***
-A pan dokąd się wybiera panie Horan? Mamy do pogadania. - odłożył broń na biurko po czym zaczął powoli podwijać rękawki swojej koszuli, a Niall cofał się wciąż znajdując się na ziemi w najdalszy kąt pomieszczenia -I to poważnie panie Horan.
Serce Nialla zaczynało bić w coraz szybszym tempie. Tak naprawdę zdawał sobie sprawę z tego, że nie miał szans wydostać się z gabinetu Tomlinsona w momencie kiedy jest on tak okropnie wściekły, a za drzwiami za pewne i tak stali jego uzbrojeni po zęby goryle. Przełknął ślinę i przytulił się wręcz do ściany. Chciał się odezwać, aby zacząć się bronić, ale poczuł na swojej twarzy mocne uderzenie. Pięść Tomlinsona znalazła się po raz kolejny na twarzy Horana.
-Mnie nie można wykiwać! - Niall poczuł szarpnięcie za ramiona, a jego twarz znalazła się naprzeciw twarzy Tomlinsona, który splunął na niego i znów upuścił jego ciało na ziemię. Odszedł kilka kroków i blondyn miał nadzieje, że na tym się skończy jednak mocno się pomylił. Starał się pozbierać, ale strach naprawdę sparaliżował jego kończyny. Na czworaka chciał prześliznąć się do wyjścia, gdy Tomlinson wciąż grzebał w swoim biurku. Kopniak w brzuch wytrącił go z równowagi i jego ciało znów znalazło się na ziemi.
-Czy ja pozwoliłem panu opuścić mój gabinet panie Horan?! - głos Louisa był przepełniony złością i gniewem. Niall nie umiał sobie przypomnieć, kiedy ostatnio widział i słyszał go tak wściekłego. -Masz leżeć do czasu dopóki ci nie pozwolę wstać! - nawet kiedy wściekał się na owego klienta, który na za dużo sobie pozwalał, nie zachowywał się w taki sposób. Skulił się na podłodze łapiąc za bolący brzuch i odkaszlnął kilka razy czując jakby miał zaraz zwymiotować nie tylko z bólu, ale i ze strachu. Nagle tuż przed jego twarzą znalazła się teczka z której wysypały się jakieś dokumenty.
-Chyba nie muszę panu przypominać co to jest. To jest pana umowa ze mną. - wycedził przez zęby wściekły pochylając się nad blondynem i wymierzając mu kolejnego mocnego kopniaka prosto w klatkę piersiową, aż dech uwiązł chłopakowi w płucach.
-Mówiłem ci Horan, że ja nie lubię jak ktoś robi mi koło dupy, chce mnie wychujać. Chyba zapomniałeś, że wiem wszystko o twojej rodzinie. Widzę, że naprawdę się o nich martwisz i że naprawdę ci o nich zależy. - Tomlinson obszedł leżącego chłopaka i tym razem jego noga spotkała się z plecami chłopaki. Jęk tym razem wydobywający się w ust Niala był o wiele głośniejszy. Naprawdę miał już dość. Pragnął swojej śmierci i miał nadzieje, że jednak Louis nie będzie się mścił na jego rodzinie. Nie skupiał się już powoli na słowach chłopaka, a jego mózg odpływał. Jedynie pojedyncze kopnięcia i uderzenia trzymały jego świadomość.
-Jesteś nikim Horan beze mnie. Dzięki tym pieniądzom miałeś wszystko i wystarczyło być grzecznym, a teraz muszę cię najpierw ukarać, a później pozbyć. - uniósł ciało Nialla i spojrzał w jego tęczówki z perfidnym uśmiechem.
-Proszę, puść mnie. - słaby szept blondyna wypełnił pomieszczenie co zasadniczo było dziwnym zjawiskiem. Louis przekręcił głowę w bok patrząc z zaciekawieniem na chłopaka.
-Chcesz, żebym cię puścił? - Tomlinson, ani myślał kończyć swoją zabawę. Dla niego teraz to było wręcz rozrywką. Chyba nawet był wdzięczny Horanowi, że chciał wywinąć taki numer bo przynajmniej mógł się na kimś wyżyć, a tego niewątpliwie potrzebował. Był on szalony, a to wychodziło z niego co jakiś czas, jak w tym momencie.
-Tak. Proszę. - niestety Niall nie wiedział o co prosił. W jednej chwili jego plecy z dużym impetem uderzyły o ścianę pomieszczenia, cichy trzask dotarł do uszu blondyna. Zsunął się po niej na ziemię. Z kącika jego oka wypłynęła jedna, samotna łza. Nie miał siły na płacz, a w momencie kiedy Louis stanął mu na dłoń krzyk samoistnie wydobył się z jego gardła rozdzierając ciszę, która akurat panowała w gabinecie. Jednak gdy to samo Louis uczynił z jego nogą nie poczuł bólu nawet gdy kość w stopie pękła. I pewnie Niall przejąłby się tym, ale przecież i tak miał skończyć w piachu.
-Ty jesteś gównem! Nic nie wartym ścierwem! - kolejna fala wyzwisk i kopniaków spadła na Horana, a z każdym kolejnym uderzeniem odkrywał, że ból stawał się coraz bardziej przytłumiony, a do smaku metalicznej krwi dawało radę się przyzwyczaić.
-Gówniana ciota! Zachciało mi się kurwa takiej dziwki. Pieprzony skurwysyn. Jeszcze ujebałem sobie pół gabinetu twoją krwi! Zrobię kurwa przysługę światu, bo takie byle co nie ma prawa oddychać tym powietrzem! - kolejne uderzenie w klatkę piersiową i oczy chłopaka przysłoniły powieki, a ciemność zalała jego umysł. Miał nadzieje, że długo to już nie potrwa.
***
Harry wziął głęboki wdech, gdy taksówka zatrzymała się przed dobytkiem Tomlinsona. Zielonooki wysiadł z pojazdu i zacisnął wargi w cienką linię. Poczuł jak ściska go w żołądku na samą myśl iż zobaczy Lou. Spojrzał szeroko otwartymi oczami na budynek i chciał ruszyć, jednak czuł się tak jakby był przytwierdzony do chodnika. Widział tych wszystkich ochroniarzy stojących przy wejściach, a nawet i oknach. Uniósł głowę ku górze i spojrzał w ciemne chmury, które wisiały nad Londynem. Nawet pogoda jakby łączyła się z Harry’m i była równie beznadziejna jak samopoczucie chłopaka. Kędzierzawy, gdyby mógł, stałby tu przez cały czas albo najchętniej odwróciłby się na pięcie i poszedł przed siebie. Ale nie mógł. Musiał zakończyć to wszystko. Wziął po raz kolejny głębszy wdech i tym razem ruszył w stronę drzwi Symfonii. Po chwili nagle zaczęło padać, więc przyspieszył kroku. Skinął delikatnie głową ochroniarzowi, który zrobił to samo. Harry będąc w środku nie czuł się swobodnie. Nie wiedział czemu ale coś kazało mu iść do baru i pożegnać się z Georgem, który zresztą był całkiem fajnym chłopakiem. Wszedł do środka i podszedł do lady, za którą znajdowało się dwóch, nowych chłopców.
-Jest George? - kędzierzawy spojrzał na czarnowłosego, który uśmiechnął się delikatnie i przejechał językiem po wardze.
-Nikt taki na tym stanowisku nie pracuje. - gdy chłopak odpowiedział, Harry poczuł jak robi mu się gorąco. Czyli Tomlinson zrobił z niego dziwkę, a to oznacza jedno. Horan spadnie na dalszy plan, albo pozbędzie się go jak poprzednich „perełek”. To nie mogło się dziać naprawdę. Dopiero teraz Styles zauważył jak podły i bezduszny jest Louis. Spojrzał ostatni raz na czarnowłosego i blondyna na barze oraz pokręcił głową niedowierzająco. Oni pewnie skończą tak samo. Zielonooki wyszedł z pomieszczenia i wszedł w odpowiedni korytarz by dostać się do gabinetu, jeszcze, jego szefa. Szedł powoli wszystko analizując sobie w głowie. Przypominał sobie o pierwszym dniu w tej pracy, o pierwszym pocałunku z Louisem, o pierwszej nocy razem spędzonej. Przypominał sobie o każdym dniu, który zmieniał jego życie nieodwracalnie. Łzy napłynęły do jego oczu myśląc o tym jak dobrze im było razem. Jak wspaniale spędzali razem czas, każde spojrzenie w oczy, każdy intymny dotyk, każdy uśmiech, każdy pocałunek, każda upojna noc. On oddał mu wszystko, oddał mu to co najcenniejsze. Oddał mu siebie, a on tak go wykorzystał. Ślad po uderzeniu nadal był widoczny na jego policzku, jednak już powoli znikał, ale co z tego? Siniak zejdzie, ale wspomnienia z tamtego dnia zostaną z nim na zawsze. Harry spojrzał na kopertę, w której było wypowiedzenie i przygryzł delikatnie wargę. Czyli od kiedy da mu to wypowiedzenie będzie wolny? Loczek jeszcze nawet nie myślał nad tym, co będzie robił po tym wszystkim. Nie wyobrażał sobie życia bez Tomlinsona, ale jednocześnie wiedział, że jak będzie się godził na tą toksyczną znajomość skończy bardzo źle. Kochał go, bardzo mocno go kochał ale to niczego nie zmieniało. Podjął już decyzję. Teraz jest za późno na to by się wycofać. Przyspieszył mijając po drodze kilku pracowników tego otóż burdelu. Wiedział, że niektórzy z nich są do tego tak samo zmuszeni jak Niall. Bo wreszcie dotarło do niego, że Irlandczyk nie jest tu z własnej woli, Tomlinson go zmusił. Zacisnął dłonie w pięści, delikatnie gnąc przy tym kopertę. Po chwili stał już przed drzwiami do gabinetu Louisa. Już miał nacisnąć na klamkę, gdy usłyszał krzyki dochodzące z gabinetu szatyna.
***
-Cholera Liam nie ma go już naprawdę długo? A jeśli serio ten dupek coś mu zrobił? - Zayn krążył po pokoju od dobrej godziny nie mogąc się niczym innym zająć oprócz myślenia na temat Nialla siedzącego w gabinecie tego świra.
-Uspokój się przecież nic mu nie zrobi. Chyba. - Liam z każdą minutą czuł się coraz mniej pewnie. Przeglądał właśnie szafki w pokoju Nialla i przełknął ślinę widząc różne dziwne przyrządy i rzeczy. Lekko go zemdliło kiedy pomyślał, że to wszystko mogło zostać wykorzystane na jego malutkim braciszku. -Zayn czy naprawdę to wszystko można było używać na ciele Nialla? - odwrócił się w stronę mulata, który jedynie westchnął ciężko i przytaknął głową.
-Niestety, ale tak uwierz mi nie raz przychodzili tutaj jacyś popaprańcy. - usiadł powoli na skraj łóżka i schował twarz w dłonie. Liam zerknął na zegarek i usiadł koło Zayna delikatnie poklepując jego plecy.
-Wiesz co może masz racje i powinniśmy pójść zobaczyć co się tam dzieje? W końcu chyba Tomlinson od tak klientów nie chciałby tracić no nie? - mulat podniósł głowę i zerknął na swojego towarzysza. Przytaknął mu głową ruszając w stronę drzwi i otwierając je powoli. Tak jak myślał tuż obok drzwi stał jeden z gorylów Louisa. Musieli się go jakoś pozbyć, ale przecież nawet we dwóch nie mieli szans z takim byczkiem. Spojrzał na zdezorientowanego Liama i rozejrzał się po pokoju. Na widok dość dobrze zbudowanej żeliwnej lampy wskazał na nią.
-Weź lampę i stań na ten szafeczce za drzwiami, ja zawołam tego łosia, a gdy tu wejdzie potraktuj go tą lampą. Zostawimy go tutaj zamkniemy drzwi i po krzyku. - uśmiechnął się do Liama, któremu plan spodobał się od razu i wskoczył na ową szafkę. Zayn znów otworzył drzwi.
-Mogę pana na chwilkę prosić? - zawołał ochroniarza dłonią otwierając szerzej drzwi.
-Tak oczywiście w czym mogę panu pomóc? - Preston powoli podszedł do Zayna, który zaprosił go do środka cofając się do środka pokoju i czekając na działania ze strony swojego towarzysza.
-Mamy pewien problem przyszliśmy tutaj, żeby się zabawić, a nasza zabawka została zabrana nie… - Zayn nie dokończył swojej myśli bo najpierw usłyszał głuchy dźwięk uderzenia, a po chwili wielkie cielsko padło z hukiem na podłogę. Na owy widok, na twarzy obu chłopców pojawił się szeroki uśmiech zadowolenia.
-Ha! To było idealne uderzenie! Centralnie walnąłem w ten głupi czerep gogusia. Ma się cela co? - Liam dmuchnął w lampę jak kowboj w swój rewolwer po strzale i uśmiechnął się do Zayna, który wywrócił oczami na widok cieszącego się jak dziecko chłopaka, powoli zaczynającego wykonywać jakiś dziwny taniec.
-Dobra kowboju będziesz się tym zachwycał później. - Zayn wyjął klucze z zamka i poczekał, aż Liam wyjdzie i zamknął drzwi na klucz chowając go następnie do kieszeni spodni.
-Od dziś mów mi kowboj Chudy. - Liam poruszył śmiesznie brwiami, a Zayn nie mógł uwierzyć, w to co słyszy. Postanowił jednak nie ciągnąć tego tematu. Rozejrzał się po korytarzu i starał sobie przypomnieć w którą stronę szło się do gabinetu właściciela Symfonii. Miał nadzieje, że po drodze nie spotkają więcej ochroniarzy. Gdy w końcu przypomniał sobie gdzie się znajduje jego gabinet powoli ruszyli w jego stronę rozglądając na wszystkie strony. Na szczęście nie zapowiadało się na jakiekolwiek kłopoty ponieważ korytarz był pusty, a stojący ochroniarze nic, a nic nie robili, jakby nie domyślając się tego kim są oni. Gdy byli coraz bliżej zaczęli słyszeć coraz wyraźniejsze krzyki, ich serca zaczynały bić w szybszym rytmie, a tętno z powodu strachu przyspieszyło. Przecież tam był Niall. Gdy byli pod drzwiami nie słyszeli głosu Nialla, a kłótnie dwóch mężczyzn. Zayn nacisnął na klamkę, a widok jaki zastał w pomieszczeniu wręcz ich przeraził. Stali w progu nie wiedząc co mają zrobić.
***
Styles nacisnął na klamkę i wszedł zdecydowanie do środka. To co zobaczył przerosło jego wszelkie oczekiwania. Niall leżał na podłodze zwijając się z bólu, a Louis krzyczał na niego bijąc go i kopiąc. Harry był w tym momencie przerażony, miłość jego życia właśnie znęcała się nad jego przyjacielem.
-Zostaw go! - zielonooki krzyknął w stronę Louisa, który natychmiast oderwał się od półprzytomnego blondyna.
-Harry? - szatyn zmarszczył brwi patrząc na kędzierzawego.
-Co ty wyprawiasz? Ocipiałeś do końca?! - chłopak krzyknął w stronę Tomlinsona, który zaśmiał się gorzko.
-Chodzi ci o tą tu dziwkę? - wskazał palcem na blondyna, który zwinął się w kłębek bojąc się kolejnego uderzenia. -Uczę posłuszeństwa. - warknął w stronę Harry’ego.
-Ty to jednak jesteś popierdolony Louis. Przez chwilę nawet się wahałem nad tym czy dobrze robię odchodząc od ciebie, ale widzę, że to była najlepsza decyzja jaką mogłem podjąć. - zielonooki oddychał szybko ze zdenerwowania, które go opanowało.
-I co? I to wszystko przez tą szmatę, które rozgadywało na prawo i lewo różne, pierdolone kłamstwa, a teraz nagle zapomniał języka w gębie! - Tomlinson po raz kolejny wymierzy cios swym butem prosto w brzuch blondyna. Harry nie wiedział co ma zrobić, przecież to był jego przyjaciel. Gdyby nie Niall, nadal trwałby z tym gównianym związku z Louisem. Widząc jak Lou nadal pastwi się na jego oczach nad Irlandczykiem rzucił się w stronę biurka. Podniósł szybko broń, którą mocno zacisnął w swojej dłoni. Uniósł ją i wycelował w stronę szatyna.
-Powiedziałem zostaw go! - klatka piersiowa Harry’ego unosiła się szybko w górę i w dół, a on sam czuł się tak jakby miał zaraz wybuchnąć. W tym momencie niebieskooki ujrzał przedmiot w dłoni kędzierzawego.
-Przestań się wygłupiać i odłóż pistolet na biurko. Proszę cię Harry dużo myślałem i chciałbym porozmawiać z tobą na spokojnie o tym wszystkim co się stało. Mam ci do powiedzenia naprawdę ważną rzecz. Odłóż broń i wyjdź. - szatyn uśmiechnął się delikatnie wpatrując się w chłopaka.
-Nie. Mam już tego dość. Byłem twoją zabawką przez cały ten czas, ale teraz już tak nie będzie. Skończyło się, rozumiesz?! - Harry krzyknął, a jego dłonie zaczęły się trząść. Miał nadzieje, że wystraszy jakoś w ten sposób mężczyznę, jednak ten tylko zaśmiał się melodyjnie. Gdy Louis już miał coś mówić do gabinetu wpadło dwóch chłopaków, jeden miał czarne włosy, a drugi brązowe. Stali w progu z szeroko otwartymi oczami i ewidentnie nie wiedzieli co mają zrobić.
-Odłóż tą broń Harreh. Nie bądź głupi. - niebieskooki wpatrywał się w kędzierzawego, który opuścił broń. -I po co to było? A teraz wyjdźcie proszę stąd bo mam jeszcze do pogadania z panem Hor…
-Odsuń się od niego! - Harry po raz kolejny wycelował w stronę szatyna, który odsunął się troszeczkę od blondyna. Zielonooki spojrzał na ledwo żyjącego Nialla i w tym momencie nie wytrzymał. -Jesteś najgorszym, a jednocześnie najlepszym co spotkało mnie w życiu. Wybaczałem ci wszystko, rozumiesz? Wszystko! I to był mój błąd. Bo przez to myślałeś, że możesz mnie wykorzystywać, że możesz się mną bawić. Ale ja też mam uczucia, które w tym momencie są tak cholernie zranione. A wiesz czyja to wina? Twoja! Nienawidzę cię, rozumiesz? Nienawidzę! Zniszczyłeś mi życie. Przez ciebie nie mam już nikogo, jedynie Niall czasem ze mną rozmawiał dopóki ty znów nie namieszałeś w jego życiu. Ufałem ci. Tak bardzo ci ufałem, a ty robiłeś mi koło dupy. - łzy napłynęły Harry’emu do oczu.
-To tylko nic nie znacząca dziwka. - szatyn patrzył na Stylesa, który był już naprawdę blisko apogeum.
-Zamknij się wreszcie do kurwy nędzy! To mój przyjaciel, któremu spierdoliłeś życie tak samo jak mi. Nienawidzę cię i mam nadzieje, że kiedyś będziesz czuł się tak samo jak ja teraz. Gdy poczujesz, że straciłeś wszystko i nie masz już kompletnie nic. Mam nadzieje, że zgnijesz w piekle. - łzy popłynęły po policzkach Harry’ego, który już nie wytrzymał. Nacisnął na spust i strzelił, w tym samym momencie z ust Tomlinsona wypłynęły trzy słowa…
„Kocham Cię Harry.”
Ciało szatyna opadło bezwiednie na podłogę, a wokół niego pojawiła się plama krwi.
-O kurwa. On chyba.. - Liam zakrył usta dłonią patrząc na nieruszającego się Tomlinsona.
-Ja pierdole. On nie żyje. - Zayn spojrzał na zapłakanego Stylesa, który upuścił broń na podłogę i wpatrywał się tępo w ciało Louisa.
-Musimy stąd wiać, póki jeszcze nikt się tu nie zleciał. - Zayn uniósł całego obitego Nialla, który jęczał z bólu. Mulatowi aż łamało się serce widząc go w takim stanie. Irlandczyk był dla niego naprawdę ważny i nie wyobrażał sobie teraz życia bez niego. Liam złapał za ramie kędzierzawego, który od razu ruszył z miejsca. Wszyscy wybiegli z gabinetu nawet nie patrząc za siebie, jedynie Harry odwrócił głowę by spojrzeć po raz ostatni na swego ukochanego, który leżał na podłodze nie dając oznak życia, a w jego głowie wciąż kołatały się te trzy słowa wypowiedziane przez Louisa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz