"Nurtujące myśli wpływają na kurs życia"
Powieki uniosły się, tym samym skazując tęczówki jego oczu na przywitanie promieni słonecznych, które przemykały się przez nieodsłonięte okno. Harry przetarł dłońmi twarz, by po chwili ponownie utulić się w w ciepłej, przyjemniej pościeli. Niestety wiedział, że za chwile musi opuścić wygodne łóżko, by wybrać sie na zakupy, do czego zachęcało go odczucie głodu. Odkrył się wzdychając przy tym cicho, po czym pod stopami poczuł chłód podłoża wyłożonego jasnymi panelami. Chwycił ręcznik i wciąż z zaspanym wzrokiem skierował się w stronę łazienki, uderzając przy tym ramieniem we framugę drzwi, czemu towarzyszyło kilka przekleństw. Zrzucając z ciała bokserki, wszedł pod kabinę prysznicową. Ciepłe strugi wody spływały po jego nagiej cielesności, pozwalając na rozbudzenie oraz chodź na moment zmywając zmartwienia podążające za chłopakiem. Dzisiejszego dnia szykowała się przed nim długa, prawdopodobnie nie przespana noc. Ed wspominał coś o pewnym bankiecie, czy czymś w jego rodzaju. Dobiegł do niego przyjemny zapach szamponu, gdy opuszkami palców masował głowę pozwalając sobie na chwilę relaksu, która przez przypominający o swojej obecności głód, musiała dobiec końca szybciej niżby chciał. Wychodząc spod kabiny, owinął ręcznik wokół bioder, a krople wody skapywały na jego ciało z mokrych włosów. Gdy owinęło go chłodne powietrze, dreszcze przebiegły wzdłuż kręgosłupa.
Harry schodząc na dół zauważył Eda, który siedział przy jednym ze stolików, wpatrując się w ekran monitora laptopa znajdującego się przed nim. Nagle gardło chłopaka ścisnęło się, gdy absurdalna myśl pojawiła się w jego umyśle. Dla uspokojenia wmawiał sobie, iż to nie może być prawdą, by jego pracodawca poszukiwał jakichkolwiek informacji na jego temat w sieci. Dlaczego miałby to robić? Harry rozmawiał z nim zachowując się nad wyraz naturalnie, przedstawił swe podanie o pracę, a Sheeran nie ma pojęcia o celu jego przybycia do Londynu. Nie mógł niczego podejrzewać, zwykłe przewrażliwienie postanowiło ujawnić się w tej chwili. Gdy niebieskie tęczówki zatrzymały się na jego osobie, Harry’emu wydawało się, iż wzrok mężczyzny jest przenikliwy, co nie wpływało korzystnie na przepędzenie natarczywych myśli. Gdy ten posłał mu uśmiech przywołując do siebie gestem dłoni, kędzierzawy podszedł, przełykając ciężko ślinę.
– Witam Harrry, jak się spało? – zapytał, nie spuszczając swego wzroku, co stało się dla chłopaka nieco irytującym.
– Dobrze, dziękuję – starał się, by uśmiech nie przypominał niczego na wzór grymasu.
– Świetnie, ponieważ dzisiaj raczej nie zmrużysz oka. Czeka nas spora impreza, właśnie przeglądam catering, na ostatnią chwilę, jak zazwyczaj…
– A z jakiej okazji to świętowanie? – zerknął by móc ujrzeć wyświetlającą się stronę usługową.
Harry odetchnął, a po chwili nadeszła go ochota na wybuchnięcie donośnym śmiechem co do wspomnienia swych koncepcji odnośnie zdemaskowania go. Nie powinien się tym zamartwiać jest sprytny, przebiegły. Jest ponad niczego świadomymi duszyczkami. Trzyma je w swym uścisku, oplatając sznurem naiwności, niewiedzy, niepewności… Co raz ciaśniej, co raz ciaśniej, dopóki nie padną upragnione słowa przerywające ciągłe milczenie.
– Firma Sanoficox Aventis postanowiła uczcić jej należytą działalność, pojawi się wielu ważnych ludzi. – Oczy Harry’ego rozszerzyły w zdumieniu, słysząc wypowiedzianą przed chwilą nazwę. Oddech uwiązł w gardle, a dłonie samowolnie zacisnęły się w pięści.
Sannoficox Aventis… słowa Eda wciąż tkwiły w powietrzu, nie pozwalając Harry’emu myśleć o czymkolwiek innym.
– Słyszysz Harry? Musisz pojawić się przy barze już o dziewiętnastej. – Sheeran uśmiechnął się do swego pracownika, po czym chwytając laptopa w dłoń, oraz klepiąc chłopaka po ramieniu odszedł zostawiając go samego. Dzisiejszego wieczoru Harry ujrzy ludzi, pracujących w firmie jego matki, uściśnie ich dłonie, wymieni uśmiechy czy spojrzenia, spoglądając w ich oczy pełne winy. Już niebawem pozna tych, którzy otuleni będą czarnymi skrzydłami…
***
Zayn położył na stole dwa kubki gorącej, aromatycznej herbaty, po czym usiadł u boku przyjaciela który z zafascynowaniem spoglądał na ekran telewizora. Chłopak prychnął, na co Louis uciszył go uderzając łokciem między żebra bruneta. Malik wywrócił oczyma, sięgając po zachęcający napój.
– Och, tylko się nie popłacz Lou. Co ja tu widzę, czyżbyś uronił łezkę? – Zayn zaśmiał się dotykając opuszkiem palca policzek chłopaka, ocierając wymyślną łzę.
– Przestań, ja w porównaniu do ciebie, nie jestem pozbawiony wyższych uczuć. – Szatyn uśmiechnął się, chwytając zaparzoną herbatę.
– Chcesz bym się obraził, Tomlinson? Jak możesz tak mówić, przecież wiesz, że całą swą miłość przelewam na ciebie. – Zayn zamrugał kilkakrotnie oczyma, czarując swymi długimi rzęsami, na co Louis zaśmiał się ironicznie.
– Ach tak, rzeczywiście. Pewnie dlatego w dłoniach dzierżę kubek ofiarowanej przez Ciebie herbaty, co jest jednym z dowodów, jak bardzo mnie miłujesz?
– Oczywiście, że tak. – Zayn przytaknął zgodnie, z malującym się na jego twarzy uśmiechem.
– Jak najbardziej. Gdybyś nie przegrał zakładu, pewnie nie doczekałbym się choć szklanki wody. Przede mną zapowiada się piękny tydzień, nie sądzisz? – Louis uśmiechnął się złośliwie, widząc jak usta chłopaka nie są już wygięte w łuk, zapewne przez przypomnienie przegranego zakładu, w związku z czym czeka go spełnianie niektórych z zachcianek przyjaciela.
– Zapomnij o tym, błagam cię…
– Poważnie myślałeś, że będąc kompletnie pijanym co jest czasem kiedy mam szczególne gadane, nie będę w stanie nakłonić tych mężczyzn do postawienia mi drinka? – Louis zaśmiał się, widząc jak Zayn zakłada dłonie na piersi.
– Byłem pewny, że większość z nich to heterycy, a reszta nie będzie na tyle naiwna by dać ci się zwieść, po za tym sam byłem porządnie wstawiony! – Brunet wzniósł ręce ku górze, tłumacząc się.
– Zayn, oczywiście, że większość była heterykami, jeden z nich myślał, że jestem kobietą… Jednak nie mogłem odmówić sobie twojej propozycji spełniania moich żądań, czy pozwolenia macania twego seksownego ciała. – Louis poruszył wymownie brwiami, na co Zayn przybrał przerażony wyraz twarzy.
– Powiedziałeś, że to nie musi się liczyć! – Brunet spojrzał groźnie na chłopaka.
– Nie pozwolę stracić sobie takiej okazji. – Louis położył dłoń na udzie przyjaciela, sunąc palcami co raz wyżej. Zayn szamotając się, w szybkim tempie opuścił swe miejsce, potykając o własne nogi, na co Louis wybuchł niepohamowanym śmiechem.
– Pierdol się Tomlinson! – wykrzyczał, znikając za progiem pokoju. Drzwi wejściowe otworzyły się, a w nich stanął Liam na którego wpadł brunet.
– Li! Radze ci, nie zbliżaj się do tej niewyżytej seksualnie istoty. – Malik skinieniem głowy wskazał na chłopaka przebywającego w innym pomieszczeniu. – Spotkamy się w klubie.
– Zayn, pamiętaj, że oddajesz mi jeden taniec. – Szatyn wychylił się zza framugi, spoglądając na chłopaka który zaśmiał się słysząc słowa przyjaciela, po czym wyszedł zamykając za sobą drzwi.
– Lubisz mu dokuczać, prawda? – Payne usiadł wygodnie na kanapie tuż koło przyjaciela, który odkładał opróżniony kubek.
– My się tylko droczymy Liam. – Louis poklepał go po ramieniu obdarzając szczerym uśmiechem.
***
Gdy Harry rozpakował zakupy, oraz zjadł posiłek pozostało mu nieco czasu do rozpoczęcia pracy. Okryty kocem położył się, pragnąc by sen zmorzył jego powieki, jednak jak na złość przytłaczające myśli zastępowały jego miejsce. Chłopak wciąż zastanawiał się, jak będzie mógł spojrzeć na te wszystkie osoby, które pojawią się w czasie bliskiego już wieczoru. Czy ktoś go rozpozna, czy ktokolwiek o nim pamiętał? Ciotka Evelyn, mówiła, że Harry był tylko raz w firmie u matki i więcej tam nie gościł po tym, jak zbił jeden z jej ulubionych wazonów postawionych w biurze. Anne nie zabierała go na żadne spotkania, starała się oddzielić pracę od życia prywatnego. Udało jej się, Harry był pewien, że nikt go nie rozpozna. Ewentualnie jego imię mogło komuś zapaść w pamięć, jednak nazwisko zapewne nie. Mało kto wiedział, że Cox miała syna. Tym lepiej dla Harry’ego. Po za tym, kto by się interesował czyimś dzieckiem wychowując własne? Styles mógł być spokojny, nikt nie pamiętał o nim tak, jak nie chciał pamiętać o Anne.
Harry siedział na schodach, spoglądając na salon przez szczeble w poręczy. Dziś w jego domu zjawił się gość, a ciocia Evelyn nie wyglądała na zadowoloną. Z resztą nieznajomy Pan również był zaniepokojony.
– Słuchaj Malik, jeśli się nie przyznacie do tego co się wydarzyło, osobiście wyciągnę z was prawdę. Choćbym miała skonać! – Głos ciotki rozbiegł się po pomieszczeniu, a dziesięciolatek zacisnął mocnej dłonie na kolanach.
– Uspokój się. Nikt nie jest temu winny, rozumiesz? – Mężczyzna spojrzał na kobietę, chcąc dotknąć jej ramienia w pocieszającym geście, jednak ta gwałtownie się odsunęła.
– Nie kłam, to przez was Anne nie żyje! – Harry zagryzł wargi słysząc wypowiedziane zdanie. Powstrzymywał się od płaczu, nie pozwalał by łzy spłynęły po jego policzkach.
– Dosyć tego. Nie masz prawa nikogo z nas o to oskarżać! Anne popełniła samobójstwo, pogódź się z tym! – Mężczyzna odwrócił się, i chwytając za klamkę, po chwili zniknął za drzwiami głośno trzaskając. Evelyn opadła na fotel chowając twarz w dłoniach.
Tamtego dnia bezlitosne myśli nie opuszczały Harry’ego, przynajmniej one wciąż przy nim tkwiły w brutalny sposób ukazując zwyrodniałe empiria. Obiecał sobie nigdy więcej nie uronić łzy. Musiał pozostać silnym, by kiedyś móc odkryć prawdę.
Przeklinając pod nosem z powodu braku snu, Harry odrzucił kołdrę która przykrywała jego ciało. Skierował się do kuchni, gdzie nalał szklankę wody. Dziś jego pierwszy dzień w pracy, musi się postarać, nie powracać do wspomnień, co wiedział, iż będzie trudnym zadaniem. Kiedy się przebrał, gotowy zszedł na dół, gdzie już wszystko było przygotowane. Stoliki zapełnione były smacznie wyglądającym jedzeniem, a jego bar już czekał. Ed uśmiechnął się widząc Harry’ego który pojawił się na czas. Zdawał sobie sprawę, że ten chłopak jest jednym z tych, którzy nie zbyt lubują się w przestrzeganiu zasad. Buntownik z wyboru? Jednak mimo wszystko chciał, by jego współpraca z kędzierzawym trwała jak najdłużej, darzył go sporą sympatią. Harry stanął za barem, gładząc dłonią powierzchnię blatu.
– Witaj w swoim królestwie Styles – odezwał się, podchodząc bliżej.
– Ed, to wszystko wygląda niezwykle zajebiście. Mam nadzieje, że kochani goście to docenią. – Harry uśmiechnął się widząc, że Sheeran sam jest zadowolony. Ten podał mu parę wskazówek, czy rad jak obchodzić się ze spotkanymi tutaj ludźmi. Harry doskonale o tym wiedział, jak zadbać o ich dobro.
Dochodziła godzina dwudziesta pierwsza, a wraz z nią w lokalu pojawili się niemal wszyscy zaproszeni. Elegancko ubrani, przygotowani na świetną zabawę. Co raz więcej tłumu zjawiało się przy barze, jedni w celu zamówienia alkoholu, inni również z okazją do flirtu, szczególnie młode, atrakcyjne dziewczyny. Harry grzecznie z każdym rozmawiał, rozlewał drinki, jednak wciąż wypatrywał a raczej wysłuchiwał, czy padały znane mu nazwiska. I gdy jedno z usłyszał, szklanka którą trzymał w ręku niemal rozbiła się.
– Panie Payne, jak pan się bawi? Mam nadzieje, że syn zjawi się na świętowaniu? – Do uszu Harry’ego dobiegły słowa ludzi stojących nieopodal blatu.
Dobry wieczór panie Payne, zabawa dopiero się rozpocznie.
Harry stukał nerwowo palcami w kontuar. Za dużo jak na jeden wieczór. Słyszał wszystkie nazwiska, które widnieją na jego liście. Ed widząc zdenerwowanie pracownika, jednak nie znając jego przyczyny pozwolił Harry’emu na skosztowanie jednego drinka dla rozluźnienia. Styles niezwykle wdzięczny, oraz tłumaczący się pierwszym dniem w pracy, przygotował dla siebie dosyć mocny trunek.
Młody nieznajomy, możliwe, że w jego wieku przysiadł się podpierając dłonią policzek. Harry spojrzał na niego pytająco. Ten zamówił jedynie alkohol, posyłając uśmiech chłopakowi po drugiej stronie lady.
– Wszystko w porządku? – Harry nie wiedział czemu zadał to pytanie, jednak czuł sie dziwnie, gdy szatyn o smutnym wyrazie twarzy wpatrywał się w tłum ludzi bawiących się na parkiecie.
– Tak. – Chłopak odpowiedział automatycznie, jednak po chwili zmienił zdanie. – W sumie nie, czekam na Danielle, moją dziewczynę. Powinna zjawić się już pół godziny temu. Wcześniej nieco się pokłóciliśmy, więc obawiam się, że nie przyjdzie.
– Spokojnie, to kobieta. Potrzebuje więcej czasu na przygotowanie, jestem pewien, że niedługo się zjawi. – Harry podał alkohol, wpatrując się w orzechowe tęczówki nieznajomego.
– Dzięki – mruknął. Tak po za tym, jestem Liam Payne, miło cię poznać. – Chłopak wyciągnął dłoń w jego stronę.
– Harry Styles, mnie również. – Uśmiechając się tajemniczo, uścisnął rękę tego, który niebawem znajdzie niewielki podarunek od niego samego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz