piątek, 10 stycznia 2014

12

Rozdział 12

Szklanka, którą Louis trzymał, była bliska rozbicia, gdy chłopak bezustannie ją polerował, nie poświęcając pełnej uwagi temu, co robił. Nie mógł po prostu oderwać oczu od Zayna. Uważnie obserwował go, praktykującego różne barmańskie sztuczki i natychmiast zdobywającego popularność wśród pracowników. Jednak chłopak nie tylko przyglądał się temu co robił Mulat. Louis obserwował również jego stosunek do pozostałych członków załogi, znajdując odpowiedź na to, co dokuczało mu w przeciągu kilku ostatnich dni.

Minął już tydzień od tego, co się zdarzyło w pokoju karaoke, a Zayn wciąż był w stosunku do niego oziębły. Wiedział, że miało to coś wspólnego z tym, co Mulat próbował mu powiedzieć lub możliwe, że wciąż miał coś do Liama, co Louis uważał za głupie. Jednak nadal nie miał odwagi, by go zapytać, jaki jest prawdziwy powód.

Bardziej niż zmartwiony, Louis był wkurzony. To jak Zayn był oczywisty z unikaniem go, woląc samemu zjeść obiad, niż dołączyć do jego rodziny; idąc spać wcześniej, jeszcze zanim Lou zdążył wrócić ze szkoły; zostając w łóżku trochę dłużej, gdy był czas, by pójść na zajęcia, tak więc jego mama nie nalegała, by razem poszli. Nawet w szkole wolał zjeść sam, niż usiąść z nim i Harrym.

Nie mógł zrozumieć, dlaczego nagle zachowywał się jak dziecko. Próbował rozpocząć z nim rozmowę, jednak chłopak tylko odpowiadał monotonnym tonem, co denerwowało Louisa jeszcze bardziej.

Kątem oka zauważył, że Zayn poczuł, iż ktoś się mu przygląda, gdy obrócił głowę w jego kierunku. Nie chcąc zostać przyłapanym, Louis natychmiast odwrócił wzrok. Szklanka niemal wyślizgnęła się z jego rąk, jego serce podskoczyło, a oddech przyśpieszył.

Nienawidził tego uczucia. Tego uczucia, kiedy chciał, by Zayn go zauważył, spojrzał na niego lub przynajmniej docenił jego obecność. Zawsze nie był w stanie oddychać, gdy myślał o tych rzeczach.

- Wszystko w porządku? - Głos Liama sprawił, że natychmiastowo odwrócił wzrok od Zayna. Dzięki Bogu, w końcu ktoś wyrwał go z rozmyślań, pomyślał. Skinął głową i próbował skupić swoją uwagę na Liamie, jednak jego zmysły podpowiadały mu, że powinien odwrócić wzrok, że powinien obrócić się i zobaczyć, co Zayn robi.

- Powstrzymuję cię przed czymś? - Liam podniósł głowę, gdy jego oczy wskazały w kierunku Zayna, znajdującego się za chłopakiem, a potem powoli przeniósł wzrok z powrotem na niego. Uśmiechał się i ten uśmiech mówił Louisowi, że coś się za tym kryło. Z jakiegoś powodu obejrzał się za siebie, widząc Zayna, śmiejącego się z Joshem w innej części baru. Wiedział, o co chodziło Liamowi.

- O czym mówisz? N-nie powstrzymujesz mnie przed niczym. - Skłamał, gdy wymusił na sobie naturalny uśmiech. Podtrzymał spojrzenie Liama, by przekonać go, że nie kłamie. Jednak Liam wyglądał na dalekiego od przekonanego.

- Obserwowałem cię cały czas, Lou. Nie możesz powstrzymać się, by na niego nie spojrzeć. - droczył się z nim. - Wy dwoje jesteście razem, czyż nie?

Jego pytanie wprawiło w zakłopotanie Louisa. Nagle poczuł mrowienie biegnące wzdłuż jego pleców. Natychmiastowo odpowiedział.

- CO? Oczywiście, że nie! - Cofnął się i zauważył, że skupił na sobie uwagę wszystkich osób w pustym barze, nawet Zayna. Ich spojrzenia spotkały się i poczuł ciepło rozchodzące się po całym ciele. Louis podtrzymał jego wzrok. Brązowe oczy chłopaka patrzyły się wprost na niego. Dosłownie przestał oddychać, a świat się zatrzymał.

Nie miał pojęcia, jak Zayn był w stanie robić tego rodzaju rzeczy z nim, z jaką łatwością wprawiał go w zakłopotanie. Mógł poczuć, jak krew odpływa z jego dłoni i po chwili wszystko wróciło do normy, gdy Zayn odwrócił wzrok. Oczy Louisa drgnęły, westchnienie zawiedzenia wydobyło się z jego ust, myśląc, że gdyby przynajmniej się uśmiechnął, byłby to dobry początek.

- Cóż, jestem pewny, że coś miedzy wami jest. - Liam kontynuował, na powrót odrywając go od swoich myśli.

- Nic między nami nie ma, Li. - Głos Louisa przybrał bardziej zmęczony ton. My jesteśmy tylko… Jesteśmy tylko…

No właśnie. Cholera. Pytał sam siebie o to już kilka razy. Co tak właściwie jest między nimi? Jaki jest ich sytuacja i co to, tak czy inaczej, dla niego znaczy? Dlaczego czuje się dotknięty tym, że Zayn go unika i dlaczego sprawia to, że jest niespokojny i rozbity emocjonalnie?

Zdał sobie, że Liam wciąż czeka na jego odpowiedź, tak więc odpowiedział. - Jesteśmy tylko przyjaciółmi, Liam. Przyjaciółmi z dzieciństwa. Nic między nami nie ma. - prychnął, przekonując samego siebie, że jest to dobre wytłumaczenie dla tego wszystkiego.

- Mów, co chcesz Lou, ale wiem co wy dwaj robiliście w pokoju karaoke. - Słowa Liama uderzyły go i niemal wpadł na brzeg baru. Wytrzeszczył oczy, gdy spojrzał na Liama, uśmiechającego się złośliwie i marzył tylko o tym, by zapaść się pod ziemię.

- Wydajesz się pytać, jak do cholery o tym wiem? Nie jestem taki tępy, Louis. Na nikogo nie patrzysz w ten sposób. Poza tym zaciągnął cię do pokoju karaoke, by poprosić, żebyś dla niego zaśpiewał? - Liam skończył z jeszcze większym uśmiechem na twarzy.

Louis nie wiedział, co powiedzieć. Chciał zaprzeczyć temu, jednak słowa jedynie kłębiły się w jego głowie. Miał nadzieję, że bar zostanie otwarty trochę wcześniej, tak więc będzie mógł uniknąć tej rozmowy. Jego dłonie pociły się, jeszcze jedno oświadczenie Liama i w końcu pęknie.

- Tak właściwie, to przeprosiłem Zayna tamtej nocy, po tym jak w roztargnieniu pocałowałem cię w policzek.

- Ty co?! - Ręka Louisa cisnęła o stół, co także zaskoczyło Liama. Nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszał. - Liam! To nic nie znaczyło! Nie powinieneś przepraszać!

- Louis. - Liam złapał go z ramiona i odciągnął go na jego stronę. Oboje patrzyli teraz prosto w stronę Zayna. Bad boy z Bradford zdawał się być świadomy tego, jednak nie ośmielił się spojrzeć na Louisa bądź Liama. - Ten pocałunek może być niczym dla ciebie, ale dla Zayna może znaczyć dużo. Widzisz, Louis, kiedy lubisz kogoś, zauważasz wszystko, co ta osoba robi. Nawet te najmniejsze rzeczy, jakie inne osoby z nią robią.

Dopiero po chwili dotarł do niego sens wypowiedzi Liama. Było to całkiem prawdziwe, że zauważał Zayna cały czas, odkąd przekroczył próg ich domu. Chciałby czasami wkraść się pod jego pościel, tylko po to by zobaczyć, jak Zayn wygląda, gdy śpi; jak jego serce bije, kiedy tylko jego i Louisa spojrzenia się spotkają. I nie zapomni tego razu w swoim pokoju, gdy te dwie dziewczyny leżały obok niego. Rozwścieczyło go to.

Jednak to jedynie znaczyło by, że naprawdę lubi Zayna. Wiedział, że go nienawidzi. Nienawidził Zayna Malika i to było dla niego zawsze jasne, odkąd odszedł od niego lata temu. Nienawidził go, gdy robił rzeczy, których nie powinien robić i nienawidził go jeszcze bardziej, ponieważ za każdym razem, gdy pomyślał o Zaynie, pojawiał się w nim emocjonalny chaos.

- Powinieneś zobaczyć siebie chwilę temu, Lou. Wpatrywałeś się w niego, jak gdyby był to twój ostatni dzień na Ziemi.

Jego policzki poczerwieniały, a krew pulsowała w jego uszach, tego było już za wiele. Słowa wciąż odbijały się w jego głowie i czuł, że w każdej chwili może pęknąć. Louis chciał tylko wydostać się stąd i przemyśleć wszystko. Tak więc cofnął się, jednak jego pięta nadepnęła na jego stopę, sprawiając, ze stracił równowagę. Zobaczył przerażenie Liama, gdy krzyczał jego imię. Czuł, jakie jego ciało jest lekkie, wiedział, że spada. Próbował złapać się czegoś. Poczuł zimną stal krawędzi tacy, której się uchwycił, jednak ona przewróciła się. Co gorsza przewróciła się ze świeżo czyszczonymi pucharami. Mógł jedynie zamknąć oczy i oczekiwać mocnego i bolesnego upadku.

Usłyszał brzdęk szklanek pod sobą. Gdy powoli otworzył oczy, zauważył, że jego tors był zawieszony nad ziemią. Twarz Liama pełna ulgi powitała go. Zobaczył błyszczące odłamki szkła.

Powoli poczuł, że jego ręka ściśle coś trzyma. Coś ciepłego, coś miękkiego i katem oka zobaczył znajomy tatuaż na nadgarstku osoby, która trzymała go pod pachami.

Obrócił swoja głowę i nosem niemal dotykał ust Zayna, jego brązowe oczy przeszywające niebieskie chłopaka, zmartwione spojrzenie, jego oddech brzmiący, jak mieszanina niepokoju, zdenerwowania i ulgi, gdy jego zrogowaciałe palce lekko dotknęły palców chłopaka, wzmacniając swój uścisk z każdą sekundą. Zayn zbliżył swoje usta do Louisa, nie zważając na ludzi wokół niego. Było to tak, jakby z każdym ruchem ust Mulata na jego skórze, wyobrażał sobie, że słyszy jego szept.

Po prostu nie przejmuj się i oczekuj, że będę tam, gdzie upadasz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz