciekł nad ranem ani w nocy i to było przyjemne dla Harry’ego. Zdał sobie sprawę, że czując ciało Josha był szczęśliwy, ale to równie dobrze mogło to być ciało Zayna bądź nawet Stana. Cieszył się, że ktoś był koło niego. Dopiero po chwili zaczął się zastanawiać jak teraz będą wyglądać jego relacje z Joshem. Czy to coś znaczy? Czy Josh po prostu był pijany i to tylko jedna noc? Powoli odwrócił się i sięgnął swój telefon z kieszeni spodni, które leżały koło łóżka. Czym prędzej wrócił koło Josha, by dalej czuć ciepło jego ciała i zaczął wystukiwać na telefonie krótką informację po której spodziewał się niezłego problemu z Zaynem, lub chociażby monologu na temat jego konsekwentności.
‘Celibat poszedł się wczoraj jebać. Spałem z Joshem. Xx’
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz