wtorek, 7 stycznia 2014

3

* * *

- O mój Boże, o mój Boże, o mój Boże, o mój Bo-
- Ed – Cher syknęła, zamykając drzwi kajuty kapitana, w której leżał Harry, a kwatermistrz się modlił. - Jeśli wybudzisz demona, przysięgam – urwała, gdy zobaczyła szybko zbliżający się statek. - To nie może byś – mruknęła pod nosem. - Nie mogę w to uwierzyć.
- Cher. Znaleźliśmy go. Znaleźliśmy go! Nie mogę w to uwierzyć!
- Oh! - krzyknęła pierwsza oficer, gdy zaatakował ją inny członek załogi.
- Dlaczego jeszcze nie ostrzegłaś kapitana? - oczy Cher zapłonęły. - Więęęęc?
- Nie sądzisz, że ty to zrobisz lepiej? Nie jest zbyt przyjazną osobą o poranku – uśmiechnęła się.

- Ha! Chyba sobie żartujesz – Ed spojrzał na nią z uniesionymi brwiami, ale Cher tylko uśmiechnęła się, niewzruszona. Kiedy odwróciła się, by spojrzeć na wodę, jej serce zaczęło bić szybciej.
- Nie mam zamiaru tego przegapić.

*



- Liam. Liiiiiiiam. Liam! - Danielle przewróciła oczami i uderzyła jej pseudo-brata lekko w brzuch.
- AH - Liam obudził się, uderzając głową w zagłówek i chwytając się za podbrzusze, z jękiem. - Co? - warknął rozdrażniony.
Wiedziała, że lepiej nie budzić go tak wcześnie. Szczególnie po ostatniej nocy, gdy Niall był pijany, rozbrykany i dobrze… napalony. Danielle tylko prychnęła, napotykając spojrzenie Liama. - Pomyślałqm, że może chcesz coś zobaczyć.

Normalnie Liam prychnąłby i poszedł z powrotem spać, ale sposób, w jaki szczęka Danielle była zaciśnięta, a zmarszczki na czole odznaczały się wyraźnie sprawiło, że uświadomił sobie, iż Nialla i Zayna nie ma obok. Coś się działo.
- Co? - zapytał ponownie. - Co się stało?
- Wszystko – po tym Danielle wyszła z pokoju. Patrzył jak jej loki podskakiwały z każdą sekundą, gdy biegła.

*

Jay Calder nie był tchórzem. Jednakże, nie mógł nic poradzić na to, że bał się mężczyzny stojącego przed nim. Oczywiście Cher odsunęła go, by obudzić Edwarda. Kapitan miał pretensje do Jaya za życie w pałacu, i z tą wiedzą starał się wykonywać zadania kapitana przez ostatnie dwa tygodnie. Plan naprawdę był napięty. Jay przełknął ślinę, a jego dłonie drżały, gdy podszedł do demona Emeralda.
- K-kapitanie? - szepnął, wpatrując się w człowieka. To było zabawne, Edward wyglądał niewinnie jak spał. Jego twarz pokazywała swój prawdziwy wiek, kiedy leżał całkowicie luźno, bez emocji. To sprawiło, że Jay potarł delikatnie ramię kapitana. To był zły ruch.
Białe knykcie zacisnęły się mocno na nadgarstku chłopca, gdy Edward podniósł wzrok.
- Co ​​jest, Jay? Najpierw mnie unikasz, a teraz przychodzisz do mnie? Wstyd. Wydawałeś się być niewinny – strach na twarzy Jaya sprawił, że kapitan wybuchnął śmiechem. - Chodź do mnie, nie wstydź się. Wielu powie, że jestem diabelnie przystojny - Jay pobladł i odsunął się, a kapitan westchnął w porażce. Obiecał Cher być miłym dla chłopca. Nie rozumiał, dlaczego powinien. Był szlachcicem. - No i co? - Edward wstał, chwytając kapelusz. - Co jest? Nie stój tak. Wynocha.
- Ch-Ch-Cher powiedziała mi, bym cię obudził, kapitanie. Mówi, że-
- Dlaczego Cher mnie nie obudziła? - wsunął buty i ubrał płaszcz, po czym ruszył przed siebie. - Leniwa cipka. CHEEEER – zatrzymał się przed kabiną, krzycząc gniewnie. Zerknął na zbliżający się statek, po czym obrócił się w stronę chłopca. - Dlaczego nie wspomniałeś nic o statku? - warknął, a szmaragdowe oczy błysnęły w ogniu gniewu.

- Ja…
Znajomy ucick pojawił się na ramieniu kapitana, blokując mu widok na morze.
- Nie bądź taki złośliwy – Cher szepnęła mu do ucha. - Znaleźliśmy go.

*

- To się nie dzieje! - Zayn jęknął, patrząc przez teleskop na zbliżający się statek.
- Co się nie dzieje? - Liam zapytał martwiąc się, gdy wcisnął się między Nialla, Zayna i Danielle.

- Nie mogę powiedzieć! - wszystkie oczy zwróciły się do ciemnowłosego chłopaka.
- Co masz na myśli mówiąc, że nie możesz nam powiedzieć? - Zayn westchnął ciężko.
- Słuchaj, to nie jest żadna tajemnica, powiedz! - jak zwykle rozsądny Liam, starał się załagodzić sytuację. Oczywiście Danielle nie dawała za wygraną. - Wystarczy Zayn. Mów, musimy wiedzieć! Trzeba obudzić kapitana! Jeśli to jest-
- Nie odważysz się obudzić Harry’ego teraz. On nas zabije! - Zayn syknął groźnie, trzymając ręce blisko szyi Danielle.
- Zayn - Liam ostrzegł.

- A jak masz zamiar mnie zatrzymać? Huh? - Danielle powiedziała, robiąc krok w kierunku kabiny kapitana.
- Danielle, przysięgam - Zayn warknął, podchodząc do niej.
- Ludzie! To nie czas, aby być
- WOAH!
Wszystkie oczy błysnęły na Nialla, który teraz miał teleskop Zayna.
- Niall - Zayn westchnął.
- Co to jest? - Liam zapytał, głaszcząc ramiona kochanka z miejsca między nimi. Niall odsunął się od teleskopu i spotkał ciepłe spojrzenie Liama.
- Jesteś pewien, że Harry poszedł do łóżka z Louisem ostatniej nocy? - Liam spojrzał na niego z niedowierzaniem, po czym wziął teleskop.
- To jest to, co brzmiało jak -ow! - Zayn jęknął, gdy Liam dźgnął go delikatnie łokciem. Larry nie brał na poważnie jego insynuacji. Przewracając oczami w kierunku Zayna, Liam spojrzał przez teleskop, po czym zauważył człowieka, którego podobieństwo uderzyło go jak tona cegieł. Upuszczając teleskop w szoku, Liam odwrócił się do Zayna, a Danielle podniosła sprzęt po nim, zdesperowana, aby przyjrzeć się sprawie. Po chwili wszystkie oczy zwróciły się do Zayna.

- Cóż… Kurwa.

*

Harry byłby bardzo zadowolony ze spędzenia w łóżku całego dnia, po prostu obdarowując pocałunkami linię szczęki Louisa. Nadal nie mógł się powstrzymać, po prostu patrząc na pięknego mężczyznę obok niego. Nigdy nie myślał, że może być tak szczęśliwy, nigdy. I oczywiście był, póki wszystko na statku nie wybuchło.
Usłyszał armaty, a wody wstrząsnęły okrętem i już to dało mu do zrozumienia, iż kogoś dziś zabije. Wyskoczył z łóżka, nałożył buty oraz płaszcz.
- Mmph … Haz? Co-
- Śpij - Harry wymamrotał, całując delikatnie Louisa, po czym wyskoczył z kabiny. - Liam!Zayn - krzyknął, biegnąc w stronę, gdzie stała wspomniana dwójka, a także Niall i Danielle. po schodach ze swojej kabiny w kierunku, w którym dwa stał z Niall i Danielle.

- Obudziłeś go, Liam!
- Nie! Liam nie będzie w pobliżu Zayna! Czego się boisz? Widziałeś go już nago!
- Danielle, nie angażuj się w to! - Danielle skrzywiła się w stronę dwójki. Niall szybko próbował zareagować.
- Dlaczego nie mogę po prostu pójść i-
- Czy to naprawdę takie straszne, by mnie obudzić? - Harry uśmiechnął się, gdy zbliżył się do grupy, dając sobie chwilę.
- Nie, Harry, wcale nie jest, to po prostu - Harry ucisszył Liama machnięciem ręki.
- Możesz wyjaśnić później. Teraz, kto do cholery atakuje mój…
- Nikt! - Zayn przerwał, stając przed Harrym, próbując zablokować mu widok na statek, który był coraz bliżej.
- Zayn.
- Naprawdę, nikt HAZ. Dlaczego nie możesz po prostu wrócić do łóżka i zająć się - Harry chwycił ramię Zayna mocno, aż jego twarz poczerwieniała z bólu.
- Zayn.Kto jest na statku?
- Haz, nie spodoba ci się to - wymamrotał, a Harry złagodził uścisk na ramieniu Zayna, wykorzystując wolną rękę do pogładzenia nasady nosa.
- Powiedz mi - Zayn przełknął ślinę i Harry odczekał chwilę, zanim spojrzał mu w oczy, brwi unosząc do góry.
- Demon Emerald - Harry uniósł brew i odrzucił głowę śmiejąc się.
- Kto nosi tak głupie imię, jak…
- Edward.

*

Edward nie był pewien, jak się czuje. Nie wiedział, czy powinien być podekscytowany, że ten moment wreszcie nadszedł, czy martwić się, że coś nie pójdzie zgodnie z planem. Więc po prostu stał i patrzył, jak się zbliżali, zastanawiając się, czy jego brat był jeszcze świadomy jego istnienia, czy wiedział, co on planuje. Naprawdę miał nadzieję, dla własnego zdrowia psychicznego, że był pierwszy.

*

Louis obudził się ponownie, gdy usłyszał ludzi krzyczących różne rozkazy wokół statku i wiedział, że coś się dzieje. Wyskoczył z łóżka i naciągnął ubrania Harry’ego, po czym wyszedł na pokład gotowy zabić ktokolwiek przerwał jego piękny sen, dopóki nie zobaczył wyrazu twarzy Harry’ego.

Książę Siedmiu Mórz był blady jak duch. Ramiona Zayna były owinięte wokół jego talii, a Liam trzymał go z drugiej strony. Eleanor i Danielle stały z Niallem z boku, przyglądając się wszystkiemu z niepokojem. Usta Harry’ego były w ruchu, ale Louis nie próbował czegokolwiek usłyszeć. Automatycznie ruszył do Harry’ego. Zayn posłał mu ostrzegawcze spojrzenie, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, ramiona Louis otoczyły księcia i nic już nie miało znaczenia.
- Co? Co to jest? - Louis szepnął, odsuwając się tylko na tyle, aby odnaleźć wzrok Harry’ego.

- Nic, księżniczko. Jestem całkowicie w porządku - Louis studiował jego twarz przez chwilę w milczeniu.

- No chyba dupa…
- To raczej…
- Harry - Louis przerwał mu. - Co jest nie tak?
- Ja…
- Co jest nie tak? - Harry uśmiechnął się lekko, delikatnie całując usta jego księżniczki, po czym schował twarz w jego szyi.
- Nic więcej – rzekł, a Louis przewrócił oczami.

- Słodki jesteś, gdy starasz się być…
- To tylko mój brat.

*

Gdy wszystko zostało wyjaśnione, One Direction uzbroiło się na spotkanie ze statkiem. Harry nie ufał nikomu. To nie było coś nowego. Liam i Zayn stał obok swojego kapitana, przygotowując się do konfrontacji.
- Jesteś pewien, że możesz to zrobić? - Louis stanął obok niego. Harry skinął głową, całując jego usta dla otuchy, po czym Niall pociągnął go do gabinetu, by go ukryć. Déjà vu uderzyło go jak tona cegieł, a Harry uśmiechnął się groźnie. Mógł to zrobić.

*

- Edward. Eddy. Mr.Demon, sir - Cher drażniła się, starając się przyciągnąć uwagę Kapitana.
- Hmm? - zagaił cicho Edward.
- Jesteś na to gotowy? - Edward spojrzał na dziewczynę i skinął głową.
- Ja… Będę w moim gabinecie. Wiesz, co robić - Cher skinęła głową i uśmiechnęła się uprzejmie do kapitana, nim zamknął za sobą drzwi.
- Ustaw most! - nakazała Edowi. - Gra rozpoczęta.

*

Harry poprawił swój płaszcz i wzruszył ramionami, starając się zrelaksować. Każdy mięsień w nim krzyczał. Unikaj nieznanego. Ale on już czeka, aby usłyszeć tajemnicę. Nadszedł czas, aby to zakończyć. Postawił na swój zarozumiały uśmiech i skierował go w stronę Liama i Zayna, by ich również uspokoić.
Pierwszy oficer i sternik z innego statku nie byli trudni do pokonania, tak się przynajmniej wydawało. Ale Liam i Zayn też nie byli najgroźniejszymi piratami. Dziewczyna, która stała na końcu, czekając na niego, wyglądała niesamowicie znajomo. Jej ciemne włosy opadały falami w dół klatki piersiowej. Kapitan One Direction zbadał jej smukłą talię i zastanowił się, czy nie jest kimś na podobieństwo Danielle.
- Witaj, Hazz – powiedziała dziewczyna, a Harry ledwie powstrzymał drżenie. Skinąwszy głową, ruszył w jej kierunku. - On jest tam - uśmiechnęła się, pochylając się do przodu i blokując ramiona Harry’ego. - Tęskniłeś, Harry? - szepnęła mu do ucha. - Och, czekaj. Przecież mnie nie pamiętasz – przesunęła palcem po jego szczęce.
- Domyślam się, że nie warto było pamiętać - wzruszył nonszalancko ramionami, choć jego serce biło tysiąc mil na sekundę.
- Zabawne - uśmiechnęła się, prowadząc go do drzwi i kołysząc przed nim biodrami.
Harry prawie wybuchnął śmiechem na myśl, jak śmiesznie jej tyłek będzie wyglądać obok Louisa. Szybko schował wszelkie emocje, przyglądając się twarzy kobiety, kiedy przytrzymała dla niego drzwi biodrem.
- Sposób, w jaki krzyczałeś, również był ciekawy. Ładna blizna, tak przy okazji - uśmiechnęła się, przebiegając palcem wzdłuż szyi. Harry spiął się, gdy jej palce wsunęły się pod kołnierz koszuli.
- Cher. Przestań go torturować. To moja praca - Cher uśmiechnęła się, a Harry przełknął ślinę i odsunął się.
- Baw się dobrze - wyszeptała, szybko zamykając i blokując drzwi do gabinetu.
- Przepraszam za nią. Może być trudna w obsłudze - Harry wpatrywał się w podłogę, nieprzygotowany stanąć twarzą w twarz z lekko starszym bratem. - Co, nie jesteś nawet w stanie spojrzeć na mnie? - Edward zapytał, a skrzypnięcie krzesła dało znać, że wstał. Oddech Harry’ego był urywany, kiedy Edward podszedł bliżej, z jednej strony otaczając go w pasie, a drugą złapał go za podbródek. - Po tych wszystkich latach…
Harry odepchnął go od siebie, wyrywając się z jego uścisku.
- Zostaw. Mnie – warknął.
- Zrelaksuj się, hm? Sam sobie zrobisz większą krzywdę, niż ja tobie - Harry spojrzał na Edwarda, oczy płonęły w sposób, w jaki tylko u demona mogły się błyszczeć. Teraz już wiedział, jak to było.
- Zostawiłeś mnie tam! Wiem, że tam byłeś! - Edward tylko uśmiechnął się, gdy jego brat kontynuował. - Potrzebowałem ciebie, a ty mnie zostawiłeś! Z mamą i Gem! To był jedyny raz, kiedy cię widziałem, a ty mnie zostawiłeś i – Edward zacisnął dłoń na jego ustach.
- Nie należy mówić tak dużo. Jesteś bardziej atrakcyjne z zamkniętymi ustami. Tak przynajmniej mi mówią ludzie. A w zasadzie, jesteśmy tą samą osobą – Harry skrzywił się i ugryzł jego rękę, po czym cofnął się.
- Nie jestem w niczym podobny do ciebie, ty sadystyczny demonie z piekła rodem! Nigdy nie opuściłbym mojej rodziny! NIGDY! - oczy Edwarda przez chwilę znalazły się jakby za mgłą, nim ponownie je zamknął. Ale Harry już znał go na tyle dobrze, aby wiedzieć, że uderzył w słaby punkt. - To prawda. Mogę zabić miliony ludzi. I mogę nawet nie uronić łzy dla nich. Alenigdy nie pozwoliłbym mamie i Gemmie umrzeć, aby uratować siebie.
Ostatnią rzeczą, jaką Harry poczuł, było uderzenie całym ciałem o podłogę. Potem ne było już nic.

*

Edward wyszedł z kabiny, a Cher i Jay odwrócili się do niego szybko.
- Kapitanie eee, Harry Styles, eee, Książę Siedmiu Mórz… Słyszałeś o mojej kuzynce? Eleanor? Powiedz mi, że jest z tobą. Powiedz mi…
- Aż tak źle, co? - Cher odepchnęła chłopca, dostrzegając błysk w oczach Edwarda. Tylko po tym mogła ich rozróżnić. Oczy Harry’ego nigdy nie płonęły tak, ja Edwarda. Zrozpaczony kapitan westchnął z przerażeniem przetarł dłonią twarz, nim spotkał spojrzenie swojej towarzyszki. I nagle wiedział, co musiał zrobić.
- Pamiętasz, mówiłem ci, że mamy zamiar przejść próbę śmierci i okraść Króla Wielkiej Brytanii? - Cher powoli skinęła głową. - Cóż - Edward zaczął, a jego oczy staly się jeszcze ciemniejsze, niż kiedykolwiek wcześniej, a mały uśmieszek oświetlił jego twarz, i nagle Cher zrozumiała. - Będzie jeszcze gorzej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz