piątek, 10 stycznia 2014

17

Rozdział 17


Louis powoli wsunął ręce za gumkę swojej piżamy, Próbował pozbyć się krępującego uczucia, które powodowało ból między jego nogami. Zrzucił z siebie kołdrę. Pocił się i sapał. Ciekawość i strach unosiły się w powietrzu, gdy spoglądał w dół na swojego penisa.

Nie powinien tego czuć wobec chłopaka. Ze wszystkich ludzi, którzy mogli być tego powodem, dlaczego akurat Zayn? Nigdy nie wyobrażał sobie i nigdy nie wydarzyło się to, by mógł poczuć niewytłumaczalne podniecenie przez wargi Zayna dociskające się do jego warg. Więc dlaczego jego żołądek przewracał się i czuł jakby miał nagle wybuchnąć przez to nieznane uczucie?

Na jego szczęście, był całkiem wdzięczny, ze jego rodziny nie było tej nocy w domu. W innym wypadku mogłaby wejść jego mama lub siostra i zastałaby go wpatrującego się w swojego penisa i nie mającego żadnego kurwa pojęcia, dlaczego był podniecony jedynie przez zwykły pocałunek. Nie chciał nawet dopuścić do myśli, jeśli to by jego tata wszedł do pokoju. Prędzej by umarł niż spojrzał mu w oczy.

Był teraz dużym chłopcem, Louis William Tomlinson, lat piętnaście. Co do cholery jest nie tak z twoim penisem, w tą cholerną godzinę? Na miłość boską, powinien wiedzieć jak sobie z tym poradzić, prawda? Z tym wyjątkiem, że tak właściwie nigdy nie interesował się tym, gdy jego przyjaciele rozmawiali o dziewczynach w śmierdzących magazynach i oglądali filmy, w których jedyne co mógł usłyszeć to postękiwania i nie rzadko wymuszone odgłosy orgazmu. Tak więc naprawdę nie miał pojęcia jak przynieść sobie ulgę w cierpieniu.

Obraz Zayna ciągle ukazywał się przed jego oczyma i ból tylko wzrastał.

Może powinienem po prostu dotknąć siebie i wtedy poczuję co dalej powinienem robić.

Zanim mógł cokolwiek z tym zrobić, pukanie, dochodzące od jego okna, sprawiło, że natychmiastowo podciągnął spodnie i spojrzał na sylwetkę, która dziwacznie kucała na jego parapecie.

Kto to mógł być? Jego serce waliło. Jeśli byli to jego przyjaciele z gimnazjum i zobaczyliby go w tamtej sytuacji, byłby to jego koniec. Louis zaskomlał, gdy kolejne odgłosy pukania dobiegły od okna. Była tylko jedna rzecz w jego umyśle: to był pieprzony złodziej. Tego rodzaju złodziej, który monitoruje twój dom przez cały tydzień i potem, widząc, że twoich rodziców nie ma w domu, atakuje cię i następnie zabija.

Nie było to najmilsze wyobrażenie, o jakim Louis mógł myśleć. Spowodowało to, że podciągnął kolana bliżej do klatki piersiowej. Sylwetka w dalszym ciągu pozostawała tam, obserwując uważnie go, każdy jego ruch i wyczekując złej decyzji, przez którą będzie leżeć zimny i martwy na własnym łóżku. Zaciągnął się gwałtownie powietrzem i pierwszą rzeczą, która przyszła mu do głowy, było włączenie swojej cholernej lava lampy *, by zobaczyć kto to kurwa jest.

Tak więc zrobił to i w mgnieniu oka, jego pokój wypełniło przytulne, ciepłe, żółte światło. Gdy obrócił się do okna, jego strach zmniejszył się: to był Zayn.

Wszystkie te mordercze wyobrażenia zniknęły w momencie, gdy wygramolił się z łóżka, podbiegając do okna i otwierając je dla Zayna, tak właściwie bez myślenia dlaczego do cholery był w jego oknie i zachowywał się jak kompletnie odrażający prześladowca. Zanim mógł mu zadać właśnie to pytanie, które przebiegło przez jego głowę, poczuł zimne ręce Zayna łapiące go za policzki i w ciągu kilku sekund, wargi Mulata dociskały z powrotem jego.

Tym razem było inaczej, było mokro i niechlujnie i gorąco. Mógł poczuć rękę Zayna sunącą po jego talii, pchającą go i kierującą z powrotem na łóżko. Tak właściwie nie rozumiał czy to uczucie było jak unoszenie się czy zostanie zakopanym sześć stóp pod ziemią, przez to ciężkie uczucie wypełniające jego serce. W dodatku do jego drobnego dyskomfortu, nie miał pojęcia, co zrobić ze swoimi ustami - powinien wsunąć swój język, tak jak Zayn to robił? Czy będzie dobrze, jeśli ugryzie jego wargę? BOŻE - jak mógł być tak ciemny, jeśli chodzi o te rzeczy?

Jedynym momentem, gdy był w stanie użyć swoich rąk, był ten, gdy Zayn przygwoździł go do łóżka, nie szczędząc mu uderzeń swojego języka wewnątrz jego ust /dośrodkainazewnątrzdośrodkainazewnątrz/ Louis powtarzał to w swojej głowie, że nie mógł nic zobaczyć ani poczuć z wyjątkiem rosnącego uczucia, które rozsadzało jego ciało. Uczucie ostrych zębów Zayna przygryzających jego wargę, sprawiło, że jęknął i tylko jedna rzecz przebiegała przez jego głowę: oddychać. Potrzebował kurwa wziąć oddech, ponieważ omdlenie było ostatnią rzeczą, jaką chciał, by się zdarzyła w tej sytuacji.

- Louis.

Zayn oderwał swoje usta od ust Louisa i przemieścił się w stronę jego policzków. Gorący oddech chłopaka na jego prawym uchu sprawił, że jego powieki zadrgały.

- Lou…

Jego głos zdawał się wówczas zmienić, Louis pamiętał, że nie słyszał nigdy głosu Zayna tak niskiego i zachrypniętego.

- LOU!

Otworzył szeroko oczy. Nie tak młodo wyglądający Zayn pojawił się tuż przed nim. Nie tak młodo wyglądający Zayn – okej. To nie są słowa, które myślisz w chwili, gdy otwierasz oczy…

Zamknął swoje oczy, a potem znów je otworzył. Jedynie po to by zobaczyć Zayna wyglądającego na bardziej zdezorientowanego niż wcześniej. Wciąż tam był. Louis zignorował jego obecność i obrócił się na prawy bok, gdzie znajdowało się jego okno wyłącznie po to, by uświadomić sobie - to był inny dom. Nie ma tu dużego okna, przez które mógł się zmieścić młodszy Zayn, nie ma lava lampy, która oświetliłaby pokój i nie było głupiego Louisa próbującego wymyślić jak pozbyć się swojego problemu.

To było prawdziwe. Obudził się . To wszystko było snem. To był sen, pieprzony sen. CHOLERA.

Dla jego zaskoczenia, natychmiastowo podniósł się i przez przypadek uderzył Zayna w głowę. Jednak nie kłopotał się, by go przeprosić. Lawina myśli spadła na niego niczym brytyjski deszcz w pochmurne popołudnie. Wszystko w jego głowie było kompletnym chaosem. Przetoczył się na drugą stronę łóżka, podczas gdy owinął się ciemnoniebieską kołdrą.

Zażenowanie wzięło nad nim górę. Mógł poczuć jak krew napływa mu do twarzy, co sprawiło, że zakrył ją dłońmi. Poruszył niewygodnie swoimi biodrami, gdy zwinął się w kłębek, czując swoją na wpół twardą erekcję miedzy nogami. Kurwa mać. Czy Zayn to widział? Obserwował to cały czas? Oh nie. Zayn musiał znaleźć kolejny sposób, by naśmiewać się z niego.

- Lou? Wszystko w porządku?

Niewinnie jak mogłoby się wydawać. Louis nieznacznie odczuł ulgę, że Zayn nie walnął prosto z mostu w momencie, gdy się obudził. Może będzie wyśpiewywać to później „pamiętasz, kiedy miałem cie już obudzić, a ty błysnąłeś przede mną swoją erekcją?” Boże. To jest żenujące. Jakim cudem nagle śnił o czymś takim? Wtedy świadomość uderzyła w niego – kurwa oczywiście – on i Zayn zrobili coś w stylu sex telefonu, gdy Niall spał. Gdy Niall spał. Powtarzał to w głowie, jak gdyby przekonując siebie, że nie pomyślał właśnie o śpiącym Niallu, który tak właściwie nie spał. Co jeśli on naprawdę wtedy nie spał? Co jeśli on słyszał wszystkie odgłosy, które z siebie wydawał? Podwójnie żenujące. Najlepiej byłoby, gdyby mógł teraz umrzeć.

Wciąż czuł ciężar po drugiej stronie łóżka, więc Zayn wciąż musiał czekać na jego odpowiedź.

Gwałtownie wciągnął powietrze. - Nic mi nie jest. Po prostu trochę mnie wystraszyłeś.

- Oh, przepraszam. Nie chciałem. Śniadanie jest gotowe, wszyscy czekają.

Louis potrząsnął głową pod pościelą i miał nadzieję, że Zayn zauważył to i sobie poszedł. Pozostał w tej pozycji. Nie ma mowy, by miał teraz stawić czoła Zaynowi i usłyszeć którąś z jego zaczepek na temat tego, co się zdarzyło poprzedniej nocy i jak brzmiał cholernie desperacko i cholernie pragnął dotyku Zayna. Jęknął.

W każdym razie to jego wina. Kto o zdrowych zmysłach odebrałby telefon o tej cholernej godzinie od kogoś, kto nazywa się Zayn Malik i dzieli cie od niego jedynie ciało innej osoby? Powinien wiedzieć te drobne rzeczy wcześniej – i zanim mógł poczuć, Zayn opuścił jego łóżko. Zastanawiał się czy była to dobra decyzja, przede wszystkim że otworzył okno i wpuścił go do swojego pokoju.

***

Po południu Zayn otrzymał telefon od Liama, mówiącego mu o pewnym zespole, który powinien śpiewać tej nocy i nagle sie wycofał, uprzedzając ich o tym i nie podając szczególnego powodu. To był pierwszy raz, gdy Louis usłyszał Liama przez telefon nieustannie dokładającego „kurwa” do każdego słowa, które wypowiedział i było to naprawdę, naprawdę głośno.

Słysząc to, Louis pomyślał, że może być to okazja dla niego, by ochłonąć i spróbować czegoś, co nie będzie przypominać mu o Zaynie czy też ich przeszłości. Unikał Zayna od poranka, myśląc „po prostu nie mówi się komuś, że się go nienawidzi, a potem nie serwuje się mu odgłosów tak desperackich wraz z jękami”.

Wyrwał telefon z ręki Zayna i zdecydował, że spróbuje. Umiał śpiewać – śpiewał, gdy wciąż był młody, od zawsze kochał karaoke i wciąż śpiewa z Harrym, gdy ma czas – więc nie będzie to duży problem.

- Ja zaśpiewam. - Louis powiedział. Niall wyglądał na odrobinę zaskoczonego, ale wyraz twarz Zayna był bardziej rozbawiony, niż pytający. Liam zaczął mówić „dziękuję” w każdy sposób jaki mógł, dopóki głos jego szefa nie wezwał go.

- Mogę pójść z tobą? - Niall spytał, jego oczy błyszczały z entuzjazmem. W głębi duszy, Louis chciał być sam, mieć ten czas tylko dla siebie, przemyśleć różne rzeczy. Ale oczywiście nie mógł zostawić Nialla samego, w końcu będzie jeszcze tylko przez dwa dni, więc czemu być samolubnym?

- Tak, pewnie. - Louis odpowiedział. Zerknął w kierunku Zayna, w połowie chcąc, by nie zaoferował, że też pójdzie, a w połowie, żeby jednak to zrobił bez wyraźnego powodu. Czasami zastanawiał się czy przypadkiem jego mózg nie żył własnym życiem.

- Cóż, chyba też pomogę.

- Co? - To nie była odpowiedź jakiej Louis oczekiwał od Zayna. Czy ta pomoc, którą zaoferował związana była ze śpiewem? „Ponieważ nie ma sposobu, by śpiewał z Zaynem na scenie.”

Aczkolwiek z Zaynem zawsze jest jakiś sposób.

***

- Louis! Zayn! Moi wybawcy! - Liam powitał ich w wejściu baru. Rozłożył ręce, jakby był gotowy do uściśnięcia dwudziestu dzieciaków na raz, mimo że zrobił tak tylko dla dwóch osób – z wyjątkiem, że Zayn nie jest typem osoby, która lubi się przytulać, więc pozostaje mu tylko Louis. Wyłapał nową twarz za Zaynem, która mignęła mu przed oczami, stukającą palcami o balustradę schodów. - Kto jest tym nowym dzieciakiem ?

- Oh. - Louis wyrwał się z uścisku i obrócił twarzą do Nialla. - To jest Niall. Mój przyjaciel z dzieciństwa, przyjechał w odwiedziny. - Niall uśmiechnął się promiennie w stronę Liama i oboje wiedzieli, że oficjalne przedstawienie nie jest już potrzebne.

- Hej Niall, jestem Liam i to ja jestem kapitanem tego statku! - Liam powiedział z dumą słyszalną w głosie, gdy umieścił swoje ręce na ramieniu Louisa i Zayna. Louis pomyślał, że Liam musi być dzisiaj nieźle narąbany - presja musiała sprawić, że dużo wypił.

- Jesteś kapitanem czego? - Louis drażnił się z nim, odrywając się, po raz kolejny, od uścisku Liama.

- Nie mogę uwierzyć, że nie wiesz o jaki statek mi chodzi. W każdym razie, nie krępujcie się, jestem po prostu naprawdę szczęśliwy, że wy dwoje istniejecie. No dalej, za scenę! Macie jedynie pięć minut, by się przygotować. - Liam zaprowadził ich. - Nie martw się o Nialla, dotrzymam mu towarzystwa.

- P-pięć minut? Czekaj, nie mogę – jeszcze nie wybraliśmy piosenki! Liam! - Jednak Liam nie słuchał, był zbyt szczęśliwy, że wypełnił swoje zadanie na ten dzień.

***

Louis zdenerwował się, gdy zobaczył niecierpliwe wyczekiwanie widowni ze swojej perspektywy na scenie. Była piątkowa noc i niewątpliwie, oczekiwali oni „występu”, a nie przesłuchania do X-Factora. Wciąż tak jakby unikał Zayna, więc dał mu wolną rękę co do wyboru piosenki, jaką mają zaśpiewać, tak więc nie będzie zawracał mu głowy pytaniami „czy może być ta?” lub „czy jesteś pewien, że chcesz tą?”. Chciał po prostu mieć to już za sobą. W ogóle nie oczekiwał dobrego występu, nie ma mowy, żeby patrzyli sobie w oczy i śpiewali każdą linijkę jakby była napisana właśnie dla nich.

Zayn wręczył mu mikrofon i mrugnął do niego. Zarumienione policzki były jedyną odpowiedzią na jaką Louis mógł się zdobyć. Kolana Louis zadrżały i czy było to spowodowane mrugnięciem i obecnością Zayna czy stresem, nie chciał wiedzieć.

- Jeszcze raz, jaką piosenkę będziemy śpiewać?

Zayn uśmiechnął się przebiegle. Nie mów, że będą śpiewać piosenkę Barney’a, czy Świat Elmo, ponieważ Louis właśnie poczuł chęć kopnięcia kogoś w jaja w tym momencie, jeśli powie złą piosenkę.

- „Stand Up”…

- Co? - Louis obrócił się energicznie. - „Stand Up”? Serio?!

Scena została oświetlona, była gotowa by zjeść Louisa żywcem, myślał. „Stand Up”. Kurwa, oczywiście. Zayn wybrał coś, co mogą śpiewać, jakby każdy wers był napisany tylko dla nich.

Zayn śpiewał pierwszą zwrotkę, patrząc na Louisa, a Louis próbował powiedzieć mu, że nie on był „publicznością”, ale Mulat nie przejmował się tym.

From the moment I met you everything changed
I knew I had to get you whatever the pain
I had to take you and make you mine

I would walk through the desert I would walk down the aisle
I would swim all the oceans just to see you smile
Whatever it takes is fine

I Louis nie mając innego wyboru, dołączył do niego.

Oh oh oooh oh so put your hands up
Oh oh oooh oh coz it’s a stand up
And I won’t be leaving ‘til I’ve finished stealing every piece of your heart
Every piece of your heart.

Louis kontynuował,

I know your hearts been broken but don’t you give up
I’ll be there yeah I know it to fix you with love
It hurts me to think that you’ve ever cried

Oh oh oooh oh so put your hands up
Oh oh oooh oh coz it’s a stand up
And I won’t be leaving ‘til I’ve finished stealing every piece of your heart
Every piece of your heart

Oh oh oooh oh so put your hands up
Oh oh oooh oh coz it’s a stand up
And I won’t be leaving ‘til I’ve finished stealing every piece of your heart

Odwrócił wzrok, ale w tamtej chwili była tylko jedna rzecz jaką mógł ujrzeć, oczy Zayna przeszywające jego duszę, gdy śpiewał swoją część.

And now we’ll steal us a car
And we will drive to the stars
I will give you the moon
It’s the least I can do
If you give me the chance

Oh oh oooh oh so put your hands up
Oh oh oooh oh coz it’s a stand up
I’m a thief
I’m a thief
You can call me a thief
I’m a thief
I’m a thief
But since you know your part
I’m a thief
I’m a thief
I’m only here
I’m a thief
I’m a thief
Because you stole my heart

(Oh oh oooh oh) I’m a thief I’m a thief
So put your hands up
(Oh oh oooh oh) I’m a thief I’m a thief
Coz it’s a stand up
And I won’t be leaving ‘til I’ve finished stealing every piece of your heart
(I’m only here)
Coz you stole my heart

(Oh oh oooh oh) I’m a thief I’m a thief
Call me a thief
(Oh oh oooh oh) I’m a thief I’m a thief
Coz you know your part
(Oh oh oooh oh) I’m a thief I’m a thief
I’m only here
(Oh oh oooh oh) I’m a thief I’m a thief

Because you stole my heart

***

Gdy skończyli swój występ, cały bar był pogrążony w ciszy i Louis niemal przygotował się na ogłuszające okrzyki niezadowolenia i gratulacje w postaci lecących na nich pomidorów. Jednak nikt nie zrobił tego. Wręcz przeciwnie, publiczność była oniemiała przez tak niesamowity występ - a potem pojawiły się wiwaty, ogłuszające oklaski i kilka owacji na stojąco.

Serce Louisa pędziło - może było to związane z adrenaliną wywołaną skończeniem piosenki lub może przyczyną była myśl, że Zayn śpiewał do niego, ten jego seksowny głos i fakt, iż to wszystko miało miejsce na scenie.

***

Louis opuścił scenę wcześniej i poszedł prosto do stołu, gdzie byli Niall i Liam, stojący, uśmiechający się promiennie i oczywiście dumni z nich.

- To. Było. Zajebiste! - Liam rzucił się ponownie na Louisa. - Wy dwoje właśnie podnieśliście poprzeczkę dla występów, które tu się odbędą. Mój szef już myśli, by zatrudnić was dwóch, co ty na to?

Louis wzruszył ramionami. Nie miał zamiaru robić kariery na poważnie, nie wspominając już o spędzeniu jej z Zaynem obok jego na scenie. Nie było możliwości, by mógł żyć w takiej atmosferze.

- Gdzie jest Zayn? - Liam poszedł na palcach, aby znaleźć znajomą twarz, jedynie po to, by pozostali dwaj chłopcy spojrzeli w kierunku w jakim on patrzył. - Mój Boże – Zayn zdobył natychmiastowo sławę! - Louis zobaczył jak Zayn został otoczony przez dziewczyny (i również chłopaków) za sceną. Nie wiedział jak powinien zareagować. Poczuł nagłe ukłucie w klatce piersiowej. Wiedział, że Zayn nie był tak naprawdę wielkim fanem posiadania całej tej uwagi. Louis nie miał problemu z tym, że Zayn był w centrum zainteresowania - to prawdopodobnie chodziło o dziewczyny. To przypomniało mu o czymś co zdarzyło się wcześniej i za każdym razem, gdy przypominał sobie to, zaciskał szczękę.

- Ponieważ Zayn teraz trochę świętuje, dlaczego nie mielibyśmy się napić? Dobry pomysł? - Liam głupio zapytał.

- Świetnie - Niall w końcu znalazł odpowiednie słowa do powiedzenia.

Louis spojrzał na Zayna. - Tak, koniecznie.

***

- A potem – powiedzieliśmy „Szczęśliwego Dnia Świętego Patryka” na raz! - Niall cisnął swoją pięścią o stół, gdy stracił brzmienie swojego głosu, kiedy śmiał się. Louis histerycznie zaśmiał się, chociaż w sumie nie wiedział z czego się śmiał – nie było nic śmiesznego w witaniu wszystkich na ulicy i życzeniu Szczęśliwego Dnia Świętego Patryka – ale jego głowa była tak lekka, że czuł, iż będzie się śmiać z czegokolwiek co Niall powie.

Jeśli miał być szczery, to świetnie się bawił. Pili już przez jakiś czas, a w barze robiło się tłoczno. Ich szef pozwolił jemu i Zaynowi świętować, więc Louis tak zrobił – ale Zayn wolał pracować i tak mógł kontynuować flirtowanie ze swoimi fankami.

Przyglądał się tej sytuacji od jakiegoś czasu, obserwując jak robi drinki, uśmiecha się do tych dziewczyn i zabawia je. - Pssh, jeśli tylko wiedziałyby jaki ten facet jest. - Louis wymamrotał pod nosem.

- Naprawdę lubisz Zayna, nie? - Irlandzki akcent Nialla przywrócił go z powrotem do ich stołu.

- Co?

- Proszę cię, Lou. Nie ma już potrzeby ukrywania tego. Mogę wyraźnie to zobaczyć. - Niall zamrugał dwukrotnie akcentując, że dosłownie może to zobaczyć. - Wiedzę w jaki sposób patrzysz na niego. To jest – wiesz, obserwujesz każdy jego ruch, ostrożnie – cholera, nie, mam na myśli z troską**. Pełny troski, tak. - Niall wypił duszkiem swojego drinka.

- N-naprawdę? - To nie było pytanie jakie Louis chciał zadać – brzmiące na tak jakby był zainteresowany tematem Zayna i serio? Patrzy na niego pełen troski? Czy Niall jest ślepy czy co? To jest pierdolone gniewne spojrzenie – jest pewny, że to gniewne spojrzenie. Śmiertelnie gniewne spojrzenie.

- Naprawdę – Niall zaakcentował. - Wy oboje tam, Boże, wyglądaliście jak jakaś para śpiewająca swoją rocznicową piosenkę i cholera. - Louis uśmiechnął się. Poważnie? „Stand Up” będzie ich rocznicową piosenką? Jak romantycznie.

Niall wziął kolejny duży łyk ze swojej szklanki, zlizując jego smak ze swoich warg. Obraz Louisa zawirował – i zauważył, że wpatruje się w wargi Nialla. Wyglądały na tak delikatne. Chłopak przypuszczał, że całowanie ich będzie naprawdę, naprawdę dobre – przyciśnie swoje usta do nich na dłużej. Jednak potem twarz Zayn mignęła przed nim. Przypomniało to mu o kompletnym przeciwieństwie warg Nialla – szorstkie, agresywne i zaborcze – i jedyne, które sprawiają, że jego żołądek robi fikołki w chwili, w której dotykają jego warg (i nie wspominając o tym, że strasznie się przez to podnieca).

- Więc lubisz go czy lubisz, kochasz go? - Niall wypowiedział słowo „kochasz” jak zaklęcie.

Kochać. Jakie duże słowo do użycia.

- Nie, nie kocham go. - Jednak Louis wiedział, że jest to bardziej jak „nie wiem czy to jest miłość czy co”, ale „nie kocham go” jest bezpieczną odpowiedzią. - To skomplikowane, chyba? To odpowiednie słowo. Ponieważ nigdy kurwa nie zrozumiem jak on pierdoli mój umysł, robi te rzeczy… - Louis przerwał, mówił za dużo, nawet jeśli był wciąż trzeźwy

Niall kiwnął głową, ale Louis wiedział, że tak naprawdę nie słuchał. Wiedział, że jest to pijacki bełkot: każdy mówi i nikt nie słucha.

- Koleś, marzę, że mogłem zaryzykować i pocałować cię wtedy. Może zmieniłbyś zdanie. - Niall nalał sobie alkohol do szklanki, a potem do szklanki Louisa.

- Może? - żartował Louis.

- Lub może nie. - Niall zaśmiał się gorzko, w tym momencie Louis wiedział, że on słucha. - Nawet zanim Zayn pocałował cię w twoim pokoju, zawsze go lubiłeś, Lou. - Louis rozdziawił usta, jednak zdecydował, że utopi jego pytanie w gorzkim smaku alkoholu.

- Mówiłem ci, sposób w jaki na niego patrzysz, jest inny. O wiele bardziej, kurwa, inny. Nawet jeśli nie wiadomo ile razy zaprzeczysz temu lub powiesz, że go nienawidzisz lub cokolwiek to kurwa jest, twoje oczy, Louis. Twoje oczy mówią wszystko. Widziałem jak patrzyłeś na niego, gdy był w twoich drzwiach, obserwując nas i gdy zobaczyłem jak patrzysz się na niego – wiedziałem to w tamtej chwili. Zostałem porzucony.

Niall rozlał drinka miedzy swoimi zębami. Wytarł resztki wierzchem swojej dłoni. - I gdy widzę cię teraz, to nigdy się nie zmieniło. Ile minęło lat? Sześć, siedem? - Niall nie czekał na precyzyjną odpowiedź, gdy kontynuował. Boże, Niall był nieźle narąbany dzisiaj. Co to jest, czas wyznań z Louisem? - To dużo czasu, Lou. Dużo pierdolonego czasu i jeszcze on przyjechał tutaj za tobą. Ten koleś jest szalony.

Louis przytaknął głową. - Ale ja zrobiłbym taką samą rzecz, jeśli uciekłbyś ode mnie Lou. Zrobiłbym to. - Niall zmienił się w duży miąższ z pomidora, to musiał być drink lub zażenowanie – ale Louis kochał szczerość Nialla i to jak nie może zachować sekretów dla siebie. - Ale Zayn zdobył cię pierwszy.

- Tak, tak jakby.

***

- Jesteś pewny, że nie chcesz bym szedł z tobą? - Louis podążał za Niallem na zewnątrz baru. - Boże, jest tak zimno tej nocy.

- Nah, nie krępuj się. Zachowywałem to wyznanie przez lata i teraz, gdy byłem w stanie powiedzieć to – nie wiem, czy będę mógł znów spojrzeć tobie w oczy. - Niall odpowiedział ze śladem uśmiechu na swoich ustach. Louis pomyślał, że był on zbyt uroczy i niewinny dla niego. - Po prostu pozwól mi pójść samemu. Będę musiał niedługo przyznać swoja klęskę na rzecz Zayna.

- Naprawdę nie musisz tego robić. Ten łajdak będzie myślał, że wygrał i cholera.

- Cóż, a czy już tak nie myśli? - Louis nie otworzył ust. - Dobrze, przestanę teraz. Ulice nie są tu niebezpieczne? - Niall owinął się kurtką.

- Tylko nie krzycz na nich, że jesteś Irlandczykiem – Louis zachichotał.

- Dobrze. Od kiedy Londyn stał się tak kurewsko rasistowski? - Niall zaczął stawiać większe kroki, a Louis wiedział, że był to ostatni raz, kiedy rozmawiali o tym – o Zaynie, jego uczuciach i o nim. Nie wiedział przede wszystkim czy powinien być wdzięczny, że Niall przyjechał. On był powodem, dlaczego stał się bardziej zakłopotany i fakt, że jego przeszłość z Zaynem ujrzała światło dzienne sprawił, że zaczął zadawać sobie pytania o swoje uczucia. Jednak bez Nialla rzeczy byłyby inne, po tym co zdarzyło się wtedy na plaży? Zdałby sobie sprawę, że nic się wtedy nie zmieniło? Odkąd zostawił Zayna?

Obrócił się, gdy Niall go zawołał.

- Hej, Lou? Po prostu powiedz mu, że go lubisz. To początek.

***

Wszedł z powrotem do środka, a drinki, które wypił, zaczęły działać – mdliło go, czuł się oszołomiony, a jego kolana niemal się poddały. Dobrze, że zdołał dojść do stołu i natychmiast usiadł. - Kurwa, powinienem iść z Niallem.

- Lub mogłeś po prostu zawołać mnie.

Głos Zayna wywołał inne uczucia w jego głowie. Wmawiał sobie, że to przez drinka, chociaż wiedział, że to uczucie nie było nowe – jest to normalna reakcja na Zayna: żołądek robi fikołki, rozsądek opuszcza cię w jednej chwili i wszystkie twoje postanowienia spełzają na niczym.

- Cóż, byłeś zajęty. - Louis narzekał. Sięgnął po szklankę jaką zostawili na stole.

- Mogłem wyjść w każdej chwili.

Louis wywrócił oczami. - Jak gdybym chciał zakłócać twój złoty czas z tamtymi dziewczynami. - Cholera, czuł, że mówił dużo tej nocy. Głupi drinku, przestań mieszać mi w głowie.

- One po prostu były miłe. - Zayn usiadł na przeciwko Louisa, ale nie wydawał się mieć coś przeciwko – lub zauważyć. Był zbyt zajęty bawieniem się swoja szklanką, gdy myśl o napiciu się znów nadeszła.

- To było oczywiste, że się dobrze bawiłeś, widziałem to.

Zayn spojrzał na niego ze zbytnim zainteresowaniem. - Oh, obserwowałeś. Jak wyglądałem tam? Wyglądałem fajnie?

Louis poczuł, że się wkurza, ale nie pozwoli na to temu łajdakowi. - Trzepotałeś rzęsami, wyglądałeś jak idiota. I ty – ty uśmiechałeś się do nich z taką niewinnością, aż przeszedł mnie dreszcz po plecach. - Louis pokazał swoja ręką jak gdyby włosy stanęły mu dęba przez to. Śmiał się – mocno –, a potem opróżnił swoja szklankę jednym łykiem.

- Myślę, że wystarczy na dzisiaj. - Zayn odepchnął się palcami i stanął za Louisem. Mulat podniósł go z siedzenia i zarzucił rękę chłopaka na swoją szyję, a drugą złapał go w talii. Czuł jakby spadał, dosłownie, nie w przenośni. - Chodźmy do domu.

Louis nie chciał i miał ochotę usunąć każdy dotyk Zayna ze swojego ciała, ale był zbyt słaby i zbyt zmęczony by walczyć. Szczerze, kochał tą odwagę, którą zyskał – mógł powiedzieć wszystko Zaynowi, a następnego dnia prawdopodobnie zapomni o tym lub może powiedzieć, ze nie pamięta niczego co mówił. Może będzie mógł wyznać wszystko tej nocy – swoje uczucia, te, które są głęboko w nim ukrywane.

Gdy szli zimna ulicą i wracali do domu, Louis mógł wąchać miksturę dymu, alkoholu, niebezpieczeństwa, ciepła Zayna obok niego i tylko jedna rzecz przebiegała przez umysł Louisa:

„ Po prostu powiedz mu, że go lubisz. To początek.”



* nie wiem czy jest jakis polski odpowiednik, ale wygląda ona tak: lava lamp

** jest to gra słów careful = ostrożny, with care = z troską

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz