sobota, 11 stycznia 2014

701

"Każdy przecież początek to tylko ciąg dalszy, a księga zdarzeń zawsze otwarta w połowie."

*soundtrack*



– Kocham Cię – wyszeptał do ucha Styles’a, przygryzając jego płatek. Harry bardziej złączył ich biodra ze sobą, wywołując westchnienie ze strony Louisa. – Kochaj się ze mną, Harry.

Styles zastygnął słysząc słowa szatyna, którym towarzyszył ochrypły głos. Jakby pozbawiły go możliwości jasnego myślenia, wciąż zalegając w jego ogłowie i brzmiąc tak bardzo pożądliwie. Poczuł ugryzienie na swojej szyi, oraz przebiegający po niej koniuszek języka Louisa. Zbliżył się bardziej do chłopaka, tak, że ten był w stanie poczuć na swoim karku jego gorący oddech. Jęknął cicho, gdy Tomlinson znalazł odpowiedni punkt, tuż pod jego uchem, ssąc i liżąc go zachłannie. Wypchnął swoje biodra łagodnie do przodu, ocierając się o ukochanego, którego nogi wciąż oplatały ciasno jego pas.

Louis ponownie westchnął, kiedy poczuł jak jego spodnie stają się zbyt ciasne z każdym ruchem Harry’ego. Desperacko odpowiedział tym samym, sapiąc oraz oddychając gwałtowniej. Harry przesunął głowę tak, iż ich spojrzenia spotkały się, a tchnienia mieszały. Louis wpatrywał się w ciemne oczy Styles’a które odwzajemniały jego żarliwość.

– Sądzę, że sypialnia będzie dogodnym miejscem – wypowiedział, łapiąc międzyczasie oddechy. – Nie uważasz? – Ostatni raz mocno wypchnął biodra w kierunku Louisa, dociskając go brutalniej do ściany.

– Tak… uch, tak myślę – oparł czoło, o Styles’a, zaciskając dłonie na jego plecach.

Harry uśmiechnął się lekko pod nosem, puszczając powoli chłopaka, by stanął na podłożu. Ten natychmiast ponownie przyciągnął do siebie kędzierzawego, przylegając ściśle do jego ciała. Dłonie szatyna zataczały delikatne koła na jego biodrach, a wargi pieściły miękkie usta. Harry zassał dolną wargę Louisa, tym samym wdzierając się do jego wnętrza oraz złączając ich języki, w leniwym, delikatnym pocałunku. Oboje poczuli przyjemne ciepło, rozlegające się w ich podbrzuszach oraz dreszcze przebiegające wzdłuż kręgosłupa.

Dłonie Louisa dotarły do barków Styles’a, lekko je przy tym ściskając, kiedy wciąż pogłębiali całunek. Szczupłe palce wodziły przez obojczyki, by dotrzeć do karku, a następnie zatopić się w czekoladowych lokach, które były tak cholernie miękkie. Zacisnął dłoń, czując jeszcze większą potrzebę bliskości. Harry zdawał się to wyczuć, ponieważ ich języki zaczęły walczyć zaciekle, a oboje mężczyzn zaatakowała gwałtowna żądza.

Z ust Louisa wyrwał się odgłos pełen aprobaty, kiedy koniuszek języka ukochanego, uważnie badał fakturę jego podniebienia. Kędzierzawy zaczął kierować się w stronę pomieszczenia które było ich celem. Louis dalej kurczowo trzymał się szyi chłopaka, gdy ten zacisnął palce na jego biodrach. Uczucie pilnej potrzeby wzrastało między nimi, kiedy ich rozpalone cielesności stykały się ze sobą, a dłonie błądziły ślepo, w pragnieniu dotyku oraz czułości.

Wchodząc do pokoju, Tomlinson nieudolnie próbował zdjąć materiał okrywający tors chłopaka, trzymając swoje szczupłe palce na jego żebrach, kiedy druga dłoń szarpała koszulką ku górze. Styles uśmiechnął przez pocałunek, po czym kopnięciem zatrzasną drzwi sypialni. Nie odrywając się od siebie, opadli na łóżko, ze splątanymi kończynami.

Harry pozostawiał gorące i brutalne pocałunki na jego ustach, szarpiąc i ciągnąc za włosy chłopaka. Nie musiał się wykazywać delikatnością wobec niego, obydwoje byli przepełnieni pożądaniem i gorliwością. Szatyn drżał niecierpliwiąc się, kiedy Styles ocierał biodrami o jego erekcję, wprowadzając w stan większego podniecenia. Drapał paznokciami po bokach nagiej skóry Tomlinsona, który jęknął w jego usta, otwierając szeroko oczy. Spoglądał przez chwilę na zamknięte powieki chłopaka oraz jego długie rzęsy, dopóki kędzierzawy nie uchylił oczu, spotykając się z lazurem tęczówek Louisa.

Tomlinson miał za sobą nocne przygody z innymi mężczyznami, jednak nigdy nie czuł się tak, jak w towarzystwie Harry’ego. Nigdy nie widział przyciemnionych oczu, w których krył się lekki blask iskierki, która sprawiała, iż jego spojrzenie stawało się ciepłe i czułe. Nigdy wcześniej nie czuł takiego zaangażowania ust, pieszczących jego wargi i fragmenty ciała oraz zwinnego języka, który sunął po rozpalonej, drżącej skórze. Nikt wcześniej nie dotykał go w taki sposób, jak robił to Harry. Jego dłonie były delikatne, a ich ruchy jednocześnie pewne, dając poczucie bezpieczeństwa. Opuszki długich, szczupłych palców kędzierzawego, zaciskały bądź gładziły jego ciało, sprawiając, iż potrzebował co raz więcej karesy, która wprawiała go w stan uzależniającej przyjemności. Ruchy, szepty, spojrzenia Harry’ego, były tak podniecającymi, iż przyspieszały pracę jego serca, które tłukło o żebra, pompując szybciej krew, która wręcz wrzała w jego żyłach.

Zaprotestował cichym jękiem, kiedy Harry odsunął się niespodziewanie, jednak szybko spostrzegł, że ściąga jedynie z siebie koszulkę, po czym wrócił do przerwanej czynności. Zostawiał mokre, gorące pocałunki, na linii szczęki Louisa oraz pod nią, na co chłopak odchylił głowę, dając mu lepszy dostęp do jego spragnionej dotyku skóry. Językiem tworzył ścieżkę, zbliżając się do obojczyków, by zagryźć je lekko. Kiedy poczuł, jak Louis znów sięga do jego włosów, przygryzł mocniej, zostawiając po sobie zaróżowiały ślad, który niedługo zmieni barwę na purpurowy. Powrócił do ust chłopaka podczas gdy jego dłoń przesuwała się po torsie Louisa.

Tomlinson był już boleśnie twardy i nie mógł nic poradzić na zniecierpliwienie rosnące w nim z każdą chwilą. Uniósł biodra, ocierając się o udo Stylesa, który poczuł wybrzuszenie w spodniach Louisa. Zwinne palce kędzierzawego zbiegły w dół jego klatki piersiowej, by pieścić skórę nad linią jego spodni, a jego usta powróciły na wargi szatyna, napierając na nie i delektując się ich miękkością. Louis oddawał pocałunek z zaangażowaniem kiedy ich języki walczyły o dominacje. Tomlinson czując opuszki Harry’ego, które gładziły jego podbrzusze, wciąż schodząc niżej, aż zahaczając o gumkę bokserek, zaczął wzdychać w usta Styles’a. Wargi Harry’ego wygięły się w lekkim uśmiechu podczas pocałunku. Odsunął się, by sięgnąć w dół i zwinnym ruchem ściągnąć spodnie Louisa.

Kiedy pozostali w samych bokserkach, Louis chwycił ramiona Harry’ego i szybko zmienił pozycję, znajdując się nad chłopakiem. Styles zamrugał lekko zaskoczony, na co Louis zachichotał pod nosem. Siedząc na biodrach kędzierzawego, wykonał ruch ocierając się o erekcję ukochanego, na co Harry westchnął. Szatyn całował oraz lizał jego skórę, kierując co raz bardziej w dół. Kiedy przygryzł fragment jego ciała, gotowy ściągnąć ostatnie okrycie chłopaka, Harry uniósł się lekko na łokciach, zwracając uwagę Louisa. Podniósł on głowę, spoglądając na Harry’ego, uśmiechał się łagodnie, jednak w ten znajomy sposób. Tomlinson wrócił do dawnej pozycji, znajdując się na biodrach chłopaka oraz spoglądając na niego.

– Co się dzieje, Hazz? – zapytał, przykładając kciuk do zarumienionego policzka kędzierzawego.

– Umm, wiesz… – odwrócił na chwilę wzrok. – Nigdy wcześniej…

– Wiem Harry, wiem. – Tomlinson przerwał mu, spoglądając w tęczówki chłopaka. – Jeśli nie chcesz…

– Chcę, Louis. – Zabrzmiał bardzo zdecydowanie, jednak Lou spoglądał na niego jeszcze przez chwilę z niepewnością oraz troską, do czasu kiedy Harry nie przyciągnął go do siebie, atakując szyję chłopaka swymi ustami.

Poczuł jak palce Harry’ego chwytają materiał jego bokserek, dając tym samym do zrozumienia, że chce pozbyć się ostatniej bariery która ich dzieliła. Wyręczając kędzierzawego, zsunął ze swoich bioder okrycie, by po chwili uczynić to samo z bokserkami Styles’a. Louis powrócił do swojego wcześniejszego miejsca, będąc nad ukochanym. Jego język przebiegał po obojczykach Harry’ego, którego paznokcie wbiły się w ramiona szatyna, pozostawiając ślady półksiężyców, w momencie, kiedy członek Tomlinsona otarł się o jego męskość. Jęknął, przywołując spojrzenie Louisa, który dyszał w szyję chłopaka. Pocałunkami wędrował, do ust Harry’ego, przygryzając skórę tuż pod linią jego szczęki. Przygryzł lekko dolną wargę Styles’a, ssąc ją, by po chwili złączyć ich języki.

Kiedy Harry przestał się z nim droczyć, wpuszczając do środka, pogłębiał całunek, gdy ich wargi gwałtownie zderzały się ze sobą. Wsunął dłoń, między ich ciała, aby na ślepo po omacku, sunąć przez gorącą, spoconą skórę, w celu dotarcia do członka Harry’ego. Przez to chłopak wciągnął powietrze do płuc, wysuwając biodra na przeciw Louisowi, kiedy ten przesuwał po nim swoją dłonią, wprawiając kędzierzawego w stan ekscytacji dotykiem, który dawał mu tyle przyjemności. Drżeli z namiętności i pożądania, karmiąc się wonią własnych ciał, będąc zatraconym w miłosnym uścisku.

– Nie każ mi czekać, Louis… – wydyszał, zaciskając dłoń na białej pościeli. – Chcę cię w sobie poczuć.

Tomlinson powstrzymał się od jęku, słysząc słowa Harry’ego. Spojrzał na jego rubinowe, pełne usta, które były lekko opuchnięte od gwałtownych pocałunków, by przenieść wzrok na pociemniałe oczy, otoczone długimi, czarnymi rzęsami, które zamrugały, w chwili, kiedy wypowiedział szeptem: “Zrób to”. Louis poczuł, jak jego cielesność ogarnia jeszcze większe uczucie podniecenia. Zmienił pozycje, tak, by Harry mógł opleść nogami jego biodra, przyciągając do siebie w porywie.

Wpatrując się szmaragdowe tęczówki chłopaka, zbliżał się do jego wejścia, dłońmi przytrzymując boki wijącego się ciała chłopaka, który odczuwał sensację, jaką był wchodzący w niego Louis. Ten odpowiadał delikatnie, poddany pokusą jego gorącego i ciasnego wnętrza. Tomlinson wsunął się głębiej, sprawiając, że dłonie Harry’ego zacisnęły się na materiale, po jego bokach, a ciało wygięło w łuk. Uspokajał chłopaka, delikatnymi muśnięciami ust, składanymi na jego ramionach, szyi czy tuż pod uchem. Harry prężył się, mocniej oplatając go swymi nogami i dociskając do ciała, by ten zagłębił się w nim jeszcze bardziej. Louis zamrugał kilkakrotnie oddychając głęboko. Uczucie impulsu i pragnienia, wdzierało się w niego, jednak wiedział, że musi dać czas Harry’emu na przywyknięcie do niego. Ten dźwignął się na swoich łokciach i pocałował delikatnie jego usta, zachęcając do dalszego działania.

Tomlinson poruszył się, a wtedy westchnięcie wydostało się z ust młodszego chłopaka. Zaczął lekko, jednak po chwili musiał się oprzeć o talię oraz uda Harry’ego, by utrzymać równowagę, kiedy przyspieszył swoje ruchy. Jego oddech był płytki oraz nierównomierny, gdy uderzał swoimi biodrami o Harry’ego. Spojrzał na chłopaka, który wił się pod nim, eksponując upragnioną przez niego cielesność. Oboje jęczeli, kiedy Louis przyspieszył, zatapiając się w jego wnętrzu, a dłonie błądziły po delikatnej skórze. Kiedy zmienił kąt, poczuł ból na swych plecach, gdy paznokcie Harry’ego drapały go, w momencie w którym znalazł odpowiednie miejsce. Styles odrzucił głowę w tył, krzycząc, gdy Louis ocierał ten punkt, który zapewniał niesamowitą rozkosz.

– Louis… och, Boże! – wyjęczał, przygryzając swoją wargę oraz zaciskając powieki, co było według szatyna cholernie zmysłowe.

Uśmiechnął się z satysfakcją, kiedy słyszał wiązankę "więcej, mocniej" czy "och, kurwa, właśnie tam!”, wiedząc, iż to on był odpowiedzialny za to, co Harry teraz czuł. Szatyn dyszał, tłumiąc swoje jęki, kiedy zaciskał usta, na barku młodszego chłopaka. Harry zadrżał, gdy Louis ponownie chwycił jego członka, przesuwając po nim mocno i zdecydowanie. Ich krzyki roznosiły się po sypialni, a Louis wchodził i wychodził z Harry’ego, czując przepełniającą ich ekstazę. Plecy Styles’a, wygięły się, a jęki i głośne oddechy wzrastały co zwiastowało nadchodzący finał. Oczy Harry’ego zaszkliły się, kiedy odchylił głowę w tył, wciąż będący wygiętym. Doszedł gwałtownie w ręku Louisa, oddychając głęboko oraz zaciskając swoje palce, na plecach chłopaka. Tomlinson po raz ostatni przejechał dłonią po długości Harry’ego, wciąż posuwając się w nim.

Rozkosz budowała się ku szczytowi, kiedy Louis wykonał dwa czy trzy ostatnie, głębokie pchnięcia, a w jego podbrzuszu kumulowało się to przyjemne uczucie, przez które eksplodował i zastygnął w bezruchu. Jego ciałem wstrząsnął potężny dreszcz, gdy zatruty nektar wypełnił wnętrze Harry’ego. Zacisnął mocno powieki, a niski, chrapliwy jęk wydostał się z jego gardła. Styles trzymał go, przesuwając czule dłońmi po bokach chłopaka. Opadł na Harry’ego i oboje oddychali głęboko uspokajając się po przeżytej błogości, która wciąż zajmowała ich ciała. Leżeli tak przez chwilę, zupełnie wyczerpani. Louis uniósł się, spoglądając w tęczówki Harry’ego, które w dalszym ciągu były zamglone, posłał mu uśmiech, który został odwzajemniony, po czym przejechał kciukiem po okrytym różem policzku chłopaka. Louis zwlókł się z kędzierzawego, delikatnie wychodząc z niego, by opaść tuż przy jego boku.

– To było tak dobre, Louis – usłyszał zachrypnięty głos Harry’ego, który po chwili wytchnienia odezwał się.

– Też tak myślę – odpowiedział, uśmiechając się.

– Przestań już być z siebie taki zadowolony. – Styles spostrzegł uśmiech chłopaka, który wyrażał w tym momencie cholerną satysfakcję. Zaśmiał się cicho, trącając Tomlinsona w bok.

– Wybacz, chyba nie najlepiej cię słyszę. W mojej głowie wciąż panoszą się twoje jęki – cmoknął szybko chłopaka w policzek, widząc jego spojrzenie.

***

*soundtrack*

Tak jak Louis obiecał, słonecznego popołudnia odwiedził Zayna oraz Nialla w szpitalu. Harry natomiast został w domu, odsypiając noc, czego chłopak mu zazdrościł, ponieważ jego oczy przymykały się podczas prowadzenia samochodu z powodu krótkiego snu, a wszystkie części ciała były obolałe. W jego głowie krążyło wiele myśli, które powinny dotyczyć tego, co dzieje się w obecnym czasie, w jego życiu. Jednak ponownie odbiegał do przyszłości, rozmyślając, jak będzie wyglądał jego związek z Harry’m. Czy po wszystkich zdarzeniach wciąż będą zamieszkiwać Londyn? Jeśli nie, z czego będą się utrzymywać? A co z Niallem i Zaynem? Przecież nie chciał zostawiać przyjaciół. Jedynym, co sprowadzało go do teraźniejszości, była sprawa związana z mordercą. Przecież w dalszym ciągu go nie schwytano, chociaż Nick zapewniał, iż mają już jakiś trop, ślady prowadzące do zabójcy. Louis nie wierzył w to. Wiedział, że Grimshaw mówił tak, aby go nie denerwować oraz zachować swoją durną dumę, a w rzeczywistości gorączkowo poszukiwał jakichkolwiek poszlak.

Kiedy wjechał na parking, przed wyjściem z samochodu, chwycił swój telefon, po raz kolejny próbując dodzwonić się do Eleanor, która od paru dób nie odbierała jego telefonów. Kiedy dziewczyna nie przyjmowała połączenia parę dni wcześniej, spanikowany chłopak zadzwonił do jej rodziców. Uspokoił się nieco, kiedy matka Clader potwierdziła, że z brunetką wszystko w porządku i, że po prostu nie chce z nikim rozmawiać, będąc przybitą przez ostatnie tragedie. Louis powiedział, iż rozumie oraz kazał przesłać pozdrowienia Els. Tak na prawdę, nie wiele rozumiał. Nie wiedział, dlaczego dziewczyna nie chciała z nim porozmawiać, choćby przez telefon. Nie tylko on znajdował się w takiej sytuacji. Zayn i Niall również nie mieli kontaktu z Eleanor. Tomlinson pomyślał, że nie pozostało im nic innego, jak cierpliwe czekanie, aż brunetka dojdzie do siebie. Po prostu potrzebowała czasu, tego wszystkiego było za wiele. Dla każdego z nich.

Zatrzasnął drzwi wozu i po chwili już stąpał po podłożu, kierując się w stronę wejścia budynku. Uśmiechnął się pod nosem, na myśl o tym, że zobaczy dwie kaleki w szpitalnych piżamach. Był pewien, że Zayn będzie narzekał na okrycie. Kiedy podszedł do recepcji, dziewczyna siedząca po drugiej stronie kontuaru rozpoznała go, posyłając serdeczny uśmiech. Szatyn zapytał o salę, w której znajduję się Malik, a dziewczyna zachichotała cicho, wspominając coś to tym, iż wcześniej spędził tutaj tyle czasu, że nie wydaje się, by był pacjentem. Louis przytaknął, zgadzając się z kobietą. Ciekawy był, czy pielęgniarki już zdążyły odpłacić mu się za jego wcześniejsze wyczyny.

Przemierzał korytarze i zdecydował się ruszyć schodami, gdyż winda nie wyglądała zachęcająco, a ostatnim czego pragnął, było spędzenie kilku godzin w ciemnym, ciasnym pomieszczeniu. Nie, żeby miał traumę z dzieciństwa. Zdecydowanie wolał pokonać piętra stopniami. W duchu dziękował, iż Zayn i Niall znajdowali się na tym samym poziomie, ponieważ czuł, że jeszcze chwila, a jego kręgosłup mógłby pęknąć. Doświadczył rozchodzącego się ciepła w swoim ciele, na myśl o tym, że to Harry był powodem jego obolałości, jednak szybko wciągnął powietrze do płuc, starając się o tym nie myśleć. To nie był właściwy czas na problemy w dolnych partiach ciała. Zaklną, spoglądając na swoje obcisłe spodnie. Skupił swą uwagę na śledzeniu numerków widniejących na drzwiach. Kiedy znalazł ten, prowadzący do sali Zayna, zapukał lekko, jednak niczego nie usłyszał. Nacisnął na klamkę, po czym uchylił nieco drzwi, wkładając tam głowę. Kiedy nigdzie nie dostrzegł Zayna, bardziej otworzył drzwi, wchodząc całkowicie do pomieszczenia, które było puste.

Zamknął wejście, będąc pewnym, że zastanie Malika u Nialla, więc skierował się do jego sali, marząc, by usiąść i złapać chwilę wytchnienia. Gdy podszedł do właściwych drzwi, usłyszał dobiegające głosy oraz śmiechy z wnętrza pokoju. Bez pukania, wszedł z szerokim uśmiechem na twarzy. Głowy przyjaciół obróciły się w jego stronę. Zayn również się uśmiechał, natomiast Horan wyglądał na nieco zdezorientowanego. Na jego oczach wciąż widniała biała opaska.

– Louis! – wykrzyknął Zayn, wstając, by przywitać się z przyjacielem. W tym momencie usta Nialla również wygięły się w łuk, tworząc uśmiech.

– Przecież mówiłem, że przyjdę – poklepał chłopaka po plecach.

– Cześć Louis – odezwał się Niall. Tomlinson usiadł na krześle, przy łóżku, a Zayn zajął miejsce na jego skraju, łapiąc dłoń blondyna.

– Jak tam się czujecie? – Tomlinson obrzucił spojrzeniem Nialla i Zayna.

– Dobrze, jutro mnie wypisują. U Nialla też się poprawia, dzisiaj lekarz mówił, że już jutro będzie można ściągnąć opatrunek, ponieważ wszystko idzie w dobrym kierunku. – Niall skinął głową w potwierdzeniu.

Louis otworzył usta, by już coś powiedzieć, jednak przerwał mu okrzyk Zayna…

– O mój Boże, Louis, czy to malinka?! Cholera, tu jesteś podrapany! – Zayn wskazał palcem na sine miejsce, widniejące na szyi chłopaka. Tomlinson spojrzał na niego zmieszany i odwrócił się w stronę Horana, który uśmiechał się bezczelnie. Poprawił swoją pozycję na krześle, udając nie wzruszonego.

– Tommo, nie ignoruj mnie – zagroził Zayn. – Czy stało się coś, o czym chciałbyś nam powiedzieć? – poruszył wymownie brwiami.

– Nie będę z wami rozmawiał na takie tematy – szatyn pokręcił głową, zaciskając usta w linie, by powstrzymać uśmiech.

– Nie chcesz nam zdradzić szczegółów, swojego ostrego seksu? Jakaś odmiana…

– Niall! – Policzki Louisa pokryły się lekkimi rumieńcami.

– No co, wcześniej nie kryłeś się ze swoimi miłosnymi podbojami.

– Ale to Harry – spuścił wzrok na swoje dłonie.

– Jak to, Harry? Wypuścili go? Pogodziliście się? – Zayn spojrzał zaciekawiony na szatyna.

– Yeah, seks na zgodę – zachichotał Horan.

– Widzę, że ktoś tu potrzebuje porządnego pieprzenia, Niall – burknął Louis, na co Niall odpowiedział mu środkowym palcem.

– Tak, wypuścili go i owszem, pogodziliśmy się. – Tomlinson uśmiechnął się lekko, spoglądając przelotnie na Malika.

Resztę czasu, spędzili rozmawiając o różnych tematach. Nie obyło się, bez dokuczania Louisa, co do wspólnych relacji Zayna oraz Nialla. Cieszył się, że jego przyjaciele znaleźli w sobie miłość, która, miał nadzieje, będzie umacniała się z każdym dniem i trwała jak najdłużej. Wieczorem pożegnał się z chłopcami, szczęśliwy opuszczając budynek szpitala. Teraz marzył o powrocie do domu oraz rzuceniu się na swojego chłopaka, obsypując go tęsknymi pocałunkami. Po przebytej drodze, zatrzasnął drzwi samochodu, szybkim krokiem zmierzając do własnego mieszkania. Przekręcił zamek, i naparł na klamkę, wchodząc do pomieszczenia. Po cichu ściągnął buty oraz odwiesił płaszcz, skradając się do salonu, z którego wydobywał się dźwięk telewizora. Jednak Harry’ego nie było na kanapie tak, jak się spodziewał. Zmarszczył brwi w zamyśleniu i ruszył do kuchni. Uśmiech wkradł się na jego usta, gdy ujrzał Harry’ego przy blacie kuchennym, zaparzając herbatę. Stąpał cicho i kiedy był już wystarczająco blisko, objął chłopaka w pasie, kładąc swoją brodę na jego ramieniu. Harry wzdrygnął się przez zaskoczenie, jednak kiedy poczuł znajome dłonie na swoim brzuchu oraz ciepły oddech na karku, odwrócił się, by musnąć usta Louisa.

– Z cytryną, Louis? – zapytał Styles, uśmiechając się, kiedy Tomlinson składał delikatne pocałunki na szyi chłopaka.

– Mhm… – mruknął, wciąż trzymając usta przy skórze kędzierzawego. Harry ukroił kolejny plasterek cytryny, wrzucając go do drugiego kubka ciepłego napoju.

Dzierżąc naczynia w dłoniach, które przyjemnie je ogrzewały, zajęli miejsce na kanapie, przykrywając się miękkim kocem. Louis siedział wtulony w bok Harry’ego, trzymając głowę na klatce piersiowej chłopaka, a ten obejmował go ręką, snując delikatne wzory na jego plecach, jakby przepraszając za zadrapania, które miały tam miejsce. Oglądali w telewizji, jakiś losowy program, ciesząc się swoją obecnością, ciepłem drugiego ciała. Louis czuł potrzebę nieustannego dotykania Harry’ego i z trudem powstrzymywał się, by ponownie nie zacząć składać ścieżki pocałunków na szyi oraz karku kędzierzawego. Mocno ściskał kubek, by zająć czymś swoje dłonie. Nie chciał, by Styles pomyślał, że jest jakoś bardzo zdesperowany, ale tak właśnie było, bezustannie pragnął dotyku młodszego chłopaka. Podniósł głowę, kierując spojrzenie na twarz Harry’ego. Spoglądał on na ekran telewizora, śledząc jego obraz. Mimowolnie Louis skupił swoją uwagę, na rubinowych ustach, które wręcz domagały się pieszczoty. Kiedy Styles przyłożył do nich kubek, upijając łyk herbaty oraz oblizując dolną wargę, Tomlinson nie potrafił dłużej wytrzymać. Szybko oddalił się od chłopaka, po to, aby odstawić swój napój, jak i naczynie kędzierzawego. Harry spoglądał na niego zdezorientowany, już gotowy do pytania, ale przeszkodziły mu wargi Louisa, napierające na jego usta.

– Kocham cię, Harry… – szepnął Louis, między delikatnymi pocałunkami.

– Ja ciebie też, Lou – spojrzał w lazurowy odcień tęczówek chłopaka, uśmiechając się przy tym, z błyskiem w swoich szmaragdowych oczach. Chwilę później, Louis mógł poczuć ciepłe dłonie Harry’ego, przebiegające po jego brzuchu, kiedy pogłębiali pocałunek.

***

*soundtrack*

Pewnego pochmurnego popołudnia, dwa tygodnie później, Louis zamknął drzwi za wychodzącym Niallem oraz Zaynem. Wpadli w odwiedziny, zaproszeni już wcześniej przez Tomlinsona i Harry’ego, by w przyjemnym towarzystwie, przy butelce piwa obejrzeć mecz oraz porozmawiać, ponieważ w ostatnim czasie, nie często przebywali w swoim gronie. Zayn uczęszczał na rehabilitacje, by jego ręka pracowała równie dobrze, jak przed postrzałem. Niall dwa dni wcześniej opuścił szpital. Wszystko poszło zgodnie z zapewnieniami lekarzy. Horan ponownie miał sprawny wzrok, tak jak kiedyś. Jedynie widział nieco gorzej na prawe oko, również nie zdecydował się na razie, na usunięcie blizny, która bladła, jednak w dalszym ciągu była widoczna. Para także zdecydowała się zamieszkać wspólnie, dzięki czemu spędzali ze sobą każdą chwilę. Louis był bardzo zadowolony z ich związku. Uważał, iż oboje idealnie się dopełniają.

Wszystko wydawało się wchodzić na prostą. W dalszym ciągu nie znaleziono mordercy, jednak Louis miał nadzieje, że w końcu do tego dojdzie, by mógł żyć już w pełni szczęścia i spokoju. Rozglądał się za pracą, czego Harry nie musiał robić, ponieważ Ed przyjął go z powrotem do klubu, wyjaśniając, iż nie miał pojęcia o tym, co działo się wokół niego. Styles nie chciał, by mężczyzna tłumaczył się przed nim, z uśmiechem na twarzy zgodził się na powrót do baru. Louis czasami narzekał, kiedy Harry miał nocną zmianę, ale częściej udawało mu się trafiać na dniówki, ponieważ Ed znalazł jeszcze kogoś, z kim Styles zmieniał się.

Gdy Harry przygotowywał dla nich obiad, Louis siedział przy stole z laptopem, przeglądając oferty. Zastanawiał się, czy może warto by było, złożyć raz jeszcze podanie o prace do jednej z tutejszych szkół, jako nauczyciel muzyki. Raz mu się nie udało, jednak dlaczego nie mógłby spróbować ponownie? Z zamyślenia wyrwał go dźwięk jego telefonu, dochodzący z sypialni. Harry obejrzał się za Tomlinsonem, który posłał mu uśmiech, znikając w innym pomieszczeniu. Po chwili wrócił, nie wyglądając już tak radośnie.

– Harry, muszę na moment gdzieś pojechać – rzucił szybko, jakby nieobecnie. Styles spojrzał na niego ze zdziwieniem, po czym skierował się za chłopakiem, który już w przedpokoju, wkładał buty oraz łapał kurtkę.

– Jak to gdzieś pojechać? Dokąd, Louis? – dopytywał.

– Moja mama dzwoniła, będę niedługo, skarbie – złożył szybki pocałunek na ustach chłopaka, po czym chwytając kluczyki od samochodu, wyszedł z mieszkania.

Harry stał jeszcze przez chwilę w tym samym miejscu, spoglądając na zamknięte drzwi. Zastanawiając się nad sytuacją, wrócił do kuchni, lecz wszelka ochota na jedzenie, przeminęła. Nie podobało mu się to, jak Louis wyglądał wracając po tym, kiedy odebrał telefon. Jakby był czymś zmartwiony, zaskoczony, jednak szybko przybrał wesołą maskę, byleby nie troskać Harry’ego. Niestety, nie udało mu się. Tym bardziej, że nie odbierał telefonów chłopaka, który próbował się do niego dodzwonić, aby dowiedzieć się czegoś więcej o jego nagłym wyjściu.

Siedział przy stole, popijając kawę i przeglądając jakąś znalezioną gazetę, aby się czymś zająć. W tym momencie dźwięk dzwonka jego telefonu, rozległ się po cichym pomieszczeniu. Sięgnął do komórki, dostrzegając nieznajomy numer, który wyświetlał się na ekranie. Marszcząc brwi, odebrał, przykładając aparat do ucha.

– Halo? – spytał niepewnie.

– Cześć, Harry – usłyszał znajomy, kobiecy głos. – Pamiętasz mnie? Tu Eleanor.

– Och, tak, oczywiście. Witam El – odpowiedział lekko zdumiony. Zastanawiał się, w jakim celu dziewczyna telefonowała do niego oraz skąd miała jego numer…

– Chciałam cię do siebie zaprosić. Na herbatę, ciastka…

– Dziękuję, ale właśnie…

– Lou również tutaj jest – przerwała mu. Jej głos wciąż był łagodny, jednak jakby nieco bardziej zdecydowany.

– Louis? – zapytał Harry, ze zdziwieniem wyczuwalnym w głosie. Co, do jasnej cholery robił tam jego chłopak, który miał jechać do swojej matki?

– Tak. Czekamy na ciebie, herbata stygnie. Do zobaczenia, Harry.

Połączenie zostało przerwane. Styles odłożył telefon, spoglądając na niego. Ostanie zdanie dziewczyna nie wypowiedziała już w tak przyjazny sposób, jak te poprzednie. Kędzierzawy potarł skronie. Co to ma znaczyć? Westchnął, po czym ponownie chwycił komórkę, wstając od stołu. Wziął po drodze kluczyki od swojego motocyklu i szybko włożył buty oraz kurtkę, by jak najprędzej udać się do panny Clader. Zamknął mieszkanie, zbiegając z klatki schodowej.

Odpalił silnik maszyny, wyjeżdżając na ulicę. Nie miał dalekiej drogi do Eleanor za co był w tej chwili wdzięczny. Pędził, a wiatr okalał jego twarz oraz bawił się kosmykami włosów. Oczy chłopaka zaczęły nieco łzawić przez uderzające w nie powietrze, jednak nie zwracał na to uwagi. Przyspieszał, wchodząc zwinnie w zakręty oraz mijając inne samochody, czy ludzi spoglądających na niego jak na szaleńca, jednak on nie przejmował się tym. Jedyne co go obchodziło, to telefon od brunetki oraz wiadomość, że Louis właśnie tam się znajduję. Przecież to nic takiego, prawda? W końcu przyjaźnią się. Tylko dlaczego ta cała sprawa niepokoiła Harry’ego?

Zatrzymał się przed znajomym budynkiem, zsiadając pospiesznie z motocyklu. Ruszył w kierunku drzwi, w które zdecydowanie zapukał. Cisza. Ponowił próbę, jednak i tym razem nikt nie uchylił wejścia. Zamiast tego, usłyszał głośne; “proszę!” Nacisnął na klamkę, nieufnie zaglądając do środka. Zamknął za sobą drzwi, po czym zaczął kroczyć w stronę salonu, w którym jeszcze nie tak dawno przebywał. Kiedy pojawił się w progu wejścia, jego serce zabiło mocniej i poczuł, jak jego ciało sztywnieje. Pierwszym co ujrzał, był pięknie przyozdobiony stół. Okryty białym obrusem. Znajdowały się na nim dwie, duże, zapalone świece. Na środku zaś stał talerz, z różnokolorowymi ciastkami, a tuż obok imbryk do herbaty, z którego ledwo unosiła się para oraz niewielkie, białe filiżanki, z wzorami liliowych róży. Była to z pewnością piękna zastawa. Idealna do popołudniowej herbatki.

Następnie jego szmaragdowe spojrzenie padło na uśmiechniętą twarz Eleanor. Jej brązowe, bardziej podkręcone niż zazwyczaj włosy, opadały z lekkością na wątłe ramiona dziewczyny. Miała na sobie piękną, skromną, białą sukienkę, obszytą jasną, różową nitką, a na nogach widniały letnie baletki. Stała tuż za Louisem, który siedział na jednym z krzeseł. Harry’emu trudno było odczytać jego wyraz twarzy, jednak zdecydowanie w błękitnych oczach kryło się przerażenie. Ten widok nie podobał się Harry’emu, z pewnością nie. Chłopak nie wiedział co ma zrobić. Przerwać ciszę? Czekać na jakiekolwiek słowa, wyjaśnienia?

– Harry, już się niecierpliwiliśmy. – Głos El rozbrzmiał w pokoju – Usiądź, proszę.

Styles postanowił wykonać polecenie dziewczyny, musiał grać na jej korzyść, jeśli chciał dowiedzieć się, o co tu chodzi. Odsunął jedno z krzeseł, siadając i spoglądając przelotnie na Louisa, który kompletnie się nie ruszał. Czuł na sobie spojrzenie Clader.

– Jak samopoczucie? – zapytała dziewczyna, uśmiechając się serdecznie.

– Myślę, że dobrze. A Twoje, Eleanor? – Chłopak odchrząknął, nie spodziewając się, iż jego głos będzie tak ochrypły. Czemu czuł suchość w gardle?

– Wyśmienite, jak jeszcze nigdy. Postanowiłam zaprosić was na małe przyjęcie. Tak dawno nie miałam gości… – westchnęła.

– Z jakiej okazji, jest to przyjęcie? – zapytał Styles, starając zachować się spokojnie. Zastanawiał się, dlaczego Clader wciąż stała za plecami Louisa. Bardzo blisko.

– Hmm, może być z okazji śmierci? – uśmiechnęła się, a Harry poczuł, jak jego serce przyspiesza. Czy on się nie przesłyszał?

– Słucham? – zapytał dla pewności. Louis drgnął.

– Z okazji śmierci dobrze znanych nam osób. Szczególnie mi i Louisowi. Prawda, Tomlinson? – Chłopak nie odpowiedział.

– Czy masz na myśli waszych przyjaciół?

– Tak, chodzi o Liama, Danielle, Perrie, Greorge. Ach, jeszcze Niall i Zayn. A także o was, bo przecież, niedługo dołączycie do tego grona. – Harry zamrugał trwając w szoku. Wiedział, że nie mógł za bardzo działać, nie był pewny, do czego posunęła się dziewczyna, dlatego musiał jak najdłużej utrzymywać rozmowę. – Sądzę, że czas na herbatę.

Dziewczyna sięgnęła jedną ręką do imbryka, rozlewając napój do filiżanki Harry’ego oraz Louisa.

– Proszę, dwie łyżeczki, Harry – posłała mu lekki uśmiech, słodząc herbatę. Styles przełknął z trudem ślinę. – Tym razem, nie odmówisz mi ciasteczka, prawda? Sama piekłam, specjalnie na tę chwilę. Częstuj się. Pij do dna.

Harry już sięgał do filiżanki…

– Nie pij tego! – krzyknął Louis i natychmiast się wyprostował. Styles odłożył naczynie, co raz bardziej przerażony sytuacją.

– Och, Louis. Nie strasz gości, to bardzo nie ładnie. Nie martw się Harry, nie zaszkodzi ci to. No, może troszkę, tak jak Greorge’owi – uśmiechnęła się pod nosem. Harry zastygł, słysząc wypowiedziane imię.

Eleanor dostrzegła reakcję Harry’ego, na co zaśmiała się cicho. Jednak ten dźwięk nie był przyjemny. Był przepełniony złowieszczością.

– Tak, Greorge bardzo lubił herbatę, zwłaszcza moją. Cóż, tak często ją u mnie pijał, że zapewne nie spodziewał się, iż oprócz cukru może znaleźć się tam coś jeszcze. A już na pewno nie pomyślał o niczym trującym.

Dreszcze przebiegły przez ciało Styles’a. Już wiedział, jak zginął ten chłopak. Wiedział, kto był mordercą.

– Dobrze, może zaczniemy od początku. Pamiętasz Harry, kiedy oglądałeś to zdjęcie, które wisi na ścianie. Jestem tam ja, Louis i Zayn. Dwa lata temu. Młodzi, szczęśliwi, mający siebie. Jednak niestety, nic nie trwa wiecznie. Z czasem, każde z nas, zaczęło żyć swoim bytem. Mieliśmy dla siebie co raz mniej czasu. Mogłam pomarzyć o jakimś wspólnym wyjściu z Danielle, ponieważ ona miała Liama. Wszystko zaczęło się pieprzyć. Nikt nie miał dla mnie wystarczająco dużo czasu, nawet mój najlepszy przyjaciel Louis – spojrzała przelotnie na szatyna. – A ja bardzo nie lubię być sama. Znosiłam to, starałam się. Owszem czasami się widywaliśmy, ale wiesz kiedy? Najczęściej, gdy ktoś coś ode mnie chciał. Eleanor mi pomoże! Eleanor mi poradzi! Eleanor to, Eleanor tamto. Ciągle tylko El, El i El! Miałam tego dosyć! Tak ma wyglądać przyjaźń? Och, na pewno nie. I wtedy zjawiłeś się ty, a wraz z tobą zbawienie. Twoje czarne anioły. Myślałeś, że nikt nie pozna twojej mrocznej tajemnicy, prawda?

Oczy Harry’ego rozszerzyły się, kiedy spoglądał na dziewczynę, która wciąż mówiła

– Widziałam, jak wkładasz białą kopertę w kieszenie spodni Liama. Tego dnia po imprezie, poszłam do Dan. Zauważyłam figurkę czarnego aniołka, Liam pośpiesznie ją zakrył, jakby w obawie. I wtedy zrozumiałam. Miał się czego obawiać, ponieważ był winny. Był winny mnie. A anioł, czy to nie znak Boga? Wskazywał osoby, które zasłużyły na karę. Więc dziękuję, Harry…

Uśmiechnęła się, a Styles mógł dostrzec prawdziwą wdzięczność w jej oczach. Nie mógł w to uwierzyć. Czuł, jak robi mu się co raz bardziej słabo. Oddychał głęboko, próbując się uspokoić.

– Teraz w jaki sposób zostali ukarani? Śmiercią, to oczywiste. A jaką? No cóż… Każdy wiedział, że Liam cierpi na zaburzenia nerwicowe. Jeden telefon z okrutna wiadomością, podczas podróży samochodem, załatwił sprawę należycie. Wykonałam połączenie, z numeru zastrzeżonego. Powiedziałam, że Daniell miała śmiertelny wypadek, że nie żyje, po czy rozłączyłam się. Payne wpadł w histerię, a nie trudno zgadnąć, co wtedy dzieje się z ciałem człowieka. Stracił panowanie nad pojazdem i skończył na drzewie. Nie powiem, byłam mile zaskoczona, ponieważ na początku wątpiłam, że się uda i, że będę zmuszona zakończyć jego żywot inaczej.

Louis spojrzał na Harry’ego, który siedział oniemiały. Teraz wszystko układało się w całość. Wszystko wychodziło na jaw.

– Danielle, Danielle. Była kompletnie załamana śmiercią swojego narzeczonego. Wszyscy tak o nią dbali, nawet nie pozwolili mieszkać samej, co troszkę utrudniło mi zadanie, ale spokojnie, poradziłam sobie. Kiedy Peazer przeprowadziła się do rodziców, poprosiłam ją o spotkanie. Rozmawiałyśmy, ona płakała mi na ramieniu, a ja… nie, nie pocieszałam jej. To właśnie dlatego Dan skoczyła z mostu. Przekonywałam ją, co nie było trudne, iż życie bez niego jest pozbawione sensu. Jak będzie mogła funkcjonować bez ukochanego? Tak, dokładnie, podżeganie do samobójstwa. Skuteczne jak widać.

Eleanor poprawiła włosy oraz wygładziła swoją sukienkę. Przystąpiła z nogi na nogę, po czym znów umieściła spojrzenie na Harry’m, by po chwili przenieść je na płomienie świeczek.

– Greogre jak wspominałam, za bardzo lubował się w herbacie. Mojej herbacie. Troszkę minie, za nim trucizna zacznie działać. Akurat wybrał się do kąpieli, kiedy ta zaczęła skutecznie wpływać na jego organizm. Śmierć w wannie, dosyć ciekawie, nie sądzicie?

Cisza.

– Nie jesteście za bardzo rozmowni, więc dokończę. Kto następny? Och, tak, Perrie. Tutaj było nieco krwawo i bardziej widowiskowo. Jednak to miało swoje powody, ponieważ chciałam, by to ona cierpiała jak najbardziej. Należało jej się za to wszystko, co mi zrobiła. Pewnie nic o tym nie wiecie, ale jeszcze tylko chwilę. Perrie zawsze była pierwsza. Perrie zawsze była ładniejsza, Perrie zawsze była ciekawsza, Perrie zawsze była bardziej lubiana, Perrie zawsze była bardziej kochana… Przez kogo? Tak proszę państwa, przez Zayna Malika! Miłość Eleanor Clader. Zdziwieni? Zapewne tak.

Nikt nie był w stanie wydusić z siebie słowa, Harry z trudnością nabierał powietrze, a co dopiero mówić o rozmowie.

– I to na tyle, jeśli chodzi o moje udane podboje. A te nie udane… Tylko jeden, jedyny raz się zawahałam. To miało miejsce w przypadku Nialla. Gdybym nie zwolniła, jestem pewna, że nie przeżyłby. Jednak zrobiłam to, nacisnęłam na hamulec, przez co udało mu się odskoczyć nieco w bok i uderzyć tylko w przednią szybę, wybijając ją przy tym. Odjechałam jak najszybciej, widząc jego ciało leżące na ulicy. Czemu nie mogłam zabić go z taką łatwością, jak innych? Bo Niall był inny, był lepszy od was, ale nie wystarczająco. Zasłużył również na kare. Nie powinnam była się zatrzymywać, ale to było silniejsze ode mnie… Musiałam gdzieś ukryć ten samochód, by nie wzbudzać podejrzeń. Dlatego tamtego dnia, widziałeś mnie tak letnio ubraną, Harry. Nie sądziłam, że będę wracać piechotą.

Dziewczyna posłała lekki uśmiech kędzierzawemu, który nieobecnym wzrokiem przyswajał informacje.

– Na ciemnym parkingu, pod osłoną nocy, Zayn był wspaniałą ofiarą. Tutaj sprawę chciałam załatwić szybko. Po prostu strzelić i nie musieć już nigdy więcej go oglądać. Jednak stałam zbyt daleko, a on schylił się uciekając do samochodu. Nawet nie wiecie, jak wściekła byłam, kiedy mi się nie udało. Tak bardzo chciałam zobaczyć, jak kona. Głupiec. Nie przyjął mojej miłości, którą mu ofiarowałam. Byłam w stanie dać mu całą siebie, ale on tego nie doceniał. Wybrał Perrie. Błąd. Bardzo poważny błąd.

Clader przesunęła się nieco w prawo, bardziej do Harry’ego, jednak wciąż znajdowała się przy plecach Louisa, szczególnie jej prawa dłoń. Harry próbował dostrzec, co takiego w niej dzierży, miał nadzieje, że jego przypuszczenia są mylne. Dziewczyna chwyciła w swoje szczupłe palce, jedno z ciastek, po czym położyła je, na talerz znajdujący się przed Harry’m.

– Jak wszyscy, to wszyscy. Louis, skarbie, nie denerwuj się tak. Chyba nie sądziłeś, że ciebie kolejka ominie, hm? Już wspominałam o swojej miłości, lecz nie mówiłam, iż również byłeś nią ty.

Louis zacisnął mocniej powieki, czując trwożący dotyk na swych plecach.

– Przyjaciele od najmłodszych lat, zawsze razem. Trzymaliśmy się ze sobą bardzo blisko. Wspólne zabawy, spacery, rozmowy. Pierwsze zwierzenia, uściski, pocałunki… Kiedy naprawdę czułam do ciebie coś wyjątkowego, gdy chciałam z tobą o tym pomówić, mając nadzieje, że odwzajemniasz moje uczucia… Co się wtedy stało? Okazało się, że nie jestem w twoim typie, ponieważ Louis Tomlinson woli chłopców. Nawet nie wiesz, jakim to było dla mnie zaskoczeniem, ale mimo wszystko, nie poddawałam się. Próbowałam zwrócić na siebie twoją uwagę, uwieść cię, mieć dla siebie, ale ty wciąż widziałeś we mnie jedynie przyjaciółkę. Wiecie, nawet kupiłam suknię ślubną. Wisi w szafie, jest śliczna. Jednak nie sądzę, by był z niej jakiś użytek, ponieważ wszyscy łamią serce biednej Eleanor. Ale już niedługo… No dobrze, ciasteczka?

Harry skierował wzrok na słodycz, znajdującą się przed nim. Wiedział, że jest zatruta. Miał mało czasu na to, by pomyśleć w jaki sposób się stąd wydostać.

– Smacznego, Harry – uśmiechnęła się, spoglądając na ciastko i z powrotem na chłopaka.

– Posłuchaj El, możemy to załatwić inaczej, co ty na to?

– Przestań pieprzyć, Styles. Hmm, wydaje mi się, że jednak wolisz herbatę, prawda? Pij.

W tym momencie Harry wstał, odsuwając krzesło. Kobieta spojrzała na niego zaskoczona tak nagłym ruchem. Przyglądała się uważnie chłopakowi, który chciał podejść w jej kierunku. Kiedy postawił pierwszy krok, dziewczyna wyginając lekko wargi w łuk, wyciągnęła zza pleców Louisa broń, po czym przyłożyła ją do skroni chłopaka. Harry natychmiast zesztywniał, wyraźnie słysząc bicie swojego tłukącego się o żebra serca.

– Albo ty, albo on. Wybieraj – przycisnęła mocniej lufę pistoletu, do głowy szatyna. Harry napotkał zaszklone tęczówki Lou, gdy sięgał do porcelany. Jego oczy wręcz błagały go, by tego nie robił.

– Stój, Harry! – krzyknął rozpaczliwie, gdy kędzierzawy przysunął filiżankę do ust. Eleanor uśmiechnęła się zawistnie.

– Do dna – szepnęła Clader. W tym momencie Harry przechylił naczynie, wlewając jego zawartość do ust. Nie przełykał. Czy ta substancja, już od tej chwili, zaczyna działać?

– Grzeczny chłopiec, a teraz kolej Louisa…

– Nie! Przecież zrobiłem, co chciałaś! – Musiał przełknąć.

– Ja nie gram czysto, Harry. Już nie. Tomlinson, na co się decydujesz? – Eleanor pochyliła się, ponownie sięgając do talerza.

Styles w tym czasie przyglądał się dłoni brunetki, w której ściskała broń. Nie trzymała palca na spuście. Wystarczyło, by szybko rzucił się do niej, obezwładniając rękę. Jednak jeśli mu się nie uda, usłyszy strzał. Wciągnął głęboko powietrze do płuc, spoglądając na Louisa, który czując jego wzrok na sobie, odwrócił głowę w jego kierunku. Harry uniósł kąciki ust do góry, po czym wykonał jeden szybki krok wpadając na Eleanor, która zdezorientowana razem z chłopakiem, runęła na ziemie. Harry szybko docisnął do podłogi rękę Clader, w której znajdowała się broń. Mocno trzymał jej nadgarstek, kiedy dziewczyna usilnie próbowała się wyszarpać kierując pistolet w jego stronę, jednak uścisk Styles’a, był zbyt mocny, powodując intensywny ból. Louis wstał od stołu, chcąc doskoczyć do brunetki oraz zabrać jej pistolet, wszystko działo się tak szybko.

W pomieszczeniu rozległ się huk, kiedy Eleanor dosięgnęła spustu. Każdy zadrżał, gdy pocisk padł, w momencie gdy dziewczyna wciąż z dłonią przy posadzce, strzeliła na oślep. Styles przylegał do niej całym ciężarem swojego ciała, by uniemożliwić jakikolwiek ruch, lecz ta szarpała się i szamotała. Louis widząc co się dzieje, czuł się bezradny. Wystarczy jeden, zły ruch, by kula dosięgnęła któregoś z nich. Zaciskając nerwowo pięści, zbliżył się działając pod wpływem impulsu. Harry skierował wzrok w jego stronę i wtedy Louis z impetem kopnął w lufę broni, która tym samym wypadła ze słabego uścisku Eleanor, przejeżdżając po jasnych panelach, aż pod samą ścianę. Spojrzenie Clader zamarło. Harry z zaskoczeniem spoglądał na miejsce, w którym leżał pistolet. Tomlinson podszedł bliżej, szarpiąc Harry’ego, który pospiesznie podniósł się, tym samym schodząc z ciała dziewczyny. Ta podniosła się, lecz chłopcy już wybiegali z jej mieszkania. Słyszała jedynie donośne kroki oraz szybkie bicie swojego serca. Spojrzała na czerwony oraz otarty od uścisku nadgarstek. Zamrugała kilkakrotnie, by odpędzić łzy, pojawiające się w jej oczach. Wstała, wygładzając swą białą sukienkę, by po chwili podejść do miejsca, w którym leżała broń. Chwyciła ją, delikatnie przebiegając po niej opuszkami palców.

Harry dyszał, kiedy wsiadał na motocykl. Czuł przyspieszony oddech Louisa no swoim karku i silnie oplatające go ręce. Odjechali jak najszybciej, wciąż nie potrafiąc wydusić z siebie słowa. Harry mknął w pośpiechu ulicami Londynu, mając nadzieje, że trucizna nie zacznie odpowiednio działać na jego organizm podczas jazdy. Musiał zdążyć, nim chociażby zaparkuje przed budynkiem szpitala. Tomlinson wtulał twarz w plecy kędzierzawego czując zimny wiatr uderzający w jego twarz. Gdy dojechali na miejsce, wbiegli do budynku. Louis modlił się, by nie było za późno. W tym momencie, Harry opadł bezwładnie na białą podłogę. Tomlinson uklęknął przy nim, rozpaczliwie wzywając pomocy, kiedy łzy ściekały po jego policzkach.

Ponownie siedział na jednym z plastikowych krzesełek, próbując się uspokoić. Musiał parę razy tłumaczyć lekarzom, co było powodem złego stanu Harry’ego, ponieważ ci nie byli w stanie go zrozumieć, kiedy wykrzykiwał słowa, krztusząc eis przez własny szloch. Chłopak poczuł czyjąś obecność i kiedy podniósł wzroku, ujrzał Grimshawa, dzierżącego plastikowy kubek ohydnej kawy. Tomlinson odebrał napój od mężczyzny, który zajął miejsce obok niego.

– Nick… Eleanor jest Czarnym Aniołem – odezwał się, przerywając ciszę.

Chwilę później Grimshaw w niedowierzaniu kroczył szpitalnym korytarzem, by odwiedzić mieszkanie Clader. Wybrał telefon do młodszego komisarza, wskazując mu adres pod który miał sie udać, by mogli się spotkać na miejscu. Kiedy zaparkował pod domem dziewczyny Matthew już czekał w swoim samochodzie. Nick wyszedł, zamykając drzwi wozu i podchodząc do mężczyzny, który również wysiadł. Nick szedł jako pierwszy, pchnął drzwi, prowadzące na klatkę schodową, by udać się do mieszkania, które było jego celem. Oboje mieli przy sobie broń, schowaną pod kurtką. Grimshaw zapukał w drzwi, jednak nikt nie otworzył.

Powtórzył czynność, wciąż odpowiadała cisza. Powoli nacisnął na klamkę, sięgając do pistoletu. Kroczył przed siebie, do pomieszczenia, które jako jedyne było oświetlone. Matthew dotrzymywał kroku Nickowi. Grimshaw przekroczył próg salonu, a jego ręka ściskająca broń natychmiast opadła. Spojrzał na blat stołu, gdzie zapalone były topniejące już świece, stał imbryk oraz cała, porcelanowa zastawa. Zachłysnął się powietrzem, kiedy na kanapie, tuż obok stołu, zobaczył Eleanor. Ubrana była w piękną, ślubną suknie. Jej biel, pokryta była szkarłatną cieczą, która swój początek miała na wysokości skroni kobiety. W jednej dłoni trzymała broń, natomiast druga ręka, opadała bezwładnie z kanapy, zaciskając niewielką filiżankę, której zawartość wsiąkała w gładki dywan, a reszta znajdowała się na dnie naczynia.

– Czyżby podróż poślubna? – Komisarz stanął u boku Grimshawa.

– Tak, do samego piekła.


12

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz