środa, 8 stycznia 2014

8

***

Liam nie bał się jego. Bał się o niego. Niall był, a raczej jest jego kochanym, młodszym braciszkiem, którym powinien się opiekować. Nie wykonał dobrze swoich obowiązków. Pozwolił mu stoczyć się na dno. Nigdy by nawet nie przypuszczał, że blondyn będzie zdolny do tego by sięgnąć po narkotyki. Musiało wydarzyć się coś strasznego w jego życiu, że zdecydował się na tak desperacki krok. Liam stracił już raz ukochaną osobę i nie zniósł by straty kolejnej. Naprawdę chciał o tym powiadomić rodziców, by pomogli blondynowi ale bał się tego, że jego groźby mogą się sprawdzić. W końcu teraz był chyba zdolny do wszystkiego. Brązowowłosy chłopak podążał korytarzem i zatrzymał się na chwilę przy drzwiach do pokoju brata, chciał wejść, zapytać dlaczego, ale wiedział, że i tak nie przyniesie to skutku. Pewnie Niall wydarłby się, że to nie jego interes i żeby nie wciskał nosa w nie swoje sprawy. Jego brat zawsze mówił mu o wszystkim, wiadomo, że czasem się kłócili ale po chwili znów się godzili wychodząc na ogród i grając w piłkę nożną. Bardzo żałował, że nie może stać się tak i tym razem. Chłopak westchnął ciężko i złapał się balustrady oraz zszedł po schodach na dół po czym skierował się w stronę salonu, gdzie siedział jego ojczym. Usiadł na kanapie obok niego i wbił wzrok w telewizor.


-Czemu jesteś taki przygnębiony synu? - Bobby spojrzał na niego z uniesioną brwią ku górze.

-Wydaje ci się. - brązowooki chłopak wysilił się na delikatny uśmiech, którym obdarował mężczyznę.

-Coś się gryzie Liam. Przecież widzę. - ojczym nie dawał za wygraną. Dobrze wiedział kiedy jest coś nie tak u swojego syna.

-Wiesz tato.. - chłopak wziął głęboki wdech po czym spojrzał na niego z lekkim uśmiechem przygryzając dolną wargę. Chciał już powiedzieć prawdę, że coś dzieje się z blondynem, że jak tak dalej pójdzie to zostanie mu tylko jeden syn, ale ostatecznie wymyślił coś innego -Obawiam się tego czy przyjmą mnie w szpitalu na stałe. Dobrze wiesz jaką renomę ma ten ośrodek i jak dobrzy tam są lekarze. Boję się czy czasem mnie nie wyrzucą po tym okresie próbnym. - Liam teatralnie westchnął ale w głębi duszy cieszył się, że wymyślił na poczekaniu taki kit. Doskonale wiedział, że nie ma się o co bać bo dyrektor szpitala mu zagwarantował, że dostanie tę pracę.

-Oh nie masz się o co martwić. Lepszego lekarza od Ciebie trzeba by było ze świecą szukać, a i tak by nie znaleźli. - Bobby uśmiechnął się do niego szeroko poklepując go po plecach.

-Bobby, Liam, Niall! Obiad na stole! - Maura krzyknęła głośno jednak przyjemnie. Jej głos był po prostu anielski. Po chwili przy stole siedzieli już wszyscy oprócz Nialla.

-Liamciu zawołaj brata na obiad bo zaraz mu wystygnie. - brązowowłosy nawet nie zdążył wstać od stołu, gdyż jego brat już stał w progu jadalni po czym zasiadł na swoim miejscu. Był ubrany w czarny golf, długie czarne rurki, a na jednym z nadgarstków miał zawiązaną bandankę. Liam wpatrywał się w chłopaka jednak ten nawet nie zaszczycił go jednym spojrzeniem. Po dziesięciu minutach ciszy odezwała się Maura.

-Niall skarbie, dlaczego nic nie ruszyłeś? Zawsze zjadałeś wszystko, a teraz twój talerz lśni czystością. - mama spojrzała zatroskana na swojego syna i uśmiechnęła się do niego delikatnie.

-Nie jestem głodny. - blondyn spojrzał na kobietę, która tylko westchnęła cicho i wpatrywała się w niego.

-Ale synu. Czeka cię jeszcze lot do Londynu, musisz być…

-Stop. - niebieskooki chłopak uniósł wzrok na matkę i zacisnął dłonie w pięści na swoich spodniach. -Po pierwsze mówię, że nie jestem głodny. Po drugie w samolocie też jest jedzenie. Po trzecie proszę nie niszczmy tej chwili bo prędko się nie powtórzy. - po słowach chłopaka wszyscy zamilknęli, a Niall wręcz błagał by wszystko wróciło do normy. Po trzydziestu minutach zwykłego rodzinnego obiadu, różnych opowieści ze strony Bobby’iego, kilka uśmiechów blondyna i Maury obiad się skończył. Rodzice chłopców sprzątali, Niall wyszedł do miasta pod pretekstem tego, że musi coś kupić by mieć cząstkę Mullingar w Londynie. W tym czasie Liam powędrował na górę by odpocząć w swoim pokoju jednak zatrzymał się przed pokojem brata i położył na klamce dłoń. Nie rób tego. Odezwał się jakiś głos w jego głowie. Nie słuchaj się tamtego, musisz wejść i sprawdzić co on właściwie bierze, musisz wiedzieć co mu grozi. Liam w tym momencie poczuł się tak jakby na jednym ramieniu siedział mu diabełek, a na drugim anioł i kłócili się o to co on ma zrobić. Nie chcesz go stracić. No naciskaj na tą klamkę! No i w tym momencie pan w czerwonym garniturku, z trójzębem w dłoni i ogonem zakończony jakby grotem strzały przemówił do chłopaka. Nacisnął na klamkę i wszedł do środka. Zastał tam niesamowity porządek. Niall musiał tu sprzątać przez całą noc bo brązowowłosy na pewno nie uwierzy w to, że zmienił się w czyściocha, a zwłaszcza, że przecież jest narkomanem. Brązowooki od razu podszedł do jego walizki i przeszukał ją dokładnie. Nic tam nie znalazł oprócz paczki fajek jednak nie rezygnował. Przeszukał jeszcze jego kurtkę i bluzę, które leżały na krześle oraz szafki i biurko. Zrezygnowany usiadł na ziemi i westchnął ciężko wbijając wzrok w łóżko. Wtedy właśnie zauważył, że coś wystaje spod materaca łóżka. Podszedł do niego na czworaka i uniósł materac ku górze przez co ujrzał to czego szukał. Zabrał kilka „próbek” po czym odstawił wszystko na swoje miejsce i opuścił pokój brata. Wiedział, że to nie było dobre tym bardziej, że czuł się tak jakby go okradł. Ale robił to dla jego dobra. Musiał się dowiedzieć co to za gówno przejęło kontrolę nad jego bratem. Schował wszystko do swojej szafy między ciuchami po czym usłyszał dzwonek do drzwi. Po kilku sekundach dzwonek się ponowił więc Liam zszedł na dół i rozejrzał się dookoła. Jego rodziców nie było nigdzie, więc pewnie wyszli na ogródek i dlatego nie otworzyli. Chłopak podszedł do drzwi i uchylił je po czym uśmiechnął się do osoby, która stała teraz przed nim.

-Cześć Liam. - blondynka pomachała chłopakowi po czym uśmiechnęła się ciepło. -Ja tylko na chwilę. Chciałam coś powiedzieć Niallowi. Jest może? - dziewczyna uniosła brew ku górze wciąż się uśmiechając.

-Właściwie to wyszedł jakąś chwilę temu do sklepu może zaraz przyjdzie. - uśmiechnął się miło do dziewczyny i wpatrywał się w nią jak w obrazek.

-Nie mam zbyt dużo czasu więc po prostu pozdrów go ode mnie i poproś żeby jeszcze kiedyś się do mnie odezwał dobrze? - Perrie uśmiechnęła się do chłopaka po czym przygryzła wargę rozmyślając nad czymś.

-Coś się stało? - chłopak uniósł brew ku górze wpatrując się w dziewczynę przed nim.

-Nie. Po prostu powiedz mu, żeby się do mnie odezwał i żeby uważał na siebie. W końcu Londyn potrafi być zgubny. - blondynka uśmiechnęła się do niego uroczo po czym pomachała mu na pożegnanie i odwróciła się kierując się w stronę sklepu dziadka. Liam stał tak jeszcze przez chwilę po czym zamknął drzwi. Obrócił się i o mało co nie umarł na zawał. Stał przed nim Niall z walizką w dłoni.

-Skąd tu się wziąłeś? - brązowowłosy chłopak spojrzał na brata i westchnął ciężko.

-A no wyobraź sobie, że najpierw mój tata mnie spłodził, mama urodziła no i tak jakoś..

-Dobrze wiesz o co mi chodzi. - Liam zmarszczył brwi patrząc na blondyna z grymasem na twarzy.

-Wszedłem tylnym wyjściem. - niebieskooki wzruszył mimowolnie ramionami opierając się o ścianę i zapinając bluzę, którą przed chwilą na siebie założył.

-Chłopcy pakujcie się do auta jedziemy na lotnisko! - głos Bobby’iego rozszedł się po całym domu przez co Liama przeszły ciarki. Kilka minut później wszyscy siedzieli już w samochodzie, w którym panowała naprawdę napięta atmosfera.

***

Więc już za chwilę znów wszystko wróci do normy. Cała rodzina stała na terminalu i wpatrywała się w tablicę odlotów. Już za chwilę każdy z nich wróci do codziennej rutyny. Sekundy, minuty mijały, a oni nadal stali w tym samym miejscu nie odzywając się do siebie nawet słowem. Maurze łamało się serce widząc swojego synka, którego ujrzy dopiero za kilka miesięcy. Kilka razy nawet myślała by wsiąść w samolot i odwiedzić go w tym Londynie, ale nawet nie wiedziałaby gdzie ma iść. Niall tak naprawdę chciał wszystko zatrzymać przy sobie, więc nawet nie znała adresu jego miejsca pracy. Wiedziała tylko, że jest jakimś tam barmanem w jakimś ekskluzywnym barze. Bobby oczywiście był dumny ze swoich synów, z Liama, że został lekarzem w najlepszym szpitalu i z Nialla, że mimo trudności, które miał tak ułożył sobie życie. Był z nich dumny, ale właśnie najbardziej chyba ze swojego biologicznego synalka, który ułożył sobie życie bez jego pomocy. Liam stał i wpatrywał się w brata, który co chwila nerwowo zerkał na zegarek lub bransoletkę na ręce. Po kilku minutach nagle blondyn się odezwał.

-Czas na mnie. Za chwile odlatuje mój samolot. - spojrzał na ojca po czym przeniósł wzrok na matkę, po której policzkach spływały łzy. -Oh mamo, nie płacz. - skrzywił się delikatnie wiedząc, że to przez niego jego mama teraz zalewała się łzami przez, które chyba zaraz na miejscu terminalu będzie jedno, wielkie jezioro.

-Jak mam nie płakać skoro nie ujrzę cię przez kolejne kilka miesięcy? - Maura zaniosła się jeszcze większym płaczem po czym wtuliła w siebie kruche ciało swojego kochanego, malutkiego synalka.

-Taką mam pracę. Nie zawsze mogę po prostu wziąć wolne by was odwiedzić. - blondyn westchnął ciężko opierając głowę na ramieniu kobiety, która gładziła czule jego plecy i składała pocałunki na jego głowie. Niall odsunął się od niej i spojrzał w jej oczy. -Opiekuj się Liamem i tatą. Zobaczysz, że ten czas naprawdę szybko minie. Obiecuję. - niebieskooki wysilił się na uśmiech, którym obdarował kobietę.

-Kocham Cię Niall. - Maura ucałowała jeszcze syna w czoło i wytarła wierzchem dłoni łzy, które spływały po jej policzkach.

-Ja Ciebie też mamo. - blondyn spojrzał na nią po czym uniósł wzrok ku górze by się nie rozpłakać.

-No idź już synu bo się spóźnisz. - Bobby pospieszył blondyna i podał mu walizkę uśmiechając się delikatnie. -Odezwij się czasem do nas. - mężczyzna przytulił do swojego ramienia żonę, która co rusz ocierała łzy. Irlandczyk pokiwał głową przygryzając górną wargę. Ruszył w stronę bramki, gdy nagle poczuł czyjąś dłoń na ramieniu.

-Niall, uważaj na siebie. Londyn potrafi być zgubny, a ty już chyba powoli tego doświadczasz. - brązowowłosy spojrzał na brata, który przełknął głośno ślinę po czym zaśmiał się pod nosem i niedowierzająco pokręcił głową.

-Ty nic nie wiesz Liam i niech tak zostanie. Nie wtrącaj się w moje życie okej? Zajmij się swoim i tym byś został tym lekarzem by tatuś mógł być z Ciebie dumny. - blondyn uśmiechnął się do niego złośliwie po czym odwrócił się od niego i ruszył z powrotem do bramki. Gdyby mógł pewnie teraz by się rozpłakał ale był silny, musiał. Był już na to odporny, prawie. Ranił przyjaciół, kolegów, a teraz jeszcze rodzinę. Nie chciał by tak to się skończyło, ale kiedyś im wszystko wytłumaczy. Kiedyś.

***

Powrót do Londynu wcale nie był dla niego zbawieniem. Chociaż pobyt w domu wcale nie był niebem. Zabrał swoja walizkę nawet już nie licząc na to, że go przeszukają. Zresztą większą część podarowanych mu prochów zdążył już zużyć i miał gdzieś skutki uboczne, dla niego liczyło się to, że wtedy uciekał, nie pamiętał tego co się działo przez kilka długich nocy. Przechodząc przez terminal co chwilkę oglądał się za siebie. Czuł się obserwowany jakby ktoś cały czas był przy nim, jakby go ktoś obserwował. Zatrzymał się i rozejrzał dookoła jednak nikogo nie zauważył. Rozważał możliwość popadania w paranoje bądź halucynacje spowodowane zbyt dużą ilością prochów w jego organizmie. Ruszył przed siebie do wyjścia z lotniska i zdjął pieprzony identyfikator. Już chciał łapać taksówkę kiedy poczuł czyjąś dłoń na ramieniu.

-Idziemy panie Horan. Pan Tomlinson pana oczekuje. - ten głos słyszał go tyle razy, że w ciemno mógł obstawiać kto się po niego zjawił. Preston odebrał jego bagaż i skierował do czarnej limuzyny stojącej na parkingu przy wejściu. Był w lekkim szoku. Miał nadzieje, że chociaż do jutra będzie miał spokój. Niestety wyglądało na to, że dzisiaj znów poczuje się upokorzony. Sięgnął do kieszeni i przyjrzał się uważnie reszcie prochów jakie mu zostały. Miał ochotę wziąć je teraz wszystkie naraz i odpłynąć, ale nie mógł. Nie mógł narażać swojej rodziny, przyjaciół. Zdawał sobie sprawę jaki bezwzględny potrafił być Tomlinson. Spojrzał na swoją bransoletkę, którą starał się ukryć i westchnął ciężko. Jego życie się skończyło, teraz po prostu egzystował.

***

Znów poczuł się jak wtedy gdy pierwszy raz stanął przy tych drzwiach z tą jedyną różnicą, że wtedy liczył na lepsze życie, a teraz… teraz nie liczył już na nic. Nacisnął na klamkę i wszedł po prostu do środka bez pukania zastając Louisa i jakiegoś chłopaka w dość intymnej sytuacji. Niall mimo tego kim był wciąż miał problemy z takimi sytuacjami, a do tego wciąż myślał ze Tomlinson jest w związku z Harry’m. Spuścił głowę i mruknął ciche „przepraszam” pod nosem napotykając zabójczy wzrok Louisa wiedział, że znów mu się naraził i raczej nie wróżyło to niczego dobrego.

-Nie wiesz, że się puka?! - warknął szatyn i odsunął się od chłopaka wręcz rozpływającego się wciąż pod dotykiem swojego partnera -Zobaczymy się później i dokończymy naszą zabawę. - mruknął przeciągle Lou odprowadzając go do drzwi i całując namiętnie na pożegnanie -Siadaj Horan. - przeszedł obok blondyna i usiadł na swoim fotelu opierając się o blat biurka przedramionami i wpatrując w twarz chłopaka. Niall uczynił wręcz od razu rozkaz swojego szefa i bawił się palcami.

-Jeszcze raz przepraszam ja nie wiedziałem, chciał mnie pan widzieć powinienem zapukać… - spojrzał na mężczyznę siedzącym przed nim i uciszającym go ręką, więc zamknął się natychmiast.

-Nie mamy czasu na głupie gadanie. Podwijaj rękawy. - blondyn uczynił to o co go poproszono, jego szef wstał i przyglądał mu się uważnie, po chwili uniósł jego koszulę patrząc na jego chudy brzuch na, których bokach znajdowały się już blade odciski palców. - Teraz spodnie. – Niall spojrzał na niego z lekkim niedowierzaniem, ale wykonał polecenie szefa i wstał odpinając najpierw klamrę paska, a następnie guzik i rozporek przez co jego spodnie spadły na ziemię. Lou przyjrzał się uważnie najpierw jego nogom, a następnie zerknął na bokserki gdzie wyraźnie odznaczał się członek Horana.. Tomlinson oblizał swoje usta, a blondyn spuścił z zażenowaniem głowę, czuł się jak jakiś zwierzak na wystawie –Ja to się jednak znam na ludziach. Pewnie gdyby nie to, że pieprzy cię pół miasta sam bym się za ciebie zabrał. Możesz się ubrać i siadaj. – głos mężczyzny znów był ostry wręcz surowy. -Cieszę się, że dobrze się zrozumieliśmy.

-Czy mogę iść już do domu? - Niall spojrzał niepewnie na Louisa, a ten zaczął się wręcz zaczął zwijać ze śmiechu tak, że aż musiał oprzeć się o krawędź biurka aby nie przewrócić się i nie zacząć turlać po podłodze.

-Pan panie Horan naprawdę umie rozśmieszyć człowieka. Dziś pan powoli zaczyna odrabiać swoje wolne. Trójka klientów na pana czeka, ale ma pan szczęście trafił ci się jeden młody na samym końcu więc idź się przygotuj. Masz godzinę. Czeka Cię dobra zabawa. - w środku Irlandczyka walczyły dwa żywioły, jego dwie natury. Z jednej strony aż gotowało się w nim ze złości i z chęci przywalenia temu zasranemu gogusiowi, z drugiej okropnie się go bał. Wstał powoli z krzesła i ruszył ku drzwiom kiedy w połowie drogi o czymś sobie przypomniał. Złość zagórowała nad strachem i obrócił się do swojego szefa po czym uśmiechnął się unosząc kącik ust ku górze. W jego oczach czaiła się złośliwość, chęć bycia chociaż raz lepszym od szatyna -Zastanawiam się czy Harry zdaje sobie sprawę, że pieprzysz jakiś innych chłoptasi na boku. - założył swoje dłonie na klatce piersiowej, a jego uśmiech poszerzał gdy zobaczył zszokowaną twarz Lou. Chyba nikt nigdy nie był w stanie się mu w taki wyraźny sposób postawić. Niall był albo bardzo dzielny albo bardzo głupi. Szybko przekonał się, że jednak to drugie. Tomlinson dopadł go w kilka kroków i przycisnął wątłe ciało do ściany zaciskając dłonie na jego szyi. Oczy ciskały wręcz gromy, a Niall nie mógł złapać powietrza. Starał się odsunąć swojego szefa od siebie ale ten był o wiele od niego silniejszy.

-Tylko spróbuj mu pisnąć słówko ty mała dziwko, a blond koleżankę będziesz mógł wyławiać z Tamizy. Mówiłem, że znam każdy Twój ruch. - puścił go widząc powoli siniejącą twarz chłopaka i uciekające oczy które ukazywały same białka. Niall upadł na kolana łapiąc oddech, który na początku zapiekł w płucach. Spojrzał na górującego nad nim Lou i wytarł spływające łzy -Zjeżdżaj stąd bo mam ochotę cię po prostu rozpieprzyć na tej ścianie. - chłopak pozbierał się i wyszedł udając się do ‘swojego’ pokoju. Nie zwracał uwagi na mijanych przez siebie ludzie. Zdał sobie sprawę z tego, że w Irlandii naprawdę był obserwowany, nie miał halucynacji.

***

Już po pierwszym kliencie wiedział, że będzie miał długą noc. Nie czuł dolnych partii ciała prawie, że nie mógł się ruszyć. Miał teraz chwilkę czasu dla siebie, miał się doprowadzić do porządku przed kolejnym klientem. W duchu zaczął się modlić aby tylko to przetrwać. Gdy w końcu udało mu się usiąść rozejrzał się po pokoju. Na ścianie wisiało nowe lustro, które nie tak dawno rozwalił. Spojrzał w nie i dostrzegł na klatce kilka nowych zadrapań. Skrzywił się i powoli zaczął ubierać bokserki na bolący tyłek. Nie rozumiał czemu za każdym razem musiał mieć na sobie ten pieprzony garnitur. Co tych dupków tak pociągało w tym eleganckim wyglądzie. Westchnął cicho i zerknął w stronę szafy. Wyjął czysty garnitur i spojrzał na bluzę wisząca obok. Zawahał się. Nie mógł teraz sobie na to pozwolić. Jeszcze raz zerknął na nią i z szybkim ruchem wyjął z kieszeni kilka foliowych torebeczek z proszkiem. Schował je w dłoni i wszedł do łazienki. Zrzucił gatki i wszedł pod prysznic puszczając zimną wodę, która orzeźwiła jego ciało. Lodowate krople uderzały o jego ciało powodując delikatne ukłucia. Zerknął na garnitur i leżące obok prochy. Przymknął oczy i widział tego mężczyznę, czuł jego łapska na swoim ciele, czuł ten ból, czuł znów się tak okropnie upokorzony. Złapał ręcznik i nie zważał na płynące po jego policzkach łzy. Ubrał się nawet uprzednio nie wycierając swojego ciała. Strużki wody spływające z włosów torowały drogę przez jego kark aż nikły za nieskazitelnie białą koszulą wzdłuż linii kręgosłupa pozostawiając ślad z gęsiej skórki. Usiadł na dywaniku rozłożonym na środku łazienki i drżącymi rękami rozsypał zawartość paczuszki formując z niej kreskę i pochylając się do przodu aby szybkim ruchem wciągnąć połowę do jednej dziurki, a drugą połowę do następnej. Zapomnienie nie przyszło jednak tak szybko jak po wstrzyknięciu sobie płynu w żyły. Wyrzucił puste opakowanie i wrócił do pokoju siedział na łóżku co chwilkę zerkając w stronę szafy gdzie wciąż czekała na niego reszta. Położył się i czekał. Po chwili znajdował się na zielonej łące pełnej cudownych puszystych króliczków beztrosko skaczących po łące. Czuł się szczęśliwie. Nie miał pojęcia ile czasu minęło, ale wiedział że potrzebuje czegoś mocniejszego. Zaczął szperać po kieszeniach bluzy i znalazł ostatnią strzykawkę z zawartością. Podwinął szybko rękaw i chwycił za jeden z batów leżących wciąż na stole. Zrobił z niego opaskę uciskową tuż powyżej łokcia i uderzył kilka razy w zajęcie łokcia aby pojawiły się żyły po czym umieścił w jednej z nich igłę wpuszczając do środka zawartość. Upuścił pustą strzykawkę i odwiązał węzeł aby substancja swobodnie mogła się rozejść po jego organizmie. Nie zdążył się podnieść kiedy do środka wszedł mężczyzna. Dla Nialla wyglądał on śmiesznie. W jego oczach miał czerwony kapelusz z wielką żabą na głowie i był ubrany w jakiś śmieszny clownowy garnitur. Blondyn nie mógł powstrzymać śmiechu.

-Clown! - krzyknął i zaniósł się donośnym śmiechem co u mężczyzny wywołało falę gniewu. Podszedł do chłopaka, złapał za klapy jego marynarki i przyciągnął do siebie.

-Jak ty mnie nazwałeś dziwko?! - mężczyzna aż kipiał złością nie spuszczając wzroku z chłopaka, który nie mógł przestać się śmiać.

-Niech się pan clown nie martwi i nie gorączkuje, będzie dobrze. - poklepał swojego klienta po policzku i cmoknął go w nos. Zszokowany mężczyzna rozluźnił uścisk, a blondyn zaczął nucić pod nosem jakąś melodię i tańczyć dookoła pokoju. Wyglądał jakby zbierał kwiatki. Po chwili mężczyzna ocknął się ze zdziwienia i zmarszczył brwi przyglądając się uważnie chłopakowi, który przystanął i wpatrywał się w niego jak jakiś obłąkany.

-Za co ja kurwa tyle zapłaciłem? Za jakiegoś obłąkanego dzieciaka. - pokręcił głową i zacisnął zęby -Rozbieraj się i to już! - Niall wykonał polecenie bez mrugnięcia okiem po czym znów zaczął tańczyć po pokoju i powskakiwać.

-Jestem motylem! - chichrał się wskakując na łóżko po czym znów z niego zeskoczył i wymachiwał rękami. Nagość w tym momencie go nie krępowała. Mężczyzna również pozbył się swoich ciuchów i to przykuło uwagę blondyna. Zatrzymał się i przekrzywił głowę przyglądając się ciału mężczyzny z wyraźnym zaciekawieniem.

-Och. - wyrwało się z piersi młodego chłopaka a na jego twarzy znów zagościł uśmiech. Facet wyraźnie dumny z okrzyku chłopaka wypiął pierś.

-Ma się odpowiedni sprzęt. Będzie ci jak w raju jak tylko będziesz grzeczny. - podszedł do Nialla i pogładził jego policzek. Blondyn jednak wybuchł śmiechem patrząc w oczy mężczyzny.

-A gdzie ten sprzęt? Pan ma malutkiego ptaszka. - Niall nie panował nad słowami które wydobywały się z jego ust. Jego mózg został w tym momencie jakby wręcz odłączony, on po prostu mówił. Nie minęła chwila, a duża dłoń znalazła się na policzku Horana, który upadł na podłogę, a w jego dużych lazurowych oczach stanęły łzy.

-Coś ty śmiał powiedzieć?! - krzyknął mężczyzna i wymierzył chłopakowi kopniaka prosto w brzuch. Stróżki słonych łez spłynęły po bladym policzku chłopaka, a kiedy uderzenie powtórzyło się chciał krzyknąć ale głos uwiązł mu w gardle. -Pieprze słowa Tomlinsona! Zabawię się z Tobą po swojemu! - mężczyzna szarpnął chłopaka za włosy pochylając się nad jego zwiniętym ciałem i spojrzał w jego oczy. Nienaturalnie rozszerzone źrenice wpatrywały się w niego. Rozejrzał się uważnie i dostrzegł opróżnioną strzykawkę -Ciekawe czy twój szef wie, że jego dziwka ćpa. - splunął na niego po czym podniósł go wciąż szarpiąc za włosy i przycisnął do ściany -Załgujesz na karę. Masz pewność, że jedną otrzymasz teraz ode mnie, a drugą wymierzy ci Twój ukochany szefunio. - Niall pomimo bólu wciąż był otępiały z powodu narkotyków, ale poczuł rozdzierający ból u dołu pleców kiedy bez ostrzeżenia czy jakiegokolwiek przygotowania penis mężczyzny znalazł się w jego tyłku. Ruchy mężczyzny rozrywały go od środka, chciał osunąć się po ścianie, do której był wręcz wgniatany. Nie mógł nawet krzyczeć, bo nie miał na to siły, nic nie widział z powodu łez. Kiedy w końcu obok szybkiego oddechu i sapania mężczyzny usłyszał głośniejszy jęk i zaprzestał on ruchów odetchnął. Nie wiedział nawet kiedy został pchnięty na łóżko i pierwsze uderzenie zapiekło na jego plecach, kolejne na pośladkach, a na jego oczach znalazła się opaska wystraszył się. Po raz pierwszy też w jego ustach znalazł się knebel. Nie miał pojęcia co się teraz stanie.

-Dopłacę najwyżej temu skurwysynowi, a ty za upokorzenie mnie będziesz cierpiał. Ty bezużyteczna szmato! - kolejne uderzenia bolały coraz bardziej, Niall poczuł jakby coś mokrego spłynęło po jego ciele, a po chwili materac ugiął się pod ciężarem mężczyzny, a jego członek znów znalazł drogę do wnętrza Nialla sprawiając po raz kolejny mu ogromny ból. Czuł się tak potwornie obolały i wyczerpany. Zamknął oczy i poczuł jak wszystkie siły go opuszczają. Miał nadzieje, że umiera tak strasznie tego pragnął. Nie wiedział ile to trwało, ale kiedy się ocknął leżał na podłodze wciąż z zawiązanymi oczami i rękami klęcząc z wypiętym tyłkiem i czymś czego nie umiał nazwać, co znajdowało się między jego kolanami aby nie mógł ich ‘zamknąć’. Wiedział, że stracił po prostu kontakt chwilowy z rzeczywistością, za pewne było to spowodowane przez narkotyki, że coś robił ale nie wiedział co. Mężczyźnie jakby to nie przeszkadzało w rżnięciu jego dupy po raz kolejny doszedł w jego tyłku i zaczął powoli uwalniać dłonie chłopaka i odwiązywać knebel i szmatkę z jego oczu. Wycieńczony chłopak upadł na ziemię ale nie było mu dane płakać w spokoju, szarpnięcie za włosy spowodowało, że uniósł wzrok nad rozwścieczoną, ale usatysfakcjonowaną twarz już ubranego klienta.

-Gdybyś tylko był grzeczniejszy nie musiał bym tego wszystkiego robić. Muszę naskarżyć jutro twojemu szefowi. - ten fałszywie miły głos wiercił dziurę w mózgu chłopaka. Gdy puścił jego włosy głowa blondyna bezwładnie opadła na ziemię, a facet wychodząc kopnął go jeszcze raz w brzuch co spowodowało, że Niall poczuł krew w ustach. -Dziwka, zwykła tania dziwka. - rzucił w stronę młodego chłopaka i wyszedł zostawiając go całego obolałego. Blondyn nie wiedział czego się teraz tak naprawdę bał. Wiedział, że Tomlinson się wścieknie, ale pal licho jeśli znów oberwie on, bał się o rodzinę, o przyjaciół. Doczołgał się do rogu pokoju ciągnąc za sobą prześcieradło na której widniały plamy krwi. Nie miał pojęcia skąd one się tam wzięły ale nie zamartwiał się tym teraz. Okrył swoje nagie ciało i rozpłakał się. Jego głowa okropnie bolała, oczy piekły, a ciało całe pulsowało. Powieki były okropnie ciężkie wiedział, że miał jeszcze chwilkę więc pozwolił sobie zasnąć. Obudził go dopiero głośny śmiech i skrzypienie otwieranych drzwi. W jego oczach stanęły łzy, nie zdążył się umyć, ubrać zamaskować siniaków. Jego ciałem wstrząsnęła fala drgawek spowodowana kolejną partią łez.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz