czwartek, 9 stycznia 2014

4

Kiedy parę dni później Harry znów spojrzał w te niebieskie tęczówki nie wiedział czy śmiać się, czy płakać. Bo Louis znowu pojawił się w jego życiu zanim Harry zdążył zapomnieć, że kiedykolwiek się poznali. I nawet jeśli Harry ucieszył się, wciąż nie wiedział czego może oczekiwać po Lou, a tym samym czy chce próbować. Czy chce ponownie przechodzić przez bycie chłopcem na jedną noc, czy Louis jest wart tego ryzyka. Ale kiedy Louis jakby nigdy nic obdarzył go najpiękniejszym uśmiechem świata, przejmowanie się i pisanie czarnych scenariuszy było ostatnią rzeczą, o której Harry myślał.

-Kończysz za chwilę, prawda? –to było pierwszą rzeczą, którą Harry usłyszał po podejściu do stolika, który zajął Louis. Jego policzki zaczerwieniły się lekko, więc w odpowiedzi kiwnął jedynie głową widząc jak Louis bacznie go obserwuje.- Świetnie. W takim razie poproszę herbatę zieloną i… sam wybierz jakiś napój dla siebie. O ile oczywiście mogę liczyć na twoje towarzystwo, gdy już skończysz swoją zmianę.

-T-tak. –mruknął w odpowiedzi i powolnym tempem odszedł, choć naprawdę nie chciał. Po chwili znów jednak mógł wpatrywać się w jego oczy gdy stawał dwie szklanki na stoliku i gdyby nie morderczy wzrok szefowej, zapewne stałby tam po prostu uśmiechając się do niego. Na szczęście jego zmiana trwała jeszcze dwadzieścia minut.

Siadając naprzeciw Louis’ego Harry czuł się totalnie niepewnie, jakby to była typowa pierwsza randka. Chociaż to przecież wcale nie była randka. Ale takie poczucie i niezręczność czuł tylko on, podczas gdy Louis był całkowicie pewny siebie i wpatrywał się w niego z tym uśmiechem, gdy ten zanurzał wargi w kawie mrożonej. Ta kawa smakowała naprawdę dobrze niestety po odsunięciu się od szklanki Harry dosłownie czuł delikatnego wąsika pozostawionego przez mleko toteż szybkim ruchem języka zlizał wszystko na co Louis wydobył z siebie cichy chicho. Policzki Harry’ego zapłonęły wręcz na myśl o tym jak dziecinnie to wyglądało w oczach Louis’ego, nawet jeśli to był najprostszy ruch, który każdy wykonałby w jego sytuacji. Przecież nie wytarł mleka w rękaw od swetra. Dlaczego był tak strasznie zestresowany. Cóż, może to dlatego, że jeszcze Louis go nie przeleciał co dawało mu chociaż cień nadziei na to, że wreszcie może coś zacząć normalnie. Że Louis da mu szansę na więcej, niż wypięcie się w jego stronę. Przez parę minut siedzieli w kompletnej ciszy i Harry czuł się naprawdę niezręcznie do czasu, gdy nie posłał Lou krótkiego spojrzenia przez które ten uśmiechnął się ciepło w jakiś sposób uspokajając Hazzę. Ale bądźmy szczerzy, jego serce i tak waliło w piersi jakby chciało wyskoczyć i uciec. Louis uniósł delikatnie szklankę ku górze, aż jego wargi nie zetknęły się ze szklaną powierzchnią, po czym upił mały łyk herbaty i odsapnął cicho gdy już szklanka wylądowała na stoliku, a jego usta opróżniły się z gorącej cieczy.

-Więc… Co u ciebie, Harry? -spytał cicho, jakby wcale nie chciał przerywać tej ciszy. Ona była dla niego w porządku, lubił ją jednak z każdą minutą czuł jak napięcie rośnie w ciele Harry’ego. Ten chłopak naprawdę się stresował co po części bawiło Tomlinsona. To zwykła rozmowa, zwyczajne spotkanie.

-Um… Jest w porządku. –odpowiedź przyszła po chwili, choć i tak szybciej niż Louis się jej spodziewał. Palce Harry’ego wyginały się nawzajem jakby w ten sposób chłopak chciał się rozluźnić. Po chwili jednak jego głowa opadła w dół i Louis cudem zauważył mały uśmiech wstępujący na jego twarz. Harry chyba czuł się w jego towarzystwie coraz lepiej.- Zayn trochę się uspokoił, wiesz wcześniej lekko szalał i przesadzał z ostrożnością.

Louis zaśmiał się krótko mrucząc coś na styl- Tak, słyszałem, że Zie ma opinię lekkiego pedanta.

-A ty nie? –to pytanie było wypowiedziane pewnie i gdy słowa wypływały z ust Harry’ego jego oczy posłały Louis’emu figlarne spojrzenie co pozytywnie zaskoczyło Tomlinsona. Harry się rozkręcał.

-Czasem. –odpowiedź krótka, zdawkowa, ale wystarczająca. Choć w tym momencie dla Harry’ego każda odpowiedź byłaby wystarczającą byleby tylko mógł usłyszeć głos Lou. Delikatny i cichy, jednym słowem piękny. Z resztą taki jak w mniemaniu Harry’ego był cały Louis. Po prostu piękny.

Więc Harry spędził ten dzień na rozmyślaniu o Lou, a następnie na wpatrywaniu się w niego podczas konwersacji, którą określić można mianem naprawdę delikatnej. To był jeden z tych rodzajów rozmów, które ludzie naprawdę lubią, choć rzadko się je spotyka. Gdy nie rozmawia się o niczym ważnym i nawet głupie ‘tak’ jest czymś pięknym, bo… tak po prostu jest i nie idzie temu zaradzić. Szczególnie gdy wkoło unosi się delikatny zapach kawy i świeżego ciasta, która jeszcze bardziej uspokaja nastoje wszystkich.

W tym czasie Niall siedział w domu, na kanapie korzystając z laptopa Zayna i poszukując pracy. Szczerze sam nie wiedział czemu to robił, bo przecież Zayn nie kazał mu iść do pracy. Ale na w razie czego, Niall wolał chociażby mieć ogłoszenia na oku, żeby później nie latać na oślep po mieście. Drzwi trzasnęły lekko, na co Niall podskoczył, a stojący w progu salonu Zayn uniósł jedną brew ku górze.

-Masz coś na sumieniu, że tak się boisz? –to nie było poważne pytanie, jedynie drwina ze strachliwości Niall’a, dlatego w odpowiedzi blondyn zaśmiał się jedynie zrzucając przeglądarkę ze stroną dla ludzi szukających pracy do paska i wstał udając się powoli do kuchni, gdzie właśnie przebywał Zayn. Tak naprawdę Niall nie musiał przeprowadzać z Zaynem tej rozmowy, ale ona kiedyś powinna nastąpić i teraz był na to dość dobry moment. Zayn miał dobry humor, a Niall czuł się jako tako pewnie, więc czemu by to przeciągać, a Niall dobrze zauważył, że Zayn nie lubi owijania w bawełnę.

-Mam iść do pracy? –spytał jakby nigdy nic stając za Zaynem. Mulat okręcił się i posłał Niall’owi zdziwione spojrzenie. W końcu od kiedy Niall myśli o pracy, a jeśli już to czemu. Zayn ma pieniące, więc jeśli Irlandczykowi czegoś brakuje powinien mu tylko powiedzieć. O ile nie jest typem takim jak Harry, który ma problemy ze wszystkim i nawet gdyby Zayn wcisnął mu na siłę pieniące na studia, Harry tylko wypiąłby się na niego i doprowadziłoby to ostatecznie do wielkiej kłótni. Bo w końcu jak Zayn śmie dawać Harry’emu pieniądze. To że są przyjaciółmi nie znaczy, że Zayn ma robić wszystko za Hazzę.

-Nie wolałbyś dokończyć studia? –Zayn musiał o to zapytać, bo był pewien, że właśnie tego Niall by chciał. Niall nie ma powodu aby iść do pracy. Jego rodzice przysyłają mu pieniądze, więc chłopak nie powinien czuć się nieswojo. Więc to nie jest tak jak w przypadku Harry’ego. Ramiona Niall’a podskoczyły, a jego głowa przechyliła się od niechcenia w bok, więc Zayn wciąż jedynie wpatrywał się w niego.

-Nie wiem. Pytam ciebie jak wolisz.

-Pytasz mnie? –Zayn czuł się co najmniej dziwnie. Naprawdę dziwnie, bo Niall to tylko jego kolega, więc czemu go o to pytał.- To twoje życie, zrób co chcesz.

-No tak… Ale po prostu pomyślałem, że może wolałbyś żeby poszedł do pracy. Harry też pracuje, choć powinien iść na studia. To znaczy, mógłby. I ty też pracujesz, w dziwny sposób ale jednak, chociaż też mógłbyś pójść na studia. Więc nie wiem, może uznajesz je za coś bezużytecznego, czy coś. –to zabrzmiało jakby Niall najpierw przygotował sobie tą przemowę. Nie, same zdania brzmiały normalnie i naturalnie, po prostu Niall nigdy nie składał tak długich wypowiedzi w kierunku Zayna. Zazwyczaj zadawał pytanie i dawał krótkie odpowiedzi, nigdy niczego nie tłumaczył, a jednak teraz zaczął czuć taką potrzebę. Aby Zayn wiedział co ewentualnie chodzi mu po głowie. Niall sam chciałby wiedzieć co chodziło po głowie Zayna, choć to już z trochę innych powodów. Tak, on naprawdę mógłby oddać wszystko żeby dowiedzieć się co chodziło po jego głowie gdy Niall pocałował go parę dni temu, albo jeszcze wcześniej.

-To nie tak. –zaprzeczył Zayn jednocześnie ruchem głowy wzmacniając swoje słowa.- Studia dla mnie są bezużyteczne, bo robię to co robię i zamierzam to robić. Harry nie idzie na studia, ponieważ go na to nie stać. I chociaż chciałem dać mu pieniące, jego honor nie pozwala mu przyjąć ani centa, a ten dzieciak jest uparty jak wół. Ale dla ciebie studia są czymś przydatnym, więc jeśli chcesz myślę, że powinieneś iść na studia. Myślę, że to dla ciebie dobre i jestem całkowicie za. Gdybym mógł sam wysłałbym Harry’ego na studia, ale naprawdę on ma mnie w dupie.

Niall nie mógł się nie uśmiechnąć. Powolnym krokiem zbliżył do Mulata, a jego ramiona owinęły się w okół ciała Malika. I Niall znów poczuł jego zapach, który otulił go w ten piękny sposób. Niall naprawdę chciałby pachnieć Zaynem. Nawet nie tak jak Zayn, bo tu nie o perfum chodzi. O chciałby pachnieć Zaynem. I chciałby obnosić się z tym jakby to był największy skarb.

-Wiesz, potrafisz być naprawdę miłym gościem. –szepnął chowając głowę w zagłębieniu szyi Zayna. I pewnie tylko dlatego był w stanie kontynuować tą wypowiedź, ponieważ normalnie spaliłby się ze wstydu.- Naprawdę chciałbym być na miejscu Harry’ego.

-No cóż, on chyba by cię w tym momencie wyśmiał. –to nie była odpowiedź, której Niall oczekiwał. Nie było to też odpowiedzią, która chodziła po głowie Zayna, ale to Zayn i czasami potrafi być gorszy niż kobieta. Tak, on potrafi jedno myśleć, drugie mówić, trzecie robić.

-Możliwe. –tylko to odparł Niall nim schował się w swojej sypialni nie robiąc naprawdę nic oprócz rozmyślania. Ponieważ o ile na początku Zayn był po prostu gorący i pociągający, tak teraz to zachodziło coraz dalej i Niall zaczął się obawiać, że może wpaść jeszcze po uszy w jakąś nieszczęśliwą miłość.

A Zayn zaczął czuć się źle, bo może faktycznie lepiej byłoby powiedzieć to o czym pomyślał, niż to co było bezpiecznym wyjściem. Co więcej możliwe, że jego komentarz Niall odebrał inaczej niż powinien i to go uraziło bądź zraniło. Nie to, żeby Zayna to obchodziło, wcale. Mimo to udał się powolnym krokiem w kierunku pokoju Niall’a po czym wszedł wcześniej oczywiście pukając lekko w drzwi. Niall leżał na łóżko wpatrując się centralnie w sufit po czym jego wzrok powoli zawędrował do Zayna i nagle Malik zdał sobie sprawę z tego, że kompletnie nie wie po co tu przyszedł. W jego głowie była centralna pusta co powinien zrobić, albo powiedzieć.

-Obejrzymy coś? –to było jedynym co przyszło mu do głowy, więc rzucił to bez zastanowienia dopiero potem mając setkę lepszych pomysłów. Jednak mimo to Niall uśmiechnął się lekko i wstał aby powoli udać się do salonu wraz z Zaynem. Tak naprawdę w telewizji nie było dosłownie nic ciekawego więc skakali od kanału do kanału co jakiś czas zatrzymując się na moment przy czymś, a później znowu ruszali dalej szukając czegoś lepszego. Było tak do czasu gdy nie upłynęło sporo czasu, a Niall nie zasnął z głową na ramieniu Zayna totalnie zanudzony tą stertą gówna, które było w telewizji. I chociaż Zayn naprawdę wzbraniał się przed tym po chwili wymiękł i kładąc na swoich kolanach poduszkę, przeniósł na nią głowę Niall’a, który mruknął jedynie coś niezrozumiałego. Więc Zayn siedział tak bez ruchu jedynie bawiąc się końcówkami włosów Niall’a, czego nie umiał sobie odmówić i czekając, aż wróci Harry. Ale ten nie wracał i Zayn zaczynał się naprawdę denerwować. Chciał nawet coś z tym zrobić, jednak w ostatnim momencie do domu wszedł chłopak w loczkach z uśmiechem od ucha do ucha, co jeszcze bardziej rozzłościło Zayna. Jak to, Mulat zamartwiał się o życie Hazzy podczas gdy ten świetnie się bawił? Ok, Zayn nie chciał zamknąć go przecież w klatce, po prostu Harry powinien go uprzedzić. Miał iść tylko do pracy, później nie mówił o żadnych planach, więc teoretycznie Zayn miał prawo być zły i poddenerwowany.

-Hej Zie! –jego ochrypły głos rozniósł się po domu i gdyby nie śpiący na kolanach Zayna Irlandczyk, Malik zapewne uderzyłby Harry’ego aby ten się przymknął, bo mógł obudzić Niall’a. Posłał mu jedynie znaczące spojrzenie, na co Harry zachichotał i powoli opadł na fotel obok kanapy.

-Gdzie się szlajałeś? Telefonu nie masz, nie mogłeś napisać?

-No… Mogłem, ale spokojnie. To nie było celowe. Po prostu spotkałem Louis’ego, a właściwie on przyszedł do kawiarni. Więc potem posiedzieliśmy jeszcze trochę gadając, aż wreszcie poszliśmy na drinka, ale do niczego nie doszło i jestem już w domu, więc spokojnie. –jeśli to miało uspokoić Zayna, osiągnęło zupełnie odwrotny rezultat. Zayn zacisnął zęby na samą myśl o relacjach Harry’ego z Louis’m.

-Mówiłem ci, że masz się z nim nie spotykać. On nie przyniesie nic dobrego.

-Daj spokój, Zayn. Nie znasz go, to jakieś plotki. Louis jest naprawdę miłym kolesiem, naprawdę. Gdyby chciał mnie przelecieć i zostawić już by to zrobił.

Jednak Zayn nie dał rady odpowiedzieć, ponieważ Harry wyszedł z salonu i zamknął się w swojej sypialni. Więc w efekcie końcowym Zayn nie mógł przecież zostawić Niall’a aby ten spał na niewygodnej kanapie. Mogłyby go rano boleć plecy, albo mógłby się przeziębić, więc Zayn uniósł go najdelikatniej jak tylko umiał i przeniósł do pokoju blondyna.Rano Niall nawet wolał nie wnikać jak znalazł się w swoim łóżku, ale na samą myśl, że to może być sprawką Zayna po jego ciele rozchodziło się przyjemne ciepło. Bo choć na co dzień Zayn zdawał się nie zwracać uwagi na Niall’a, potrafił się nim zaopiekować tak jak Harrym, a Niall nie potrzebował niczego więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz