I gdy Niall obudził się już Bóg wysłuchał próśb Zayna i blondyn nie mówił nic o tym co się stało. Usiadł jedynie na krześle, a Mulat bez słowa podał mu herbatę i tabletki na ból głowy za co otrzymał ciepły uśmiech chłopaka.
Niall nie czuł się za dobrze, a jego żołądek zdawał się obrócić o 180 stopni przez co na samą myśl o jedzeniu miał ochotę ruszyć do toalety i zwrócić wszystko co wczoraj zjadł. Mimo to sama świadomość spania w ramionach Zayna i pobudki w jego łóżku będąc otulony jego zapachem wynagradzała mu wszystko.Więc Nialler siedział bez słowa wpatrując się w Zayna, który przygotowywał powoli obiad zaczynając od obierania ziemniaków. I nie potrzebne były żadne słowa choć Niall czuł się bardziej niepewnie niż kiedykolwiek. Ponieważ wciąż nie wiedział na czym stoi i w pewnym stopniu chciał to wiedzieć.
Gdzieś z przedpokoju dochodzić zaczął hałas i po paru minutach w kuchni zjawił się również Harry machając do Irlandczyka z szerokim uśmiechem.
-Więc oba zakochańce już wstały? Zaynie, kupiłem tego kurczaka, ale teraz idę się jeszcze chwilę położyć. –wyrecytował cicho chichocząc i sprawiając, że policzki Niall’a przybrały różowawy kolor. Ponieważ może Niall nie jest tego nawet świadomy, ale czy to oznacza że on i Mulat są parą? Może dla Zayna to co wczoraj się stało właśnie to oznacza? Oczywiście nie to, żeby Niall miał coś przeciwko, wręcz przeciwnie!
Jednak Zayn nie odezwał się przez cały czas, który Niall spędził w kuchni tylko po to aby Malik coś powiedział. Nie było żadnego wyznania albo chociaż wyjaśnienia, nawet głupiego słowa. I to nie tak, że Niall był zły na Zayna, bo dla Irlandczyka to również był ciężki temat i sam bał się go zacząć. Mimo to w pewnym momencie zwyczajnie nie wytrzymał i musiał coś z tym zrobić.
-Zayn… Co teraz? –i chociaż było to jedno z najmniej sprecyzowanych pytań, Malik wiedział aż za dobrze o co chodzi i to właśnie takich pytań obawiał się przez cały ten czas. Ponieważ z jednej strony nie chciał zobowiązywać się jakoś. Z drugiej strony nie umiał powiedzieć mu, że to było nic i Niall ma zapomnieć o ich wczorajszych pieszczotach ponieważ złamanie serca tego małego blondynka nie było jego celem. On był tym który chciał go chronić, a teraz tak po prostu miałby sam go skrzywdzić?
-Nie wiem. –mruknął nie spoglądając ani na moment w stronę Niall’a. Zayn naprawdę, naprawdę nie chciał związku. Nie widział siebie jako kochającego, czułego chłopaka, budzącego Niall’a o poranku pocałunkiem, albo planującego ich wspólną przyszłość. To po prostu nie był ten tym człowieka. Nie odnalazłby się w tym, a próby byłby tylko bolesne dla obu stron, gdy pewnego dnia któryś by nie wytrzymał i skończył to w niemiły sposób. Rozstania są normalne, ludzie codziennie na całym świecie rozstają się, ale Zayn nie chciał tego. Nie chciał robił Niallerowi nadziei, żeby potem był totalnie do dupy i zmusić Niall’a do zerwania z nim, ponieważ to zerwanie byłoby ciężkie dla obu z nich. Czy to nie mogło po prostu zostać tak jak było? Mogli przecież być przyjaciółmi, mieszkać razem, świetnie się dogadywać i od czasu do czasu całować i dotykać trochę za bardzo, i ten układ pasowałby Zaynowi ponieważ obyłoby się bez niezręcznych, intymnych sytuacji.
Jednak Niall nie tego oczekiwał. Ponieważ był zupełnie inny niż Zayn i potrzebował ciepła, i czułości, i pieszczot, i głupich wyznań o poranku. Zwykłego, typowego związku, który pewnie zostałby nazwany przez niektórych przesłodzonym, ale jemu dawałby wszystko czego do szczęścia potrzebował. Albo inaczej, on nie potrzebował, on marzył o tym. Ale widząc Zayna zdawał sobie sprawę, że będzie dobrze jeśli on po prostu uzna, że są razem i na tym pozostaną. To już i tak byłby wyczyn.
-Zayn… Całowaliśmy się.
-To ty mnie pocałowałeś. –Okey, Zayn wcale nie chciał tego powiedzieć. To brzmiało naprawdę chamsko i zupełnie tak, jakby Niall rzucił się na niego, a on musiał go siłą od siebie odczepiać. A wcale tak nie było, Zayn sam pogłębiał pocałunki.
-Ale ty nie miałeś jakoś nic przeciwko! –i mówiąc to Niall w pewnym sensie poczuł się dotknięty, i nie miał żadnych innych argumentów, a Zayn zaprzeczał temu, że się całowali. Fakt, to Niall pocałował Zayna pierwszy, ale ten nie wyrażał sprzeciwów, więc zrzucanie teraz wszystkiego na Irlandczyka było bezczelne z jego strony. Jakby nie zdawał sobie sprawy z tego ile dla blondyna znaczył ten mały gest.
Ale Zayn wiedział i nawet ugryzł się w język, aby dalej nie powiedzieć niczego nieprzemyślanego. Oparł jedynie głowę o szafkę wiszącą odsapując ciężko.
-Czy musimy o tym teraz rozmawiać? –spytał cicho, a jego ręce same z siebie zaczęły bawić się sobą nawzajem.
-Nie. –odparł oschle wychodząc natychmiast z pomieszczenia i zamykając się następnie w swojej sypialni, gdzie po opadnięciu na łóżko odleciał do krainy Morfeusza szybciej niż myślał.
I oczywiście Niall nie wyszedł z pokoju aż do wieczora, o dziwo ominął nawet obiad nie odpowiadając na wołanie Zayna. Więc Malik spędził ten dzień przeklinając się w duchu, że dopuścił do takiej sytuacji, co więcej Harry bardzo go w tym wspierał wyzywając go od różnych przy każdej możliwej okazji. Harry naprawdę był świetny w poprawianiu humoru i mam nadzieje, że czujesz ten sarkazm.
Następnego dnia Zayn nie spotkał go rano, gdy powinien szykować się na uczelnie i, co było jeszcze dziwniejsze, nie zaspał też. Więc Malik odsapnął uznając, że Niall wyszedł wcześniej, bo naprawdę tak też było. Horan nie miał ochoty oglądać Zayna więc był nawet w stanie wstać pół godziny szybciej, aby na pewno nie spotkać go o poranku. Wychodząc na uczelnie miał co prawda dużo lepszy humor ale to tylko ze względu na to, że uciekł właśnie przed Malikiem. Jednak nieuniknionym było ich spotkanie. Przecież Niall nie mógł tak uciekać bez końca, to by było śmieszne. Co więcej musiałby też ograniczyć kontakt z Harrym, czego broń boże nie zamierzał robić, ponieważ Harry i on świetnie się rozumieli. I Niall uwielbiam go od czasu, gdy Harry zaczął narzekać jak to Zayn jest bardzo do dupy ponieważ nie wziął się jeszcze za Horana. I później przeklinał go jeszcze parę razy za czepianie się o byle gówno mamrocząc coś na temat nudnej i samotnej starości Zayna, jeśli on naprawdę szybko nie zacznie podrywać Niall’a.
A ponieważ kontakt Harry’ego i Lou był coraz słabszy Styles spędzał w domu naprawdę dużo czasu i on również kochał Niall’a jak brata. Po prostu byli jak pokrewne dusze, no może nie tak zupełnie do końca, ale w dużym stopniu tak właśnie było. I Harry naprawdę tęsknił za Louis’m jednak nie chciał mu się narzucać, a ponieważ Zayn był nieczułym dupkiem Harry musiał żalić się Niallerowi, który nie miał nic przeciwko. Zawsze poklepał go po ramieniu i powiedział, że prędzej czy później się ułoży. Na końcu zawsze jest dobrze, a jeśli dobrze nie jest to znaczy, że to jeszcze nie koniec. To właśnie zdanie Niall wbijał mu do głowy jak przepis na długie i szczęśliwe życie.
I zamiast Louis’ego, pewnego środowego południa w jego kawiarni zjawił się Liam roześmiany od ucha do ucha, z piękną mulatką u boku, której dłoń szczelnie ściskał w swojej. Harry nie mógł, nie potrafił nie rozweselić się na ten widok, ponieważ chociaż nie mógł jeszcze nazwać Liama przyjacielem wiedział, że chłopak jest świetny i zasługuje na takie szczęście.
A Liam naprawdę, naprawdę nie wiedział, że to właśnie w tej kawiarni pracuje Harry. Louis wspominał mu coś na ten temat jednak nie mówił dokładnie gdzie Harry pracuje i w jakich godzinach. Jednak widok jego lokowatej czupryny za ladą był miły gdyż nie spotkał go już od dawien dawna. Nawet gdy niezapowiedzianie wpadał do Lou Harry’ego tam nie było co w ostatnim czasie było naprawdę dziwne. Ale Liam chociaż był przyjacielem Louis’ego nie chciał się wtrącać więc nie odzywał się słowem na ten temat. Zamiast tego teraz zasiadł z Danielle przy stoliku wpatrując się w menu, a Harry zjawił się przy nich rozradowany, bawiąc się długopisem i kartkami, i Liam zaśmiał się na ten widok ponieważ, cholera, ten dzieciak był naprawdę uroczy.
-Więc czego sobie państwo życzą, państwo Payne? –spytał chichocząc, a Liam znów wydał z siebie cichy śmiech spoglądając na Danielle.
-No tak, Harry, to jest Danielle, moja narzeczona. Danielle, a oto Harry, jest chłopakiem Louis’ego.
-Ugh, nie jestem jego chłopakiem. –upomniał go Styles zagryzając lekko wargę ponieważ, naprawdę, on chciałby nie musieć tego mówić. Ale szczerość i coś wewnątrz kazało mu wyjaśnić tą sytuacje.
Danielle wyciągnęła w odpowiedzi swoją szczupłą dłoń w stronę Harry’ego uśmiechając się serdecznie, a gdy mówiła swoje imię jej głos wydał się Harry’emu delikatny jak porcelanowa zastawa jego babci. Harry nigdy nie mógł jej dotykać co go denerwowało, bo czuł jakby robiono z niego niezdarę roku. A później jego babcia zmarła a porcelanową zastawę dostała jego wredna ciotka, która potłukła ją całą wioząc ją do domu. Harry nie umiał od tego czasu spojrzeć na ciotkę, ale później dorósł trochę i uznał, że to tylko zastawa i gdy Harry będzie stary sam sobie taką kupi, ale pozwoli każdemu z niej korzystać. To byłoby takie nie fair i jego wnukom byłoby przykro gdyby tylko starszy znajomi Harry’ego i jego męża mogli korzystać z tej zastawy, ponieważ ich trzęsące się ze starości ręce byłyby przecież dużo bardziej niezdarne niż malutkie rączki dzieci. Harry nie rozumiał logiki jego babci. Ale ogólnie, to była fajna kobieta.
Danielle z Liamem zamówili po chwili dwie kawy, a Harry starannie zapisał zamówienie, choć było tak proste, że bez trudu by je zapamiętał. I po chwili dwie filiżanki stały przed parą naprawdę zakochanych w sobie osób, a Harry przyglądał im się od czasu do czasu zastanawiając się jak bardzo fajne to musi być. Ponieważ nawet jeśli on i Louis gdzieś wychodzili, w miejscach publicznych Louis traktował go bardziej jak kumpla.
Następnie zmiana Harry’ego skończyła się więc chłopak pomaszerował do domu zastanawiając się, czy Niall i Zayn pogodzili się już, czy będzie musiał dalej wyzywać na Mulata. Ten chłopak był naprawdę głupi i Harry ani trochę nie rozumiał jak on może nie chcieć tego szczęścia które daje kochanie ze wzajemnością. To było dla Harry’ego tak absurdalne, że aż chciało mu się śmiać na myśl o wszystkim co robił Zayn i czasami naprawdę miał ochotę palnąć go w głowę z całej siły. Zayn musiał być kretynem, albo coś. Coś musiało być z nim nie tak.
W domu panowała cisza, a Zayn siedział sam w salonie wcinając kanapkę, ponieważ jak się później tłumaczył, nie miał ochoty robić obiadu i Harry ma sobie usmażyć jajka. Jajka nie są obiadem dla rosnącego jeszcze mężczyzny, Harry aż prychnął na tę myśl.
-Jesteś beznadziejny Zayn. –skwitował po chwili opadając na sowę obok Malika. Niall zapewne znowu siedział w swoim pokoju, więc albo wciąż mu nie przeszło, albo znowu się o coś pożarli. Oczywiście Harry wiedział o co chodzi, ponieważ patrząc na dziwne zachowanie Irlandczyka od razu zaczął wypytywać o wszystko Malika, który powiedział mu jak na spowiedzi co się działo.
-Wiem, Harry.
-I nic z tym nie robisz, kretynie! –kolejne finezyjne stwierdzenie, które miało przemówić Zaynowi do rozsądku. Nie, to wcale nie przynosiło skutku, ponieważ Zayn był bardziej uparty niż ktokolwiek myślał.
Jedyną odpowiedzią jaką Harry otrzymał był brzdęk zapalniczki, gdy Zayn zaczął odpalać papierosa w salonie po czym ruszył z nim na balkon, a Harry zastanawiał się czy go tam nie zamknąć na noc, żeby mógł wszystko przemyśleć i ochłonąć. Co więcej Zayn palił ostatnimi czasy coraz więcej i to już zaczynało denerwować Harry’ego, ponieważ kurczę, jego przyjaciel po prostu prowadził bardzo niezdrowy tryb życia, to normalne, że Harry nie popierał tego. I potrafił spieprzyć wszystko czego się dotknął, ostatnimi czasy, tak, Harry nie popierał tego też.
Ale on wciąż był przyjacielem Harry’ego, więc Styles nie zrobił nic jedynie udał się do kuchni gdzie przygotował sobie jako taki obiad i zjadł go w samotności ponieważ reszta jego współlokatorów była zajęta myśleniem o tym jak bardzo do dupy jest ich życie. A to wszystko przez Zayna i jego chore ambicje, których Harry nienawidził w tym momencie bardziej niż czegokolwiek na tym świecie. Nawet bardziej niż piekielnego Lou, który tego dnia napisał do niego tylko dwa sms’y i Harry miał ochotę do niego zadzwonić ponieważ, naprawdę, czy ten chłopak nie rozumiał, że Harry był w nim zakochany i chciał mieć z nim jak najwięcej kontaktu? Skoro Lou tego nie chciał trzeba było tego nie zaczynać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz