Gdy Harry po raz pierwszy odwiedzał Louis’ ego w jego mieszkaniu czuł się zadziwiająco spokojnie. Spotkał Tomlinsona na mieście i ten zaprosił go do siebie na kawę, i chociaż Zayn skarciłby go za takie zachowanie, Harry naprawdę lubił spędzać czas z Louis’ m. I chciał to robić jak najczęściej. Tym razem jednak jego główka pamiętała, aby wysłać Zaynowi sms’ a z informacją, że Harry wróci później. Siedząc w dość małej kuchni urządzonej w kolorach szarości oraz jasnej zieleni, mógł spokojnie wpatrywać się w plecy Lou, który zaparzał dla nich kawę. Harry z każdym dniem coraz bardziej lubił Lou, który wcale nie był taki, jakim go Zayn przedstawiał. Louis był miły i uroczy, dużo się uśmiechał i żartował, i nigdy nie próbował zaciągnąć Harry’ego do łóżka. Co było trochę ciężkie, ponieważ Louis naprawdę miał ochotę na Harry’ego. Szczególnie gdy ten siedział w jego kuchni, dmuchając w ciepłą ciecz w dużym, zielonym kubku, jego loczki były w totalnym nieładzie, a dołeczki w policzkach uwydatniały się z niewiadomych powodów. Później Harry odwiedzał go jeszcze pare razy i zawsze wyglądało to niemal tak samo. Tego razu też tak było. Harry był na dziś akurat umówiony z Louis’m. Siedzieli tak więc przez jakieś dwie godziny, po czym Harry jakby nigdy nic wypalił coś, za co dopiero po chwili ugryzł się w język.
-Wpadnij dziś do nas na kolację. -mówiąc to myślał tylko o możliwości spędzenia czasu z Lou. Zupełnie zapomniał, że Zayn nie pała do niego wielką sympatią. Louis zmieszał się ale po chwili przytaknął ruchem głowy.
-Jeśli Zayn i Niall nie mają nic przeciwko, zrobię to z przyjemnością. I dalej nie drążyli tego tematu. Jedynie przy wyjściu Harry oznajmił, aby Lou zjawił się u nich koło siódmej wieczorem. Gdy już wrócił do domu jak zwykle Zayn marudził coś, ale szczerze Harry nie słuchał go.
-Gdzie Niall? -spytał jedynie z lekkim uśmiechem. Harry dobrze wiedział, że ta dwójka już długo nie wytrzyma i w końcu będą razem przestając udawać, że nic do siebie nie czują. Było zupełnie na odwrót. Z każdym dniem ciągnęło ich do siebie coraz bardziej.
-Na uczelni. Powinien zaraz wrócić, pojechał tylko po jakieś pierdoły w sprawie ponowienia studiów.
-Przyjęli go w końcu?
-Mhm. Wiesz, Niall może nie jest specjalnie wybitny, ale dobrze sobie radził. A oni mają pełno wolnych miejsc…
-No tak. Biedny Zaynie będzie miał mniej szans na spędzenie wolnego czasu ze swoim kochasiem?
-Odwal się, Harry. Dobrze wiesz, że między mną a Niall’em nic nie ma.
-Tak, tak. A przy okazji, Louis wpadnie dziś do nas na kolację. Zayn milczał. Ale gdyby wzrok mógł zabijać, Harry już dawno leżałby martwy. Bo Zayn był po prostu wściekły, że Harry wciąż utrzymuje z nim kontakt. To nie była oczywiście zazdrość, broń Boże. To była troska, bo nawet jeśli Lou był teraz miły, to nie miało prawa dobrze się skończyć. Przynajmniej nie dla Harry’ego. Ale tłumaczenie mu tego było jak rzucanie grochem o ścianę. Dosłownie parę minut później do domu wszedł Niall oświadczając, że od przyszłego tygodnia może już uczęszczać na wykłady. Zayn przytaknął jedynie, podczas gdy Harry wpadł w ramiona Niall’a.
-Świetnie, stary, że się dostałeś. -mruknął do niego z uśmiechem, i cóż wcale nie polepszył tym sprawy. Ponieważ Zayn gryzł się w myślach, dlaczego przeszło mu przez głowę aby samemu pogratulować Niall’owi w ten sposób. Niall za to czuł się lekko zasmucony tą jakże entuzjastyczną reakcją Zayna. Tak, to była ironia. No może poza zasmuceniem Niall’a.
Gdy wieczorem w progu ich drzwi stanął Louis z uśmiechem i butelką wina, Harry bez namysłu oplótł go ramionami. Zayn przygotowywał w tym czasie kolację razem z Niall’em. I o dziwo tym razem Mulat sam zaproponował to blondynowi, który chociaż miał dwie lewe ręce do gotowania, chciał nauczyć się czegoś przy okazji spędzając czas z Malikiem. Oczywiście Harry nie szczędził w tym czasie uprzejmości dla Lou, pomagając mu w zdjęciu płaszczu i niosąc za niego butelkę wina. Stanął nawet przed przejściem, aby przepuścić Louis’ego przodem, wtedy jednak poczuł jego drobną dłoń na swoich plecach trochę zbyt nisko co wcale mu nie przeszkadzało, a sam Tomlinson mruknął coś o tym, aby to Harry prowadził. Więc bez sprzeciwów Harry zaprowadził go do kuchni gdzie znajdował się nakryty już stół.
-Louis przyniósł wino, Zaynie. -poinformował cicho mulata i postawił butelkę na stole. Oczywiście jak na zawołanie dwójka pozostałych w pomieszczeniu osób odwróciła się i czym prędzej przywitała z Louis’m uściskiem dłoni.
A cały wieczór minął im niezwykle miło, nawet pomimo wcześniejszych uprzedzeń Zayna do Lou. Bo tak naprawdę Louis czasami dogryzał coś Harry’emu i najmilszym człowiekiem na świecie nie był zdecydowanie, ale jednak w trakcie dłuższej rozmowy w jakiś sposób przekonał do siebie Malika. Może chodziło o ich podobne poglądy na świat i ogólnie ich charaktery nie różniły się aż tak. Obaj nie byli przyjemni dla byle kogo, ale bliskie sobie osoby chroniły bez względu na wszystko. W przypadku Zayna był to Harry i Niall, Louis natomiast poszedłby w ogień za swoim przyjacielem Liamem oraz jego narzeczoną, Danielle, z którą był równie blisko. Rozumieli się więc i można powiedzieć, że znaleźli wspólny język. Popijając więc półwytrawne wino, choć Harry szczerze nie był nim zachwycony, oraz spożywając zapiekankę serową z ziemniakami, pieczarkami i paroma innymi dodatkami, spędzili bardzo miły wieczór i już koło dziesiątej Louis był w domu. Bądźmy szczerzy, Harry bardzo nalegał aby Louis został, nawet na noc, jednak w pewnym stopniu Louis obawiał się tego do czego mogło między nimi dojść. Jasne, spał z wieloma mężczyznami, ale Harry nie był jak oni. Louis nigdy nie myślał tak o nim od czasu ich pierwszego porządnego spotkania, i nigdy nie planował go tak potraktować. Nawet nie z powodu Zayna, czy moralności, on po prostu tego nie chciał. Nie chciał robić z Harry’ego chłopaka na jedną noc, bo Harry nie był tego typu chłopakiem.
I wcale nieplanowane było wpadnięcie do mieszkania Louis’ego Liama, gdzieś przed jedenastą. Nie to, żeby Louis miał coś przeciwko, on wręcz kochał Liama jak brata i on mógł przychodzić nawet o trzeciej nad ranem. To go po prostu zaskoczyło. I pierwszą myślą była kolejna kłótnia z Danielle. Liam jednak miał zbyt dobry humor, więc to odpadło.
-Byłem u ciebie wcześniej. -oznajmił jakby z wyrzutem, że nie spotkał wtedy Louis’ego i musiał przyjechać drugi raz o tak nieziemskiej porze. Bo szczerze, dla Liama to była pora idealna na kąpiel i łóżko.
-Jadłem kolację z Harrym. -odparł Louis chcąc się obronić. Tak naprawdę Liam znał Harry’ego, już od jakiegoś czasu. Często wpadał bez zapowiedzi do Lou i wtedy miał okazję spotkać tą dwójką bawiącą się w ‘tylko znajomych’. I nawet zakładał się z Danielle jak długo wytrzymają zanim się na siebie rzucą. Co prawda Liam obstawiał, że nie wytrzymają nawet dwóch dni więcej i dlatego widział teraz coś Danielle, ale to pomińmy.
-Z Harrym?
-Tak. Z Harrym i jego dwójką przyjaciół, których w sumie też trochę znam. Zaprosił mnie do ich mieszkania, bo mieszkają razem. Było miło.
-Więc dlaczego tu jesteś?
-Słucham?
-Dlaczego jesteś tu, a nie w łóżku Harry’ego?
-Uh… Nie rozumiem dlaczego miałbym być w jego łóżku. -oczywiście, to było kłamstwo. Louis wiedział, że BARDZO chciał być w jego łóżku, ale to nie było niczym dobrym, więc odrzucał od siebie tę myśl.
-Nie rozumiem to ja ciebie. Lecisz na niego, przestań się wykręcać. No i… Chodzicie na regularne randki od dłuższego czasu, teoretycznie jesteście już prawie parą. Nie wiem czemu się przed tym bronisz.
-Nie bronię się. I… Harry nie jest taki.
-Nie jest jaki? Nie jest potencjalnym kandydatem na twojego chłopaka? Nie jest idealną opcją, żeby wreszcie być w poważnym związku, a nie jedno-nocnych romansach?
-Nie, on… Nie jest chłopakiem dla mnie. -Louis nie musiał mówić nic więcej, wiedział, że Liam zrozumie. Bo Liam znał go i wiedział o co mu chodziło. Harry był zbyt dobry dla Louis’ego. Potrzebował kogoś kto by się nim zajął, a Louis nie był pewien czy podołałby temu. Czy byłby dość dobry. Czy umiałby go uszczęśliwić. Pozostawała też druga kwestia, której powiedzieć wprost przy Liamie nie mógł. Louis nie był jak Zayn tak do końca. Louis miał wrogów, miał wielu wrogów i Harry byłby przy nim w dużo większym niebezpieczeństwie. To znaczy, sam Louis nie obawiał się tych ludzi, bo był dziesięć razy sprytniejszy od nich, ale to nie dotyczyło Harry’ego. Harry nie miał bladego pojęcia o takich rzeczach, byłby jak dziecko we mgle.
-Więc spraw byś ty był chłopakiem dla niego. -to brzmiało w ustach Liama naprawdę łatwo. Ale w głowie Louis’ego już tak nie było. -Naprawdę myślisz, że on nie jest tego warty?
-Jest. Wiem, że jest, ja po prostu… Po prostu nie jestem taki, nie umiem być.
I na tym ich rozmowa się skończyła. Przynajmniej na ten temat. Liam posiedział jeszcze chwilę po czym poprosił, aby Louis zawiózł następnego dnia Danielle do jej rodziców, ponieważ on będzie w tym czasie w pracy. Przecież nie pozwoli, by jego ukochana męczyła się w pociągach.
Tej nocy właśnie Louis podjął decyzję, aby jakoś zaprzestać jego kontaktowania się z Harrym. I nawet jeśli to będzie dla niego ciężkie, to naprawdę będzie lepsze dla Harry’ego. Oszczędzi i jemu i sobie dalszej nadziei i wreszcie nie będzie musiał przy nim udawać, że wcale mu na nim nie zależy tak jak na kimś, z kim mógłby spędzić resztę życia. Nie to, żeby Louis już chciał spędzić resztę życia z Harrym. Przecież nie znali się aż tak dobrze. Ale Harry miał zadatki na bycie taką osobą.
Z kolei Harry spędził tę noc na rozmyślaniu o Louis’m, ponieważ czuł, że wreszcie ma szansę na coś poważniejszego. Dużo bardziej poważnego niż tamci kolesie. Louis wiedział o nich. Harry sam mu się kiedyś wygadał, a oczywiście Louis nie przeżyłby kolacji w ich domu bez upomnienia Zayna. On wszystko mu wyjaśnił i Louis wcale nie wydawał się jakoś zmienić swoje nastawienie do Harry’ego. Więc może ktoś wreszcie pokocha go takim jaki jest, z przeszłością jaką ma.
A Zayn tej nocy myślał chyba o wszystkim. Myślał o Niall’u i tym jak bardzo niebezpiecznie daleko idą jego uczucia w stronę tego Irlandczyka. I myślał o Harrym, aby udało mu się wreszcie coś. Ten chłopak zasługiwał na to. Myślał też o Louis’m, że w sumie to nawet bardzo porządny gość i powinien częściej ich odwiedzać. Mogliby pogadać a przy okazji Zayn miałby Lou i Hazzę na oku. Upiekłby więc dwie pieczenie na jednym oku. Nie to, żeby Zayn chciał się mieszać w życie Harry’ego- broń boże! On po prostu chciał mieć wgląd w nie, szczególnie, że ostatnimi czasy Lou tak pochłaniał Stylesa, że chłopak miał mało czasu na rozmowy z Zaynem czy Niall’em. W końcu jednak znów wrócił myślami do tego blondyna, rozważając nawet co może z tego wyjść. Nie ważne jednak w którą stronę jego myśli by poszło, i tak odrzucał to od siebie i stwierdzał, że dobrze jest tak jak jest.
I chyba tylko Niall spędził tę noc śpiąc, i nie myśląc o niczym. Bo o czym miał niby myśleć? W jego mniemaniu był nieszczęśliwie zakochany w Zaynie, który zupełnie tego nie odwzajemniał. Harry za to wiódł szczęśliwe życie jako przyszły chłopak Lou i Niall był pewien, że tej dwójce jakoś się ułoży. Bo czemu by nie? Byli w sobie zakochani, to było widać gołym okiem i nie potrzeba być specem, aby poczuć tę chemię. Więc Niall spał i rano dopiero naszedł go gorszy humor, bo spędzi kolejny nudny dzień z Zaynem, który nawet na niego nie spojrzy, albo odezwie się z łaski swojej. I to nie tak, że to mu przeszkadzało. Lubił Zayna takim jakim był. Po prostu Mulat mógłby lubić go bardziej, Niall nie pogardziłby żadnym cieplejszym uczuciem z jego strony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz