sobota, 11 stycznia 2014

693

"Życie grozi rozstaniem, ale śmierć łączy na zawsze."

Louis przestał liczyć nie przespane godziny, ilość kofeiny jakiej w ostatnim czasie potrzebował jego organizm oraz myśli uciekające do chłopaka o ciemnych lokach, idealnie kontrastujących się z bladością jego skóry. To wszystko sprawiało, iż potrzebował jeszcze więcej aromatycznego, ciemnego napoju. Gdy zaparzył wodę oraz zalał nią niewielki kubek, po chwili mógł poczuć gorzki smak porannej kawy. Zapewne, jego dzień nie wyróżniałby się niczym szczególnym, gdyby nie pewne zamiany wkradające się do jego życia. Telefon chłopaka wibrował, dając znać o powiadomieniu. Westchnął ciężko, gdy jego tęczówki śledziły tekst wiadomości. Dziś miał się dowiedzieć czegoś więcej o śmierci przyjaciela, a także poznał datę pogrzebu. Zrezygnowany, padł na kanapę kładąc się na boku oraz podkurczając pod siebie kolana. To było zbyt wiele, nawet jeśli chodzi o Louisa. Pochować własnego przyjaciela, wiedzieć go martwego, bez uśmiechu na twarzy, powiekach przymkniętych, ukrywających orzechowe tęczówki zawsze pełne życia i blasku. Ta myśl przyprawiła chłopaka o mdłości, więc natychmiast wyprostował się do pozycji siedzącej oddychając głęboko z głową skierowaną ku dołowi. Gdy podniósł spojrzenie, jego oczy napotkały wczorajszy upominek. Mały aniołek, stał na podartej kopercie, zwrócony w jego stronę. Przed tęczówkami Louisa pociemniało, a żołądek ponownie niebezpiecznie zabolał pod wpływem skurczu. Co mogła oznaczać ta niewielka figurka? Czy wśród niego, ktoś również otrzymał tak trwożącą przesyłkę? Jeśli Liam w dniu wypadku, posiadał przy sobie anioła, mogło to oznaczać to, iż… nie, nie. Spokojnie, równie dobrze może być to nie przyjemny żart, czyż nie? Tomlinson chciał sięgnąć po telefon, dzwoniąc do kogoś, by dowiedzieć się, czy on jako jedyny został uraczony taką niespodzianką. Jednak jeśli tak, co teraz? Przecież nie może pozwolić, na powstanie zupełnie nie potrzebnej w tym czasie paniki. Tak, zdecydowanie powinien zachować to dla siebie. Przynajmniej na ten moment. I tak podobnie jak Louis Tomlinson, pomyślała każda osoba, ściskając w dłoni niewielki przedmiot.

Jego szczupłe, długie palce wplątały się we włosy, nieco zaciskając je oraz szarpiąc. Gdy siedział u Nicka, w jego salonie na skórzanej kanapie, umiejętność milczenia w pewnej kwesti nie wydawała się już tak łatwa, jak w czasie drogi przebywanej do mieszkania mężczyzny. Wiedział, iż przed brunetem, ciężko jest ukryć cokolwiek, więc tym bardziej musiał się starać, by nie wspomnieć o tajemniczej kopercie, którą znalazł wczorajszego wieczoru. Nick opuścił łazienkę, a niewielkie krople wody spływały po jego szyi. Tomlinson przetarł zmęczone powieki, gotowy na wysłuchanie wyjaśnień.

– Rozmawiałem z rodzicami Liama, są w fatalnym stanie – rozpoczął Grimmy siadając na drugim końcu sofy oraz zerkając na szatyna. – Tak więc muszę wyciągnąć nieco informacji od ciebie.

– Byłem niegrzeczny, panie policjancie? – Louis uśmiechnął się zalotnie w jego stronę. – Czy kajdanki będą potrzebne?

– Oczywiście, zasługujesz na jakąś karę, Tomlinson. – Grimmshaw wystawił język w jego stronę, na co młodszy chłopak wywrócił oczyma. – Tak, więc w kieszeni spodni Liama, znaleziono maleńkiego anioła. Czarny, z rozpostartymi skrzydłami. Widziałeś to kiedykolwiek wcześniej? – Louis przełknął ciężko ślinę. Otrzymał takiego samego anioła, spoglądał na niego dzisiejszego ranka widząc głęboką czerń, dotykał opuszkami palców oraz czuł fakturę jego wykonania.

– Nie, nie widziałem – skłamał.

– Cóż, anioł, anioł, a jednak nie pomógł mu, nie zaopiekował się. – Nick spojrzał smutno na swoje dłonie. – Czy był religijny? Wiesz, nosił jakieś różańce i tym podobne?

– Nie, zdecydowanie nie.

– Zachowywał się jakoś dziwnie w ostatnim czasie?

– Wszystko było w porządku, wiedzieliśmy się na imprezie, bawił się świetnie. Był szczęśliwy… – Louis poczuł pieczenie oczu, na samo wspomnienie uśmiechu przyjaciela. – Nick, to jest męczące. – Tomlinson spojrzał na niego błagalnym wzrokiem.

– Rozumiem, Skarbie, ale musisz mi troszkę pomóc. Wypadek według świadków miał miejsce około 17:55. Przeszukaliśmy samochód, dokumenty znajdujące się w nim, szukając jakichkolwiek poszlak. Wiesz, przezorny zawsze ubezpieczony. Sprawdzaliśmy telefon, nie było tam żadnych pogróżek, nic w tym rodzaju. Jedynie odebrane połączenie od zastrzeżonego numeru, tuż przed wypadkiem 17:42. – Louis zmarszczył brwi.

– Chcesz powiedzieć, że powodem wypadku była rozmowa przez

– Niczego nie możemy wykluczyć i co lepsze, jestem pewien, że tak właśnie było. Liam jechał z dużą prędkością, nagle zjechał z drogi uderzając w drzewo. Nie było to winą szlaleńczej jazdy, nierozwagi chłopaka. Zgadnij co wykazała sekcja zwłok. – Oczy Tomlinsona rozrzeżyły się w zdumieniu, a dłonie zaczęły lekko drżeć.

– Och, Nick… do rzeczy! – Szatyn jęknął czując narastający niepokój.

– Liam cierpiał na zaburzenia nerwicowe, prawda? Tuż przed zgonem wystąpił u niego stupor dysocjacyjny. – Louis nie mógł powstrzymać przekleństw wywodzących sie z jego ust wypowiadanych w szoku.

– Po kolei. Z tego co zrozumiałem Liam przed wypadkiem odebrał telefon, po czym doznał stuporu, osłupienia, a nie mogąc wykonać żadnego ruchu spowodował całą tragedię?

– Otóż to. Rodzice twierdzą, iż nikt z rodziny nie informował chłopaka o czymś niepokojącym, żadnym szokującym zdarzeniu, więc jeśli nie oni… kto to zrobił i o czym była ta nieszczęsna rozmowa?

– Nick, chyba nie sądzisz… to nie było morderstwo, prawda? – Louis podkulił pod siebie nogi, czując się słabo.

– Lou, gdyby nie ta figurka, myślę, że sprawa nie byłaby, aż tak wieloaspektowa. Możemy się spodziewać wszystkiego.

Louis bardzo chciał nie wierzyć, iż ktokolwiek pragnął śmierci jego przyjaciela, a co gorsza, spełnił swoje chęci. Przymknął powieki oraz zapragnął zagłuszyć cały otaczający go świat, a szczególnie nurtujące pytanie. Czy on jest kolejnym celem?

***

Niall przekręcił zamek w drzwiach mieszkania Louisa, mając nadzieje, iż zastaniem tam przyjaciela. Ewentualnie kogokolwiek, byle by nie spędził dzisiejszego dnia w samotności. W zasadzie mógł się spodziewać w pomieszczeniu każdego, ponieważ pewnego dnia, Louis rozdał przyjaciołom zapasowe klucze do swoich drzwi, wygłaszając pełnym uciechy głosem, że jeżeli ktoś miałby jakiś problem bądź po prostu chciał gdzieś się zatrzymać, może to zrobić właśnie u niego. Każdy trzymając klucz w dłoni, był nieco zdziwiony, jednakże znał na tyle dobrze Tomlinsona, iż wiedział, że po tym chłopaku można się spodziewać naprawdę wielu, wielu rzeczy. Tak więc, gdy Niall odwieszał swą kurtkę oraz ruszył w kierunku salonu, można powiedzieć, iż zamarł widząc leżącego na kanapie Zayna, przykrytego ciepłym, fioletowym kocem pod samą szyję. Jego powieki były zamknięte, a tym samym długie rzęsy rzucały cień na jego policzki, na ustach błąkał się niewielki uśmiech.

Niall stąpał cicho, nie chcąc obudzić chłopaka. Nie wiedząc co ze sobą począć, po prostu usiadł na sąsiednim fotelu oraz wpatrywał się w bruneta. Uważnie śledził każdy detal jego twarzy, pełne wargi, kruczoczarne włosy opadające nieco na czoło. Po chwili wydało mu się to dziwne, iż tak bezwstydnie przygląda się śpiącemu, nieświadomemu przyjacielowi, jednakże wyglądał tak pięknie, iż chłopak nie potrafił się powstrzymać. Zacisnął wargi w wąską linie, z trudem odwracając wzrok. Szczerze miał ochotę wyjść oraz trzasnąć drzwiami, a wszystko przez czarującą istotę błądzącą w krainie snów, która znajdowała się na wyciągnięcie jego dłoni. Wszystko było w porządku, do czasu, kiedy Zayn parę tygodni temu, uśmiechnął się w jego stronę w ten olśniewający sposób, przebiegając opuszkami palców po jego chłodnym policzku, gdy stali w korytarzu mieszkania Louisa, oddychając gwałtownie co było efektem ucieczki przed deszczem. Nie wiedział, co ma poradzić na to, iż nadzwyczajnie w świecie Zayn Malik, niezwykle mu się podobał. Jeszcze do niedawna sądził, że udało mu się w końcu odnaleźć swoją orientacje, a tu proszę jak bursztynowe tęczówki, błyszczące się ze szczęścia oraz rubinowe wargi wygięte lekko w łuk potrafią zawrócić w głowie. Do uszu chłopaka dobiegł cichy szelest i gdy spojrzał w stronę kanapy, spostrzegł wpatrującego się w niego bruneta. Ich spojrzenia spotkały się. Zayn gestem dłoni przywołał go do siebie, na co blondyn niepewnie usiadł na skrawku kanapy. Wtedy poczuł na swoim brzuchu otaczającą go dłoń, a po momencie leżał tuż przy chłopaku, który właśnie wtulał się w jego bok. Zamrugał ze zdumieniem, przykrywając ich ciała kocem, po czym sam wygodnie się ułożył czując przy sobie ciepło Zayna. Nie rozumiał jego zachowania, tych tajemniczych spojrzeń czy gestów, jednakże wiedział, że musi się udać do kogoś kto pomoże mu to zrozumieć.

– Dobrze, że jesteś, Niall – usłyszał szept chłopaka, którego oczy na powrót były zamknięte a dłonie zaciśnięte na jego koszulce.

– Dobrze, że mogę być, Zayn – odpowiedział również szepcząc, po czym dłonią przebiegł delikatnie po włosach chłopaka, którego głowa spoczywała na jego klatce piersiowej.

***
Kiedy Louis opuszczał klatkę schodową budynku Nicka miał ochotę jedynie wrócić do mieszkania, pozwolić opaść zmęczonym powiekom oraz odpłynąć dręczącemu umysłowi, zagrzebując się pod ciepłą kołdrą w swym łóżku. I gdy siedział za kierownicą samochodu, obierając kierunek domu jego telefon zadzwonił. Chłopak odebrał niechętnie czując co raz to większą potrzebę snu, jednakże to, co usłyszał od Georga, natychmiast przepędziło myśli o błogim spokoju.

– Jak to Danielle nigdzie nie ma? – niemal wykrzyknął do słuchawki, zawracając na rondzie.

– Po prostu, nie ma, nie wiadomo gdzie jest… Rano widziała ją jej matka na śniadaniu, gdy wróciła z zakupów Dan już nie było w mieszkaniu, ma wyłączony telefon i nie ma jej z nikim z przyjaciół. – George histerycznie tłumaczył ściskając telefon w dłoni.

– Spokojnie, może gdzieś wyszła, a komórka się rozładowała, poszukam jej, zawiadomię Nicka. Spotkajmy się niedługo w moim mieszkaniu. – Tymi słowami, Louis zakończył połączenie, parkując przy barze Eda, mając nadzieje, iż tam właśnie siedzi dziewczyna, zatapiając smutki w alkoholu tak, jak zrobił to on.

Harry mimo, iż bardzo by chciał, nie potrafił powstrzymać uśmiechu wkradającego się na jego usta, gdy widział Louisa zamykającego za sobą drzwi lokalu. Jednakże jego mina szybko zwiędła, gdy spostrzegł smutek oraz zmartwienie wypisane na twarzy chłopaka. Rozglądał się on, po czym podszedł do Eda, tłumacząc coś, przy czym nerwowo gestykulował. Harry przechylił głowę nieco w prawo, przyglądając się rozmowie która zdecydowanie nie wyglądała na przyjemną oraz spokojną. Po chwili Sheeran odszedł, a Louis rozglądając się nie zauważył Stylesa, który umiejętnie odsunął się w cień, by ten nie mógł go dostrzec. Jednak Louis nie odszedł. Usiadł na jednym z krzeseł, przykładając palce do skroni. Harry zdecydował się po ciuchu, bezszelestnie podejść do niego. Gdy znajdował się za plecami chłopaka, nachylił sie do jego szyi.

– Co tu robisz, zabłąkana duszyczko? – zapytał cicho, wprawiając tym samym chłopaka o drgnięcie. Odwrócił się, napotykając szmaragdowe tęczówki.

– Witam Harry. Umm… uciekam? – Styles usiadł na sąsiednim krześle, zakładając dłonie na piersi.

– Przed czym, Louis? – zapytał z zaciekawieniem.

– Przed wszystkim co mnie otacza, to jest niczym niewyobrażalny koszmar.

– To życie, Lou. – Tomlinson spojrzał ponownie na chłopaka słysząc zdrobnienie swojego imienia.

– Lou… ładnie brzmi w twoich ustach – uśmiechnął się, czego Styles nie był w stanie nie odwzajemnić, ukazując swoje dołeczki w policzkach które przykuły uwagę szatyna.

– Tak, więc co się takiego stało, hmm?

– Nie sądzę, by cię to mogło obchodzić – odpowiedział, powracając myślami do problemów. – Danielle zniknęła.

Oddech Harry’ego ugrzązł w płucach, a oczy rozszerzyły się nieco. Chłopak poczuł nagłą słabość, jednakże starał się maskować, Louis wciąż nie spuszczał z niego swego wzroku.

– W porządku, Harry? – zapytał z niepokojem.

– Tak, tak. Wybacz, po prostu jeszcze niedawno ją widziałem. Jak to zaginęła? Wiadomo coś więcej? – Louis zaprzeczył ruchem głowy, wprawiając Stylesa o jeszcze większa panikę.

– Niestety… wybacz, ale muszę się zbierać. – Niechętnie wstał, owijając szalik wokół swej szyi, chcąc ochronić się przed mroźmy powietrzem, mimo, iż do Londynu niedawno zawitała wiosna.

– Jasne, spotkamy się niedługo. Do zobaczenia. – Harry odszedł, nie pozwalając Louisowi na dopowiedzenie czegokolwiek. Zniknął w słabo oświetlonym pomieszczeniu, a niedługo potem Tomlinson zasiadł w swym samochodzie, kierując się do upragnionego azylu.

***

Niall opuszczając mieszkanie Louisa, gdzie pozostawił Zayna krążącego w świecie snów, postanowił udać się do panny Perrie, mając nadzieje, iż przyjaciółka pomoże mu zrozumieć własne uczucia. Choćby niektóre z nich. Gdy zadzwonił do drzwi, w progu pojawiła się dziewczyna, z czekoladowymi, falowanymi włosami sięgającymi do ramion oraz z uśmiechem zdobiącym jej twarz. Właśnie mijał się z Eleanor, która również postanowiła odwiedzić Edwards, jednak akurat wychodziła. Z blondynkom przywitali się pocałunkiem w policzek, a po chwili Niall usiadł na kanapie. Dziewczyna podała mu obiad, przy którym rozmawiali oraz śmiali się, oglądając rozrywkowy program widniejący na ekranie telewizora. Gdy chłopak zjadł, sprzeczali się o to, kto pozmywa, co zakończyło się przepychanką przy zlewie jak i podłogą oraz ciuchami mokrymi od wody z pianą powstałą od płynu. Niall lubił spędzać czas z Perrie, często się śmiali, żartowali oraz dobrze rozumieli, będąc gotowymi rozmawiać na każdy temat. A ten moment, właśnie nadchodził.

– O co chodzi, Nialler? – zapytała blondynka, uśmiechając się zachęcająco.

– Uch… tak, więc chodzi o Zayna, Perrie – odpowiedział, nieśmiało spoglądając w jej stronę. Wiedział, że sypiają ze sobą jednak wiedział również, że Pers nie traktuje tego poważnie. Oboje spełniają jedynie swoje zachcianki. Tak, ma popieprzonych przyjaciół, ale kocha ich nad życie.

– Może być ciekawie, słucham co masz mi do powiedzenia – usiadła po turecku na kanapie, tuż obok chłopaka.

– Podoba mi się, nie wiem co mam robić – wypowiedział niemal na jednym tchu, czując się z wypowiedzianymi słowami, niczym zakochana, zagubiona nastolatka. Perrie rozszerzyła oczy w zdumieniu. Wiedziała, że Niall miał przygody z chłopcami, jednakże, Zayn?

– Woah… zaskoczyłeś mnie. Podoba ci się, ale czujesz coś głębszego do niego? – Dziewczyna zapytała, spoglądając z troską na chłopaka.

– Nie mam pojęcia Perrie, do tego ten dupek zachowuje się… dziwnie? Czy on stosuje jakieś swoje gierki?

– Co masz na myśli?

– Na przykład jego spojrzenia w moją stronę, niecodzienne gesty. Dzisiaj przytulił się do mnie kładąc obok siebie gdy leżał na kanapie, innym razem przyłożył dłoń do mojego policzka czy brzucha. O co w tym chodzi? – Niall wyglądał na naprawdę sfrustrowanego. Perrie uśmiechnęła się.

– Śmiem sądzić, że to działa w dwie strony. On również na Ciebie leci, Nialler. – Blondyn spojrzał na nią z niedowierzaniem.

– Nie, przecież on jest stuprocentowym hetero. Sypiacie ze sobą…

– Właśnie, że nie, już od dłuższego czasu. Pozostają między nami czyste stosunki przyjacielskie. Wiem co mówię, Słonko, Zayn Malik pragnie cię równie tak, jak ty jego.

W tym momencie komórka Nialla zadzwoniła, dając znać o wiadomości. Kończąc na tym rozmowę, ubrali się oraz udali do mieszkania Louisa, gdzie mieli się spotkać. W głowie Horana wciąż krążyły ostatnie słowa Perrie.

***

Dookoła była tylko ciemność. Brudna woda wdzierała się do nosa, ust, do płuc zabierając oddech. Gwałtowne ruchy rąk, nóg powoli przycichały. Szarpanina ciała, które błagało o ratunek, szanse na wydostanie się z objęć czarnej otchłani marniało, całkowicie zamierając. Włosy unosiły się lekko, jakby oddając ostatni taniec. Piękne oczy traciły swój blask, a także iskierki rozświetlające je, kompletnie blaknąc i matowiejąc. Pełne, koralowe usta siniały, zastygając w bez ruchu. Wspaniała cielesność, traciła swe ciepło, a śniady odcień zastąpił blady, nikły kolor, niemal przezroczysty. Czarna otchłań bezlitośnie wydzierała resztki żywota, skazując na mgliste wspomnienia nim serce zabiło po raz ostatni.
Nie ma ratunku, nie ma już życia, nie ma już nic…

Louis zaciskał w dłoni telefon, czekając na jakiekolwiek informacje. Wszyscy zbierali się w jednym pomieszczeniu już od południa, a zegar widniejący na ścianie wyznaczał godzinę przed północą. Brak jakichkolwiek informacji, choćby jedynego znaku, mówiącego, iż jest w porządku. Powinno być! Przecież już tyle wycierpieli, dlaczego muszą przechodzić kolejne katusze? Ach tak, błędy przeszłości. Jednak kara jest brutalna, zbyt bezwzględna. A trwania nie sposób cofnąć, biegu wydarzeń zmienić nie można, a kto igra z siłą wyższą, nie ma pojęcia o jej skutkach oraz potęgach. Do czasu, do czasu…

Gdy Niall wpatrywał się beznamiętnie w telewizje, Louis krążył po pokoju, Eleanor bujała się na kanapie, Zayn wpatrywał w jeden punkt, a George oraz Perrie przygryzali nerwowo palce bądź wargę, naglę coś przykuło uwagę Horana.

– Boże, nie mam już siły. Gdzie do cholery jest Danielle?! – jęknął rozpaczliwie Louis, wyglądając jakby łzy miały zaraz spłynąć po jego policzkach.

Niall przełknął ślinę, pogłaśniając telewizję.

– Myślę, że nie musisz martwić się o odpowiedź… – wypowiedział słabym głosem, a wszyscy zwrócili oczy ku ekranowi.
Z wód rzeki Tamizy, w godzinach wieczornych wyłowiono zwłoki młodej kobiety, lat około dwudziestu. Wiele czynników wskazuje na samobójstwo, jednakże brak jakichkolwiek świadków zdarzenia nie do końca potwierdza tę spekulację. Jeżeli ktokolwiek jest w stanie pomóc, prosimy o kontakt. Każda informacja jest cenna w możliwości ustalenia przyczyni śmierci kobiety…

Blondyn wyłączył telewizję, nie będąc w stanie wykonać żadnego pewniejszego ruchu. Po chwili każdy rozejrzał się po sobie, przeczuwając najgorsze. Kiedy dźwięk dzwonka do drzwi, rozległ się w mieszkaniu, przez ciało każdego przebiegł dreszcz. Louis zachowując resztki zimnej krwi, podszedł do drzwi naciskając na klamkę, a w progu dostrzegł Nicka i już wiedział, co oznacza jego wizyta. Mężczyzna w porę złapał chłopaka osuwającego się na ziemie, przytrzymując, po czym zatrzasnął za sobą drzwi. Louis wtulił się w jego ciało, ściskając płaszcz.

– Tak mi przykro, Louis – wyszeptał do jego ucha, a każdy z przyjaciół wiedział, iż ich przeczucia były trafne. Danielle nie żyła.

Czarny Anioł zbierał co raz większe śmiertelne żniwo. Nie zamierzał spocząć, chcąc wypić kielich goryczy. Do dna…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz