Rozdział 1
Louis znajdował się w pokoju z osobą, z którą jako ostatnią chciałby tam być, Zaynem Malikiem.
Niezręczna cisza była wystarczającym powodem by uczynić go niespokojnym, ale fakt, że Zayn znajdował się w jego pokoju był kompletnym szaleństwem. Dało się zauważyć po twarzy chłopaka z Bradford, że był zadowolony z siebie. Nie spuszczał oczu z Louisa, patrząc na jego każdy ruch i obserwując każdą ekspresję. Fakt, że słyszał zamykające się drzwi za Zaynem sprawiał, że był jeszcze bardziej niespokojny i nerwowy. Kiedy dowiedział się, że chłopak był w jego domu, jedyne co mógł zrobić, to stanąć w kącie swojego pokoju i modlić się, żeby Zayn nie ruszył się ani o cal w jego kierunku.
Westchnął nagle, powtarzając sobie w myślach rzeczy sprzed kilku chwil. Jak zwykle wrócił do domu, zrobił zadanie domowe i inne rzeczy, lecz został powitany przez, aż za bardzo znaną mu osobę, na której widok zemdliło go. Na dodatek cała jego rodzina zgodziła się, aby Zayn tu zamieszkał, dopóki nie skończy się rok szkolny.
Podrapał się w głowę, nie mogąc znaleźć żadnych dobrych pomysłów, jak poradzić sobie z tą sytuacją. Przybrał maskę silnego, gdy podniósł głowę i spojrzał znów na Zayna, który nie odszedł ani na centymetr od drzwi; nawet nie odwrócił wzroku.
- Poważnie, Zayn. O co tutaj, do cholery, chodzi? - Chciał zachować spokój, nie dać po sobie poznać zdenerwowania i upewnić, że jest jedyną osobą z penisem w tym domu. Zmierzył go wzrokiem i strzelił w niego nienawistnym spojrzeniem. Zayn jednak nie dostrzegł tego lub wcale go to nie obchodziło.
- Twoja mama przed chwilą powiedziała to, Lou. Zostaję tu.- uśmiechnął się złośliwie.
- Nie pogrywaj ze mną, Zayn. Jeśli jest to kolejny twój głupi wybryk, wynoś się stąd. – Obrócił twarz w stronę okna, niezdolny utrzymać kontaktu wzrokowego z nim. Wszystko się wydawało takie proste z tym chłopakiem i to jak on go nienawidził, jeśli tak to nazwać.
- Nie pogrywam z tobą. – Zayn w końcu zrobił krok, co zirytowało Louisa stojącego w rogu pokoju. Nie chciał kolejnego centymetra bliskości z tym człowiekiem. Nie dałby rady tego znieść.
Stał w kącie, a obrazy z przeszłości zaczęły pojawiać się przed jego oczami. Zayn nie był zwykłym znajomym w jego życiu. Był jego przyjacielem z dzieciństwa, najlepszym przyjacielem. Wszystko nagle zmieniło się między nimi, gdy Louis zaczął czuć się niespokojnie w towarzystwie Zayna. Był bardzo miły dla niego przez cały czas i każdy jego dotyk sprawiał, że żołądek Lou skręcał się. To było uczucie, którego nie był pewien, jednak cokolwiek to było, wiedział, że jest inne. Nie będąc w stanie wymyślić żadnego rozwiązania na wydostanie się z tej sytuacji, zdecydował oddalić się od Zayna. Przestał spotykać się z nim zaraz po ukończeniu szkoły i postanowił uciąć wszelkie kontakty. Był w stanie nawet przekonać całą rodzinę do przeprowadzki do innego miasta, bliżej uniwersytetu, do którego miał zamiar iść.
Wykorzystał tą szansę, aby zmienić swoje życie. Studiował trudniejszy kierunek niż normalnie i przez dłuższy okres czasu. Udało mu się być tym, kim chciał: odbierał wyróżnienia, został wybrany na przewodniczącego Rady Studentów Administracji Biznesu, wygrywał konkursy.
- Przynajmniej nie teraz. – Głęboki głos Zayna przywrócił go do rzeczywistości i zanim zdążył zaprotestować chłopak przypierał go już do ściany. Poczuł jak jego organizm wymyka się spod kontroli. W tym samym czasie jego kolana stały się słabe, a cała energia ulotniła się z niego. To jest właśnie to, co nienawidził w Zaynie: to jak jego słowa mogą wywołać wojnę w jego umyśle, znika całe jego skupienie oraz opanowanie i zaczyna czuć się jak idiota.
Dzieliły ich jedynie centymetry. Zapach Zayna przyćmiewał umysł Louisa, ten sam co zwykle. Mógł poczuć jego oddech na swojej twarzy, gdy ten podchodził bliżej i bliżej.
- C-co ty tutaj robisz?- wyjąkał Louis próbując uciec od Zayna, jednak ten był zbyt silny. Jego ramiona, teraz znajdujące się na ścianie, uniemożliwiały mu ucieczkę.
– Dlaczego jeszcze jesteś tutaj? – zaznaczył.
- Ile razy mam ci mówić, Louis? Będę tu mieszkał, ponieważ muszę chodzić do tego samego uniwersytetu co ty. – spojrzał głębiej w jego oczy. Jedyne co mógł zrobić Lou, to zatopić się w długich rzęsach i świecących oczach chłopaka, oświetlonych przez naturalne światło z zewnątrz.
- Musisz naprawić wszystkie rzeczy, które zrobiłeś.
- O-o czym…?
- Nie udawaj niewinnego, Lou. Wiedziałem wszystko o twojej „ucieczce”. – przerwał mu surowym głosem. W ciągu minuty jego oczy były pełne łagodności. W tamtej chwili wyglądało to tak , jakby Louis popełnił poważny błąd.
- Myślisz, że ucieczka ode mnie sprawi, że będziesz czuł się dobrze?
- Nie wiem o czym mówisz. – skłamał. – Odsuń się.
- Zmuś mnie. – próbował go sprowokować. Lou mógł zobaczyć uśmiech na jego twarzy, jakby bawiło go to. Jakim cudem ich ponowne spotkanie zmieniło się w coś takiego? Gdyby mama poinformowała go wcześniej, mógłby się jakoś na to przygotować, ale na to wszystko było już za późno.
- Czy wiesz jak długo na to czekałem? – Głos Zayna nagle się zmienił, znów był głęboki, łagodny i dobrotliwy. – Tym razem zrobię tak, byś już nigdy więcej ode mnie nie uciekł. – wyszeptał, a Louisa przeszedł dreszcz. Nienawidził go. Wmawiał sobie jak bardzo go nienawidził, za to nagłe sprawianie, że czuł się słaby, jak dziecko.
- Spójrz na mnie – bez namysłu Louis wykonał polecenie i był oszołomiony jak bardzo zmienił się Zayn, odkąd ostatni raz go widział. Ale wszystko w nim było takie same, to jak znęcał się nad nim i jak dominował każdy jego ruch.
Mulat zbliżył się i przycisnął swoje usta do jego szyi, powoli ją gryząc.
- Zayn… - mógł tylko jęczeć, gdy chłopak zdejmował jego ubranie. Próbował zebrać resztki sił by go odepchnąć, jednak nadaremnie. Zayn kontynuował składanie pocałunków na jego szyi, aż po jego ucho, gdy ręce Mulata powoli sunęły po plecach Lou. Ugryzł się w język by nie wydać żadnych głupich dźwięków, gdyż byłby to jego koniec.
- Jesteś mój, Louis. Nie możesz ode mnie uciec.
Pochylił twarz nie mając pojęcia co powiedzieć lub zrobić. Chwycił za jego skórzaną kurtkę, czując każde doznanie dawane mu przez Zayna, podduszanie go delikatnymi pocałunkami.
-Louis, Zayn, obiad gotowy! – Głos Joannah zawołał do nich zza drzwi. Lou skorzystał z rozproszenia uwagi Zayna, aby uciec. Bardzo potrzebował zaczerpnąć powietrza, nagle poczuł jakby jego całe ciało było trzymane w szczelnym pomieszczeniu. Spojrzał w stronę drzwi, w pewien sposób dziękując Zaynowi za zamknięcie ich. W przeciwnym wypadku jego mama prawdopodobnie dostałaby zawału, przez to co by zobaczyła.
- D-dobrze mamo, już idziemy.
Mógł poczuć napięcie wewnątrz pomieszczenia, gdy spojrzał znów na Zayn’a, który opierając się o ścianę, był w tej samej pozycji, jak wtedy, gdy on stał w rogu.
- To się nie stanie, Zayn. Nie ma takiej możliwości. – Wrócił właśnie do swojej dawnej osobowości, zapominając o tym co się przed chwilą wydarzyło. – Teraz zejdź i zjedz z nami. Mój tata nie chce żadnego pustego miejsca przy stole.
Zaraz po tym zamknął drzwi za sobą. Gdy pochylił się naprzeciwko nich łapał każdy oddech, który stracił w środku pomieszczenia. Mógł usłyszeć swoje serce, bijące szybko przez sytuację, w której się znalazł. Jakim cudem Zayn mógł uczynić, że tak się czuł mimo upływu lat? Myślał, że wszystkie dziwne rzeczy, które czuł wcześniej, były czymś w rodzaju pieprzonych nastoletnich hormonów, lecz wiedział, że od teraz będzie inaczej.
Głos Zayna rozbrzmiewał mu w głowie, to jak chłopak nazwał go „swoim”. Powinien coś powiedzieć, ale było to dla niego wystarczająco jasne, że jego umysł i zmysły niewątpliwie spieprzą, kiedykolwiek Zayn będzie w pobliżu. Postanowił, że następnym razem przejmie kontrolę nad nim. Od teraz będzie inaczej i Louis nie pozwoli, aby chłopak sprawił, że jego życie będzie nieszczęśliwe, tylko i wyłącznie z jego powodu.
To było właśnie to, w co Louis chciał wierzyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz