Rozdział 14, cz. 2
Nieprzyjemny wiatr wiał, ale żaden z nich się tym nie przejmował. Louis lekko napierał na usta Zayna, żaden z nich nie chciał przestać. Zayn powoli położył się, sięgając klatki Louisa, gdy zaczął go całować namiętniej, podczas gdy jego druga ręka spoczywała na smukłej talii chłopaka. Louis poruszył swoją głową, by podążać za ruchami Mulata. Wplótł swoje palce we włosy chłopaka, przyciągając go bliżej, gdy wepchnął swoją wargę między wargi Zayna. Podniecenie rosło w jego podbrzuszu i nie było już sposobu, by zawrócić
Cofnął się zaledwie o cal, przymykając oczy pod wpływem palącego spojrzenia Zayna przed nim. Światło było wystarczające, by mógł zobaczyć, jak Mulat patrzy na niego wzrokiem przepełnionym namiętnością. To było inne od poprzednich razów, gdy patrzył w jego oczy. Wtedy było więcej gniewu, pożądania i podniecenia. Jednak tym razem, Louis czuł, że było w nim coś więcej. Mógł poczuć oczy Zayna wpatrujące się w niego z taką czułością, z taką troską, której nic nie może się równać.
Może to nie był pierwszy raz, gdy natknął się na to w spojrzeniu Zayna lub może było to w nim od początku i Lou po prostu źle to interpretował. Spuścił wzrok na jego usta. Lekko błyszczały przez jego pocałunki i Louis pod wpływem pragnienia naparł ponownie na usta Mulata. Tym razem zdobył się na coś, czego nie spodziewał się, że zrobi – wsunął swój język w usta Zayna i usłyszał jak głos chłopaka uwiązł w nim.
- L-Lou… - Tym razem Zayn się odsunął. Stykali się czołami, a Louis mógł poczuć gorący oddech wydobywający się z usta chłopaka. Czy on dyszał? Czy tylko mu się wydawało?
- Jeśli nadal będziesz to robić, to nie będę w stanie się już dłużej powstrzymać. Nie chcę złamać mojej obietnicy, okej? - Głos Zayna był za blisko i nie minęło dużo czasu, zanim zauważył swoją klatkę piersiową poruszającą tak szybko jak wcześniej. Nie denerwował się tym co Zayn zrobi, nie tym razem. Bardziej był zdenerwowany faktem, że pozwolił się kierować swoimi uczuciami i tym, że wcale nie nienawidził tego ani nie chciał przestać.
Może będzie lepiej, jeśli teraz nie pozwoli umysłowi sobą kierować, podporządkuje się temu i powie Zaynowi, żeby się do cholery zamknął i zapomniał o obietnicy, ponieważ wiedział, że zniszczyłoby to nastrój. Od kiedy martwił się o nastrój, tak poza tym? Zayn miał go niemal wszędzie, w jego pokoju, łazience, bibliotece, jego biurze i żaden z nich nie potrzebował choćby odrobiny nastroju. Jednak teraz nie chciał, by się on ulotnił. Coś w tym miejscu lub atmosferze sprawiło, że chciał, by zostało wszystko tak jak jest.
Przejechał nosem wzdłuż linii szczęki Zayna i poczuł jak chłopak się spina. Złapał go mocno w talii, a jego oczy, Boże, te oczy, drżały niemal za każdym kontaktem ich skór. Było to oczywiste z jego reakcji, że Zayn nigdy przedtem tego nie czuł, a Louis zastanawiał się czy oczekiwał czegoś takiego, przez całe życie.
Zadrżał, gdy poczuł palce Zayna wplecione w jego grzywkę, odgarniające włosy z jego twarzy, a Louis nigdy wcześniej nie oddychał tak ciężko. Milczenie chłopaka było dla niego nowe, delikatność, wszystko. Lou nie czekał już ani chwili dłużej.
Wrócił gwałtownie do jego ust i zatopił się w przyjemności dostarczanej mu przez nie. Pocałunki Zayna były niczym kosztowanie wina, im więcej próbujesz, tym bardziej tego pragniesz. Im mniej kontaktu z tym masz, im mniej tego smakujesz, tym bardziej chcesz się tego napić. Czy to jest uczucie zazdrości? Pragnienia posiadania kogoś na własność? Cholera, nigdy nie próbował być taki jak Zayn lub zachowywać się jak on, ale te małe gesty dały mu wiele do myślenia. Więcej niż powinien o tym myśleć.
Zayn prawdopodobnie dobrze odczytał jego sygnały. Nie było już dłużej potrzeby powstrzymywania się, ponieważ Louis sam umożliwiał mu to. Przyciągnął go bliżej, ich języki wirowały i oboje walczyli o dominację i oczywiście Zayn wygrał. Louis pozwolił swoim palcom sunąć po szyi chłopaka, na dół do jego bicepsa, a następnie do talii, przyciskając się do Zayna, gdy ich ciała dociskały się, nie zostawiając wolnej przestrzeni między nimi. I nawet przy nieustannie wiejącym na ich ciała zimnym wietrze, wymiana ciepła między ich ciałami była wystarczająca, by utrzymać ich rozgrzanych.
Usta Zayna przemieszczały się po szczęce chłopaka, zostawiając na niej słodkie, delikatne pocałunki. Przeszedł w dół do linii szczęki chłopaka, podskubując błyszczącą od wody skórę, a jego język przejeżdżał po całym ugryzieniu.
- Smakujesz tak dobrze, Lou. Mogę poczuć ocean przez twoją skórę… - Zayn wyszeptał w jego obojczyk wystarczająco, by wysłać wibrację w dół ciała Louisa do boleśnie rosnącego miejsca między jego nogami. - Jesteś idealny. - Wypuścił powietrze, zanim spojrzał uważnie w jego oczy i zjeżdżał spojrzeniem w dół jego ciała, a chłopaka zadrżał przez sposób w jaki oczy Mulata przeszywały każdy centymetr jego skóry.
Louis był słaby, kiedy przyszedł czas, by powiedzieć odpowiednie słowa, więc wykorzystał okazję, załapał za policzki chłopaka i złożył na jego ustach kolejny pocałunek, tym razem wygrywając, gdy bardziej docisnął swoje ciało do Zayna, kiedy oboje upadli na matę. Zaczął zaznaczać pocałunkami ścieżkę w dół szczęki chłopaka. Jego ręce błądziły po nagiej piersi Mulata i usłyszał jak jego serce również szybko bije. Czy zawsze tak było, gdy to robili? Czy zawsze Zayn to ukrywał poprzez słowa, które mówił do niego? Zdał sobie sprawę, że jest wiele rzeczy w Zaynie, o których nie ma pojęcia i może będzie mógł tej nocy dowiedzieć się przynajmniej o części z nich.
W tym czasie, gdy Zayn miał ponownie sięgnąć do jego twarzy, Louis przesunął swoje ciało i zszedł do bioder Mulata, sprawiając, że bad boy z Bradford uniósł się na łokciach, zaskoczony przez pozycję, którą Louis przybrał.
- Louis…
- Ciii. Robię to, bo chcę, a nie dlatego, że mnie o to poprosiłeś. - Louis posłał mu figlarny uśmieszek i nigdy nie wyobrażał sobie Zayna tak zaskoczonego przez jego działanie. Sięgnął palcami do końcówki spodenek Zayna, marszcząc brwi przez myśl, że one nawet nie miały możliwości się zmoczyć, ponieważ chłopak nigdy nie próbował wejść do wody. Jego palce dotykały jego odsłoniętej skóry na kościach biodrowych, a ciało Zayna poruszyło się samoistnie, nieznacznie wypychając biodra w stronę Louisa.
Zdjął je jednym szybkim ruchem i Louis zadrżał przez odgłos jęku Zayna, który było bliski szeptowi, gdy powiedział przy tym coś w stylu „Oh, Boże tak”, co sprawiło, że Louis uśmiechnął się do siebie. Cofnął się przez widok penisa Zayna, strasznie drżącego, gdy uderzył o jego brzuch. Wydzielina ciekła z jego koniuszka, a Louis przesunął swoją ręką do nasady penisa, sprawiając, że Mulat skomlał pod nim. Nigdy nie czuł się tak bardzo podniecony, widząc Zayna bezsilnego i pragnącego go tak mocno. Jeśli miał być szczerym, to nigdy wcześniej nikomu nie obciągał, ale z Zaynem było tak, jakby wszystko było planowane, wszystko miało się zdarzyć i nie miało znaczenia czy wiedział jak to robić czy nie.
Przejechał językiem po główce penisa, pokrywając ją swoją własną wydzieliną. Usłyszał jak Zayn przeklął, a Louis uznał, że mu się to podoba, więc powtórzył tą czynność. Jego język wirował wokół Mulata, powoli zjeżdżając w dół, a potem zlizał białą wydzielinę, która gromadziła się u jego nasady. Louis mógł poczuć swojego rosnącego przyjaciela miedzy udami, co sprawiło, że zasłonił swoje usta, obejmując nimi penisa Zayna.
- Ja pierdolę! - Zayn jęknął, gdy wplątywał palce we włosy Lou, zaciskając je ciasno, gdy uniósł swoje nogi. Jego palce u nóg zwijały się przez przytłaczające uczucie, które kumulowało się w ciele Mulata. Louis zaczął poruszać głową w górę i w dół, nie śpiesząc się, by pokryć penisa Zayna swoją śliną. Puścił erekcję chłopaka, którą przytrzymywał rękoma, gdy uderzyła ona o ściankę jego gardła, zasysając swoje policzki za każdym razem, gdy brał go mocniej. Uniósł jedno ze swoich kolan w górę, zsuwając własne szorty z bioder, ofiarowując sobie kilka spragnionych ruchów ręką, gdy ruszał się razem ze swoimi ustami.
- O cholera. Louis. Szybciej. Musisz ruszać się… - Głos Zayna ucichł, gdy złapał włosy Louisa mocniej, kontrolując siebie, by nie zadławić Louis swym penisem ani nie pchać go w stronę ust chłopaka. - … lub będę pieprzyć twoje usta – cholera!
Louis poruszał się szybciej, co sprawiło, że Zayn nieustannie klął, nie dodając nagłych wibracji, które Louis powodował za każdym razem, gdy jęczał przez ruchy na własnym penisie. Wszystko było takie niezwykłe, jednak to tylko powiększał jego podniecenie coraz bardziej.
- Louis – przestań – potrzebuję dojść w tobie - Zayn delikatnie szarpnął włosy chłopaka, by odsunąć go od swojego penisa. - Jezu, spójrz na siebie. - Louis mógł poczuć strużkę swojej śliny, a Zayn doszedł w jego całych ustach. Może wyglądał na trochę skołowanego, a jego klatka ciężko się unosiła przez stratę kontaktu i nagłe zatrzymanie się jego rąk na własnym penisie . - Znowu ty i ta twoja zakazana mina. Strasznie chcę cię teraz pieprzyć, Lou. - Delikatny głos chłopaka zdawał się powoli znikać, razem z rozsądkiem Louisa. Uczucie to za długo się w nim kumulowało i chciał po prostu dać mu upust.
Zayn usiadł i zsunął spodenki ze swoich stóp, rzucając się na Louisa, który opadł na swoje plecy, gdy Mulat złapał i zerwał szorty chłopaka z niego. Zayn docisnął swoje ciało do Louisa, wysyłając fale gorąca na całym jego ciele przez uczucie ich penisów zderzających się ze sobą. Mulat sięgnął do ust chłopaka i złożył na nich czuły pocałunek. Delikatność jego warg sprawiła, że Louis chciał je przygryźć, ale Zayn odsunął się za szybko.
- Mam nadzieję, że nie poprosisz mnie później o to, żebym o tym zapomniał, ponieważ wiesz, że tego nie zrobię. - Zayn szepnął, a Louis wiedział, że bardziej niż protestować chciał, by to się zdarzyło. Byłoby mu wstyd, nagle pójść, mówiąc mu, by zapomniał o tym, co robili na plaży. Może będzie lepiej, jeśli dopuści do jakiś zmian na trochę; by lubić Zayna bardziej i nienawidzić go mniej. Jednak znając siebie, będzie to długa droga, zanim w końcu zaakceptuje wszystko takie jakim jest. Nigdy nie było to proste, by poradzić sobie z Zaynem Malikiem, nawet z jego świetnym opanowaniem i powierzchownością.
Obserwował jak Zayn uniósł się i napluł na swoją dłoń, kilka razy przejeżdżając nią po swoim penisie, zanim umieścił się między nogami chłopaka. - Wyglądasz tak gorąco tu pode mną, Lou. Jednak nic nie może się równać z twoją ekspresją, kiedy to robimy. Chcę cię zobaczyć.
Poczuł jak Zayn unosi jego nogi i układa je na swoich ramionach, gdy poruszył się w dół. Jego niebieskie oczy wpatrywały się wprost na chłopaka, co spowodowało, że Zayn poruszył się gwałtownie w Louisie.
- Ja pierdolę! - Louis poczuł penisa chłopaka dosięgającego jego prostaty, gdy Zayn przysunął się do niego bliżej. Kroplę potu spadały na jego nagą pierś.
- Boże – zawsze jesteś taki ciasny, Louis. - Zayn powiedział, czując jak wejście chłopaka zaciska się wokół jego penisa.
Louis nie mógł już znaleźć odpowiednich słów, wszystko było zamglone i jedyne co mógł zobaczyć to kontury ciała Zayna, oświetlane przez światło ich lampy. Słyszał duże fale oceanu i czuł ostry wiatr bezustannie wiejący w ich nagie skóry. Mulat odciągał się i z powrotem nacierał na niego, za każdym razem zatapiając w nim całego swojego penisa, gdy chłopak wyszedł na spotkanie ruchom Zayna. Louis owinął swoimi rękami jego szyję, przyciągając go bliżej z każdym najazdem Mulata, który poruszał się szybciej i niemal unosił go wraz ze swoimi pchnięciami. Było to coś, czego nigdy nie czuł, a Zayn w kółko uderzał w jego czułe miejsce, doprowadzając go na krawędź.
- Zayn – jestem blisko… - Louis wyjęczał. Jego uścisk zrobił się ciaśniejszy przez wzmożone tempo Zayna.
- Tak, Louis. Ja też. - Palce Zayna zagłębiły się pod jego biodrami. Napiął swoje mięśnie, gdy poczuł spermę wystrzeliwującą na ich klatki piersiowe, a Zayn rozrywał jego wnętrzności przez wielkość orgazmu wypełniającego go.
Zayn wyszedł z niego i opadł na Louisa. Oboje łapali oddechy, Lou wziął swoje ręce z pleców Mulata. Spojrzał w górę w niebo, które teraz było w czarnej tonacji i pojedyncze kropelki deszczu spadały na ich czoła.
- Wygląda na to, że ktoś nas obserwował. - Zayn powiedział w jego szyję i oboje zachichotali. Krople deszczu, które spadały na ich ciała, stawały się coraz grubsze. - Chociaż chcę zostać w tej pozycji, nie mogę dopuścić do tego, byś się rozchorował przez ten deszcz, Lou.
- Znów się świetnie zachowujesz. - Louis przewrócił oczami, gdy usiadł, sięgając po swoje szorty i leniwie ubierając je z powrotem na siebie.
- Oh, ty to lubisz. - Zayn odpowiedział ze złośliwym uśmieszkiem. Twarz Louisa przyozdobił uśmiech, zanim został otoczony przez ręce Mulata, który pocałował go w czoło. - Prawdopodobnie najlepsza randka w życiu.
- Prawdopodobnie? - Louis odsunął się od Zayna, patrząc nieufnie w jego oczy. - Obciągnąłem ci i pozwoliłem pieprzyć mnie, a ty mi mówisz, że to była prawdopodobnie najlepsza randka w twoim życiu?
- Oczywiście. Jeśli będzie druga randka i ty będziesz na górze, wtedy prawdopodobnie ta będzie drugą. Ale tak, jak dotąd jest to najlepsza randka. Lepiej?
- Tak. Znacznie lepiej.
***
Spał całą drogę powrotną do ich domu i myślał, czy po tym dniu, rzeczy będą trochę dziwniejsze. Czy jego działania wobec Zayna będą mniej surowe, a bardziej troskliwe, a może nawet słodkie. Chociaż tak właściwie nie wyobraża siebie robiącego te same rzeczy, co Mulat robił mu, szczególnie przed swoją rodziną lub przyjaciółmi. Może Louis nie nienawidził go tak bardzo jak wcześniej, ale nie uważał, że tak prosto przejdzie mu to, ponieważ osoba, z którą miał do czynienia był mimo wszystko Zayn: zaborczy, bezwzględny, zboczony i szalony Zayn Malik. Będzie to niekończący się pościg dla nich obu i na chwilę obecną nie jest on gotowy, by się poddać.
***
Deszcz nieustannie padał, gdy dotarli do domu. Oboje szli w ciszy w kierunku drzwi, jednak nie była ona niezręczna, lecz przyjemna. Louis zastanawiał się, czy to uczucie było czymś do czego musi się przyzwyczaić; przyprawiające o zawrót głowy, szybsze bicie serca i to lekkie uczucie w jego brzuchu. Nie chciał na tę chwilę przyjąć tego do wiadomości. Znane uczucie, które czuł lata temu, ponownie zaczęło do niego pukać, jednak on po prostu nie był gotowy, by je wpuścić, jeszcze nie teraz.
- Zawsze chciałem, by twoja cisza, była momentem, gdy twój umysł jest mną przepełniony. - Zayn powiedział, przechodząc obok niego, gdy Louis zdał sobie sprawę, że stoi przed drzwiami, nie puka i po prostu patrzy się w pustą przestrzeń. Dobrze, że było ciemno i padało, bo w przeciwnym razie Zayn zauważyłby jak nagle zrobił się czerwony. Czuł się jak nastolatka przed okresem, jego palce złapały się czegoś, a serce chciało wyskoczyć z piersi. Od kiedy słowa Zayna doprowadzały go do takiego stanu?
Nim zdołał przemyśleć swoją odpowiedź, ktoś otworzył drzwi. Zanim mógł rozpoznać tę osobę, rzuciła się ona w jego kierunku, mocno przytulając.
Szarpał się, by spojrzeć uważniej na osobę, która przytulała go w strugach deszczu i powoli zdawał przypominać sobie jego blond włosy, bladą skórę i akcent, który mówił. - Tęskniłem za tobą, Lou-Lou!
Kątem oka zobaczył Zayna za tą osobą, piorunującego ją wzrokiem. Oboje znali tą osobę, kto by nie znał?
Niall James Horan. Ich dziecięcy przyjaciel i rywal Zayna numer jeden, gdy chodziło o uwagę Louisa.
Cholera. To się nie dzieje naprawdę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz