***
-Jasne szefie, ale chyba nie zrobiłem nic złego? - jego wzrok wciąż był wbity w dłonie mężczyzny siedzącego przy biurku. Nie potrafił spojrzeć w jego oczy. Wewnętrzny strach zawładnął jego ciałem, a podświadomość mówiła, że powinien uciekać jak najdalej. Nogi jednak miał jak z betonu, ciężkie.
-Panie Horan nie będę owijał w bawełnę i od razu przejdę do rzeczy. Pana okres ochronny w moim przybytku właśnie się skończył. Teraz zaczyna pan prawdziwą pracę. - uśmiech na twarzy Tomlinsona był przerażający, a oczy blondyna zrobiły się nienaturalnie duże z zaskoczenia.
-Al..ale co to znaczy? - zaczął się jąkać co wywołało salwę śmiechu u jego szefa, był idealny na miejsce, które tak długo świeciło pustkami, wreszcie miał idealnego, nieskazitelnego człowieka na miejsce swojego oczka w głowie, swojej perełki. Będzie musiał jeszcze raz podziękować Harry’emu za to wszystko.
-Chyba nie sądziłeś, że taki skarb jak ty będzie się marnował za barem? Pamiętasz jak mówiłem ci, że lubię mieć u siebie same perełki? No właśnie stałeś się główną z nich. Niewinną, pełną młodzieńczego uroku. Miałam na ciebie zbyt wielu klientów, abyś mógł stać za barem i rozlewać alkohole. - Lou oparł się wygodnie o swój fotel obracając między palcami ołówek. Był bardzo opanowanym i wyrachowanym mężczyzną, dla niego w sprzedawaniu ludzkiego ciała nie było niczego strasznego, on widział tylko i wyłącznie pieniądze.
-Ale przecież Harry powiedział, że będę tutaj barmanem. - Niall patrzył na Lou mając wciąż nadzieje, że zrobił on sobie po prostu z niego żarty jako z nowego pracownika. Niestety z każdą sekundą przekonywał się jakim okrutnikiem potrafił być, a może po prostu był jego szef.
-Harry.. Mały, biedny Harry.. On należy do mnie. Jest ode mnie uzależniony. Jest we mnie zapatrzony jak w nikogo innego, beze mnie on nie istnieje. Jest moją zabawką, moją marionetką. Jeśli będę kazał mu ciebie znienawidzić zrobi to, bez mrugnięcia swoim zielonym okiem. - pochylił się w stronę blondyna znów kładąc dłonie na blacie swojego biurka.
-Nie zgadzam się! Nie możesz mnie do tego zmusić! Podpisałem papiery na pracę jako barman, a nie jako dziwka! - Niall nie wytrzymał, wszystkie jego hamulce puściły. Podniósł się ze swojego krzesła i ruszył w stronę drzwi wyjściowych -Tak więc miło było cię poznać, a teraz żegnam. Mam nadzieje, że nigdy więcej się nie zobaczymy. - nacisnął na klamkę chcąc jak najszybciej opuścić biuro swojego szefa, ale za drzwiami stało dwóch osiłków. Złapali go pod pachy i zaprowadzili z powrotem na krzesło sadzając go na nim.
-Dziękuje, możecie odejść. Pan Horan nie zdaje sobie sprawy z tego, że mnie nie da się tak łatwo opuścić. - oczy Tomlinsona wcześniej łagodne, a teraz pełne złości wpatrywały się w wystraszonego blondyna. Niall popadał w coraz większą panikę. On naprawdę nie nadawał się na chłopaka do towarzystwa. Zawsze uważał, że jest hetero. Miał kilka dziewczyn i nigdy nie pociągali go chłopcy, a teraz miał oddać swoje ciało? Miał czuć okropnych, starych, spoconych gości, ich cuchnące oddechy i wielkie obrzydliwe łapska na oraz w swoim ciele? Nie podobało mu się to w żadnym wypadku. Panicznie szukał jakiegoś wyjścia z tej złej dla niego sytuacji.
-Nie możesz mnie tu przetrzymywać bez mojej zgody. - Lou zaśmiał się jedynie gardłowo i pokręcił głową, a jego kasztanowe włosy wcześniej ułożone w nienagnaną fryzurę odstawały każdy w inną stronę jak u szalonego naukowca.
-Ja nie mam zamiaru cię tutaj zatrzymywać siłą. - Niall chciał już coś powiedzieć, ale szatyn uciszył go podnosząc do góry jedną ze swoich dłoni -Ale oczywiście jesteś w stanie mnie spłacić? Masz pół miliona funtów, żeby mi je dać tu i teraz? Nie lubię czekać na oddawanie długów. - blondyn gdyby stał na pewno by usiadł. Jego nogi nawet kiedy siedział zrobiły się miękkie jak z waty, a ciało lekko zsunęło się po krześle. Nie miał tylu pieniędzy, to oczywiste i nie przypominał sobie, aby pożyczał jakieś swoje pieniądze od Lou.
-Przecież nie brałem od ciebie pieniędzy, wziąłem dopiero jedną wypłatę. Jak.. skąd taki dług? - łzy cisnęły się do oczu blondyna, a w jego gardle rosła gula, którą za wszelką cenę chciał przełknąć. Przecież nie mógł się teraz rozbeczeć. Zacisnął dłonie na podłokietnikach i wpatrywał się w bielejące knykcie.
-Podpisałeś pożyczkę oraz zobowiązanie, że jeśli nie będziesz w stanie mnie spłacić, ja mogę rozdysponowywać się twoim ciałem i twoim majątkiem. - podsunął mu kartkę, a błękitne oczy szybko przeleciały tekst. Niall miał ogromną ochotę złapać za kartkę i potargać ją -To tylko kopia. Możesz ją sobie podrzeć. I pamiętaj wiem o tobie wszystko. Wiem gdzie mieszka twoja rodzina, wiem gdzie są twoi przyjaciele i osoby na których ci zależy. Przede mną nie da się uciec więc radzę nawet tego nie próbować. - Louis był w końcu naprawdę z siebie zadowolony, miał to czego chciał. Zastraszonego, niewinnego blondyna, za którego już za pierwszym razem ustawiała się kolejka, a licytacja jego rozdziewiczenia w tym przybytku sięgnęła kosmicznej sumy -Nie martw się, twoje zarobki również wzrosną, jeśli będziesz zachowywał się grzecznie. Pozwolę ci również mieszkać w swoim mieszkaniu, ale będziesz odwożony i przywożony. I nie wolno ci ściągać tej bransoletki. Dzięki temu każdy wie kim tutaj jesteś i jak ważny dla mnie jesteś.
-Jesteś skurwysynem Tomlinson. Bezwzględnym skurwysynem. - szklące się od łez oczy blondyna spoczęły na zadowolonej twarzy Lou, który wstał ze swojego miejsca i powolnym krokiem, nie odrywając wzroku od swojego nowego nabytku stanął za nim układając dłonie na jego ramionach i pochylając się nad jego uchem.
-Komplementy panie Horan proszę zostawić na później. - palce Lou coraz bardzie wbijały się w obojczyki Nialla, aż ten w końcu syknął z bólu co sprawiło, że szatyn uśmiechnął się jeszcze bardziej -Piękny głos przypuszczam, że twoje krzyki w ekstazie będą bardzo zadowalające. - wyprostował się i stanął tuż przed siedzącym chłopakiem -A teraz idź się przygotować. Masz godzinę.
-Ale jak to?! - po bladym ze strachu policzku Nialla przetoczyła się jedna samotna łza bezsilności. Nie mógł nic zrobić. Bał się. Wiedział co się dzieje i co się stanie, pragnął jakiegoś ratunku, ale nikt nie mógł mu przyjść teraz z pomocą.
-Nie mam czasu na czekanie, jak już ci mówiłem zbyt długa kolejka ustawia się do twojego tyłka. - pochylił się i delikatnie poklepał blady policzek blondyna -Te łzy zachowaj na dzisiejsza noc, coś mi się wydaje, że ci się jeszcze przydadzą. I lepiej żebym nie otrzymał żadnych skarg na ciebie, inaczej od razu poznasz co to znaczy kiedy jestem niezadowolony i wkurwiony. A teraz idź już. Sam odprowadzi cię do twojego pokoju. A właśnie i na sam koniec nie interesuje mnie jaką historyjkę wymyślisz Harry ma myśleć, że sam poprosiłeś mnie o bycie dziwką, bo zrobię ci z życia piekło. Rozumiesz? - Niall zaśmiał się smutno w jego głowie panował wielki chaos. Jego życie już teraz zmieniło się w piekło na ziemi. Pod groźnym spojrzeniem Lou, Irlandczyk podniósł się i ruszył powoli w stronę drzwi, przed wyjściem odwrócił się jednak jeszcze w stronę szatyna i zmroził go spojrzeniem.
-Pieprz się Tomlinson, obyś zdechł. - słowa same wychodziły z jego ust, przestał to kontrolować. Lou jedynie zmrużył oczy i pokręcił głową z dezaprobatą.
-O moje pieprzenie się nie martw jak nie Harry, to któryś inny mi obciągnie. - z jego gardła znów wydobył się ten charakterystyczny śmiech -Spieprzaj stąd Niall bo zaczynasz mi działać na nerwy. - Horan otworzył drzwi i spojrzał na stojącego przed nim mężczyznę. Ten jedynie skinął na niego i złapał za przedramię prowadząc przez ten sam korytarz, którym pierwszego dnia przechadzał się z Harry’m. Jak odmienny miał teraz nastrój. Jego nogi niosły go jedynie jakąś niezrozumiałą siłą, bo sam nie miał pojęcia jak to się działo. Kiedy już miał wejść do swojego pokoju dostrzegł Nick’a uśmiechającego się szyderczo i mówiącego coś półgłosem, ale blondyn mógł wyczytać jedynie z ruchu jego warg słowa, które wypowiedział już wcześniej “tutaj nic nie jest takie na jakie wygląda”. Wszedł do środka i gdy został sam, usiadł na łóżku chowając twarz w dłonie i pozwalając sobie na płacz. Wpadł w bagno i nie miał pojęcia jak się z niego wydostać.
***
Gdy tylko drzwi za Niallem się zamknęły usiadł spokojnie za biurkiem wybierając numer do Hazzy. Teczkę z imieniem blondyna schował do sejfu i wsłuchał się w melodyjkę jaką jedna z jego ulubionych marionetek miała ustawionych na granie na czekanie.
-Lou misiu. - usłyszał po krótkiej chwili rozradowany głos kędzierzawego, był on głęboki obdarzony tą naturalną chrypką. Louis uwielbiał gdy Harry krzyczał jego imię, a jego ciało wiło się pod nim. Przez to wyobrażenie w jego spodniach zrobiło się wyjątkowo ciasno. Usiadł na krześle i miał ochotę albo sobie ulżyć prosząc któregoś z chłopaków o małą pomoc, albo jak najszybciej udać się do swojego domu i zaciągnąć tego małolata do swojej sypialni pieprząc go do nieprzytomności. Odpowiedź była prosta.
-Przygotuj się. Będę najpóźniej za godzinę, mogę sobie zrobić małą przerwę w pracy specjalnie dla ciebie. - nie mógł sobie odpuścić w tym momencie, a frustracja seksualna rosła z każdą chwila, z każdą myślą o boskim ciele kochanka. Chyba tak mógł nazwać Styles’a.
-Cieszę się i nie mogę doczekać. Przygotuję też coś do jedzenia. Czekam z niecierpliwością i tęsknię. Paa. - niebieskooki chłopak usłyszał dźwięk zakończonej rozmowy i rzucił telefon na blat biurka opierając się o fotel i zamykając swoje oczy aby się uspokoić. Vzekała go jeszcze jedna rozmowa. Dziś miał naprawdę pracowity dzień. Możliwe, że poszedłby spać, ale usłyszał pukanie do drzwi i po chwili pojawił się w nich jego osobisty ochroniarz.
-Słucham Cię Bryan
-Przyszedł już pan Anderson. Mam go wpuścić?
-Tak, oczywiście. - Lou poprawił się na swoim krześle i ujrzawszy mężczyznę wchodzącego do jego gabinetu uśmiechnął się szeroko. Znał go doskonale, był jednym ze stałych klientów jego burdelu. Biznesem o upodobaniach do młodych chłopców, zapewne jakby się ktoś o tym dowiedział byłby skończony. Tomlinson lubił tą władze jaką miał nie tylko na swoimi pracownikami, ale również nad klientami. Podniósł się i uścisnął dłoń mężczyzny z przesadzoną radością.
-Witaj Tomlinson ogromnie się cieszę, że to mnie spotkał ten zaszczyt. - grubszy mężczyzna rozsiadł się na krześle, które kilka minut temu zajmował Horan i założył dłonie na klatce piersiowej.
-Dałeś najwięcej więc chłopak na dzisiejszą noc jest twój. - Louis był skrupulatny, wszystko musiał mieć w dokumentach twierdził, że bez tego by zginął. Nie byłby pewnie w stanie zapamiętać wszystkiego, dlatego podsunął mężczyźnie umowę, którą ten natychmiast podpisał.
-Przejdź do rzeczy bo nie mogę się już doczekać.
-Jasne, jasne rozumiem. W sumie możesz robić wszystko. Używaj sobie go ile chcesz, masz go dziś na wyłączność. Cała noc do twojej dyspozycji. Jedynie nie chciałbym, aby na jego ciele zostały trwałe uszkodzenia, musi się jakoś prezentować dla innych. - uśmiech szatyna dosięgał teraz oczu. Zawsze tak miał jak pomyślał o kupie kasy jaką może zarobić. Był młodym miliarderem i to mu się niewątpliwie podobało.
-To zrozumiałe, kto wie może sam jeszcze zechce skorzystać z jego usług. - Lou uśmiechnął się szeroko na te słowa. Wiele razy słyszał, że jest bez serca, ale nie przejmował się. Widząc podnoszącego się mężczyznę uczynił to samo i odprowadził go do drzwi poklepując delikatnie po plecach.
-Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć ci miłej nocy. Jeśli mnie nie będzie zadzwoń, chce wiedzieć czy ci się podobało. - szatyn oparł się o ramę drzwi czekając na skinienie głowy mężczyzny, którego po kilku chwilach stracił z pola widzenia zamknął drzwi i zaczął się zbierać. Jego też czekała dziś niesamowita noc w towarzystwie swojego osobistego kochasia.
***
Z każda minutą serce Nialla biło w coraz szybszym tempie, jego ciało paraliżował strach. Chciał stąd uciec jak najszybciej, nie umiał pogodzić się z własnym losem i własną głupotą. Bezsilność po raz kolejny wywołała spływające po jego policzku łzy. Gdy drzwi zaczęły się otwierać wstał z łóżka i wpatrywał się w wchodzącego mężczyznę. Był okropny. Gruby z obleśnym uśmiechem wręcz śliniącym się na widok kruchego blondyna. Rozpoznał go od razu. To on przychodził codziennie do baru zamawiał alkohol i siedział. Niall wiedział teraz, że przychodził on patrzeć na niego.
-Jesteś jeszcze piękniejszy w tym stroju. Dziś zabawimy się ze sobą, słoneczko. - gdy oblizał językiem swoje spierzchnięte wargi Horan miał ochotę zwymiotować tu i teraz, a z każdym krokiem napalonego faceta cofał się i dopiero ściana, cholerna ściana zatrzymała go i spowodowała, że znalazł się w potrzasku. Ogromne dłonie znalazły się na jego biodrach, a cuchnący alkoholem oddech poczuł na swoim policzku, na którym po chwili znalazły się usta sunące powoli w dół jego szyi. Niall czuł coraz większe obrzydzenie, do siebie z każdym kolejnym dotykiem mężczyzny. Jego ciało spięło się do granic możliwości i starał się wyrwać gdy dłoń faceta znalazła się w jego spodniach i zaczął dobierać się do jego członka.
-Uhh. - westchnął rozradowany mężczyzna wprost do ucha Nialla, a ten skrzywił się jedynie czując coraz mocniej zaciskaną dłoń. Chłopak z całych sił starał się nie tracić kontroli nad swoim ciałem -Rozluźnij się, a wtedy będzie przyjemniej, przecież czuje jak twój penis staje się coraz twardszy. - zacisnął jeszcze mocniej dłoń, a Niall syknął z bólu i odepchnął od siebie faceta zbierając jakieś resztki sił wydobyte z głębi jego ciała. Dostrzegł wyraźnie niezadowolenie ze swoich poczynań, bo w oczach mężczyzny oprócz pożądania dostrzegł gniew, a po chwili go poczuł. Dłoń faceta znalazła się z ogromną siłą na jego policzku, aż stracił równowagę i upadł na kolana.
-Ty mała, cholerna, nic nie znacząca dziwko! Masz się mnie słuchać! Rozumiesz?! - złapał za włosy blondyna stawiając go do pionu i patrząc gniewnie w jego niebieskie oczy przepełnione łzami -Rozumiesz?! Masz odpowiadać śmieciu kiedy cię o coś pytam! - cisnął ciałem blondyna na ścianę i podszedł do szafki z której wyjął coś co przypominało bat. Niall jeszcze bardziej przytulił się do ściany jakby miał nadzieje, że rozsypie się ona na kawałki i uwolni go z tej pułapki, gdy ręka jego kata uniosła się do góry zamknął oczy, usłyszał świst a później swój własny krzyk rozpaczy, nawet nie wiedział kiedy po prostu zaczął płakać, a własnymi łzami zaczął się krztusić. Miejsce, w którym narzędzie zetknęło się ze skórą blondyna okropnie piekło, ale oprócz czerwonego śladu nie pozostawiło nic więcej -Pytam po raz ostatni, Rozumiesz?! - znów świst, ogromy ból, i żałosny krzyk blondyna wypełniły pokój.
-Taaak. Rozumiem.. - wyszeptał Niall błagając w duchu, aby mężczyzna już sobie odpuścił.
-To dobrze teraz wstawaj. Zdejmuj koszulkę i spodnie. Migiem! Bo jak nie, znów poczujesz mój gniew. - Horan bez zająknięcia wykonał polecenie. Stał nagi trzęsący się ze strachu i zalany łzami, których się nie wstydził. Szarpnięty za nadgarstek ruszył za mężczyzną i starał się wyczyścić umysł, chciał znaleźć się gdzieś indziej gdzie to wszystko zniknie. A może to był sen, może to wszystko mu się śni, może to najgorszy koszmar. Z ostatnią tlącą się nadzieją uszczypną swoje udo, ale nic się nie zmieniło.
-Na czworaka na łóżko już! - krzyk przeszedł jak prąd po ciele Nialla, ale wykonał polecenie, jego ręce zostały pociągnięte do przodu i opierał się teraz na całych przedramionach czuł się upokorzony.
-Nogi szeroko. - szorstkie dłonie klienta gładziły jego ciało. Czuł jak ugina się materac na łóżku, a palce mężczyzny suną po jego tyłku lecz po chwili już ich nie było.
-Masz krzyczeć, że jest ci zajebiście dobrze zrozumiałeś? - mężczyzna złapał za włosy Nialla odchylając jego głowę do tyłu i gryząc płatek jego ucha.
-Tak, zrozumiałem. - Niall miał nadzieje, że facet szybko skończy, weźmie sobie to co chce, a on jakoś to wytrzyma przecież to nie mogło trwać zbyt długo. Niestety blondyn nie wiedział, że Jack miał zamiar “bawić” się nim całą noc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz