sobota, 11 stycznia 2014

699

"Zniknąć nie znaczy, nie wrócić."

Ciemność spowijała wszystko, była jego sprzymierzeńcem. Ciszę panującą wokół zakłócał tylko odgłos sunących po powierzchni kół, gdy jechał między aleją zmarłych. Drogę nikle oświetlały gwiazdy, oraz niewielkie punkciki światła, a niechybna pamięć posłusznie go prowadziła. Gwiazdy tkwiły na sklepieniu utulone do snu. Te same, nie zmienne które również przed kilkoma laty szeptały zapraszając do Krainy Morfeusza. Jego szmaragdowe tęczówki wpatrywały się w nie. Tamtej nocy także spoglądał na gwieździste niebo, a wtem usłyszał dzwonek do drzwi, oraz odgłosy dochodzące przez zamknięte wejście jego sypialni, gdzie już dawno powinien spać. Jednakże jak mógł zmrużyć oczy, gdy jego matka od niepokojącego czasu nie pojawiła się w domu, a ciotka szlochała?

Zapamiętał mrok za oknem, zbolałe głosy dorosłych ludzi. I krzyk, przerażający, dziki wręcz nie ludzki. Był tak rozdzierający, iż samo jego wspomnienie przyprawiało o dreszcze… Wciąż władała cisza, a on jechał krętą ścieżką biegnącą między grobami.

Zwolnił, po czym zatrzymał się zgaszając silnik. Pieszo, ruszył przed siebie drogą którą po raz ostatni widział w tym mieście kilka lat temu. A pierwszym, co powitało go po powrocie był on…

Czarny anioł.

Posłał światło latarki na rzeźbę, i dawnymi oczami widział tą przerażającą twarz. Dziś twierdził, iż miała być ona przyjazną jednakże wielkie, rozłożyste, czarne oraz masywne skrzydła przysłaniające kamienną głowę burzyły ten zamiar.

Anioł postawiony został przez jego ciotkę, Evelyn wywołując wiele żarliwych dyskusji na ten temat. Ludziom nie przypadł on do gustu… Och, ciekawe dlaczego?

– Ta rzeźba nie powinna mieć tam miejsca – rzekła wieloletnia przyjaciółka rodziny.

– Owszem powinna oraz ma.

– To pozostawia skazę na jej imieniu. – Kobieta spojrzała współczującym wzrokiem na Evelyn.

– Oni pierwsi to zrobili…

– Kto taki? – zapytała błagalnym tonem, jakby nie wierząc w to co słyszy.

– Nie wiem! Jednak dowiodę tego, a anioł będzie tam stał, dopóki prawda nie zostanie ujawniona. – Głos ciotki był stanowczy oraz pełen gniewu.

Biedna ciocia Evelyn, to było zbyt ciężkie, zbyt trudne by wydobyć prawdę. Wycągając dłoń ku górze, przejechał opuszkami palców po policzku czarnej rzeźby, snując aż po litery które były zaniedbane, ubrudzone, lecz wciąż tworzące imie oraz nazwisko.

Anne Cox.

– Witam mamo – szepnął przerywając otaczające go milczenie, po czym zacisnął powieki głęboko wdychając powietrze. Wachlarz kruczoczarnych, gęstych rzęs opadał na jago alabastrowe policzki.

Stanął twarzą w twarz z czarnym aniołem, spoglądając na posąg. Jego matka potrzebowała czarnego anioła, i przybył tu dla niej. Zgasił światło latarki, a ciemność okalała go całego. Harry wrócił, i wszystko naprawi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz