Zayn o poranku czuł całym ciałem, że dziś jest ten dzień. To dziś wreszcie skończy to pieprzone zadanie, które skończyć powinien dawno temu. Wreszcie wróci do Londynu i będzie tam gdzie być powinien- przy Harrym. Odetchnął ciężko, bo to wydawało mu się trudniejsze niż zwykło być. Powinien po prostu ubrać się, poczekać na Niall’a i pójść tam po czym wyjść zostawiając go z kulką w jego blond główce. Ale po raz pierwszy to nie byłe takie proste. Po raz pierwszy nie umiał tam po prostu wejść i nacisnąć spust.
Mimo to zwlókł się z łóżka i zrobił sobie małą czarną, po czym popijał nią tosty, które zagryzał w powolnym tempie. Nie śpieszyło mu się. Niall miał teraz wykłady i w domu będzie około piętnastej. Dlatego Zayn spędził południe na odpisywaniu na sms’y Harry’ego, który najwidoczniej nudził się w pracy. Wreszcie jednak stwierdził, że najwyższy czas się zbierać, wyszedł więc spokojnie jakby nigdy nic zabierając ze sobą małego, czarnego glocka z tłumikiem, który należał do jego ulubionych rodzajów broni. Dostanie się do zamkniętego domu blondyna było dziecinnie łatwe i wystarczyło w sumie kawałka drutu, a żaden z sąsiadów nie planował interesować się czymkolwiek, dlatego Zayn wszedł do małej kawalerki blondyna jakby nigdy nic. Ściany w saloniku były w kolorze limonki, tak samo jak w przedpokoju i kuchence. Zayn czuł się dziwnie przechodząc się po pustym mieszkanku Niall’a Jamesa Horana, jednak musiał, po prostu musiał zajrzeć w każdy kąt. Jego sypialnia była dopiero zaskoczeniem, w oczach Zayna. Całe mieszkanie było ładnie, schludnie prowadzone i było po prostu przyjemnie, ale sypialnia była inna. Ściany były w kolorze błękitu i w pomieszczeniu nie było nic oprócz łóżka i szafki nocnej, oraz małej komódki z ciuchami. Żadnych zdjęć, żadnych obrazów, żadnych śladów aby ktokolwiek tu mieszkał. Pościel była niemal wyprasowana i leżała równiutko ułożona. Wtedy dopiero Zayn spostrzegł to, czego na pierwszy rzut oka widać nie było. Niall nie miał ramek ze zdjęciami w całym domu. Nie było żadnego obrazu przedstawiającego jego rodzinę, bądź przyjaciół. Co prawda w salonie wisiał średniej wielkości obraz w odcieniach szarości, który świetnie komponował się ze ścianami, ale nic poza tym. Fakt, było przyjemnie, ale tu nie było czuć ciepła rodzinnego ogniska, jakie urządził w ich mieszkaniu Harry. Tu nie było tego czegoś i Zayn poczuł się jeszcze gorzej, bo życie Niall’a naprawdę było do dupy. Czy ktoś go w ogóle lubił, bądź kochał? Czy on kogoś w ogóle lubił, bądź kochał? Czy on w ogóle żył?
Zayn zerknął przez okienko i zauważył blondy czuprynę wchodzącą do kamienicy, więc stanął spokojnie w salonie, z boku przejścia, którym wejdzie Niall. Gdy usłyszał charakterystyczny dźwięk klucza przekręcanego w drzwiach spiął się. Czuł się źle. Nie chciał tego. Gdyby mógł w tym momencie dotarło do niego, że powinien rzucić to wszystko i wyjść, z daleka od Niall’a, jak najdalej od wszystkiego. Po prostu uciec i zostawić Horana w spokoju, na litość boską, on musi go zaraz zabić. Musi spojrzeć w te niebieskie tęczówki znowu i musi nacisnąć pieprzony spust. Musi to kurwa zrobić, po to tu jest, po to tu przyjechał.
Blondyn niczego nieświadomy wszedł spokojnie do salonu i wtedy zdał sobie sprawę z tego, że zapomniał torby, więc automatycznie odwrócił się na pięcie, ale coś mu przeszkodziło. Wysoki, smukły Zayn Malik z kamienną miną stał przed nim chwilę, a później jakby nigdy nic uniósł rękę ku górze celując prosto w środek czoła Irlandczyka. O dziwo Zayn był chyba bardziej przerażony nić Niall, a tak to przynajmniej wyglądało z jego perspektywy. Horan stał po prostu wpatrując się prosto w oczy Zayna i nawet nie mrugnął. Nie było płaczu, błagania o litość, prób przekupstwa.
-Więc to koniec? –spytał jedynie cicho i w tym momencie Zayn osłabł do końca. Nie przeszkadzało mu to? Nie było mu smutno? Przecież do jasnej cholery, Zayn ma go zaraz zabić.
-Na to wychodzi. –odparł starając się brzmieć pewnie i ozięble i o dziwo, udało mu sie to. Nial kiwnął głową, po czym uciekł gdzieś wzrokiem jakby zapatrując się w punkt gdzieś z boku Zayna. Mulat nie wiedział co zrobić. Strzelić? Już? Ale on nie chciał.
-Mam chociaż jakieś ostatnie życzenie? –mówiąc to wzrok Niall’a opadł i skupił się na jego stopach, podczas gdy Zayn przełknął głośno ślinę.
-Nie. Nie gramy w filmie. –stwierdził lekko cynicznie Zayn, chociaż nie chciał aby to tak zabrzmiało. Niall zaśmiał się nerwowo i dopiero teraz w kącikach jego oczu zaczęły gromadzić się łzy.
-Mam… –urwał. Nie dlatego, że chciał. Głos załamał mu się. Starał się nie płakać, naprawdę się starał, ale to było ciężkie. Nie chciał umierać. Nie chciał zostać zabity w ten sposób. Nie chciał zostać zabity przez tego człowieka. Przez osobnika, przez którego Niall częściej chodził do sklepu i wyglądał za okno z nadzieją, że zobaczy go. Ale nie widział.– Mam odwrócić się plecami, czy zamknąć oczy, czy… Cokolwiek?
-Jak chcesz. –Zayn wzruszył ramionami. Było mu obojętne jak zabije najbardziej urokliwego chłopca, jakiego spotkał.
Niall parsknął śmiechem po czym uspokoił się i spojrzał trochę radośniej w oczy Zayna.- To może po prostu wyjdę i ucieknę jak najdalej?
-Tak się bawić nie będziemy. –stwierdził Malik, ale po chwili pojedyncza łza spłynęła po niemal porcelanowym policzku Niall’a i Zayn wymiękł do końca. Nie miał nawet siły utrzymać pistoletu i opadł on w dół razem z jego ręką. Niebieskie oczy automatycznie podniosły się i spojrzały na niego zdziwione.
-Nie zrobisz tego? –spytał, a Zayn starał się znaleźć tam zdziwienie, radość bądź smutek. Nie było czuć nic w jego głosie.
Mulat zrobił się wściekły. Nie na Niall’a Jamesa Horana, ale na Zayna Malika, który wymiękł przez parę pieprzonych, błękitnych niczym Pacyfik w pogodny dzień oczu i blond czuprynę, i ten cichy głosik. Automatycznie pchnął Niall’a na ścianę i naparł na niego całym ciałem przysuwając powoli spust do jego skroni. Ich twarze były zdecydowanie za blisko i to może dlatego to policzków Horana napłynęła krew, a wzrok uciekł w dół.
-Nie znamy się, jasne? Nigdy mnie tu nie było, nigdy mnie nie widziałeś, to nigdy nie miało miejsca. Jasne? Jeśli dowiem się, że pisnąłeś komukolwiek słówko, znajdę cię i już nie będzie tak miło. Jeśli coś mi się stanie moi ludzie znajdą cię i będzie jeszcze gorzej, dlatego gęba na kłódkę i cała ta sytuacja się nie wydarzyła. Czy to jasne, Horan?
Niall pokiwał energicznie głową, więc Zayn odsunął się od niego i spokojnie ruszył w kierunku drzwi, przeklinając się w myślach, bo właśnie po raz pierwszy nie wykonał zadania, a to wszystko przez to, że jego celem był człowiek, który totalnie zawładnął jego umysłem i to nie tak, jak powinien. Chwycił spokojnie klamkę od drzwi i wtedy usłyszał znów ten głos, jakby śpiew tysiąca aniołów i przez to jego żołądek wywrócił się do góry nogami, a po całym ciele rozniosło ciepło.
-Napijesz się herbaty?
Zayn odwrócił się i spojrzał pytająco na Niall’a, który jakby nigdy nic stał za nim z dość niepewnym wyrazem twarzy i bawił się własnymi rękoma. Zupełnie nie rozumiał blondyna.
-Żarty sobie robisz, czy szukasz przyjaciół? –wypalił więc na pożegnanie i zatrzasnął za sobą drzwi chowając broń i zmierzając do swojego mieszkania.
Wciąż nie był pewien, dlatego całą resztę popołudnia i wieczoru spędził na obserwowaniu Niall’a, ten jednak nie robił nic szczególnego i Zayn czuł, że to koniec. Teraz może spokojnie wrócić do Londynu, a Niall zapomni o nim i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. Czego chcieć więcej?
Gdy Niall położył się spać Zayn odpalił laptopa i zauważył, że Harry jest zalogowany na skypie więc czym prędzej nacisnął zieloną słuchawkę i oczekiwał na połączenie. Spodziewał się zdołowanego Harry’ego z przyklejonym sztucznym uśmiechem, ale przywitał go najzwyczajniejszy w świecie Styles cieszący się nie wiadomo z czego.
-Coś się stało, Harry? –spytał na przywitanie ciesząc się lekko, a nawet mając nadzieje, że może Harry poznał kogoś miłego.
-Nie. Czy coś musiało się stać? Mam dobry humor to tyle. –odparł pewnie Harry popijając chyba herbatę, która odruchowo skojarzyła mu się z Niall’em. On pije dużo herbaty. A Zayn zaczyna wariować.
-To mnie cieszy, Harry. Naprawdę. Co u ciebie słychać? –spytał lekko się uśmiechając. Z Harrym było lepiej. To go cieszyło i to bardzo.
-U mnie nic ciekawego. Co u Niall’a? –spytał niby od niechcenia, ale tak naprawdę zbił Zayna z tropu. Dlaczego Harry znów o niego pyta? Skąd Harry w ogóle zna jego imię?
Wzruszył więc ramionami i udał, że to wystarczająca odpowiedź odruchowo zerkając w stronę okna, czy światła w mieszkaniu Niall’a wciąż są zgaszone. Było ciemno, więc Zayn wrócił wzrokiem do Harry’ego, który obdarował go jednym ze swoich obrzydliwie aroganckich uśmiechów.
-Podoba ci się, co?
-Harry, jesteś nienormalny. To mój cel. Mam go zabić, nie przelecieć.
-Więc czemu tego nie zrobiłeś? Dziś miałeś to zrobić, masz zamówiony lot na pojutrze rano.
-Czemu myślisz, że tego nie zrobiłem?
-Bo patrzyłeś za okno. Patrzyłeś czy śpi.
-Jesteś zbyt mądry, Harry.
-Po prostu powiedz, że ci się podoba.
-Nie podoba mi się. Nie zabiłem go, bo było mi go żal. Tylko i wyłącznie dlatego. –kłamstwa wypływały z jego ust bez problemu i dobrze o tym wiedział. Kiwnięcie głową Harry’ego tylko utwierdziło go w w tym, że jest wyśmienitym kłamcą, ale tylko przed innymi. Choć siebie też dość skutecznie okłamywał.
-Stan dał sobie chyba spokój. Ostatnio posprzeczałem się z nim i wygarnąłem mu trochę przy jego kumplach i chyba zrobiło mu się głupio, a oni już nie biorą go na poważnie. Uspokoił się i przestał gadać różne głupoty, chociaż wciąż nie jest przyjemny.
-Widzisz. Mówiłem ci, że będzie dobrze. Josh był u ciebie?
-Przyszedł raz, ale nawet mu nie otworzyłem mówiąc, że jestem zajęty i ma sobie iść… Chyba był zły, przeklinał coś a potem wysłał mi sms’a, że ty mnie zabijesz jeśli posuwałem kogoś w naszym mieszkaniu. To było nawet trochę zabawne, bo ja tak naprawdę oglądałem powtórkę Plotkary.
-Jezu ty wciąż to oglądasz. –zadrwił Zayn i parsknął cicho śmiechem.
-To nie jest śmieszne. To jest fajne! Mówiłem ci, to było takie ciekawe kto jest tą plotkarą, jezu… Ale nie obejrzałem jeszcze ostatnich odcinków, więc ciekawość zżera mnie do teraz. Jak myśli, kto to?
-Nie mam pojęcia, Harry. Nawet nie wiem kto jest kim w tym serialu. A tak na marginesie… Jestem z ciebie dumny, Harry. Mówiłem ci, że wszystko się ułoży. Stan już dał ci spokój, Josh na pewno poczuł, że masz go w dupie i teraz już tylko znajdziesz sobie świetnego chłopaka i wszystko będzie w porządku.
Harry odsapnął ciężko i oparł się wygodnie o kanapę, kładąc laptopa na kolanach. Przez chwilę wyglądał na smutnego, ale po chwili znów się uśmiechnął i nawet cicho zachichotał.
-Może masz rację. Ty zawsze masz rację, głupku. Nie lubię cię za to.
-Wróżę ci miłość, a ty mnie obrażasz. Dzięki, stary.
-Mówię poważnie. Teraz trzymam cię za słowo, koleś, bo jeśli nie znajdę tego pierdolonego kutasa, z którym mam spędzić resztę życia, to pójdę do zakonu.
Obaj wybuchnęli śmiechem i wtedy Zayn zdał sobie sprawę, że Harry naprawdę dobrze sobie radzi. Wiedział to już od początku rozmowy, ale teraz naprawdę czuł, że jest w porządku i to całe nieszczęście ze Stanem i Joshem i innymi frajerami, którzy stawali na jego drodze, właśnie się skończyło. Teraz Harry musi po prostu spotkać jakiegoś miłego gościa i zacząć się z nim spotykać i być obrzydliwie słodką i kochającą się parą, bo właśnie tego mu już tylko potrzeba. Przesadnej czułości, miłości, ciepła i świadomości, że dla kogoś jest całym światem i nie liczy się nic poza nim. Jeśli Harry spotka wreszcie tego kogoś to automatycznie jest na prostej drodze do ‘i żyli długo i szczęśliwie’, którego Zayn szczerze mu życzył. Bo Harry po tym całym cierpieniu w domu dziecka, a później tu zasługiwał już tylko na tego kogoś i jego mocne ramiona, w których Harry będzie mógł zasypiać czując się całkowicie bezpiecznie.
-Połóż się spać. Jeszcze tylko jutrzejszy dzień, noc i będę do ciebie leciał. Przyjedziesz po mnie na lotnisko?
-Raczej nie, mam pracę. Szefowa ostatnio zaczęła narzekać, że każe nam zostawiać telefony w szatni, żebyśmy nie pisali… Czepia się, baba wredna. Więc wątpię, żeby mnie wypuściła szybciej.
-Ok. To nic. Gdy już przylecę ogarnę się i podjadę po ciebie. Pojedźmy do kina. Dawno nigdzie nie byliśmy.
-Zapraszasz mnie na randkę, Zaynie? –spytał z przekąsem Harry, cicho się śmiejąc.
-Spadaj, Hazz. Idź już spać. Jutro masz pracę.
-Wiem. Dobranoc.
Ta noc była dość spokojna jak na fakt, że blok nalej spał chłopak, który mógł popsuć jego idealne życie. Gdyby tylko chciał, Zayn mógłby wpaść i zostać zamknięty, a Harry zostałby sam. Ale Zayn nie czuł, aby Niall chciał go wkopać. Ufał mu, bo przecież Niall nie miałby w tym żadnego biznesu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz