Irlandia nie była niczym niezwykłym, choć w tak małym miasteczku jak Mullingar, Zayn był po raz pierwszy. Większość domów była stara, ale miały swój urok. Zaynowi przeszło nawet przez myśl, że ta cicha mieścina jest dużo lepsza od wielkiego, głośnego Londynu. Mimo to nie zamierzał zagrzać tu miejsca dłużej niż będzie to konieczne. Jego zakwaterowaniem miała być kawalerka w bloku obok tego, w którym mieszka jego cel. Rozpakował się tylko po części, nie czuł większej potrzeby wicia tu sobie gniazdka. A nawet jeśli chciałby zostać tu dłużej Zayn miał słabość do minimalizmu i wszelkiej prostoty. Gdyby nie Harry, ich mieszkanie składałoby się pewnie tylko z kanapy, dywaniku i telewizorka w salonie, oraz łóżka w sypialniach i ewentualnie stołu z dwoma krzesłami w kuchni. Zapewne przemalowałby też ściany na bardziej neutralne kolory. Jednak Harry nadał ich mieszkaniu pewnego rodzaju charakter, co również nie przeszkadzało Zaynowi. Zwyczajnie uważał on to za bezużyteczne. Ale nie zamierzał się kłócić z młodszym o to, czy kuchnia ma być jasno zielona, czy szara. Dla niego każde pomieszczenie mogło być tego koloru, ale Harry uznał ten pomysł za nienormalny i co najmniej chory. ‘Przecież nie jesteśmy jakimiś robotami. Musi być to trochę ciepła, Zie’ – brzmiały jego argumenty.
Był już wieczór, gdy Zayn odpoczął po podróży i jeszcze raz dokładnie przestudiował wszystkie informacje o Niall’u Jamesie Horanie. To ciekawe, że uciekł do małego miasteczka tylko po to, by odciąć się od rodziny. Zapewne nie podobało mu się kim był jego ojciec lub zwyczajnie nie chciał był ciągle w jego cieniu. Zayn nie wnikał w jego psychikę oraz powody decyzji, które podejmował. Ważne było to, że w Mullingar nie miał zbyt wielu znajomych, prócz jakiegoś Sean’a. To pomagało, bo tym samym Niall nie miał dużo zajęć lub zobowiązań. Codziennie wracał do domu tymi samymi uliczkami, wstępując do tego samego sklepu by kupić to samo. W każdy czwartek chodzi z Sean’em na siłownie, w każdy wtorek ma dodatkowe zajęcia na uczelni. Weekendy spędzał w domu, zwykle sam. Zaynowi pasowała ta sytuacja. Stanął przy oknie i upewniając się, że chłopak jest zajęty, przyłożył lornetkę do oczu. Ich okna były na tej samej wysokości, widok był idealny. Niall zaparzał sobie kawę, stojąc bokiem do okna. Zapewne mieszkanie, które wynajmował również było kawalerką, bo nie wyglądało na zbyt duże. To dziwne, że jedyny syn bogatego polityka mieszka sam, w małym miasteczku, w malutkiej kawalerce. Ale Malik nie zagłębiał się w to. Zmierzył chłopaka od stóp aż po czubek głowy. Średniego wzrostu, z roztrzepanymi blond włosami. Lekko prześwitywały odrosty. Chłopak wydawał się kiepsko zbudowany, wręcz filigranowy. Miał na sobie stare jeansy i za dużą, niebieską bluzę, w której wydawał się wręcz tonąć. Przymknął oczy, podnosząc kubek do twarzy i zapewne wdychając powoli zapach przygotowanego napoju. Uśmiechnął się lekko, po czym powoli udał się do salonu, na który również Zayn miał wgląd. Nawet nie zdał sobie sprawy jak przez godzinę wpatrywał się w tego chłopca, podczas najzwyczajniejszych czynności, takich jak oglądanie filmu i śmianie się samemu do siebie. Przez moment Zayn uznał to za przejaw debilizmu chłopaka, po czym zwalił na to, że zapewne czuje się samotny i nawet w pewnym momencie było mu go żal. Jednak tak naprawdę Zayn nie myślał nic takiego na ten temat, jedynie to te uczucia był w stanie wypowiedzieć w swojej głowie. Na dnie jego serca kłębiło się bowiem stwierdzenie, że to zupełnie urocze i Harry też często śmieje się to telewizora. Nie przeszkadza mu to w żaden sposób, bo Zayn nie jest komikiem pierwszej klasy, więc to naturalne, gdy Harry próbuje poprawić sobie humor w jakiś inny sposób. Po chwili Zayn odłożył lornetkę i oparł się plecami o parapet i odetchnął ciężko. Czuł, że ten tydzień będzie nudny i chciał zakończyć zadanie jak najszybciej. Odwrócił się i spojrzał po raz ostatni na tego blondyna. To miało być ostatnie, pięciosekundowe zerknięcie, ale nawet nie zwrócił uwagi na to, że zaczął dokładnie studiować jego wygląd. Począwszy od chaotycznej fryzury, poprzez za dużo ciuchy, jakby nie obchodziło go zdanie innych. Po chwili Zayn zdał sobie sprawę, że niedługo wniknie w jego życie nazbyt, szybko więc odstawił lornetkę i odsunął się od okna, by powoli opaść na kanapę. Mógłby teraz tam iść i zwyczajnie w świecie pozbyć się Niall’a. Jednak nie czuł, aby to był odpowiedni moment. Nie był w pełni sił, jako że wciąż był lekko ospały. W dodatku zwyczajnie nie chciał tego jeszcze robić. On musi dopracować wszystko w każdym, nawet najmniejszym szczególe. Można go nazwać spokojnie perfekcjonistą. On sam nie miał sobie tego za złe. Jego telefon zawibrował i Zayn leniwie wyciągnął go z tylniej kieszeni spodni. Nie było dla niego niczym dziwnym, gdy zauważył, że nadawcą jest nie kto inny jak jego lokaty współlokator. Mimo to ucieszył się lekko. Nie to, że już za nim tęsknił. Ale w ten sposób miał Harry’ego na oku bez przerwy.
‘Zayn! Josh jest okropny. Przyszedł właśnie do mnie i siedzi na NASZEJ kanapie, zajadając się NASZYMI chipsami, pijąc NASZĄ kawę. I jeszcze ględzi mi o imprezie w piątek. Jaki bezczelny dzieciuch, prawda?! I teraz siedzi sobie tam i truje mi coś o tej imprezie i myśli jeszcze, że z nim pójdę, ha, śmieszny jest, prawda? A co u ciebie?’
Zayn wiedział o co chodzi Harry’emu. Zapewne Josh po prostu przyszedł do nich, a Harry sam kazał mu się rozgościć i zaczął mu nadskakiwać. A teraz wyskakuje z pretensjami do Zayna, bo uwielbia nagabywać go na tego chłopaka. Co więcej, Zayn wiedział po co była wzmianka o imprezie. Pisał zapewne tylko po to.
‘Harry, jeśli chcesz iść na imprezę- po prostu idź. I przestań gadać na Josha. Mogłeś go nie wpuszczać.’
Nie musiał czekać długo. Odpowiedź przyszła natychmiast. Przeszło mu przez myśl, że Harry jest najgorszym gospodarzem wszech czasów, bo na pewno siedzi teraz w kuchni pisząc do Zayna, zamiast pójść do Josha. Ale Harry nigdy nie umiał się zachować, nawet gdy chodziło o kogoś, kogo kiedyś darzył większym uczuciem. Nawet przy Zaynie nie umiał być kulturalny. Zapewne nie wiedział nawet co oznacza to słowo.
‘Dobra. Rozgryzłeś mnie. Tak naprawdę on tam siedzi i jakby nigdy nic po prostu siedzi, a ja tu stoję i nie mogę mu obciągnąć, nie wspominając już o zaciągnięciu go do łóżka. Czujesz się teraz zazdrosny, prawda? Wiem to. Nie odpowiadaj! Mogę? Myślisz, że jeśli tam pójdę to będę w stanie nikogo nie przelecieć? Mówiłem ci- zaczyna życie w celibacie.’
Zayna zamurowało choć nie do końca wierzył w słowa Harry’ego. Ten Harry Styles stwierdził, że żyje w celibacie? I nie chce iść na imprezę bo boi się, że kogoś zaliczy? Czy ten Harry Styles uderzył się dziś w głowę pod nieobecność Zayna? Nawet na parę godzin nie można zostawić go samego.
‘Więc nie idź.’
Tylko tyle starczyło, a po minucie Harry odpisał, że wyrzucił Josha z domu i nawet nie rzucał dwuznacznych tekstów. Pytał też, czy Zayn mógłby porozmawiać z nim na Skype. Dla Zayna było to dziwne z początku, ale wyczuwał, że Harry naprawdę będzie chciał się zmienić. Doceniał to. Liczył, że może w ten sposób znajdzie kogoś odpowiedniego. Życzył mu tego z całego serca. Ten mały, roześmiany chłopczyk z burzą loków zasługiwał na kogoś kto o niego zadba i pokocha go najbardziej na świecie. Takim jaki jest. Mulat odpalił laptopa i rozsiadł się wygodnie na kanapie. Po chwili już wyświetliła się wiadomość o połączeniu od ‘Hazz.669’ i chyba odruchowo Zayn pokręcił głową z dezaprobatą. Na ekranie pojawił się roześmiany od ucha do ucha chłopak, który ciafrotał coś bez przerwy nie pozwalając Zaynowi nawet się z nim przywitać. Obaj znali swoje odruchy obronne i w tym momencie Harry chciał po prostu zapomnieć lub udać, że czegoś nie było. Bez względu na to Zayn siedział przypatrując się mu uważnie i z każdą minutą rozgryzał go coraz bardziej. Wnioski same zaczęły mu się nasuwać, więc gdy tylko Harry zaprzestał swojego monologu, Zayn odsapnął ciężko.
-Wciąż podoba ci się Josh? –spytał lekko zdziwiony. Myślał, że Harry zamknął ten rozdział już dawno temu, ale najwidoczniej się mylił. Najwidoczniej w wielkim sercu Harry’ego wciąż na dnie tliła się niespełniona miłość, która dała o sobie znać, gdy Harry po raz kolejny został sam i Josh go odwiedził. Mówiąc został sam, nie chodzi o wyjazd Zayna. Chodzi o to, że Zayn wyjechał akurat w momencie, gdzie we wnętrzu Harry’ego toczyła się walka między dupkiem myślącym penisem, którym chciał być, oraz prawdziwie uczuciowym chłopakiem pragnącym jedynie odrobiny ciepła, którym tak naprawdę był.
-Nie wiem o co ci chodzi. Z resztą pomińmy to. Wiedziałeś, że… –znów zaczął opowiadać o czym błahym. Zayna nie obchodziły przygody syna ich sąsiadów, ale sercowe problemy Harry’ego. Nie lubił się mieszać, ale wiedział, że Harry musi się wyżalić. Że Harry tego potrzebuje, choć nigdy się nie przyzna.
-Harry. –przerwał mu powoli i spokojnie. Nie chciał brzmieć oschle lub jakby miał do niego jakieś pretensje. Chciał brzmieć jak ktoś, kto się nim przejmuje. Był tym kimś.- On na ciebie nie zasługuje.
Harry zamilkł. Na moment odruchowo otworzył buzie, lecz po chwili zamknął ją i uciekł wzrokiem na bok. Minuty mijały, a głowa Harry’ego jedynie opuszczała się, jakby chcąc ukryć, że jest mu wstyd. Przecież wiedział, od samego początku wiedział, że Josh nie jest nim zainteresowany. Josh wręcz go nie lubi, więc robienie sobie ciągłych nadziei było jedynie rozdrapywaniem ran. Ale Harry w sprawach miłosnych wydawał się być masochistą bo mimo to wciąż nie umiał, lub nie chciał wybić go sobie z głowy. Bo ten chłopak z trochę zbyt błyszczącymi oczami i długimi włosami, który natrętnie walił w starą perkusje w pokoju obok, gdy byli jeszcze w sierocińcu, nie dawał mu spokoju. Bo Harry spędzał godziny słuchając jak Josh ‘ćwiczy’ lub jak wychowawczynie wydzierają się na niego, aż w końcu mając dość kłótni, trzaskają drzwiami. I teraz brakowało mu tych godzin, brakowało mu dźwięku głośnego krzyku Josha, gdy Tony połamał mu pałeczki, albo jego ciągłych ucieczek. W końcu i tak wracał do sąsiedniego pokoju, tylko po to by znowu spróbować uciec. Ale teraz widywali się rzadko, bo Josh nie pałał sympatią do Harry’ego i nigdy z własnych chęci nie spotykał się z nim. To musiało być coś, że Josh pojawił się dziś w jego domu i tak po prostu zaprosił go na imprezę. Zapewne Josh miał nadzieje, że Harry przyprowadzi Zayna, ale ani Malik, ani Styles o tym nie wiedzieli.
-Wiem. –wychrypiał powoli, starając się chyba bardziej przekonać siebie, niż Zayna.
-Znajdziesz sobie niedługo kogoś, mówię ci. Po prostu poczekaj. Będzie dobrze. –uspokajał go, choć Zayn uważał to jedynie za niepotrzebne gadanie. Mimo to Harry wierzył w jego słowa, nawet jeśli były tanim pocieszaczem. Harry wierzył we wszystko, co teraz Zayn by mu powiedział, bo tylko na nim jeszcze nigdy się nie zawiódł. Bo Zayn był jak latarnia w trakcie nocnego sztormu. Gdy tylko się pojawiał, Harry czuł się bezpieczniej, nawet jeśli pojawiał się jedynie na monitorze ich komputera.
-Dzięki. Za wszystko. Za ciebie. Za to, że we mnie wierzysz. Za to, że jeszcze nie masz mnie dość. –odparł dość niepewnie się uśmiechając. Chciałby mu podziękować za tyle rzeczy, ale zwyczajnie głupio było mu przyznać, jak wiele znaczą dla niego małe gesty Mulata.
-Nie ma sprawy. Kocham cię, Hazz. Pamiętaj o tym.
-Ja ciebie też. –w tym krótkim zdaniu było najwięcej emocji. I było ono zupełne prawdziwy, bo Harry poważnie kochał Zayna. Może nie tak, jak kochał Josha, ale był to jeden z rodzajów miłości. I Zayn wiedząc o tym, czuł się spokojny w pewien sposób. Bo tak długo jak Harry go miał, jak on był przy Harry’m, wiedział, że wszystko będzie z nim w miarę w porządku. Nie potrzebowali nic więcej. Po zakończeniu rozmowy Harry spokojnie położył się nie myśląc zbyt wiele nad tym jak bardzo beznadziejny był, a Zayn zasnął z myślą, że jego oczko w głowie jest bezpieczne i miewa się dość dobrze.
Następny dzień Zayn spędził na obserwowaniu Niall’a Horana, oraz odpowiadaniu na setkę SMS’ów, które dostawał od Harry’ego. Czy ten chłopak nie powinien pracować? Jeszcze tego brakowało, żeby go wyrzucili z pracy i całymi dniami siedział w domu, wmawiając sobie, że nigdy nikt nie będzie chciał go na dłużej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz