***
Stał przed wejściem do terminalu, a tuż za swoimi plecami czuł oddech osobistego ochroniarza Louisa. To była jego ostatnia deska ratunku miał wielką nadzieję, że złapią go tu i teraz, że wyląduje w więzieniu i uwolni się od tego tyrana oraz okropnego miejsca, w którym się znalazł. Spojrzał na tablicę odlotów i uśmiechnął się pod nosem, dzieliło go kilka minut od wolności, którą teraz pojmował w całkiem inny sposób. Chwycił rączkę swojej niewielkiej walizki i ruszył przed siebie. Po kilku krokach poczuł silną dłoń zaciskającą się na jego ramieniu, niechętnie odwrócił się i spojrzał na twarz Prestona zawieszającemu na jego szyi identyfikator jako pracownika Louisa Tomlinsona i pociągnął w stronę całkiem innego wyjścia. Zerknął na napis znajdujący się przed wejściem i jęknął przeciągle ‘VIP’ co to miało znaczyć? Po co i jak on to robił?
-Panie Horan poleci pan prywatnym samolotem pana Tomlinsona, który nie chce aby stało się panu coś złego. W poczekalni będzie na pana czekał Josh. Będzie uważał na pana przez cały lot. - Niall poczuł jak jego nogi stają się jak z waty, zerknął na mężczyznę i skinął głową informując go, że wszystko doskonale zrozumiał. Służba celna stała przed bramką przez którą miał przejść. Jedna z kobiet stała oparta o taśmę na której postawił walizkę i uśmiechała się do niego przyjaźnie. Widział w niej swoje wybawienie, ale gdy taśma ruszyła, a walizka przejechała przez rentgen ekran był czarny, nie kazali mu ściągać nic blaszanego nawet widocznego na nadgarstku zegarka czy bransoletki tylko przepuścili przez bramkę, która nawet nie zapiszczała. W jego głowie nastała panika, właśnie odpłynęła szansa, właśnie zatonęła jego deska ratunku. Wyglądało na to, że Tomlinson miał wtyki wszędzie nie tylko w swojej branży. Chciał odebrać swoją walizkę, ale tę szybko przechwycił niewielki wzrostem, ale postawny gość.
-Pan Horan jak mniemam. - spojrzał na blondyna, który kiwnął mu głową i ruszył za mężczyzną w stronę płyty lotniska gdzie stał już samolot. Te kilka dni w domu na pewno będą mu przydatne, ale nie cieszył się na nie tak jak wcześniej. Musiał coś wymyślić, aby jego rodzice niczego nie zauważyli, aby nie zorientowali się w jakie wpadł kłopoty. Dobrze, że ślady i siniaki zeszły po części z jego twarzy, a resztę mógł przykryć podkładem. Było mu wstyd, czuł się upokorzony nie tylko tym co robił, ale tym, że musiał posunąć się do sztuczek i nauczyć się nakładać sobie na twarz coś co zakryje resztę sińców, a jednocześnie nie będzie komicznie wyglądać. Wszedł do samolotu i usiadł na jednym z foteli od razu zapinając pasy i zdejmując identyfikator. Nie mógł na niego patrzeć myśl, że siedział w jego samolocie nie dawała mu się odprężyć.
-Witamy na pokładzie samolotu L. Tomlinson jestem tutaj stewardessą i będę dzisiaj pana obsługiwać w czasie tego krótkiego lotu. Może się pan czegoś napije? - blondynka ubrana w błękitny uniform uśmiechała się ciepło w jego kierunku i podała mu kartę z napojami i przekąskami jakie są serwowane na pokładzie. Niall nawet nie zajrzał do środka spojrzał jedynie na plakietki dziewczyny aby przeczytać jej imię, a następnie zwrócił się znów do dziewczyny patrząc w jej oczy.
-Dzięki Jade, poproszę szklankę wody z lody i whisky. - pomimo iż się starał uśmiech nie wychodził mu za dobrze, dziewczyna chyba się zorientowała i przytaknęła mu głowa nie przestając się uśmiechać.
-Dobrze zaraz po tym jak wystartujemy i osiągniemy odpowiedni pułap podam zamówienie. - Niall chciał oddać kobiecie kartę, jednak ta pokręciła głową -W środku znajduje się wiadomość dla pana, proszę się wygodnie rozsiąść zaraz startujemy. - uśmiechnęła się znów do blondyna i odeszła na swoje miejsce. Niall spojrzał na kartę i drżącymi rękami otworzył szukając kartki od Louisa. “Proszę zapiąć pasy, witam państwa na pokładzie nazywam się Sam Rondon i jestem dzisiaj państwa pilotem. Jest godzina 10:00 za mniej więcej godzinę będziemy w Dublinie. Życzę miłego lotu”. Głos pilota przeciął cisze w samolocie i dziwnym sposobem uspokoił Nialla. Przecież przez kilka dni będzie z dala od Londynu, z dala od tego miejsca. Kiedy w końcu samolot sunął po niebie sięgnął po kopertę otworzył ale nie wyjął z niej kartki wziął głębszy oddech musiał się z tym rozprawić jak najszybciej. Poczekał na swoje zamówienie i wyjął wiadomość od swojego szefa.
'Pamiętaj, że ja dowiem się o wszystkim. Należysz do mnie, twoje ciało należy do mnie. Jeśli zobaczę chociaż małą ingerencję w twoje ciało inaczej się policzymy. Co do odpracowania tych wolnych dni jeszcze się dogadamy. Doprowadź się do porządku. Razem z Harrym życzymy ci wesołych świąt.
Louis Tomlinson’
Pogniótł ją natychmiast po przeczytaniu. Sięgnął po szklankę, ale ominął tą z woda i od razu sięgnął po alkohol upijając z niej duży łyk. ‘Niech cię szlag trafi Tomlinson’ tylko taka myśl kołatała się po jego głowie. Wypił swój alkohol do końca i w końcu mógł się zrelaksować i odpłynął.
***
-Kochanie możemy chwilkę porozmawiać? - Harry stanął w drzwiach gabinetu w domu swojego partnera i oparł się delikatnie o framugę. Louis spojrzał na niego znad rozłożonego laptopa i odsunął się swoim krzesłem poklepując kolano. Lokowaty chłopak natychmiast znalazł się na miejscu, które uwielbiał. Przytulił się do niego i schował swoją twarz w zagłębienie, a czarodziejskie dłonie Lou masowały skórę jego głowy. Ten gest zawsze go odprężał.
-O czym chcesz ze mną porozmawiać? - usta Louisa znalazły się tuż przy uchu jego partnera. Doskonale wiedział, ze młodszy chłopak nie był w stanie teraz logicznie myśleć, a dowód na to przyszedł bardzo szybko zamiast odpowiedzi usłyszał od Harry’ego jedynie ciche sapnięcie. Triumfalny uśmiech sam pojawił się na twarzy Tomlinsona i pewnie wykorzystał by ten moment aby zaciągnąć Harry’ego do swojej sypialni gdyby nie telefon. Sięgnął po niego i zerknął na wyświetlacz prawie momentalnie wstając z miejsca -Zaczekaj tutaj chwilkę.
Harry został wyrwany ze swojego cudownego świata w jaki zawsze wprowadzał go starszy mężczyzna. Usiadł zrezygnowany w wielkim czarnym fotelu i skulił się, brakowało mu ciepła jakie daje drugie ciało. Zerknął na biurko i dostrzegł kilka leżących na niej papierów, głównie rachunków jednak jedna z kartek znajdujących się w tej stercie ‘Niall Horan, umowa o pracę’ sięgnął po nią i zaczął uważnie czytać, wciąż nie rozumiał czemu chłopak mu to zrobił i nagle stał się dziwką. Jego słowa kiedy wychodził z ‘Symfonii’ wciąż nie dawały mu spokoju, chciał właśnie o tym porozmawiać, ale przy Louisie czasem zapominał języka w gębie. W okienku na laptopie pojawiła się informacja o nowej wiadomości. Harry zawahał się ale w końcu sięgnął po myszkę i kliknął na mrugającą kopertę. ‘Niezły z ciebie skurwysyn Tomlinson, swoje dziwki też dobrze wychowujesz. Twarda ręka, a nie przyjacielskie podejście’. Zamknął szybko okienko i przez krótki czas siedział w szoku. Przecież Lou tyle razy go zapewniał, że w jego domu publicznym nie ma nic złego, że zachowuje się odpowiednio i przyjacielsko w stosunku do swoich pracowników. Louis nie mógł być sukinsynem przecież zachowywał się cudownie w stosunku do niego. Harry schował twarz w dłonie, a słysząc donośny głos dochodzący za drzwi podkradł się cicho do nich i oparł się delikatnie o ścianę nasłuchując głosu ukochanego.
-Powtarzam ci, że go teraz nie ma. Wziął wolne na święta, ale później będzie musiał odrobić to wszystko więc spokojnie. - zerknął przez niewielką szparę na profil Lou, był opanowany i chłodny. Mówił o ludziach jak o przedmiotach. Nie znał go od tej strony. -Uspokój się. Kolejka nie jest aż tak wielka więc wcisnę cię zaraz po świętach. - śmiech wydobywający się z ust Louisa był chłodny, a Harry’ego przeszły ciarki -Nie martw się nie obchodzi mnie to, on ma być gotowy na każdego, a godziny pracy wyznaczam mu ja.
To wstrząsnęło Harry’m. Czy on naprawdę nie znał swojego faceta? Ochota na cokolwiek przeszła mu natychmiast. Cofnął się i znów usiadł w fotelu. Jego głowa była teraz pełna wielu myśli, których nie mógł sobie poukładać. Przecież jego Kotek taki nie był, to pewnie gra on na pewno robi to pod publiczkę dla tych wszystkich klientów aby nie wyjść na jakiegoś bez charakteru. Z rozmyśleń wyrwały go ręce, które znalazły się na jego policzkach i uniosły głowę aby spojrzał w te niebieskie oczy.
-Znów zatonąłeś w myślach. - Lou pochylił się nad chłopakiem i pocałował go w czoło -To na czym skończyliśmy naszą zabawę? - niski, głęboki głos wywołał dreszcze na ciele zielonookiego, ale nie zelektryzował go na tyle, żeby znów zmienić jego mózg w serek topiony.
-Wybacz Lou ale przeszła mi ochota. Zrobię nam kolacje, może później. Przepraszam. - wstał i nie patrząc już na swojego faceta wyszedł udając się do kuchni. Przecież on nie mógł być bez serca wiele razy pokazywał Harry’emu, że go kocha. To całe zło było grą, przecież musiał mieć szacunek.
***
-Mamo! - Niall od razu dostrzegł swoją ukochaną rodzicielkę mimo iż była niewielkiego wzrostu. Ruszył w jej kierunku a szybki chód zamienił się w bieg. Kiedy był już tuż przy niej upuścił walizkę i wpadł w jej objęcia czując cudowne bezpieczeństwo w jej ramionach, bronił się przed tym aby czasem się nie popłakać. Zerknął na ojca, któremu również drżała warga a przecież nigdy się tak nie zachowywał.
-Tak się cieszę, że jesteś synku tak bardzo tęskniłam. - kobieta trzymała go w ciasnym objęciu i ani myślała puścić.
-Maura puść bo go udusisz. - Bobby spojrzał na nich i kiedy tylko kobieta poluźniła uścisk od razu złapał syna w objęcia i mimo, że nigdy nie był zbyt wylewny ucałował czubek głowy syna -Cieszę się, że jesteś synku. Tęskniłem.
-Ja też tato nawet nie wiesz jak bardzo. Strasznie się za wami stęskniłem.
-Dobrze nie będziemy tak stać na lotnisku, chodźmy do samochodu i jedziemy do domu tam czeka na już Liam. Też nie może się doczekać by cię ujrzeć. - Mama Nialla ukradkiem wycierała łzy i siliła się aby jej głos brzmiał bez żadnych załamań, ale się jej nie udało. Chłopak objął mamę w tali i przytulił ją do swojego boku. Chciał złapać za walizkę, ale przejął ją jego ojciec.
-Ja ją wezmę i chodźmy już bo mama zaleje łzami całe lotnisko. - wszyscy w trójkę zaśmiali się szczerze, a Niall zapomniał o problemach zapomniał cieszył się z czasu, który mógł spędzić z rodziną.
***
Niall chodził po mieście obmyślając jakie może kupić prezenty swojej rodzinie. Ostatnio nie miał zbyt wiele czasu żeby w ogóle o tym myśleć, a dzisiaj miał ostatnią okazję by cokolwiek kupić. Chodząc uliczkami miasta, które znał na pamięć nie czuł się pewnie jak kiedyś. Teraz wydawało mu się, że każdy człowiek, który go mijał odsuwał się od niego tak jakby wiedział czym się zajmuje i się go brzydził. Kiedyś Irlandczyk chodził tymi ulicami pewny siebie, z głową uniesioną ku górze, z szerokim uśmiechem na twarzy, a teraz? Miał wsadzone ręce w kieszenie, głowę spuszczoną, a o uśmiechu już dawno zapomniał. Czuł się tutaj tak obco jak jeszcze nigdy. W pewnym momencie podszedł do jakiejś witryny i wpatrywał się w biżuterię. Patrzył na cenę i wiedział, że teraz było go na nią stać jednak czuł się okropnie z myślą, jak na nią zarobił. Nagle poczuł jak przechodzą go zimne dreszcze i gwałtownie się odwrócił rozglądając się dookoła. Miał wrażenie, że ktoś go obserwuje. Ruszył przed siebie i założył na głowę kaptur co rusz patrząc przez ramię czy nikt za nim nie idzie. Czuł się osaczony. Wydawało mu się, że każdy się w niego wpatrywał i szeptał do osoby obok coś o nim. Niall mając już dosyć tego co działo się w jego mózgu skręcił do sklepu, w którym często bywał z Liamem, gdy byli jeszcze dziećmi. Zawsze było tu wiele wspaniałych elektronicznych rzeczy. Blondyn przechodził między półkami i wspominał stare dzieje. Dokładnie pamiętał ten moment, gdy kupił swoją pierwszą grę za swoje pierwsze, dobrze zarobione pieniądze. Dobrze też pamiętał jak podczas przepychanki z Liamem zrzucili z półki monitor, za który na szczęście ich mama nie musiała płacić, gdyż właściciel był dla nich po prostu jak wujek. Westchnął ciężko i uniósł wzrok ku górze by się nie rozpłakać. Spojrzał na zegarek po czym skrzywił się delikatnie, dość długo już chodził i nadal nic nie miał. Przechodził dalej między półkami i wreszcie znalazł coś co będzie idealne. Mimo że Liam był już dużym facetem to nadal drzemało w nim dziecko. Chłopak podszedł do kasy i zapłacił za prezent dla brata.
-Dawno Cię tu nie widziałem Niall. - starszy pan uśmiechnął się do blondyna spoglądając na niego.
-Ni.. - chłopak odchrząknął po czym dokończył -Nie aż tak dawno. - Horan odpowiedział jak najmilej umiał.
-Ludzie mówili, że już nigdy nie wrócisz. Ale ja wiedziałem, że nigdy nie opuścisz rodziny na zawsze i zrobisz dla nich wszystko. - siwy mężczyzna uśmiechnął się do chłopaka ciepło po czym poklepał go po ramieniu -Pozdrów rodziców i brata ode mnie oraz wesołych świąt wam życzę kochanieńki.
-Dziękuję, na pewno pozdrowię oraz życzę panu również wesołych świąt. - Niall już miał wychodzić gdy jeszcze zatrzymał go na chwilę głos pana Edwardsa.
-Uważaj na siebie Niall i dbaj o siebie. - chłopak tylko westchnął cicho po czym wyszedł ze sklepu i rozejrzał się dookoła. Przeanalizował słowa starszego mężczyzny i zastanawiał się nad tym, czy on wiedział czym zajmuje się blondyn. Horan szedł ulicą i patrzył na witrynę każdego sklepu mając nadzieje, że coś przykuje jego uwagę. Przechodząc koło jednego z szyldów przypomniało mu się o czym jego rodzice marzyli już od dawna. Wszedł do środka i załatwił wszystkie formalności po czym wyszedł z budynku i skierował się w stronę domu. Jednak Niallowi wciąż nie dawało coś żyć, ciągle wydawało mu się, że ktoś za nim chodzi i go obserwuje. Powoli zaczęło go to już męczyć. Jego stan psychiczny był beznadziejny, a to tylko pogarszało sprawę. Chłopak przyspieszył kroku po czym skręcił do parku i obejrzał się po raz kolejny tego dnia za siebie. Narzucił swój kaptur wręcz na oczy i miał nadzieje, że dzięki temu nikt go nie zauważy ale tak się nie stało. Nagle poczuł jak ktoś na niego wpada przez co kaptur spadł z jego głowy, a on zauważył kto przed nim stoi. Była ta śliczna, drobniutka dziewczyna. Wydawało mu się, że skądś ją kojarzy.
-Oh ty jesteś Niall, prawda? - dziewczyna zaszczebiotała swoim głosikiem wpatrując się dużymi oczami w chłopaka.
-A ty jesteś..? - blondyn uniósł brew ku górze wpatrując się w nią.
-Jestem Perrie. Perrie Edwards. - blondynka wyciągnęła ku niemu swoją dłoń po czym gdy Niall ją uścisnął uśmiechnęła się uroczo.
-Jesteś wnuczką pana Edwardsa tak? - Horan wpatrywał się w dziewczynę, a ta pokiwała głową z delikatnym uśmiechem. -Tak myślałem, że skądś cię znam. To ty w pierwszej klasie wylałaś na dyrektorkę kubek z kawą. - niebieskooki chłopak pokiwał mimowolnie głową.
-Tak, to ja. A w trzeciej klasie razem sprzątaliśmy park ze śmieci za karę. - Perrie zaśmiała się cicho na samo wspomnienie tego wydarzenia. Dokładnie pamiętała jak to się stało.
-Hm coś mi się przypomina, ale nie pamiętam dlaczego. - chłopak patrzył na dziewczynę ze zmarszczonymi brwiami.
-W trakcie lekcji wyszliśmy na korytarz pograć w piłkę i rozbiliśmy okno. Przypominasz sobie? - dziewczyna uniosła brew ku górze i spojrzała na blondyna.
-Oh no rzeczywiście. - i w tym momencie Niall znów poczuł czyjś wzrok na sobie i nie chodziło o Perrie. Odwrócił się za siebie i rozejrzał jednak nikogo nie widział.
-Coś nie tak? - blondynka uniosła brew ku górze po czym spojrzała na kolegę.
-Ym.. Wszystko w porządku. Właściwie to muszę już iść. Rodzice na mnie czekają. - blondyn skłamał, po prostu bał się, że gdyby ktoś ich razem zauważył, Perrie byłaby kolejną osobą wpisaną na listę Tomlinsona, a mianowicie ‘przyjaciele pana Horana’, a tego nie chciał.
-Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Miło tak czasem powspominać stare czasy. - dziewczyna pocałowała Nialla w policzek po czym odsunęła się od niego -Do zobaczenia Niall. - uśmiechnęła się do niego czarująco po czym wyminęła go machając jeszcze dłonią na pożegnanie i ruszyła w stronę sklepu swojego dziadka. Niebieskooki chłopak wyszedł z parku i po chwili stał już pod swoim domem. Rozejrzał się jeszcze dokładnie dookoła po czym wszedł do środka i do razu pobiegł do pokoju, po czym schował prezenty do szafy. Podszedł do okna i wyjrzał za nie, wtedy ujrzał jakiegoś kolesia w garniturze. Widział go po raz pierwszy ale był pewien, że był to ochroniarz Louisa. Gdy spojrzał ponownie w to samo miejsce jego już nie było. Czyżby po prostu mu się wydawało, że tam ktoś stał? Niall powoli wpadał w paranoje. Ciągle czuł się obserwowany i śledzony. Miał już dość wrażeń na dzisiaj więc wszedł do łazienki by zmyć z siebie brud dzisiejszego dnia. Zrzucił ciuchy ze swojego ciała i pozostawił je na podłodze po czym wszedł pod prysznic i odkręcił kurki tak by ustawić idealną temperaturę wody. Po dziesięciu minutach właściwie stania pod wodą wyszedł z kabiny i wytarł się ręcznikiem. Podszedł do lustra i spojrzał na siebie. Wyglądał jak siedem albo i nawet dziesięć nieszczęść. Na twarzy nadal był widoczny wielki siniak, który był ‘pamiątką’ po spotkaniu ze swoim szefem. Tomlinson wymagał od niego by się nie ciął, nie miał żadnych zadrapań, a sam wyładowywał na nim swoje emocje. Niall nie widział w odbiciu tego chłopaka, którym jeszcze był kilka miesięcy temu. Był teraz dla siebie zupełnie obcą osobą. Na jego ciele było pełno siniaków i różnych zadrapań. Nie miał już siły do niczego, nawet, a może zwłaszcza do życia. Podniósł swoje ciuchy by je wrzucić do kosza na brudy, jednak z jego bluzy coś wyleciało. Chłopak zmarszczył brwi po czym podniósł folię i kilka ampułek oraz strzykawek. Przez cały dzień nosił je ze sobą i nie wiedział o tym. Usiadł na wannie po czym wziął do ręki strzykawkę i przeczytał napis ‘amfa’. Przypomniał sobie słowa Nicka ‘Amfetamina sprawi, że będzie ci się po prostu chciało żyć. Zapomnisz o negatywach tego świata. Po prostu ją wstrzykuj. ’ O tak właśnie to mu teraz będzie najbardziej potrzebne. Chce zapomnieć o tym kim jest i dlaczego tak się stało. Nie bardzo wiedział jak się do tego zabrać ale musiał to zrobić. Wziął bluzkę tworząc z niej opaskę uciskową po czym wyprostował rękę i drugą dłonią zbliżył igłę do skóry po czym ją przebił dochodząc do żyły. Wstrzyknął substancję powoli do żył po czym wyciągnął igłę z ręki, a w tym samym czasie do łazienki wszedł jego brat, którego oczy przybrały teraz rozmiar wielkości spodków filiżanki.
-Co to do cholery ma być?! - Liam rozejrzał się po podłodze, na której leżały różne folie i fiolki z narkotykami.
-Nie twój zasrany interes. - Niall wstał na równe nogi po czym spojrzał na brązowowłosego chłopaka.
-Co ty ze sobą robisz? Zgłupiałeś do reszty?! - brązowooki chłopak nie dawał za wygraną, jednak blondyn nie miał innego wyjścia jak po prostu wywalić go z tego pomieszczenia. Bardzo chciał mu powiedzieć, dlaczego to robi. Ale nie mógł, chciał chronić Liama.
-Gówno cię to interesuje. A teraz wyjdź stąd bo nie mam zamiaru słuchać twoich pouczających kazań. Aha i jeszcze jedno. - niebieskooki chłopak podszedł do swojego brata i spojrzał w jego oczy -Powiesz coś rodzicom, a już nigdy w życiu się nie zobaczymy. - Niall wypchnął chłopaka za próg i zatrzasnął za nim drzwi zamykając je tym razem na klucz, po czym się o nie oparł i zjechał po nich w dół. Schował twarz w dłoniach i po prostu się rozpłakał. Wiadomo, że czasem jako bracia kłócili się i wyzywali, ale nigdy nie w ten sposób. Strasznie go to bolało, że teraz przez to zniszczył bratu święta. Miał tylko nadzieje, że Liam nie powie nic rodzicom i nie sprawi, że ich życie zmieni się w koszmar. Chciał tylko spędzić mile czas z rodziną i oderwać się od tego gówna, które nazywa swoją pracą. Spojrzał na bransoletkę po czym znów zaniósł się płaczem. Był nikim, był zwykłą dziwką, która była nic nie warta. Spojrzał przed siebie po czym zaczął się śmiać, nie wiedział dlaczego. Śmiał się przez łzy myśląc jak głęboko ugrzązł już w tym bagnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz