Zayn czuł się dziwnie pakując się następnego dnia rano. Z jednej strony towarzyszył mu nieprzyjemny niepokój, z drugiej obchodził go jedynie fakt powrotu do Harry’ego. Opuścił mieszkanie bez zbędnych problemów i nim się obejrzał siedział już w samolocie z laptopem na kolanach i stroną ośrodka wypoczynkowego. Podjął poważną decyzję, że na następny weekend wręcz muszą wybrać się gdzieś, a może nawet namówi Harry’ego do wzięcia urlopy, by mogli odpocząć od życia trochę dłużej. Znalazł nawet ładny domek, który z chęcią wynająłby już teraz, ale najpierw postanowił ustalić to z Harrym.
Londyn przywitał go deszczem. Zdążył się już od tego odzwyczaić, ale nie było to dla niego zaskoczeniem. Pierwszym co zrobił po wejściu do domu był sms do Harry’ego, a zaraz potem ciepła kąpiel. Gdy już jego stan wrócił do normy zajął się rozpakowywaniem, a gdy skończył była równo godzina do końca pracy Harry’ego, więc Zayn postanowił pojechać po niego i najwyżej trochę zaczekać. W kawiarni panował ogólny spokój, gdy Zayn przekroczył jej prób, ale szybko został on zakłócony krzykiem i Zayn dopiero po chwili zauważył, że coś mocno przypiera go do ściany. Minutę później Harry odkleił się od niego i uśmiech rozświetlił jego twarz. Zupełnie nie zwracał uwagi na resztę personelu bądź na klientów.
-Zaynie! Zaynie, no nareszcie, pisałem do ciebie!
-Wiem, przepraszam. Kąpałem się, a później postanowiłem przyjechać od razu jak się ogarnę.
-Świetnie. Chętnie już bym się wyrwał, ale… Szefowa ma chyba cieczkę. Kończę za pół godziny. Co powiesz na latte i kawałek tiramisu jako towarzyszy w czekaniu?
-Z przyjemnością o ile w drodze powrotnej wejdziemy do sklepu. Potrzebujemy czegoś na wieczór.
-Jasne, Zaynie. Ale czego potrzebujemy?
-No nie wiem… Piwa, chipsów.
-Ok. Teraz już lecę, zaraz do ciebie przyjdę.
Na pożegnanie znów objął Zayna ciasnym uściskiem i zniknął. Mulat udał się więc do wolnego stolika przy ścianie i ściągając kurtkę, zawiesił ją na krześle i usiadł. Nim się obejrzał Harry wręcz w podskokach zmierzał w ich kierunku. Jakby nigdy nic położył przed nim zamówienie i usiadł na drugim krześle wpatrując się w Malika z szerokim uśmiechem, który po chwili znikł.
-Pożegnałeś się z nim chociaż? –spytał cicho, bojąc się reakcji Zayna.
-Myślałem, że ta sytuacja jest już jasna. –oznajmił w odpowiedzi całkiem pewnie. Mulat.
-Tylko dla ciebie. Ja nigdy nie zrozumiem, czemu tak zapierasz się przed miłością. –odparł Harry z chytrym uśmiechem i dumą wypisaną na twarzy.
-Przed niczym się nie zapieram. I nie, przed niczym nie uciekam. To nie była miłość, a jedynie dziecinne zauroczenie. Z resztą miałem nadzieję, że zrozumiałeś. To nie jest dla mnie czas na miłość.
-Dla ciebie zawsze będzie zły czas na miłość. –odparł Harry i wstał nie czekając na odpowiedź Zayna.
Tak naprawdę Harry był na niego wręcz lekko wściekły co nie oznaczało oczywiście, że nie cieszył się z jego przyjazdu. Był szczęśliwy, ale upartość Zayna doprowadzała go do szału. Nie zaszkodziłoby mu chociaż spróbować, ale Mulat jak zwykle wiedział lepiej. Dlatego dla Harry’ego ta rozmowa straciła sens i poruszy ją gdy serce Zayna trochę zmięknie z tęsknoty.
Po około pół godzinie Harry i Zayn zasiedli w samochodzie Malika i udali się w stronę domu po drodze odwiedzając sklep. Zayn ten wieczór miał plan spędzić z Harrym na kanapie, robiąc to co zwykle czyli oglądając filmy i pijąc piwo, przy okazji opychając się niezdrowym żarciem, które Harry uwielbiał. Nawet nie zwrócił uwagi na cały świat, a do rzeczywistości wrócił dopiero gdy Harry ciągnął go za rękę w stronę półek z chipsami i innymi tego typu gównami. Zayn odetchnął ciężko i uśmiechnął się wracając do normalnego życia, do którego w dziwny sposób nie potrafił wrócić. Cały czas czuł się jakoś po prostu dziwnie mogąc dotknąć Harry’ego i nie widząc Niall’a przez okno. Nie widząc jak robi sobie herbatę, albo jak wraca zmęczony z uczelni.
-Zaynie, weźmy Cini Minis! Proszę, Zaynie, dawno ich nie jadłem, one są pyszne, Zaynie, weźmy Cini Minis, no też je przecież lubisz, Zaynieeee! Mogę je wziąć?
-Harry… Spokojnie. Po prostu je weź. –zaśmiał się Zayn widząc lekko zdeterminowanego Hazzę.
-Ok, ok. Musisz iść do tego kolesia.
-Do jakiego kolesia? –mina Zayna, a raczej zdziwienie bijące od niego aż rozbawiło Harry’ego, który mimowolnie zachichotał i pstryknął go w nos.
-Do tego, który zlecił ci zabicie Niall’a. –odparł szeptem, po czym już normalnym tonem kontynuował.- Nie wykonałeś zadania, nie powinieneś mu o tym powiedzieć?
Tak. Zayn powinien mu o tym powiedzieć i powinien ponieść jakieś konsekwencję, pytanie jednak brzmiało- jakie? Zayn nie czuł się zagrożony lecz zdecydowanie zaciekawiony tym. Nigdy nie był w takiej sytuacji. To mu się nie podobało. Z niezadowoloną miną wrócił do domu i opadł na kanapę czując, jak ramiona Harry’ego natychmiast owijają się w okół niego. Uśmiechnął się więc w odpowiedzi i włączył telewizor szukając czegoś ciekawego. Na szczęście akurat puszczali ‘Bękartów Wojny’, więc obaj zdecydowali się to obejrzeć. Zayn lubił filmy wojenne, a Harry był w stanie się przemęczyć byle tylko spędzić ten czas z Zaynem. Po paru piwach i paczce chipsów Harry zdecydował jednak, że to trochę za mało, więc sięgnął z szafy wino, o którym Zayn nie miał pojęcia skąd się wzięło. W każdym bądź razie je też zaczęli opróżniać śmiejąc się z jakichś tekstów, które tak naprawdę wcale nie były śmieszne, ale Harry po prostu musiał nadawać im innego znaczenia, a Zayn zbyt cieszył się swoim starym życiem, by nie zaczynać zachowywać się jak Harry.
Nawet nie zauważyli kiedy byli całkowicie wstawieni i opierając się o siebie wpatrywali się w ‘Straszny Film 2’, a Harry co minutę wybuchał śmiechem i rzucał dwuznaczne teksty, choć cały ten film był esencją zboczenia. Przynajmniej według Zayna. Lewa ręka Mulata poruszała się wolno bujając kieliszkiem wypełnionym resztką wina, a jego wzrok zapatrzył się na telewizor, gdy poczuł na swojej skórze ciepły oddech. Automatycznie spojrzał na Harry’ego, który uśmiechał się zadziornie, ale po chwili spoważniał widząc, jak bardzo ich twarze blisko siebie są. Zayn chciał się cofnąć, jak to robił zwykle w takich sytuacjach, ale tym razem nie zdążył i Harry wpił się w jego usta, a Malik o dziwo był chyba zbyt pijany, by mu to jakoś przeszkadzało. Dlatego jedynie odłożył kieliszek na stół, aby następnie przycisnąć dłoń do karku lokatego chłopaka, aby przysunąć go jeszcze bardziej. Usta Harry’ego otworzyły się szerzej, a Zayn niemal natychmiast wsunął tam swój język jednocześnie ocierając się o język Harry’ego co przyprawiło go o miłe uczucie w dolnych częściach brzucha. Ręce Harry’ego wsunęły się pod koszulkę Malika, więc Mulat w odruchu naparł na niego całym ciałem, aby ten położył się i Zayn mógł spokojnie górować. Mimo to, gdy tylko Zayn znalazł się na Harrym, ten zaśmiał się i pchnął go na oparcie kanapy, siadając na nim okrakiem. Jego biodra poruszały się powoli ocierając jego kroczem o przyrodzenie Mulata, kiedy jego usta wręcz miażdżyły wargi chłopaka. O dziwo Zaynowi niezwykle się to podobało, lecz chyba nie tak jak powinno, bo mimo świadomości, że siedzi na nim Harry, momentami zapominał się i w jego głowie świeciły ‘tęczówki w kolorze Pacyfiku’, które nie dawały mu spokoju. Mimo to dusił te myśli gdy ich języki toczyły zażartą walkę o dominację, a Harry posapywał cicho. Teraz dłonie młodszego wplątane były we włosy Mulata i targały je, lekko ciągnąc. Zayn przycisnął go mocniej do siebie, chwytając z całych sił jego biodra. Gdy tym razem Zayn wręcz rzucił go na kanapę, Harry nawet nie próbował się sprzeciwiać, bo dłonie Zayn już zaczynały majstrować przy jego zamku od spodni. Ich usta poruszały się z niebywałą synchronizacją, jakby byli do tego stworzeni, albo robili to setki tysięcy razy. Głowa Malika zsunęła się i zaczęła delikatnie pieścić szyję Stylesa. Nie wiadomo w którym momencie jego ręka zaczęła rytmicznie ocierać się o męskość Harry’ego przez materiał bokserek. Wreszcie wrócił do pieszczenia warg loczka, ale w tym momencie zacisnął dłoń na jego członku, przez co Harry wydał z siebie głośny, gardłowy odgłos, który podziałał na Zayna jak kubeł zimnej wody. Natychmiast odsunął się od chłopaka oczywiście zabierając rękę i obaj spojrzeli na siebie jakby nie dowierzając w to co się właśnie stało. Całowali się. Dotykali się w inny sposób niż robią to przyjaciele. Nawet Harry, który zainicjował przecież to wszystko był zdziwiony takim obrotem sytuacji. Mimo to jedyne co przeszło mu przez głowę w tym momencie to to, jak bardzo Zayn musi być sfrustrowany pragnięciem Niall’a. Zayn usiadł i zakrył twarz dłońmi nie mogąc uwierzyć, że przed chwilą prawię się ze sobą pieprzyli. Takie coś nigdy nie miało miejsca. Nigdy.
-Jezu, Harry… Co my robimy? –spytał cicho jakby z nadzieją, że Harry nawet tego nie usłyszy.
-Nie mam pojęcia. –odparł natychmiast młodszy i zaśmiał się, chcąc rozluźnić atmosferę. Nagle zupełnie nie byli pijani, ani trochę.
-Uznajmy, że to był pijacki wygłup, dobrze? –w jego głosie słychać było tą niepewność. Nie chciał urazić Harry’ego, ale naprawdę nie czuł do niego tego co powinien. To nie było to. Choć podobało mu się.
-Oczywiście, że tak. –odpowiedział pewnie Harry i znów wybuchnął śmiechem.- Stary, to jest nasz najlepszy wygłup po pijaku, co nie? –spytał rozbawiony, a Zayn mimowolnie zaśmiał się razem z nim.
Tak naprawdę obaj chcieli traktować to jako pijacki wygłup. Są przyjaciółmi. Zawsze nimi byli. To nie może się udać. To nie jest taka miłość. A nawet jeśli to było fajne, to tylko pod względem fizycznym. Jakby oboje musieli odreagować i nawet im się to trochę udało.
-Chyba lepiej pójdę już spać. –oznajmił wreszcie Harry i ruszył do swojej sypialni, a zaraz za nim Zayn nawet nie trudząc się sprzątaniem. Zrobi to jutro. Jutro też jest dzień.
Zayn myślał, że po tamtym wybryku nie zaśnię, ale tak naprawdę spał całą noc jak kamień. Obudził się naprawdę późno i zdał sobie sprawę z tego, ze Harry’ego nie ma w domu. Lekko go to zdziwiło jednak zajął się sprzątaniem salonu i gdy już w domu panował całkowity porządek, po mieszkaniu rozniósł się dźwięk zatrzaskiwania drzwi. Po chwili w kuchni zjawił się Harry akurat w momencie, gdy Zayn popijał kawę. Uśmiechnął się do niego i położył na stoję reklamówkę z zakupami, po czym usiadł naprzeciwko Zayna. Zachowywał się zupełnie normalnie. To cieszyło Zayna.
-Byłem w sklepie, bo rano męczył mnie kurewski kac. –wyjaśnił cicho się śmiejąc.
-Mamy jeszcze aspirynę? Ten winiacz przyprawił mnie o migrenę.
-Chyba tak. Na pewno gdzieś jest. –zapewnił go Harry i zaczął szukać tabletek na ból głowy w szufladzie przeznaczonej na leki. Po chwili odwrócił się i pomachał zielonym opakowaniem po czym rzucił je w stronę Mulata.- Spotkałem Josha.
-Josha? –Zayn zdziwił się i nawet lekko zdenerwował. Nie miał ochoty o nim słyszeć.- Czego chciał?
-Ten koleś z nim gadał. Wie, że nie wykonałeś zadania i mówi, że masz się mu lepiej na oczy nie pokazywać. Ktoś już leci tam cię zastąpić.
Zayn automatycznie zadławił się kawą, którą właśnie popijał. Jak to zastąpić? Jak to już tam leci? Ktoś leci pozbyć się Niall’a? Więc jaki to miało sens…
-Wiadomo kto? –spytał po chwili.
-Louis. Wiesz, ten o którym kiedyś słyszeliśmy. –Harry dokładnie zaobserwował jak Zayn zesztywniał. Louis to zrobi, Louis nie wymięknie, a to oznacza, że Niall’a nie będzie.- A co, zamierzasz coś z tym zrobić?
-Nie. Nie wiem co masz na myśli.
-No nie wiem… Pojechać do Irlandii i uratować twojego małego księcia? Mógłbyś go tu przywieźć i zrobić coś z Lou… Pozbyć się go, czy przekupić.
-Nie. Nie widzę powodów, bym miał to robić. I on nie jest moim księciem.
-Nie, wcale. Ale to jego wyobrażałeś sobie wciskając mi rękę w spodnie. –zaśmiał się Harry sprawiając, że Zayn znów zesztywniał.
-Bredzisz. Idź jeszcze spać. –odparł pewnie Zayn i wyszedł zostawiając Harry’ego w spokoju.
Przez resztę dnia jedyne co Zayn robił było siedzenie w pokoju. Nie zamierzał nic robić z tym, że ktoś już zajął jego miejsce. Nie zamierzał ratować życia kogoś, kto przecież nic na niego nie znaczy. Ale czuł się źle z myślą, że ktoś pozbędzie się Niall’a. Ta myśl całkowicie mu się nie podobała i nie mógł tego tak po prostu od siebie odgonić. Louis, chłopak będący równie szanowany jak on. Zayn nie miał nawet złudzeń, że Niall to przeżyje. To nie możliwe.
Koniec sezonu 1.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz