Harry wyrwał rękę ze spodni Louisa, ale było już za późno. Jego ciocia przemierzała pokój, wrzeszcząc do niego różne obelgi. Skierował wzrok na Louisa, który stał ochronnie przed młodszym chłopcem, trzymając ręce w górze, osłaniając go. Jego chłopak błagał ją, by przestała, ale ona wciąż wydzierała się na Harry’ego, nie zwracając uwagi na Louisa.
W końcu przestała, jej twarz była czerwona, a wzrokiem wbijała sztylety w siostrzeńca. – Wyjdź. Wyjdźcie, oboje. Wynoście się z mojego domu ! Masz czas, aby się stąd wynieść, zanim ja i Bernard wrócimy do domu. – Po tym odeszła, zatrzaskując za sobą drzwi.
Louis spojrzał przepraszająco, szeroko otwartymi oczyma na Harry’ego. – To wszystko moja wina, o mój Boże, tak mi przykro – powiedział, przygryzając wargę. Młodszy chłopak tylko pokręcił głową i przyciągnął swojego chłopaka do uścisku.
- To nie twoja wina. Ona po prostu szukała powodu, by mnie wykopać z domu. – Westchnął, przejeżdżając ręką po włosach. – Tylko… gdzie się zatrzymam ? Nie mam gdzie.
Louis wyśmiał go, trzymając go mocno w ramionach. – Wiesz, że zawsze możesz zatrzymać się u mnie. To nie jest tak, że każdy w mojej rodzinie cię nienawidzi, wiesz ?
- Naprawdę ? – zapytał Harry.
- Naprawdę – powiedział Louis i podszedł do szafy, wyjmując z niej walizkę Harry’ego.
~*~
Gdy dotarli pod dom Louisa, dochodziła już dziesiąta trzydzieści. Weszli prosto przez drzwi, ciągnąc za sobą walizkę Harry’ego.
Pierwszą rzeczą, jaką zobaczył kędzierzawy chłopak był Liam siedzący na kanapie, który spojrzał z nad swojego telefonu, zauważywszy swojego przyjaciela. Jego twarz wykrzywiła się w dezorientacji, ale zanim zadał pytanie, młodo wyglądająca kobieta weszła do salonu z uśmiechem na twarzy. Od razu uśmiechnęła się do Louisa, po czym skupiła uwagę na Harrym.
- Louis, kto to ? – zapytała, znów uśmiechając się szeroko.
Louis wyciągnął rękę w stronę Harry’ego, łącząc ich dłonie. – To jest Harry. Jest moim chłopakiem, to ten, o którym ci mówiłem. – Oczy jego matki rozjaśniły się, a uśmiech stał się niemożliwie szerszy, pokazując Harry’emu po kim Louis ma tę cechę.
- Tak, pamiętam!– Przeszła przez pokój i przyciągnęła Louisa i Harry’ego do uścisku. – Jestem Johanna, ale proszę, na miłość boską, mów do mnie Jay. – Po chwili zauważyła walizkę Harry’ego. – Coś się stało ?
Louis odchrząknął i spojrzał matce w oczy. – Jego ciocia i wujek jakby wykopali go z domu. On nie ma się gdzie podziać, więc pomyślałem, że może mó—
- Lepiej uwierz, że on zostaje tutaj, Louisie Tomlinsonie ! – powiedziała szybko Jay, sięgając po torbę Harry’ego. – Harry, kochanie, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko zatrzymania się w pokoju Louisa … panuje tam okropny bałagan. – Przewróciła oczami i machnęła ręką na tę parę, aby poszła za nią.
Gdy Harry zadomowił się w pokoju swojego chłopaka ( i Jay była w bezpiecznej odległości na dole) Louis pociągnął Harry’ego na łóżko, całując go mocno. Siedział okrakiem na półnagim chłopcu, wyglądającym poniekąd jak mężczyzna z jego plakatów. Jego ręka zsunęła się pod koszulkę Harry’ego, ściągając ją, gdy drzwi się otworzyły i Liam wszedł do pokoju.
Louis pozostał w tej pozycji, zostawiając rękę w tym samym miejscu, i spojrzał zdenerwowany na swojego przyrodniego brata. – Co jest, Liam ?
Brązowooki chłopiec wydawał się być niezrażony aktualną pozycją, w jakiej tkwił jego brat i Harry, siadając na brzegu łóżka. – Harry, zdajesz sobie sprawę, że mamy jutro szkołę, tak ?
Kędzierzawy chłopak kiwnął głową, podnosząc wzrok na swojego przyjaciela, powodując, że Liam kontynuował. – Więc, nie możesz nie spać przez całą noc, tak ? To znaczy, jest już po dwunastej, więc po prostu ostrzegam cię…
Louis sztyletował wzrokiem tego dojrzałego chłopca. – On ma rację, Hazz. Mam na ciebie zły wpływ. – To oświadczenie wywołało śmiech u Harry’ego, który tylko przyciągnął Louisa do kolejnego pocałunku.
Liam zakaszlał niezręcznie i odwrócił wzrok. – Tak, ja może po prostu zostawię was dwóch tutaj, robiących to, tak sądzę. Wydaje się, że całkiem dobrze radzicie sobie beze mnie. I, och, boże, jeśli bym dołączył, byłoby to po prostu straszne, nie wspominając, że obrzydliwe. Po prostu pamiętajcie o zabezpieczeniu, użyjcie go…albo…tak.
Gdy Harry zaczął jęczeć przez rękę Louisa, wślizgującą się do jego spodni, Liam uznał, że czas wyjść z pokoju.
~*~
- Harry – szepnął jakiś głos, zmuszając go, by cię obudził.
Zarejestrował ciężar na swoim pasie u ciepło na plecach. Natychmiast przesunął się w stronę ciepła, jęcząc, na myśl o wstawaniu.
- Hazz. Masz dziś szkołę, obudź się, idioto - głos Louisa stawał się coraz wyraźniejszy i Harry otwarł szeroko oczy, mrugając i rozglądając się po otoczeniu. Był nieco zaskoczony, zanim przypomniał sobie wydarzenia z poprzedniego dnia.
Z uśmiechem odwrócił się twarzą do swojego chłopaka. – Oh, śniadanie w łóżku.
Louis roześmiał się i puścił mu oczko. – Chciałbym, ale masz przygotować się do szkoły, kochanie. Ja właściwie też zaczynam dziś praktyki nauczania teatru.
Harry uśmiechnął się i pocałował go, mrucząc „ Jestem z ciebie taki dumny” w jego usta. Dzień dopiero się zaczynał, Harry już czuł, jakby miał u stóp cały świat.
________
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz