Rozdział 14, cz. 1
- W końcu! Ostatnie i ruszamy! - Louis energicznie trzasnął tylnymi drzwiczkami samochodu, zaraz po tym jak na siedzeniu położył ostatni koszyk jedzenia. Oprócz niego wciśnięta tam też była zrolowana mata, lampa gazowa, duży parasol i kilka toreb z ich ubraniami i jedzeniem.
Spojrzał na swoje odbicie. Okulary przeciwsłoneczne, które zamówił przez internet zdecydowanie dobrze na nim wyglądały. Miał nawet czas, by kupić nowe ciuchy specjalnie na tą podróż: niebieska koszula na guziki, dopasowana do szortów o ciemniejszym odcieniu i z pasującymi białymi butami. Ani trochę nie było blisko do lata, jednak gdy zamierzają udać się na plażę, Louis chciał byc pewien, że dobrze wygląda.
Cóż. Chciał przestać o tym myśleć. O tym, że to wszystko było tylko jednodniową wycieczką.
Jednak rzecz polegała na tym, że to był pomysł Zayna, by spędzić ich randkę w miejscu, które Louis kocha najbardziej: w pobliżu oceanu. To było słodkie z jego strony, zdecydowanie. Jednak pomysł ich obojga razem nadal sprawiał, że czuł się niespokojnie. Zayn mógł być naprawdę nieprzewidywalny. Mógł zrobić rzeczy, których chłopak nigdy wcześniej nie był świadomy i mimo że Mulat obiecał, iż nie będzie robił nic dziwnego z Louisem, miał on wątpliwości, czy Zayn dotrzyma danego słowa.
- Dobrze dzisiaj wyglądasz, Lou-Lou. - Louis podskoczył w miejscu, prędko obracając twarz w stronę Zayna, gdy poczuł usta chłopaka muskające jego kark. Widzicie co mówiłem? Ten chłopak nie może, kurwa, po prostu się kontrolować.
Odepchnął Zayna, jedynie na odległość ręki, wystarczająco, by rzucić szybkie spojrzenie na jego strój, co sprawiło, że nieświadomie przygryzł wargę. Był wdzięczny za pomysł noszenia okularów, ponieważ wiedział, że jeśli Zayn przyłapałby Louisa lustrującego go, był pewny jak diabli, że chłopak zrobiłby mu coś.
Zayn miał na sobie białą wpół dopasowaną bluzkę. Nawet jeśli na nią była zarzucona rozpięta koszula w kartkę, Louis wciąż mógł dostrzec zarys jego piersi i tułowia, wystarczająco by przyprawić go o zawrót głowy.
Musiał odwrócić wzrok. W innym przypadku jego płonące policzki nie umkną uwadze Zayna.
Jeśli tylko zdecydowałby patrzeć na niego troszkę dłużej, mógłby zauważyć wkradający się na twarz Zayna uśmiech spowodowany jego reakcją.
***
Droga do najbliższej plaży wydawała się być dłuższa, niż Louis oczekiwał. To jednak tylko powiększało jego podekscytowanie i pragnienie zanurzenia całego ciała w wodzie. W końcu miał czas na relaks. Mógł odpocząć od tych wszystkich obowiązków przewodniczącego, nauki i tak, nawet od Zayna. Przekonywał siebie, że tak będzie się cieszyć plażą, iż prawie nie zauważy obecności Zayna.
Sąsiednie domki, wysokie budynki i uczucie miasta zaczęły powoli znikać, gdy Louis wpatrywał się w najprzyjemniejszy widok czystego, niebieskiego nieba. Chłodna bryza uderzająca w jego twarz, rozwiewała włosy chłopaka. Złociste promienie słoneczne rozlewały się po łące i drzewach, które mijali.
- Jak na razie jest dobrze? - Zayn powiedział i bez wahania odwrócić wzrok od drogi. Louis na chwilę spojrzał na niego, bojąc się, że jeśli nie zrobi tego, rozbiją się w przeciąg sekundy.
- Tak. Jak na razie jest dobrze. - Louis odpowiedział, gdy oparł głowę o zagłówek samochodu. Uniósł obie nogi, próbując powstrzymać się od spoglądania na Zayna co jakiś czas. Musiał przyznać, że chciał z nim porozmawiać o wielu rzeczach, o tym co planowali robić na plaży i powiedzieć mu jak tęskni za wodą od pewnego czas. Jednak kiedy Zayn jest obok niego, oddychając tym samym powietrzem w samochodzie, nie może wymówić żadnego słowa.
Zauważył, że Zayn spoglądał na niego co jakiś czas, oczywiście nie kryjąc się z tym, co sprawiło, że serce Louisa biło mocniej z każdą sekundą. Bojąc się, że Mulat może to usłyszeć, podkręcił radio i zmusił sie do nucenia piosenek z całego kraju, które grali, mając nadzieję, że to ewentualnie go uspokoi.
W końcu, wraz z ostatnim skrętem auta, oczy Louisa rozszerzyły się, gdy lśniący, niebieski ocean ukazał się przed nimi.
Nie zajęło im długo czasu, by znaleźć miejsce do zjechania na bok. Mogli policzyć na palcach jednej ręki ile samochodów zaparkowało wzdłuż drogi . Ten dzień był z pewnością dobrym terminem.
- Tu jest tak pięknie, Zayn! Spójrz jak niebieski jest ocean! - Louis był w kompletnym podziwie, dłużej przyglądając się widokowi, gdy oboje siedzieli na masce samochodu.
- Tak, jest pięknie. - Zayn zerknął na ocean i bez niepewności spojrzał wprost na Louisa. Lou zauważył kątem oka , że Mulat bez wątpliwości przygląda się mu, mówiąc te słowa, co wymuszało na nim odwzajemnienie spojrzenia.
Louis nie był w stanie oprzeć się pragnieniu, by spojrzeć na niego. Powoli obrócił sie w stronę Zayna i przez moment podtrzymywali spojrzenie. Jego brązowe oczy były rozświetlone przez promienie słoneczne, zarówno jak zarys jego szczęki w dół aż po dekolt oraz błyszcząca skóra.
Nagły powiew wiatru przerwał ten moment. Jednak nie było sposobu, by zlikwidować uczucie, które budowało się w Louisie. Mógł usłyszeć swoj głośny oddech, zauważyć podnoszącą się i opadającą klatkę i poczuć motylki w brzuchu. Było za wcześnie, by mógł czuć coś takiego.
- P-pójdę przed tobą i przebiorę się pierwszy! Pomogę ci z rzeczami później, po prostu, po prostu pójdź i znajdź dobre miejsce, dobrze? - Louis nie czekał na zgodę Zayna, gdy pośpieszył na tylne siedzenie i wziął swoją torbę, biegnąc sprintem w stronę piasku i ze wszystkich sił nie patrząc za siebie; myśląc, że jeśli zostałby tam dłużej, prędzej udusiłby się niż miał możliwość utonięcia w oceanie.
***
- Boże, Louis. To jest tylko randka. Umawiałeś się już wcześniej na randki, prawda? Z dziewczynami i chłopakami. To znaczy nie, mam na myśli chłopaka. Harold! Wszystko było dobrze! Nic się dzisiaj nie zdarzy, Tommo. Nic. - Poczuł zimne krople wody spływające po jego twarzy. Nie obchodziło go to, ile czasu zejdzie, zanim stąd wyjdzie, jednak zanim to zrobi, chciał być pewny, że jest emocjonalnie przygotowany na tą randkę.
- Nie możesz pozwolić, by Zayn Malik zniszczył twój dzień, rozumiesz? - Louis stuknął w lustro, jakby chciał szturchnąć samego siebie w odbiciu. Czując pewność siebie i będąc przekonanym, w końcu schował swoje ciuchy do torby i wyszedł.
Zaledwie kilka kroków od łazienek z prysznicami, Louis zauważył, że zwrócił czyjąś uwagę. Kilka dziewczyn, które minął, coś między sobą szeptało, chichocząc, gdy spojrzały na niego. Kto by nie chichotał? Był teraz bez koszulki, jego złota skóra idealnie pasowała do klimatu całej plaży, a jego oczy odzwierciedlały błyszczący ocean.
Louis czuł lekką dumę. Minęło sporo czasu, odkąd umawiał się na randki z dziewczynami razem z Harrym i gdziekolwiek razem byli, nie mogli po prostu się opędzić od dziewczyn.
Postanowił posłać grupie dziewczyn, które mu sie przyglądały po drugiej stronie, słodki uśmiech. Tak właśnie jak oczekiwał, spowodowało to niemałe zamieszanie. Posłały mu zalotne uśmiechy i niektóre z nich zaczęły iść w jego kierunku.
- Cóż, nie tak źle. - Louis zrobił krok w ich kierunku, by poznać je, gdy czyjaś ręka na jego talii nagle przyciągnęła go z powrotem. Wiedział już kto to był, ale nie znalazł w sobie siły, by odwrócić się, gdy poczuł usta Zayna napierające na jego kark. Nos Mulata był zatopiony we włosach chłopaka i obie jego ręce dobrze trzymały go w pasie.
- Myślę, że zapomniałeś, że tak właściwie jesteśmy tutaj na randce, Louis. - Zayn oderwał nieznacznie swe usta od niego, wystarczająco, by Louis mógł poczuć wibrację jego głosu. Oddech chłopaka wysyłał dreszcze wzdłuż jego kręgosłupa. - Nie chcesz bym cię tu ukarał, prawda? Dziewczyny zobaczyłyby jak głośno jęczysz, nawet jeśli bardzo próbujesz to stłumić…
- Zayn – nie. Co ty kurwa odstawiasz?! One patrzą na nas. - Louis gwałtownie przechylił głowę, mógł poczuć, jak całe jego ciało powoli zostaje sparaliżowane, a jego stopy zatapiały się w piasku. Figlarne ugryzienia, które Zayn zostawiał na jego karku, sprawiły, że całe jego ciało płonęło, jak gdyby słońce zbliżyło się do niego jakieś milion razy. Pot zaczął spływać z jego włosów, jego ręce trzęsły się, a plecy zaczęły wyginać się w łuk w stronę piersi Zayna. Przygryzł wargę, gdyż jęk mógłby wydostać się z jego ust w każdej chwili, gdyby je otworzył. - Kurwa, Zayn. Przestań.
- Oczywiście, że przestanę, Lou. - Zayn wydyszał w jego kark, zanim go puścił. - Obiecuje, że nic dzisiaj nie zrobię. Tylko muszę mieć pewność, że dobrze się zachowujesz.
Louis w końcu zdołał się do niego obrócić. - Za co to do cholery było? Tylko wygłupiałem się z tymi dziewczynami! - Louis ruszył za nim, jego głowa wciąż była nieco ociężała przez nagłą akcję Zayna sprzed chwili. Nie mógł uwierzyć, że chłopak pocałował go przed tymi dziewczynami (i innymi ludźmi, którzy ich widzieli), a potem doprowadził go do takiego stanu.
Oboje w końcu dotarli do swojego miejsca, drzewa idealnie rzucały cień, a obok znajdowała się piękna formacja skalna.
- Założę się, że jesteś po prostu zazdrosny, bo więcej dziewczyn mnie zauważyło. - Louis spojrzał gniewnie na niego, gdy otwierał parasol i ze złością zakopał go w piasku. - Możesz nie wiedzieć, ale jestem popularny wsród dziewczyn, wiesz.
- Czy próbujesz mnie zmartwić, Louis? Ponieważ, jeśli to planujesz, to dobrze ci to wychodzi. - Zayn rzucił torbę ze swoimi ubraniami i zaczął iść w kierunku Louisa. Starszy chłopak gwałtownie wstał i dotknął swojego karku, pozbywając się drażniącego uczucia ust Zayna na swojej skórze. - To ty mnie prosiłeś, żebym nawet cię nie dotykał, ale jeśli nadal będziesz tak się zachowywać, obawiam się, że złamię obietnicę.
Zayn znajdował się zaledwie centymetry od niego. Louis był zbyt rozproszony, by odwrócić wzrok. Zbyt zdenerwowany by się ruszyć, czy go odepchnąć. Zatopił się w spojrzeniu Zayna, który patrzył wprost w jego oczy. Jak gdyby chłopak mógł odczytać jego myśli, cień uśmiechu zagościł na jego twarzy, mówiąc mu co on chciał.
To był rzeczywiście pomysł Louisa, żeby oboje spędzili czas bez uprawiania seksu. Ale czy to nie on tak poza tym próbuje oszukać samego siebie? Po tych wszystkich rzeczach, które się między nimi wydarzyły, słowach, które wypłynęły z ich ust, było to niemożliwe, by zwyczajnie uciec, zatrzymać to.
Ale Louis był zdeterminowany jak zawsze. Będzie uciekać od tego człowieka tak długo jak będzie chciał. Nie mógł po prostu przegrać, poddać się i oddać mu wszystkiego, zastosować się do każdego ugryzienia, które Zayn kazałby mu zrobić.
Tak czy inaczej, to wszystko było powodem, dlaczego byli razem; ucieczka, pościg i zwyciężanie. Dodatkowo, mimo tego ile razy nie udało mu się uciec od niego, wciąż nie chciał się poddać.
A teraz, nagle jego umysł był mieszaniną pytań, emocji i czegoś, co przemykało przez jego umysł. Po prostu wiedział, że nie będzie w stanie wytrzymać tego już dłużej. Jeśli przebywałby jeszcze przez kolejną minutę tak blisko Zayna, prawdopodobnie zrobiłby coś, czego później by żałował.
- P-pójdę popływać! Śmiało, usmaż sobie coś, a ja szybko zanurkuję. - Louis uciekł od Zayna drugi raz tego dnia. Potrzebował uspokoić się. Potrzebował powietrza.
Louis potrzebował zagasić uczucie płonące w nim lub w przeciwnym wypadku, najprawdopodobniej zatraci się dla Zayna.
***
Chłodny wiatr owiewający połowę ciała Louisa był wystarczającym znakiem dla niego, by w końcu wyjść na brzeg. Tak naprawdę nie chciał stąd wychodzić. Chłodna woda uderzająca o jego odkrytą skórę ciągnęła go z powrotem, ale on wiedział, że był z dala od Zayna już za długo. Zdał sobie sprawę, że niebo, które było niebieskie godziny temu, powoli zmieniało się w paletę wszystkich odcieni fioletu i pomarańczu. Znajdował się blisko brzegu, więc zdecydował się podpłynąć, nie marnując tego pięknego widoku nad nim.
Niemal zaczął zastanawiać się, dlaczego Zayn nigdy nie próbował tutaj do niego dołączyć, ale zdał sobie sprawę, że pod jego silną maską, kryje się mały chłopiec, który tak właściwie boi się oceanu. Zaśmiał się w myślach. Jednak powoli przeradzało się to w poczucie winy, gdy przyszło mu do głowy, że Zayn wybrał to miejsce, bo Louis tak bardzo kochał ocean i oczywiście on był jedynym, który cieszył się tą całą wycieczką, która powinna być ich randką.
***
Zauważył jak szybko ludzie zniknęli, zostawiając swoje zaciszne miejsca niedaleko skalnej formacji.
Louis podszedł do ich maty i znalazł tam Zayna śpiącego na plecach, jego głowa spoczywała na prawym ramieniu. Wygodnie leżał po prawej stronie maty, zostawiając wystarczająco miejsca, by Louis mógł usiąść. Zaczął wycierać się w ręcznik i wziął część grillowanych przekąsek, które Mulat przygotował dla niego. Poza widokiem oceanu i nieba, Louis nie mógł powstrzymać pokusy spojrzenia od czasu do czasu na tors Zayna. Było to inne uczucie, gdy tylko przyglądał się mu, bez kontaktu ich skór, bez zamglonego obrazu i z rozsądkiem na swoim miejscu. To było jak widzenie Zayna z kompletnie innej perspektywy, a płomienie wewnątrz jego ciała, które zaledwie chwilę temu zgasił, wydawały sie powrócić w większej ilości.
Louis niemal skończył jeść trzeciego szaszłyka, gdy usłyszał szelest maty za sobą. Obrócił głowę i ujrzał jak Zayn trzepocze rzeęsami z taką niewinnością jak dziecko, które dopiero co obudziło się z głębokiej drzemki.
- Oh. W końcu tu jesteś. - Zayn rzekł ospale.
- T-tak. Właśnie skończyłem trzeciego szaszłyka. Sos był świetny.
- Twoja mama go zrobiła. - Louis zauważył, że Zayn poruszał sie za nim i po jednym odepchnięciu się, siedział obok niego, naśladując jego pozycję. Oboje mieli podciągnięte kolana pod klatkę piersiową. Zayn dołączył do Louisa i oboje oglądali zachód słońca przed nimi. - Lubisz ocean? Jestem pewny, że tak.
- Oczywiście, że tak. Ale ty nawet nie wszedłeś do wody, prawda? Powinieneś przynajmniej spróbować. Jest to bardzo relaksujące. Mnie jako jedynemu podobało się to… to miejsce. Musisz być naprawdę znudzony. - Louis bawił się swoim patykiem i rysował nieregularne kształty w piasku, gdy spuścił głowę. - Nienawidzisz oceanu.
- Wydajesz się naprawdę o mnie martwić.
- C-co? Nie, nie martwię się! Myślałem tylko, że powinieneś pomyśleć o miejscu, które będzie się nam obu podobać. Nie tylko mnie. To nie są nawet moje urodziny. - Wymamrotał w swój ręcznik, który pokrywał całą jego głowę. Czuł się jak dziecko przez wszystkie słowa, które opuściły jego usta. Był wdzięczny, że mógł ukryć pod ręcznikiem swoje policzki, które się zarumieniły, przed delikatnym śmiechem Zayna. - Następnym razem wybierz miejsce, gdzie będziemy mogli zrobić coś razem.
- Oh. Więc już się nie możesz doczekać następnego razu?
- Co? Nie miałem tego na myśli! Ja tylko… Nieważne. Myśl sobie co chcesz. - Louis zamilkł, gdy rzucił szybkie spojrzenie na Zayna, któremu w rzeczy samej podobała sie ta rozmowa.
- Wszędzie jest dobrze, kiedy jestem razem z tobą, Lou-Lou.
Louis wzdrygnął się przez oświadczenie Zayna. Zacisnął pięść wystarczająco, by zgnieść matę pod swoimi nogami. Louis nadal był innego zdania. Chciał zignorować to. Chciał zignorować pytanie, które przeszywało jego mózg. Jednak nie przyniosło to pożytku. To był tego rodzaju moment, w którym zastanawiał się czy rzeczywiście nienawidził Zayna.
Odkąd czuje to do Zayna? Odkąd nie chce go nienawidzić choćby przez chwilę? Chociaż przez minutę i robić cokolwiek jego ciało, serce i umysł mówią. Louis poczuł, że dzień nieubłaganie zmierza ku końcowi i nie chciał jego skończyć w taki sposób. Chciał dać coś Zaynowi.
- Cóż, nasza randka niedługo się skończy, więc, czy jest coś co chciałbyś zrobić? Chcesz zbudować zamek z piasku? Mimo że jest trochę ciemno teraz…
- Skoro pytasz, chciałbym poprosić o zwykły pocałunek w usta od Louisa Tomlinsona. Najlepszy sposób by zakończyć randkę, prawda? - Zayn poprawił się w swojej pozycji i teraz siedział naprzeciwko Louisa, nawet nie czekając czy się zgodzi, czy nie. Czego w ogóle Louis oczekiwał? Że zgodzi się na budowanie czegoś w stylu zamku z piasku, gdy mrok zaczął ogarniać plażę?
Zanim Louis mógł coś zrobić lub powiedzieć, Zayn odsunął się do tyłu, opierając na swoich rękach, gdy wydał z siebie chichot. - Nie patrz tak na mnie, Lou. Tylko żartowałem. - Zayn obrócił głowę do oceanu, który był teraz całkowicie pochłonięty w ciemności. Zapalił zapałkę i stopniowo ciepłe światło z lampy zaczęło rozświetlać ich miejsce.
Zimny wiatr w dalszym ciągu owiewał ich skóry i jeśli instynkty ich nie zawodziły, nadchodził sztorm. - Dotrzymam obietnicy. Dlaczego nie zaczniesz osuszać się? Myślę, że zacznie niedługo padać, powinniśmy wracać.
Zayn miał już wstać, gdy nagle Louis chwycił go za nadgarstek, bez patrzenia na niego.
Boże. Jak on chciał nienawidzić Zayna za sprawianie, że czuł się tak. Za sprawianie, że robił nagle rzeczy, o których robieniu nawet nie śnił.
- Lou?
Zayn obrócił głowę w kierunku osoby, która trzymała jego rękę z takim pragnieniem i desperacją. Palce chłopaka ściśle trzymały jego nadgarstek i zanim mógł zareagować, Louis naparł na niego swoimi ustami.
Było za późno by się wycofać, ponieważ po raz pierwszy w życiu, dopuścił do swojej porażki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz