środa, 8 stycznia 2014

Kiedy Zayn zdał sobie sprawę z tego, która godzina powoli zwlókł się z łóżka. Normalnie jego zegar biologiczny codziennie budził go o punkt siódmej, dziś jednak spóźnił się i dopiero trzask drzwi spowodował powrót z krainy Morfeusza. Poczuł nieprzyjemną suchość w gardle i z niesmakiem spojrzał za okno do połowy zasłonięte żaluzjami. Kuchenny zegar stojący na mikrofali wskazywał, że jest lekko po ósmej. Chwycił niemal pustą paczkę Malboro, leżącą na stole i energicznie wyciągnął jednego papierosa, po czym odpalając go wyszedł na mały balkonik, przechodząc przy tym przez salon wyglądający jak istne pobojowisko. Parę niesfornych kosmyków opadało na jego czoło, mimo usilnych starań zaczesania ich do tyłu. Zaciągnął się i powoli delektując się tym momentem, wypuścił z płuc powietrze wraz z dymem papierosowym. Jego oczy automatycznie przymknęły się i odchylił głowę do tyłu czując lekki, wiosenny wietrzyk otulający jego twarz i nagi tors. Osoba taka jak on nie zwracała uwagi na dni tygodnia, ani daty, jednak Zayn naprawdę uwielbiał piątki takie jak ten. Gdy budził się sam w domu, w ciszy rozkoszując się porankiem. Gdy jego współlokator wracał godzinę później z pracy, a po drodze odwiedzał jeszcze sklep, aby następnie wraz z Malikiem zasiąść na kanapie, z puszką piwa w ręce oglądając jakiś mecz. Dopalił papierosa i zgasił go na poręczy balkonu, po czym wszedł do środka i zdał sobie sprawę ze stanu, w jakim znajduje się jego salon. Klnąc siarczyście pod nosem podniósł porozrzucane ciuchy, aby następnie niedbale cisnąć nimi o łóżka przyjaciela. Naprawdę nie przeszkadzał mu brak organizacji jego najlepszego przyjaciela, ale tylko do czasu, gdy ten chaos nie opuszczał progów jego pokoju. Następnie wrócił do kuchni, wstawił wodę na poranną małą czarną i wyjął z lodówki trzy jajka, aby przygotować jajecznicę. Niektóre osoby zwariowałyby w ciszy, która panowała w całym mieszkaniu, Zayn jednak dziękował za nią bogu. Rozsiadł się wygodnie na kanapie, uprzednio robiąc na stole kawałek wolnego miejsca, by mógł tam położyć talerz ze śniadaniem i kubek z pobudzającą kawą. Chwilę zajęło my odnalezienie pilota, po czym nastawił program na zwykłe BBC. Zayn nie miał w zwyczaju oglądać wiele filmów, głównie telewizor służył mu to wiadomości. Wielokrotnie co prawda Harry namawiał go na wykupienie większej ilości programów, ten jednak nie widział w tym większego sensu. W głowie pojawił już mu się scenariusz, jak zagania współlokatora do sprzątania, gdyż z każdą minutą ten bałagan przeszkadzał mu coraz bardziej. Zayn nie był pedantyczny, ani specjalnie porządnicki. By po prostu zwyczajny i lubił, gdy każda część jego życia była poukładana w każdym tego słowa znaczeniu. Dosłownie codzienna monotonia była dla niego idealna i nigdy nie widział w niej nic złego. Dlatego też skarcił się w myślach za zbyt długie spanie i przegapienie pierwszego z porannych programów informacyjnych. Cóż, teraz będzie musiał czekać na kolejną międzynarodową prognozę pogody niemal godzinę, co jest równoznaczne z późniejszym wyjściem do sklepu oraz staniem w kolejce dłuższej niż te, które są przed godziną dziewiątą. Skrzywił się. Ta wizja nie podobała się mu. Dopijając kawę zdał sobie sprawę z tego, że umówił się na dzisiejszy wieczór w pubie z Joshem, który dwa dni temu zapewniał go, że ma świetne zlecenie. W tym momencie jego sytuacja finansowa pozwalała mu na dłuższą przerwę, jednak zaciekawił go entuzjazm kumpla. Swoją drogą, skąd młody i niedoświadczony Josh mógł mieć klienta zainteresowanego Zaynem? Mulat szczerze lubił zwyczajność swoich przyjaciół i ich kompletny brak powiązań z czarnymi interesami, dlatego nie spodobało mu się to zbytnio. Poza tym Josh był od niego młodszy i może Malik chciał go zwyczajnie chronić mimo, że nie byli jakoś specjalnie blisko. Gdyby Josh stał się dla niego drugim Harrym zapewne zabroniłby mu spotykania się z takimi ludźmi, chłopak jednak nie znaczył dla niego aż tyle, by czuł potrzebę interweniowania w jego życie. Jednak to wciąż mu się nie podobało i może dziś wieczorem napomknie o tym kumplowi, lekko go ostrzegając aby się w to nie mieszał. Devine ma spokojne i poukładane życie, zupełnie jak Harry, więc nie potrzebuje tego całego bagna. W głowie Mulata natychmiast pojawiło się, że gdyby był na miejscu tego chłopaka, nie myślałby dwa razy i po prostu prowadził całkowicie zwykłe życie. Jednak gdy on wychodził z domu dziecka został całkowicie sam ze sobą i zwyczajnie w świecie musiał jakoś przeżyć. Nie pamiętał jak się w to wplątał, po prostu to się stało i już. W dodatku oprócz instynktu samozachowawczego, kierowała nim myśl o opiece nad Harrym i sprawieniu mu normalniejszej przyszłości. Gdy byli jeszcze dziećmi i Zayn trafił do domu dziecka, to był dla niego naprawdę ciężki czas i gdyby nie Harry, który mieszkał tam teoretycznie od zawsze, byłoby jeszcze gorzej. Chłopak z loczkami dbał o niego, pocieszał, pilnował by inne dzieci mu nie dokuczały. Teraz zadaniem Malika, jako tego starszego, było odwdzięczenie się mu. Dlatego, gdy rok po Zaynie, z domu dziecka wyszedł Harry, Mulat był dumny z siebie, że ma ‘pracę’ i mieszkanie, dzięki czemu jest w stanie utrzymać Harry’ego dopóki ten nie znajdzie pracy, lub nie postanowi zacząć studiów. Był mu to winien, choć loczek tłumaczył mu, że niczego nie musi robić w zamian za te początkowe lata w sierocińcu. Drugim powodem było to, że Zayn traktował Harry’ego jak młodszego brata i nie wybaczyłby sobie, gdyby ten zszedł na złą drogę. On jedyny był w stanie rozbawić Malika, choć dużo częściej wyprowadzał go również z równowagi przez swoją lekkomyślność, dziecinność, nie skrupulatność i wiele innych cech, będących przeciwieństwami Zayna. Mimo to dopełniali się w jakiś sposób i obaj mieli na siebie dobry wpływ. Malik pilnował go i uspokajał, a Harry sprawiał, że Zayn miał jakikolwiek kontakt ze światem i nie był ‘kompletnym ponurakiem’, jak to zwykł mówić. Z rozmyśleń wyrwał chłopaka dźwięk telefonu, cicho dobiegający z jego sypialni. Niechętnie podniósł się z kanapy i udał w miejsce, skąd dochodził dźwięk, aby odnaleźć swój telefon w górnej szafkę stolika nocnego. Przez myśl przebiegło mu co mógł on tam robić, bo nigdy nie wrzucał go w tak głupie miejsce. Odebrał jednak długo nad tym nie główkując. W słuchawce rozbrzmiał lekko zachrypnięty, ale zdecydowanie zbyt zadowolony głos Harry’ego.

-Zaspałeś. –oznajmił Zayn z całkowitym brakiem entuzjazmu, zupełnie nie zważając na to co bredził ten drugi.

-Cóż… Tak. Tak, to dość prawdopodobne.

-Harry, to nie jest prawdopodobne. Ty zaspałeś. To ty tak urządziłeś salon? –czuł jak powoli się w nim gotowało na myśl o kompletnej bezmyślności przyjaciela. Nawet nie zdał sobie sprawy z tego, jak bezsensowne było to pytanie, bo kto w końcu mógł je tak urządzić? Mieszkał tylko z Harrym.

-Um… To znaczy… Cóż, tak, to też jest dość prawdopodobne. No, ale mniejsza z tym, Zayn. Nie dzwonię do ciebie, by chwalić ci się moimi nocnymi podbojami, ani ich skutkami.

-Nocnymi… Harry, jeśli wczoraj przyprowadziłeś tu jakiegoś chłopaka to przysięgam, że sam dopilnuje, by to już nigdy nie miało miejsca. I jestem śmiertelnie poważny. Gdy wrócisz pierwsze co robisz to sprzątnięcie tego syfu. Nie mam zamiaru mieszkać w tym chlewie. Jeśli ciebie podniecają takie rzeczy, ok, nie wnikam. Ale mi się to nie podoba. Mówiłem ci to już tysiąc razy i… –przerwał słysząc głośne odchrząknięcie po drugiej stronie linii.- Po co dzwonisz?

-Cóż, dzwonię, bo poznałem świetną dziewczynę.

-Jesteś gejem. –oznajmił tonem, jakby Styles przed chwilą palnął największą głupotę w jego życiu, lub zwyczajnie zapomniał, że ma słabość do twardych rzeczy.

-Nie mówię o mnie. Kiedy ostatni raz…

-Znowu? Harry, czy nie pamiętasz jak ostatnio skończyły się twoje próby swatania mnie? –zapytał zupełnie już poirytowany.

-No cóż… Tamta dziewczyna faktycznie nie była zbyt inteligentna. Ale ta jest inna. I widziała ciebie ze mną, i sama pytała o ciebie. Zayn, ona…

-Miałem na myśli jak to się skończyło dla ciebie. –sprostował, przerywając jednocześnie chłopakowi.

Do jego uszu dobiegł nieprzyjemny dźwięk pomruku niezadowolenia, który wydobył z siebie jego rozmówca. Zapewne w jego pamięci zapadło bardzo, gdy Zayn zamknął go w nocy na dachu ich kamienicy. W następstwie tego, loczek miał dwa wyjścia- albo zaczekać aż rano Zayn go wypuści, albo pobawić się w Spidermana i jakoś zejść po balkonach i innych częściach budynku. Na dodatek jedyną część garderoby Harry’ego stanowiły jego bokserki w tańczące gwiazdki, więc w końcu Zayn znalazł go nad ranem śpiącego pod jakimś kominem, lub czymś takim. Tak, to wydawało się być wystarczającą karą, aby chłopak już nigdy nie miał tak głupich pomysłów. Zayn nie przepadał za kawałami tego typu, wolałby zwyczajnie mu przywalić, jednak nie uderzyłby najlepszego przyjaciela, więc musiał wymyślić coś innego. A znając lekki strach przed ciemnością i niechęć do zimna Harry’ego, to był plan idealny. Tak oto Harry Styles spędził majową noc na dachu, w samych bokserkach.

-Skoczymy dziś na piwo? –niemal natychmiast zmienił temat Harry.

-Nie. Ale nie martw się, mogę ci powiedzieć co będziemy dziś robić. Teraz oglądnę do końca wiadomości, pójdę do sklepu i odwiedzę strzelnice, a ty w tym czasie będziesz pracował. A gdy wrócisz posprzątasz salon i swój pakój, w ramach kary. Jeśli nie wyrobisz się do godziny ósmej wieczorem, zostaniesz sam, a ja pójdę się spotkać z Joshem. A teraz wracaj do pracy, zamiast zawracać mi dupę swoją tępą osobą.

-Dupek z ciebie, Zie.

-Wiem. Żegnam i polecam się na przyszłość.

Rozłączył się nawet nie czekając na odzew ze strony Harry’ego. Cóż, po rozłączeniu telefonu przypomniał sobie dopiero o skarceniu Harry’ego za nazywanie go ‘Zie’, czego nie lubił. Tak nazywali go ludzie tacy jak on, lub jego ‘pracodawcy’, ale w życiu codziennym on był po prostu Zaynem. Harry stanowił większą część jego życia codziennego, więc nie lubił, gdy przypominał mu w jakikolwiek sposób o jego pracy. Teraz był Zaynem i chciał się tym nacieszyć.Odłożył telefon na szafkę i wrócił do przerwanej mu czynności. Naprawdę wolał wiedzieć co się dzieje na świecie i różne inne tego typu rzeczy. To było dość ważne jeśli chodzi o to, czym on się zajmował. Przynajmniej on tak twierdził, nie wiedział jak to wygląda u innych, bo nie kręcił się w ich towarzystwie. Szczerze nie słyszał nawet o zbyt wielu, może o jednym szczególnie, jako że był uważany za równie dobrego w tym co robił, jak Zayn. Tak, Malik spokojnie mógł się pochwalić dobrą opinią w tym świecie. Znów opadł na kanapę po czym wstał, gdy tylko skończyły się poranne wiadomości i udał się wziąć prysznic, oraz ogarnąć te piekielne włosy, łaskoczące jego twarz. Gdy już wyszedł z łazienki wreszcie przypominał człowieka, co więcej naprawdę przystojnego człowieka pomimo dwudniowego zarostu. Postanowił ogolić się dopiero wieczorem, albo i jutro, w zależności od tego kiedy będzie miał na to ochotę. Jego sypialnia świeciła czystością, w przeciwieństwie do pokoju obok, gdzie na podłodze znaleźć można było prawdziwe skarby, jak na przykład resztki wtorkowego obiadu i pudełko po pizzy z zeszłego weekendu. Na samą myśl o tym Zayn wzdrygnął się. Dla niego był to poziom obrzydliwości, który został przekroczony już dawno temu. Doprawdy, Mulat nigdy nie zrozumie dlaczego to toleruje. Wsuwając portfel do tylniej kieszeni spodni, a telefon do przedniej, wyszedł z mieszkania. Sklep, w którym co piątek robili zapasy niezdrowego jedzenia był dosłownie pięćset metrów od ich kamienicy. Zayn aż za dobrze znał twarze tamtejszych sprzedawczyń i ułożenie produktów na pułkach, dlatego wchodząc do środka spotkał się z trzema radosnymi, starszymi kobietami. Oczywiście odwzajemnił ich uśmiechy i ruszył pierw do działu z pieczywem. Po zapakowaniu chleba i paru bułek do koszyka, skręcił między regały z chipsami i innymi takimi rzeczami. Dwie paczki paprykowych i duża cola. Następnie kierunek kasa i dom. Oczywiście jak zwykle nie obyło się bez małej wymiany zdań na temat samopoczucia, którą przeprowadzali za każdym razem i choć Zayn nie był zbyt towarzyski, lubił mieć dobry kontakt z ludźmi otaczającymi go w jakikolwiek sposób. Nie ważne czy to był nowy sąsiad, sprzedawczyni czy facet wynoszący śmieci i robiący zakupy staruszce, która mieszka piętro pod nimi. Oni wszyscy oczywiście nie byli świadomi tego ile osób może nawiedzać we śnie Zayna, lub raczej nawiedzałoby, gdyby on przejawiał jakiekolwiek ludzkie uczucia typu wstyd, skrucha, tęsknota. Żyli w pięknym świecie, w którym takie rzeczy nie miały miejsca, a pan Malik był monterem instalacji elektrycznych, który dość często jeździł w delegacje. Czasami Zayna nawiedzały myśli jakby to było być normalnym człowiekiem, nie musieć zarabiać pieniędzy w ten potępiany przez wiele osób, sposób. Ale wtedy zdawał sobie sprawę, że za jedną osobę może zgarnąć więcej niż za trzy, lub cztery miesiące normalnej, dobrze płatnej pracy. To był główny powód, dla którego Zayn wolał niczego nie zmieniać. To co robił teraz nie przeszkadzało mu, więc nie widział żadnego problemu. Może oprócz Harry’ego, który wielokrotnie mówił mu jak wielkim skurwysynem jest i jak to będzie się smażył później w piekle. Ale dla Mulata to nie było ważne, bo życie po śmierci nie obchodziło go ani trochę. Wolał przejmować się tym co jest teraz i co będzie, zamiast tym co było i tym co ma być po śmierci. Uspokajał go też fakt, że Harry pogodził się z tym co robi Zayn i nie namawiał go często do zmiany zawodu. Po prostu nie mieszał się w to, dopóki to nie sprawiało kłopotów. A jak na razie nie było żadnych, jedynie korzyści.

Tego samego popołudnia Zayn udał się na strzelnicę. Robił to dość często, nie rzadziej niż raz w tygodniu. Zazwyczaj były to piątki, wtorki i środy. Oprócz tego musiał chodzić na siłownię w poniedziałkowe wieczory i czwartkowe poranku. To wszystko nie przeszkadzało mu w żaden sposób. Zajmowało to jego czas wolny, którego miał dużo między zleceniami, a przy okazji poprawiało jego umiejętności, więc zaprzestanie mogłoby mieć złe skutki. Strzelnica była dość pusta, ale to może dlatego, że znajdowała się na obrzeżach miasta i nie była dość znana. Dla Zayna to był plus, bo wszystko co mogłoby mieć jakiekolwiek powiązanie z tym czym się zajmuje, miało pozostać jak najbardziej w tajemnicy. Zayn dbał o to, aby nigdy nikt nie domyślił się co tak naprawdę robi gdy wyjeżdża na tygodnie z Londynu, to by miało fatalne skutki. Po pierwsze- groziłoby mu dożywoci. Po drugie- Harry zostałby sam, na co Zayn nie mógł pozwolić. Chronienie tego chłopaka było czymś co zajmowało jego głowę w naprawdę dużej części. Zayn nie mógł pozwolić, by Harry cierpiał przez niego, lub robił głupoty, gdy zostanie sam. Można by powiedzieć, że Harry był głównym powodem, dla którego Malik nie rzucił jeszcze tego wszystkiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz